- Bierz zabawki i spier... - tak Henryk Kotiuk pożegnał się z budowlańcem. Panowie pokłócili się o pieniądze i pracę. Problem w tym, że zaufali sobie ,,na słowo''
Henryk Kotiuk remontuje dom. Umówił się ze znajomym fachowcem, że ten obłoży mu ściany zewnętrze płytkami. Obaj stwierdzili, że 80 zł za m² będzie ceną przyzwoitą. Złotowianin dał wykonawcy 3 tys. zł zaliczki i wyjechał za granicę. Gdy wrócił, przeżył szok. - Tu połapane, tam połapane. Robota, którą uzgodniliśmy, nie była zrobiona – opowiada mężczyzna, który od ponad dwudziestu lat pracuje poza granicami Polski. Inwestor zdenerwował się tym bardziej, że fachowiec przyszedł po pieniądze. - Powiedziałem, że jak będzie jakiś element skończony, to go rozliczymy. On chciał koniecznie pieniędzy. Na kartce miał rozpisane 6200 zł z groszami – H. Kotiuk nie kryje zdenerwowania.
Tu widać pierwszy błąd, jaki popełnił złotowianin. - Problem w tym, że nie spisał, co konkretnie ma być wykonane – mówi Powiatowy Rzecznik Praw Konsumenta Lucyna Grunau. - Pomagałam w podobnej sytuacji starszemu panu, który dawał wykonawcy prac zaliczki (wyliczył, że ponad 10 tys. zł), a tamten pan twierdził, że ich tyle nie dostał.
W przypadku H. Kotiuka 3 tys. zł zaliczki (całość prac mężczyzna wycenił na ok. 10 tys. zł) to było za mało. - Ja potrzebuję pieniędzy – naciskał fachowiec. - Chłopie, to mnie nie interesuje. To totolotka skreśl – radził mu złotowianin. Wymiana zdań zakończyła się kłótnią. Jeden powiedział, że nie będzie dalej robić. Drugi, żeby tamten zabierał zabawki.
Kolega koledze polecił
Kto ma w tym sporze rację? Trudno to stwierdzić, bo panowie nie spisali ze sobą umowy. - Najczęściej ludzie wybierają firmy z polecenia, po znajomości, to nie będą się przecież wygłupiać z umową – ironizuje L. Grunau, która do września tego roku zajmowała się z urzędu dziewiętnastoma podobnymi sprawami. Zarówno ona, jak i prawnicy zalecają więc spisywanie umów. - Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi – o zatrudnianiu firm z polecenia mówi radca prawny Radosław Kilar. Według prawnika warto podpisywać umowy z ustalonym z góry wynagrodzeniem ryczałtowym. - Jeśli mamy taką stawkę globalną, to z reguły wykonawca nie może potem żądać podwyższenia tego wynagrodzenia – twierdzi R. Kilar. Podpisanie takiej umowy pozwoliłoby Henrykowi Kotiukowi uniknąć stresu, kłopotów z rozliczeniem i straszenia sądem.
Uwierz mi, sądzie
Słowo „sąd” padło z ust fachowca, którego zatrudnił złotowianin. - Powiedział, że był u prawnika i chce 1500 złotych, żeby wszystko było między nami w porządku. Żadnych pieniędzy za niezrobioną robotę nie dostanie – zarzeka się pan Henryk. Sądu się nie obawia, choć wykonawca prac ma prawo skierować tam sprawę. W końcu umowa ustna także jest wiążąca. - W myśl prawa każda umowa może być zawarta w sposób dorozumiany poprzez zachowanie stron świadczące o tym, że ktoś chce zawrzeć umowę, chce ją wykonać. Samo wykonanie umowy też świadczy o jej zawarciu – wyjaśnia tę kwestię Radosław Kilar i podaje przykład. - W sklepie wkładam towar do koszyka, podchodzę do kasy, kasjerka go bierze i kasuje, a ja płacę. Nie powiedziałem, że zawieram umowę, prawda? Nastąpiło to w sposób dorozumiany.
Tylko jak przed sądem wykazać, co dokładnie w ramach tej umowy miało być wykonane? Każda ze stron ma prawo przedstawić swoje zdanie i dowody w sądzie. I to sędzia oceni, kto ma większą wiarygodność. - Jeśli jednak nie ma umowy, to wykonawca może być czasami pozbawiony możliwości dochodzenia wynagrodzenia za wykonanie usługi. Z kolei bez umowy inwestorowi będzie trudno udowodnić, co wykonawca źle wykonał lub jaki był zakres prac – obrazuje problem radca prawny. Jego słowa potwierdza Henryk Pawlicki ze Spółdzielni Rzemieślniczej „Krajna” w Złotowie. - Mówię przedsiębiorcom, żeby się zabezpieczali umowami, ale oni często wierzą ludziom na słowo. Potem mają dylematy przy rozliczeniach. Zdarza się, że sprawa kończy się w sądzie, ale tym już się nie chwalą, bo się wstydzą – twierdzi kierownik spółdzielni, która zrzesza lokalnych przedsiębiorców.
Jak się zabezpieczyć?
U Henryka Kotiuka praca wre. Płytki do ścian przykleja już nowy fachowiec. - To bardzo dobry znajomy mojego sąsiada – zachwala go złotowianin. Tym razem jednak mężczyzna zapewnia, że umowę podpisał. - Teraz na tip top wszystko będzie zrobione.
Umowa wiele rzeczy upraszcza. Nie tylko precyzuje, co, jak i za ile ma zostać zrobione, ale także ułatwia rozwiązanie ewentualnych sporów. - Ja umowę podpisuję zawsze. Do 10 tys. zł uproszczoną, powyżej tej kwoty rozszerzoną o kosztorysy, wyceny, zakresy. Przez dwadzieścia lat nie miałem sytuacji, żeby ktoś mnie wykolegował – zauważa Henryk Pawlicki.
Zabezpieczeniem prawnym dla klienta jest także instytucja reklamacji i rękojmi. O tej drugiej opowiada Radosław Kilar: - Klient ma miesiąc na zgłoszenie wad. Im dokładniej je opisze, tym lepiej. Może też zrobić to ustanie. Jeżeli tego nie zrobi, to traci wszelkie uprawnienia z tytułu rękojmi. Z kolei na zgłoszenie reklamacji inwestor ma trzy lata. - Żądać można usunięcia wady, dostarczenia rzeczy wolnej od wad, żądania obniżenia wynagrodzenia jeżeli wada nie jest istotna lub odstąpienia od umowy jeżeli wada jest istotna – wyjaśnia ten termin radca.
Wada istotna to taka, która uniemożliwia np. uzyskanie pozwolenia na użytkowanie. Ważne, by pozew w sprawie reklamacji wnieść w ciągu wspomnianych trzech lat. Najważniejsze jednak, by spisywać umowy. - To jest w interesie tak inwestora, jak i wykonawcy – przekonuje mecenas Kilar.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze