Wszystko pływa. Aż do bólu głowy. Wrażliwych błędnik może ostrzegać, że te prace nie są dla nich. To złodziejki. - „Pożyczają” one swe barwy od otoczenia, nieustannie igrając ze światłem. Ich kolor, forma i faktura są wzmacniane, łamane, powielane lub odbijane przez niepowtarzalną lustrzaną powierzchnię – tak swoje rzeźby opisuje Tomasz Dąbrowski. A tworzy on przy użyciu spawarki, giętarek i pras.

Jedna z prac pana Tomasza
Początek lat 80-tych. Tuż przed stanem wojennym do Złotowa trafia Tomasz Dąbrowski. Gdańszczanin, absolwent pierwszego rocznika szkoły zawodowej szkolącej złotników i zaocznego technikum mechaniki precyzyjnej. Trafia tu dzięki znajomości z panem Gregorkiewiczem – znanym złotowskim optykiem. - Z Gdańska pojechałem do Lubawki na granicy z Czechami, by się usamodzielnić, we Wrocławiu zdobyłem papiery mistrzowskie – nasz rozmówca się legitymuje. W Złotowie bierze się do pracy. - Otworzyłem zakład przy ulicy Domańskiego, a potem[[pay]] Obrońców Warszawy 39. Ciekawe czasy, bo wtedy rzemiosło było odważniejsze i się rozwijało – mówi złotnik, który w szczytowym okresie działalności miał trzy sklepy (przy Obr. Warszawy, w Hali Targowej i w Rolniku), punkt przyjęć biżuterii i zatrudniał dziesięciu pracowników. - Interes szedł dobrze, choć w pewnym czasie rzemiosło było tępione, bo podatki były wyższe dla takich dochodowych zawodów jak złotnik – uważa.

Patery, miski i miseczki - artysta wykonał je samodzielnie
Upada jednak nie przez los, ale własne zaniechania. - Gdy rosła konkurencja, trzeba było się skupić na jednym miejscu. Popełniłem błędy marketingowe, trochę też namieszało mi w biznesie życie prywatne. I się pogubiłem – przyznaje rzemieślnik, który w połowie lat 90-tych dosłownie opływał w złoto. - Interes zaczął topnieć, a ja wyjechałem do USA. Ostatni punkt w hali zamknąłem w 2005 roku – przypomina sobie z trudem, jakby jego mózg zakopał gdzieś głęboko te trudne przeżycia.
- Na świecie jest takich osób wiele, ale dookoła nie ma nikogo. Zobaczyłem takich ludzi w internecie i dzięki temu zaistniała we mnie ta odwaga – siedząc przed ścianą z surowych cegieł i patrząc na rzeźbę niby z płynnego metalu przeskakujemy pięć lat wprzód. Od 2010 roku pan Tomasz zajmuje się rzeźbieniem w stali nierdzewnej. Od rana stuka młotem i miażdży metal prasą, by wydobyć z niego sztukę.

Pan Tomasz nazwał "Synkiem" rzeźbę najbardziej człekopodobną jaką wykonał
- Już w młodości chciałem robić coś więcej niż biżuterię. Pracowałem w złocie, bo to było opłacalne – T. Dąbrowski jest w takim wieku, że pieniądze mają dla niego małe znaczenie. - Teraz zafascynowało mnie połączenie ślusarstwa i spawalnictwa z zamysłem artystycznym. U mnie króluje stal nierdzewna. Zacząłem od nieśmiałych brył – złotowianin siada na połyskującej pufie. - Inspirowała mnie – pójdę na całość – Statua Wolności. Ta gigantyczna rzeźba wykonana została z grubej, dwumilimetrowej blachy miedzianej. A ja chcę robić jeszcze trudniej, bo miedź jest bardziej kowalna niż moja stal nierdzewna – twierdzi miejscowy artysta.

Rzeźbienie w stali nierdzewnej na wielu etapach bardziej przypomina pracę spawacza i kowala niż artysty o miękkich palcach
Jak to robi? Nie umie rysować, więc projekt kreśli w głowie. Skalę, kąty, wszystko. Czasem prosi kogoś o wycięcie kształtów na maszynie cnc i zmienia się w kowala. W piwnicy tłucze młotem, maltretuje blachę przy pomocy dwudziestotonowej prasy, potem spawa i poleruje. - Straszna mordęga. Ale się rozkręcam – zapewnia, siedząc niepewnie na krześle, w otoczeniu ksiąg o malarstwie i rzeźbie. Metalowe podpórki wgryzające się pod kątem w ścianę pewnie zrobił sam. - Wykonuję ekspresyjne obiekty przywodzące na myśl płynny metal – z tym trzeba się zgodzić. Patrząc na rzeźby T. Dąbrowskiego ma się wrażenie rozpływania materii.
Tak jest z „Synkiem”, czyli ze stalową głową świecącą odbitym światłem, tak jest też z chmurą i Słońcem. Pływają patery i płaskorzeźby. - To jest płaskie i proste. Jeden dzień pracy plus polerowanie. Może to i efektowne, ale nie jestem zadowolony, że to jest płaskie – zwykle to artysta najostrzej krytykuje swoje prace. - Zarzuciłem to, bo chcę połączyć technikę przetłoczeń z bryłą zamkniętą. To musi być 3D. Z każdej strony ma wyglądać inaczej – uznał rzeźbiarz. Dlatego dziś uczy się tworzyć najpierw w świecie wirtualnym. Program komputerowy pomaga zmieniać kształty i proporcje bez wysiłku i kosztów. A te są ważne, bo złotowianin od lat nie zarabia.

Surowość w sztuce i przestrzeni - złotowianin jest oszczędny w formie. Na ścianie resztki jego dawnego szyldu złotnik
- Moje marzenia finansuję za pieniądze ze sprzedaży nieruchomości. Zainwestowałem w narzędzia i jestem przygotowany do pracy – zapewnia, choć przyznaje, że kontrahentów nie ma zbyt wielu. - Brat z Ameryki trochę mnie sponsoruje. Sprzedałem kilka mniejszych rzeczy, ale liczę na odmianę losu. Zrobiłem herb Gdyni, który chcę podarować miastu z okazji jego rocznicy, która przypada w lutym przyszłego roku. Jest szansa, że dzięki temu moje nazwisko zaistnieje w większym mieście. I że posypią się zamówienia – po pięciu latach inwestowania mężczyzna chciałby zacząć zbierać żniwo. Zwłaszcza, że w stali upatruje przyszłości sztuki. - To zimno, te kształty, ta forma robią wrażenie. Wycinanki z papieru też są sztuką, ale są łatwe do zniszczenia. A to jest niezniszczalne... [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze