Czasami ludzie odwracają głowy, a ja żyję normalnie. Życie toczy się dalej, a ja odważnie przez nie przechodzę
Niefortunny skok do wody i uszkodzony rdzeń kręgowy. To wyrok, który może załamać każdego, ale nie musi, to być koniec życia. Walka, ambicja i hart ducha – tak można scharakteryzować grę rugby na wózkach. - Strach zostawiam w szatni, ale rozsądek biorę ze sobą. Obaw nie mam – mówi mieszkaniec Krajenki, który od feralnego wypadku postanowił wziąć się z życiem za bary. – Musiałem coś robić, nie należę do osób, które usiedzą w miejscu – mówi bohater artykułu, patrząc przed siebie przenikliwym wzrokiem.
Widowiskowa gra
W Polsce rugby na wózkach uprawiane jest przez osoby z urazami rdzenia kręgowego w odcinku szyjnym. Arkadiusz Henicz nie chciał grać w koszykówkę, chciał grać w rugby. Kiedy obudził się po operacji nie wiedział za bardzo, o co chodzi. – Pamiętałem, że miałem wypadek. Okazało się, że to nie jest grypa i trzeba poleżeć trochę dłużej – zawiesza lekko głos. Nie powiem, było ciężko, ale postanowiłem wziąć się w garść. Wróciłem do domu i postanowiłem zająć się sportem. Wcześniej jak wszyscy chłopcy grałem amatorsko w piłkę nożną czy kosza. Nie potrafiłem usiedzieć nigdy na miejscu. Nazwę rugby na wózkach wprowadzono po dopuszczeniu do sportu innych rodzajów niepełnosprawności, w tym amputacji czy dystrofii mięśniowych. - Powiem tak: w rugby na wózkach może grać każdy, kto zostanie dopuszczony do sportu przez certyfikowanych klasyfikatorów – mówi mieszkaniec Krajenki. W zależności od stopnia niepełnosprawności dany zawodnik otrzymuje punkty – od 0.5 do 3.5, gdzie 0.5 oznacza najmniejsze możliwości funkcjonalne, a 3.5 – największe. Co ciekawe gracz, który otrzyma 4 punkty jest „za sprawny”, aby grać w rugby na wózkach. Oczywiście tak jak w normalnym sporcie systematyczny trening to podstawa.
Arek ćwiczy niemal 4 lata. Zaczynał grę w Tetragryfie Szczecin. Obecnie jest zawodnikiem Baliana Poznań. Na treningi dojeżdża sam, mając do tego specjalnie przystosowany samochód. Od wypadku minęło już pięć długich lat. - W tej chwili najlepszym polskim zawodnikiem, docenianym na całym świecie, jest Krzysztof Kapusta z Rzeszowa, który ma 2 punkty, a jest szybszy i sprawniejszy niż większość graczy teoretycznie sprawniejsza i silniejsza od niego – lekko podnieconym głosem mówi Arek, który wzoruje się na graczu z Rzeszowa, mając jednocześnie tę samą punktację niesprawności.
Oddajemy serce
Oglądając tę grę np. na Youtube widać, że to naprawdę widowiskowa i efektowna gra sportowa przeznaczona dla osób niepełnosprawnych. Trzeba mieć duży szacunek dla pełnosprawnych „odpowiedników”, mimo że w zasadzie wszystko jest inne: piłka, przepisy, sprzęt, boisko. Zawodnicy poruszają się na zwrotnych wózkach, które, mimo dużego opancerzenia, nic nie tracą na szybkości. W skład drużyny wchodzi dwunastu zawodników, a na boisku może ich na raz przebywać czterech. W Polsce jest 20 drużyn ligowych. W zależności od stopnia uszkodzenia i możliwości funkcjonalnych zawodnicy posiadają odpowiednie punkty klasyfikacyjne. Suma ich klas (punktacji) na boisku nie może przekroczyć 8 punktów. - To trenerzy decydują o ustawieniu i sposobie gry, defensywnym lub ofensywnym – stanowczym głosem mówi nasz pasjonat rugby. - W przypadku turniejów na poziomie mistrzowskim mamy do czynienia z bardzo szybką i efektowną grą. Widowisko - jak relacjonuje Arek - nie przypomina gry, w której rywalizują osoby niepełnosprawne. - Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak wygląda ten Sport, zapraszam na turniej w Polsce, można się trochę zdziwić. Bo jeśli wychodzimy na boisko to oddajemy całe serce, aby rywalizować i walczyć o zwycięstwo. Ludziom wydaje się, że to sport tylko siłowy, ale w tej grze trzeba naprawdę myśleć. Dużo frajdy daje zablokowanie przeciwnika, tak aby nie zdobył punktu - mówi Arek, pracownik fundacji w Szczecinku, gdzie zajmuje się m.in. uczeniem ludzi, jak mają postępować z niepełnosprawnymi na wózkach.
Piosenka “Hymn” zespołu Luxtorpeda, a w teledysku bohater tego artykułu. W nim słowa refrenu: „Wiara, siła, męstwo to nasze zwycięstwo” – pasują idealnie do tego, co mamy przed oczami. Przezwyciężać słabości swojego ciała – taki przekaz daje nam wszystkim reprezentant Polski, gracz Baliana Poznań, z którym zawodnik rugby chce przejść przez resztę swego życia
Mecz trwa ponad godzinę i jest podzielony na cztery kwarty. Co ciekawe, piłka do gry nie jest jajowata lecz okrągła. Przepisy nakazują kozłowanie albo podanie piłki co 10 sekund. - Rugby sprawiło, że wraca mi lepsza sprawność ciała. Atutem jest uprawianie sportu w ogóle. Kiedyś nie siedziałem prosto, mam przecież porażone mięśnie tułowia, dzięki graniu organizm samoistnie wraca do równowagi. Poza tym odwiedzam inne kraje, poznaję mnóstwo ludzi, mamy wspaniałych kibiców i jest adrenalina - to wszystko dzięki rugby. Dzięki niepełnosprawności, nawet jeśli brzmi to paradoksalnie, jestem bardziej otwarty na świat.
Cel gry: walka o „blaszkę”
Celem gry jest przekroczenie linii bramkowej (ma 8 metrów szerokości). Zawodnik może trzymać piłkę na kolanach. Kontakt między wózkami jest dozwolony, natomiast fizyczny jest zabroniony. Możliwe jest wyrywanie lub wybijanie piłki z rąk przeciwnika, nie można jednak uderzyć go w ręce.
- Używamy podgumowanych rękawic, które są dodatkowo smarowane klejem w celu lepszej przyczepności do ciągów wózka i lepszego chwytania piłki – opowiada A. Henicz. Wymagany również jest specjalny wózek - inny dla obrońców, inny dla zawodników ofensywnych. Defensywni gracze mają wózki bardziej wydłużone, aby mogły blokować napastników. Atakujący mają na wózkach specjalne zderzaki. – Wózki potrafią się złamać! Ja jeżdżę na sprzęcie po moim byłym koledze z kadry, wózek nie jest niestety idealnie dopasowany pode mnie. Cóż, koszt nowego to aż 4-5 tys. euro – zawiesza głos rugbysta. Specjalistyczny wózek ma pochylone koła, sprawiające, że jest stabilniejszy, im niżej się siedzi tym lepiej. Są specjalne osłony chroniące przed zgnieceniem nogi i stopy zawodnika. - To taki nasz rydwan, do którego jesteśmy przypasani pasami w razie wywrotki. Ludzie czasami odwracają głowy widząc nasze zderzenia. Czasami przewrócimy się, ktoś pomoże nam wstać i gramy dalej, bo liczy się zwycięstwo zespołu, a nie indywidualne zdobywanie punktów – mówi Arek. 27-letni mieszkaniec Krajenki jest kawalerem. Każdy weekend poświęca na granie. - Chcę założyć w przyszłości rodzinę. Obawiam się jednak, jak moja przyszła żona zniesie nasze rozłąki, bo sport ten jest strasznie czasochłonny.
Głównym celem Arka jest teraz jak najlepsze przygotowanie się do mistrzostw Europy. Zaczyna się sezon, będą turnieje, na brak grania Arkadiusz nie będzie narzekał. – Mój cel na ten rok to walka o „blaszkę” i temu podporządkowuję wszystko. Pośredni cel już osiągnąłem - gram z ludźmi, których kiedyś oglądałem tylko w mediach. Mieszkaniec Krajenki zamierza zrobić wszystko, aby zdobyć medal na wielkiej imprezie, ale, jak powiedział, ten najważniejszy jest do zdobycia na paraolimpiadzie. – Uciekła nam ogromna szansa na udział w tej największej dla sportowca imprezie. Te zespoły, które pojechały, wcale nie były lepsze od nas.
Arek jest etatowym reprezentantem kraju. W zeszłym roku został wyróżniony za swoją postawę w reprezentacji, dorzucając dodatkowo ze swoim zespołem klubowym mistrzostwo Polski. Jak relacjonuje, w kadrze jest fachowa opieka, w której skład wchodzi dwóch trenerów, fizjoterapeuta, psycholog, mechanik. – Widzę progres swoich umiejętności i to też pcha mnie dalej.
Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze