Końcówka kwietnia to był prawdziwy dramat dla sadowników i plantatorów w powiecie. Nocą, kiedy temperatura spadała poniżej zera, oni rozpalali ogniska, robili wszystko, by chronić swoje uprawy. – Za dwa tygodnie będę wiedzieć, jakie będą faktyczne straty. Według mnie to 70 procent – mówi
W sadach pod Osówką nocne niebo rozświetlały płomienie. Dla przypadkowych obserwatorów wyglądało to jak pożar – na tyle, że interweniowała straż pożarna.
Sadownicy rozpalają ogniska, ustawiają świece parafinowe lub tworzą zasłonę dymną, by podnieść temperaturę i ochronić kwiaty drzew. Bo właśnie teraz – w fazie kwitnienia – jeden zimny podmuch może zadecydować o całym roku!
Prawo takie działania dopuszcza, ale jasno stawia granice. Ogień musi być pod kontrolą, nie może zagrażać lasom (minimum 100 metrów odległości), zabudowaniom czy liniom energetycznym. Nie wolno też palić odpadów – żadnych opon czy plastiku. To ma być ratunek dla plonów, a nie ekologiczna katastrofa.
Problem nie dotyczy tylko sadów. Równie dramatyczna sytuacja panuje na...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 81% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A zraszanie nadkoronowe? Ktoś w regionie to stosuje?
Niestety, u nas pojęcie przemiany fazowej wody to jest jakiś kosmos. Niemcy, Francja, Dania, nawet Włochy w ekstremalnych sytuacjach zraszają wodą, a nasi sadownicy nie mogą ogarnąć podstawowych praw fizyki.
Nie biadolić a ubezpieczać
Za mało płacimy na ETS. Jesteśmy winni " ocieplenia klimatu w Europie, więc nie mamy prawa narzekać że mróz bo z głupoty klimatycznej wynika że " planeta płonie". O dziwo w Hiszpanii, Włoszech itd tego problemu nie mają, tam zawsze było gorąco, ciepło czyli normalnie, nie dość tego Polacy za tym tęsknią i jeżdżą tam na wczasy na nawet do Afryki by w dwa tygodnie opalić się na brązowo. Gdyby Polak pracujący fizycznie, zarabiał tyle co w Niemczech to nie miałby problemu z histerią płonącej planety. Cóż jesteśmy winni i z tego powodu płacimy drogo w każdym towarze i tyle z tego mamy. Strach pomyśleć jak to będzie, gdy tokiem rozumowania osłów PE, mężczyźni zaczną rodzić dzieci a porodówek brak.
Powiało pisowską hipokryzją. To może jeszcze powiesz, że pewna kobieta urodziła, będąc dziewicą, ziemia jest płaska?
A zraszanie nadkoronowe? Ktoś w regionie to stosuje?
Niestety, u nas pojęcie przemiany fazowej wody to jest jakiś kosmos. Niemcy, Francja, Dania, nawet Włochy w ekstremalnych sytuacjach zraszają wodą, a nasi sadownicy nie mogą ogarnąć podstawowych praw fizyki.
Nie biadolić a ubezpieczać