Do uderzenia jednego dziecka nauczycielka się przyznaje. Drugiemu oskarżeniu zaprzecza. Mama sześciolatka żąda zwolnienia kobiety
Do sześciu sztuka 6 listopada. Monika Kaczmarzewska krzyczy w przedszkolu. Wyładowuje złość na wychowawczyni. Nauczycielka z ponad trzydziestoletnim stażem miała uderzyć jej syna. Ręką w tyłek. Sześciolatek jest pewny, więc mama nie przestaje. Pedagog nie wie o co chodzi. Uważa, że matka chłopca ją oczernia. Bo jak raz zdarzyło jej się uderzyć, to można ją oskarżać. Pierwszy raz przydarza się jej 16 października. Nauczycielka ma zajęcia z grupą, którą na co dzień prowadzi inna pracownica przedszkola nr 1. Nauczycielka prosi dzieci o sprzątanie zabawek. Jeden z chłopców jest oporny. Na nakazy reaguje: No co mi robiiisz? Czeeemu? Po kolejnej prośbie kobieta nie wytrzymuje i uderza chłopca. Zrobiła to, co zrobiła. Bardzo żałuje i przeprasza. Krystyna Kucharska zapisuje notkę służbową.
[[reklama]] Nie ma sprawy Krystyna Kucharska opisuje w niej przebieg zdarzenia podany przez mamę chłopca. Potem przeprowadza rozmowę z podwładną. Prosi żeby taka sytuacja się nie powtórzyła. Na tym działania dyrektor się kończą. Mama chłopca zajścia komentować nie chce. Jest skrucha, wybaczenie rodzica i na tym koniec. Do 6 listopada. Po awanturze w klasie, po godzinie 10.00 Monika Kaczmarzewska siedzi w gabinecie K. Kucharskiej. Nauczycielka odpiera zarzut uderzenia Mikołaja. Monika Kaczmarzewska: - Dostał w pupę za to, że źle trzymał nożyczki w ręce. Na całe szczęście dostał ręką, bo gdyby było inaczej, to by było naprawdę źle. Spór rozsądzić ma pielęgniarka. Ogląda chłopca. Jest siniak, ale stary, a pani uderzyć miała wczoraj. Dyrektor Kucharska twierdzi, że poznać to można po kolorze sińca. Przełożona uznaje, że sprawy nie ma, choć matka chłopca czeka na sygnał od dyrekcji co w tej sprawie robi.
Mój syn nie kłamie Oskarżana nauczycielka dalej prowadzi zajęcia w swojej grupie i w grupie koleżanki. Ma opinię wymagającej, ale skutecznej. Dzieci muszą siedzieć prosto, używać zwrotów grzecznościowych, sprzątać po sobie. Jednak według Moniki Kaczmarzewskiej, która kilka miesięcy temu przeprowadziła się do Złotowa z Trzcianki, metody wychowawcze nauczycielki przedszkola nr 1 nie są wzorcowe. - Syn w ogóle nie chce chodzić na zajęcia do tej pani. Zawsze prosi żebym go wcześniej odebrała, że nie chce tam siedzieć, bo mają tam taki rygor. Panią wychowawczynię też poznał w środku roku i ona też krzyczy na nich i daje kary, bo wiadomo że dzieci są niegrzeczne, ale nie ma takiego zniechęcenia jak do tej drugiej pani – matka porównuje wychowawczynię grupy z obwinianą nauczycielką.
A z oskarżenia się nie wycofuje, mimo że Mikołaj o uderzeniu mówi jej po zapytaniu o sytuację kolegi z grupy: - Z tego co wiem, moje dziecko nie kłamie. Syn w ogóle nie miał zamiaru mi powiedzieć, bo chyba bał się pani. A gdyby zmyślał? - Pytałam czy na pewno, na 100%, pani go uderzyła. Że nie może kłamać, bo ta pani będzie miała nieprzyjemności. Syn twierdzi, że na pewno go uderzyła – Monika Kaczmarzewska uważa, że nauczycielka nie powinna pracować w przedszkolu. Bo skoro uderzyła raz, to może to zrobić ponownie. - Mi nie jest szkoda tej pani – podsumowuje i wspomina o doniesieniu do prokuratury.
O zdarzeniu w przedszkolu jego władze nie informują organu prowadzącego. Stanisław Wełniak, burmistrz Złotowa: - Niech ta pani napisze do mnie i wtedy mogę wszcząć procedurę. Jeśli to jest prawda, to to jest skandal. Oskarżana nauczycielka, jak również dyrektor przedszkola, najpierw udzieliły nam obszernych wyjaśnień w obu sprawach, jednak przed publikacją wycofały się ze swoich słów. Krystyna Kucharska wystosowała natomiast komentarz: - Żadna sytuacja, w której dziecko doznało uszczerbku na zdrowiu z winy nauczyciela nie miała nigdy miejsca w naszym przedszkolu.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze