Reklama

Warto się zabezpieczać

19/11/2014 00:00
- Bierz zabawki i spier... - tak Henryk Kotiuk pożegnał się z budowlańcem. Panowie pokłócili się o pieniądze i pracę. Problem w tym, że zaufali sobie ,,na słowo''

Henryk Kotiuk remontuje dom. Umówił się ze znajomym fachowcem, że ten obłoży mu ściany zewnętrze płytkami. Obaj stwierdzili, że 80 zł za m² będzie ceną przyzwoitą. Złotowianin dał wykonawcy 3 tys. zł zaliczki i wyjechał za granicę. Gdy wrócił, przeżył szok. - Tu połapane, tam połapane. Robota, którą uzgodniliśmy, nie była zrobiona – opowiada mężczyzna, który od ponad dwudziestu lat pracuje poza granicami Polski. Inwestor zdenerwował się tym bardziej, że fachowiec przyszedł po pieniądze. - Powiedziałem, że jak będzie jakiś element skończony, to go rozliczymy. On chciał koniecznie pieniędzy. Na kartce miał rozpisane 6200 zł z groszami – H. Kotiuk nie kryje zdenerwowania.

Tu widać pierwszy błąd, jaki popełnił złotowianin. - Problem w tym, że nie spisał, co konkretnie ma być wykonane – mówi Powiatowy Rzecznik Praw Konsumenta Lucyna Grunau. - Pomagałam w podobnej sytuacji starszemu panu, który dawał wykonawcy prac zaliczki (wyliczył, że ponad 10 tys. zł), a tamten pan twierdził, że ich tyle nie dostał.

W przypadku H. Kotiuka 3 tys. zł zaliczki (całość prac mężczyzna wycenił na ok. 10  tys. zł) to było za mało. - Ja potrzebuję pieniędzy – naciskał fachowiec. - Chłopie, to mnie nie interesuje. To totolotka skreśl – radził mu złotowianin. Wymiana zdań zakończyła się kłótnią. Jeden powiedział, że nie będzie dalej robić. Drugi, żeby tamten zabierał zabawki.


Kolega koledze polecił


Kto ma w tym sporze rację? Trudno to stwierdzić, bo panowie nie spisali ze sobą umowy. - Najczęściej ludzie wybierają firmy z polecenia, po znajomości, to nie będą się przecież wygłupiać z umową – ironizuje L. Grunau, która do września tego roku zajmowała się z urzędu dziewiętnastoma podobnymi sprawami. Zarówno ona, jak i prawnicy zalecają więc spisywanie umów. - Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi – o zatrudnianiu firm z polecenia mówi radca prawny Radosław Kilar. Według prawnika warto podpisywać umowy z ustalonym z góry wynagrodzeniem ryczałtowym. - Jeśli mamy taką stawkę globalną, to z reguły wykonawca nie może potem żądać podwyższenia tego wynagrodzenia – twierdzi R. Kilar. Podpisanie takiej umowy pozwoliłoby Henrykowi Kotiukowi uniknąć stresu, kłopotów z rozliczeniem i straszenia sądem.



Uwierz mi, sądzie



Słowo „sąd” padło z ust fachowca, którego zatrudnił złotowianin. - Powiedział, że był u prawnika i chce 1500 złotych, żeby wszystko było między nami w porządku. Żadnych pieniędzy za niezrobioną robotę nie dostanie – zarzeka się pan Henryk. Sądu się nie obawia, choć wykonawca prac ma prawo skierować tam sprawę. W końcu umowa ustna także jest wiążąca. - W myśl prawa każda umowa może być zawarta w sposób dorozumiany poprzez zachowanie stron świadczące o tym, że ktoś chce zawrzeć umowę, chce ją wykonać. Samo wykonanie umowy też świadczy o jej zawarciu – wyjaśnia tę kwestię Radosław Kilar i podaje przykład. - W sklepie wkładam towar do koszyka, podchodzę do kasy, kasjerka go bierze i kasuje, a ja płacę. Nie powiedziałem, że zawieram umowę, prawda? Nastąpiło to w sposób dorozumiany.
Tylko jak przed sądem wykazać, co dokładnie w ramach tej umowy miało być wykonane? Każda ze stron ma prawo przedstawić swoje zdanie i dowody w sądzie. I to sędzia oceni, kto ma większą wiarygodność. - Jeśli jednak nie ma umowy, to wykonawca może być czasami pozbawiony możliwości dochodzenia wynagrodzenia za wykonanie usługi. Z kolei bez umowy inwestorowi będzie trudno udowodnić, co wykonawca źle wykonał lub jaki był zakres prac – obrazuje problem radca prawny. Jego słowa potwierdza Henryk Pawlicki ze Spółdzielni Rzemieślniczej „Krajna” w Złotowie. - Mówię przedsiębiorcom, żeby się zabezpieczali umowami, ale oni często wierzą ludziom na słowo. Potem mają dylematy przy rozliczeniach. Zdarza się, że sprawa kończy się w sądzie, ale tym już się nie chwalą, bo się wstydzą – twierdzi kierownik spółdzielni, która zrzesza lokalnych przedsiębiorców.



Jak się zabezpieczyć?



U Henryka Kotiuka praca wre. Płytki do ścian przykleja już nowy fachowiec. - To bardzo dobry znajomy mojego sąsiada – zachwala go złotowianin. Tym razem jednak mężczyzna zapewnia, że umowę podpisał. - Teraz na tip top wszystko będzie zrobione.
Umowa wiele rzeczy upraszcza. Nie tylko precyzuje, co, jak i za ile ma zostać zrobione, ale także ułatwia rozwiązanie ewentualnych sporów. - Ja umowę podpisuję zawsze. Do 10 tys. zł uproszczoną, powyżej tej kwoty rozszerzoną o kosztorysy, wyceny, zakresy. Przez dwadzieścia lat nie miałem sytuacji, żeby ktoś mnie wykolegował – zauważa Henryk Pawlicki.
Zabezpieczeniem prawnym dla klienta jest także instytucja reklamacji i rękojmi. O tej drugiej opowiada Radosław Kilar: - Klient ma miesiąc na zgłoszenie wad. Im dokładniej je opisze, tym lepiej. Może też zrobić to ustanie. Jeżeli tego nie zrobi, to traci wszelkie uprawnienia z tytułu rękojmi. Z kolei na zgłoszenie reklamacji inwestor ma trzy lata. - Żądać można usunięcia wady, dostarczenia rzeczy wolnej od wad, żądania obniżenia wynagrodzenia jeżeli wada nie jest istotna lub odstąpienia od umowy jeżeli wada jest istotna – wyjaśnia ten termin radca.
Wada istotna to taka, która uniemożliwia np. uzyskanie pozwolenia na użytkowanie. Ważne, by pozew w sprawie reklamacji wnieść w ciągu wspomnianych trzech lat. Najważniejsze jednak, by spisywać umowy. - To jest w interesie tak inwestora, jak i wykonawcy – przekonuje mecenas Kilar.



Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości