Ma zaledwie 21 lata. Pisze wiersze, niedługo wyda swój pierwszy tomik poezji. Zadziwia niesłychaną erudycją - z mieszkanką Krajenki i studentką Uniwersytetu Jagiellońskiego Dominiką Jiers rozmawia Ryszard Mikietyński
Jest Pani bardzo młodą osobą i już sukcesy. Kiedy poezja zdążyła Panią „dopaść”? Wszystko zaczęło się ponad trzy lata temu. Pamiętam, że trzymałam w dłoni „Książeczkę o człowieku” Romana Ingardena, wpadłam wtedy na pomysł, że napiszę wiersz. To był mój pierwszy egzystencjalny wiersz, jak się później okazało - nie ostatni. Z poezją podobno tak jest, że przychodzi znienacka i czai się między książkami. Wielu poetów rozpoczęło swoją drogę w podobny sposób. To był impuls, który sprawił, że na dobre zerwałam z twórczością eseistyczną i oddałam się w pełni poezji. Moje pierwsze utwory powstawały w milczeniu, to wynikało z tego, że nie byłam wówczas pewna obranej drogi. Przez długi czas utrzymywałam w tajemnicy nową pasję, o poetyckich poczynaniach jako pierwsi dowiedzieli się rodzice, po dziś dzień to właśnie oni są pierwszymi czytelnikami moich wierszy.
Od razu była Pani ze swoich wierszy zadowolona? Kiedy otwieram swój nieco poszarpany kajecik i wracam do wczesnych utworów oczywiście oblewa mnie fala wstydu i śmiechu, początki są zawsze trudne, a okres grafomaństwa jest chyba naturalną konsekwencją niedojrzałego pisania. Z tej przypadłości trzeba się po prostu wyleczyć, najlepiej jak najwcześniej. Jest to niewątpliwie trudne i wymaga pracy nad sobą, nie ma jednej, skutecznej metody. Ja miałam to szczęście, że w porę spotkałam tych, którzy wiedzieli więcej niż ja, mam na myśli mojego mentora, prof. Bogusława Żurakowskiego, członka PEN Clubu, byłego prezesa krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Kraków, w którym Pani studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim, to miasto poetów. Udało się. [[reklama]] Pani któregoś spotkać? Owszem, na poetyckie salony wprowadziły mnie przyjaciółki, z którymi studiuję filologię polską na UJ, poetki Marta Różańska oraz Marzena Niezgoda. To właśnie dzięki nim poznałam środowisko krakowskich poetów. Miałam przyjemność poznać m.in. Ryszarda Krynickiego, Martę Półtorak, Anetę Kielan, Bronisława Maja oraz Michała Rusinka, który zresztą egzaminował mnie z przedmiotu poetyka z elementami teorii literatury. Oprócz wymienionych poetów zderzyłam się również z Grzegorzem Turnauem oraz Sławomirem Mrożkiem, niebywałe osobowości.
Gdzie odbył się Pani publiczny debiut? Pierwszy raz czytałam swoje wiersze w Kawiarni Literackiej przy ulicy Kanoniczej, o dziwo nie zostałam wywieziona na taczce, pojawiły się słowa uznania oraz wiele cennych wskazówek dotyczących pisania. To właśnie w tej kawiarni spotykałam się z krakowskimi poetami, zwykle raz w miesiącu, czytaliśmy swoje wiersze nie szczędząc sobie konstruktywnej krytyki. Spotkania te bardzo wpłynęły na jakość moich tekstów, z tygodnia na tydzień zmieniałam styl pisania, poszukiwałam nowych inspiracji, poetyk, odkrywałam to, czego samodzielnie nie byłam w stanie odkryć. Rozwój i efekt mozolnej pracy został doceniony, zyskałam respekt w środowisku krakowskich poetów, co uznaję za swój ogromny sukces. [[nowa_strona]] Jak wygląda Pani życie literackie poza kołem SPP? Oprócz działalności w kole pisarzy przy SPP uczestniczę także w wielu konkursach poetyckich, turniejach „Jedynego Wiersza”, moja poezja uświetnia rozmaite wydarzenia kulturowe: „Poezja na trasie Kraków - Czeski Cieszyn” czy też „Muza w muzeum, czyli Erato spotyka Klio” w Domu Historii Podgórza w Krakowie. W tym roku jeden z moich wierszy zostanie opublikowany w zbiorowym tomie poetyckim Wydawnictwa św. Macieja Apostoła, gdzie znajdą się wiersze stricte religijne, a na ich tle mój „List do Pana B.” Zajmuje się Pani nie tylko poezją. Aktualnie oprócz poezjowania, z racji moich zainteresowań, piszę również teksty krytyczno-literackie, analizy dzieł twórców: Artura Międzyrzeckiego, Andrzeja Bursy, Ewa Lipskiej, Czesława Miłosza. Takie spotkania z poezją to także forma pracy nad własnym warsztatem poetyckim.
O czym są Pani wiersze? Idea mojej poezji od początku jest niezmienna, piszę o ludziach i dla ludzi. To nie są utwory lekkostrawne, bywają gorzkie, pesymistyczne i przesiąknięte sceptyczną postawą wobec ludzkiej egzystencji. To poezja trochę metafizyczna, stawia pytanie o sens ziemskiej wędrówki, stanowi próbę ocalenia nadpsutej moralności człowieka. Wiersze to moja indywidualna reakcja na to, czego doświadczam bądź czego doświadczają bliskie mi osoby. W pisaniu ważna jest empatia, współodczuwanie tego co dzieje się wokół - oczywiście bez przesady, taka umiejętność pozwala posługiwać się liryką maski, od której nie stronię. W interpretacji moich wierszy należy uważać i zawsze przestrzegam, aby czytelnik nie utożsamiał mnie z podmiotem lirycznym - wiersz jest częścią mnie, ale postawa konkretnego lirycznego „ja” już niekoniecznie. To tak w związku z wierszami o wydźwięku ateistycznym i dla jasności - jestem zadeklarowanym katolikiem. [[reklama]] Studia absorbują. Czy ma Pani czas na rozwijanie innych zainteresowań? Na szczęście ciężar polonistycznych lektur nie tłamsi mojej fascynacji życiem. Nauczyłam się organizować czas w taki sposób, żeby łączyć przyjemne z pożytecznym. Mam szerokie pole zainteresowań, na tej płaszczyźnie jestem nadpobudliwa. Mnie wszystko interesuje, warto być erudytą. Ale uściślę, ponieważ istnieją dziedziny, które szczególnie absorbują, oczywiście niezmiennie od lat filozofia i psychologia, literatura współczesna, krytyka literacka i od niedawna logopedia. Nie stronię również od sztuki, uwielbiam twórczość Alfonsa Muchy oraz, z innej beczki, Salvadora Dali.
Plany na przyszłość? W niedalekiej przyszłości planuję wydać debiutancki tomik poezji, wiem już, jakie wydawnictwo, wiem, jaki tytuł i wiem, kto będzie recenzował. Póki co nie rozwinę tego tematu, o nim porozmawiamy gdy tomik zostanie wydany. W tym roku czeka mnie obrona pracy licencjackiej oraz egzamin wstępny na krytykę literacką. Planuję również podjąć studia logopedyczne. Mam nadzieję, że do tego czasu nie zwariuję. Studiuje Pani daleko od rodzinnego miasta. Jest Pani oczarowana Krakowem? Chwilami myślę, że za daleko, a Kraków owszem, jest piękny, to miasto magiczne, ale w tym wielkim świecie bardzo łatwo o samotność. Takie miasto potrafi oczarować jak również rozczarować.
W Krakowie też można się czuć samotnie
Czym jest dzisiaj dla Pani Krajenka? Krajenka - moja mała ojczyzna, tutaj się wszystko zaczęło, tutaj zaczęłam pisać. To korzenie, z których się nie wyrasta, nie można zapomnieć. Przystań, do której zawsze powracam.
Dominikę Jiers mówiącą swoje wiersze można obejrzeć: http://www.youtube.com/watch?v=rRmuX8Zl58Q
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze