Adrenalina jest potrzebna. Stresu już nie odczuwam. Nie boję się odpowiedzialności - ze świeżo upieczoną mistrzynią Polski, Pauliną Maj rozmawia Karol Zabel
Sezon za Tobą. Ciężki, trudny, ale zakończony happy endem. Gratulujemy przede wszystkim mistrzostwa Polski z Atomem Trefl Sopot. Jak podsumujesz to, co wydarzyło się przez miniony rok?
Przede wszystkim ten sezon był naprawdę ciężki. Trudny pod względem problemów finansowych, które nas nie ominęły. Medialnie podawane były informacje sprzeczne z rzeczywistością. Zdarzało się, że zawodniczki rezygnowały z meczu w ramach protestu. My jako Polki wiemy, jakie są realia klubu, nie poddałyśmy się. I tutaj ukłon w stronę moich koleżanek, że pomimo problemów potrafiliśmy sobie z tymi przeciwnościami poradzić. Pokazaliśmy, że jesteśmy profesjonalistami. Stworzyliśmy zespół - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. I w końcu jestem mistrzynią Polski. Czekałam na ten sukces od dawna.
Rozgrywki Plusligi, Puchar Polski, Liga Mistrzów - obowiązki reprezentacyjne. Skąd na to wszystko czerpiesz siły?
Nie narzekam na zdrowie. Jestem silna. Problem dotyczy jedynie moich kolan. Wiadomo, są bardzo duże obciążenia. Teoretycznie powinnam udać się na zabieg, jednak nie jestem zwolenniczką operacji. Wszystkimi innymi metodami próbuję zmniejszyć ból. Mam wyśmienitą opiekę medyczną w Atomie. Aleksander Bielecki pomagał mi, aby te kolana bolały jak najmniej. I to na razie się udaje.
Zatrzymamy się przy reprezentacji Polski. W opinii wielu fachowców jesteś w tej chwili najlepszą libero w kraju.
To nie tak. Mam do poprawy wiele niuansów, które z moim obecnym szkoleniowcem mozolnie na treningu staraliśmy się wyeliminować, na co powinnam zwracać szczególną uwagę. Kiedy popełniam błąd jestem uczulona na to i bardzo się denerwuję. Jestem osobą, która chce zawsze robić wszystko dobrze, wręcz perfekcyjnie i dlatego w żaden sposób nie czuję się najlepsza.
Był okres reprezentacji, kiedy trenerem kadry był Jerzy Matlak. Pierwszą libero była Mariola Zenik, która w opinii wielu fachowców nie prezentowała najwyższej formy. Ty byłaś tą drugą i wchodziłaś na zadania specjalne. Jak to odbierałaś?
Gdy widzisz, że jesteś w formie i możesz poradzić sobie z wieloma rzeczami, a jesteś tą drugą, to jest to problem - nie do końca odpowiadała mi taka rola. Miałam świadomość, że Mariola jest doświadczoną zawodniczką, a trener Matlak zawsze stawiał na doświadczenie. Nie było mi łatwo, ale taka była decyzja trenera i to jego rola w tworzeniu składu. Dla mnie nie było to miłe, ale to sport i trzeba to zaakceptować. Trzeba pomagać zespołowi i sprostać oczekiwaniom trenera. Nie miałam zamiaru się obrażać. Byłam z tym zespołem i dążyliśmy do jednego celu.
Jakie dzisiaj są walory siatkarskie Pauliny Maj?
Poprawiałam obronę, zrobiłam duży krok do przodu w tej kwestii. Dużym walorem jest moja zaciętość. Nawet kiedy mam zły dzień, staram się nie obniżać na boisku poziomu sportowego, do którego przyzwyczaiłam kibiców. Do poprawy jest technika, ale z roku na rok progres moich siatkarskich umiejętności następuje.
Mecz to stres, obciążenia psychiczne. Masz jakieś specjalne metody na walkę z nim? Jak od strony mentalnej radzisz sobie z presją wyniku?
Rzeczywiście są duże emocje, a ja z reguły jestem spokojną osobą. Później, jak patrzę w ekran i widzę siebie na boisku to widzę taką trochę wariatkę (śmiech). To mi jednak pomaga. Nie potrafię grać na takim spokoju. Adrenalina jest potrzebna. Co do stresu, to już go tak nie odczuwam. Tyle lat to robię... Staram się wziąć na swoje barki dużo, nie boję się odpowiedzialności. Wchodząc na boisko szanuję zarówno mistrzynie olimpijskie, jak również ostatni zespół w rankingu i gram najlepiej jak potrafię.
Zostajesz na obecny sezon w Atomie Trefl Sopot? Wiemy, że są zainteresowania innych klubów z Polski i zagranicy. Zdradzisz nam, gdzie będziesz grała?
Rzeczywiście jest zainteresowanie klubów w Polsce i drużyn z zagranicy. Proponują naprawdę niezłe kontrakty. Człowiek zastanawia się, czy się na to nie skusić. Dla mnie ważna jest szkoła i studia. Staram się myśleć pod wieloma aspektami. Po świętach podejmę decyzję ostateczną. Mam mętlik w głowie. Przeprowadzka wiąże się znów z innym środowiskiem. Przyznaję, są nieprzespane noce. Wszystko rozegra się na dniach.
Nie samym sportem żyje Paulina Maj. Co zajmuje Ci czas poza siatkówką? Myślisz już o mężu, dzieciach?
Bardzo lubię dobrą książkę plus fajną muzykę dla relaksu, np. jazz. Słucham też energicznej muzyki, chodząc z ipodem przed treningami. Oprócz tego dużą przyjemność sprawia mi przesiadywanie nad morzem. Czuję tam spokój, ciszę. Odpręża mnie to. Gdzieś myśl o rodzinie w głowie kiełkuje, tym bardziej, że ostatnio mam częste kontakty z dzieciakami i macierzyńskie instynkty dają znać o sobie.
Zawodowy sport to duże pieniądze, rywalizacja nie zawsze sportowa. Jak to wygląda od środka? Możliwe są w takim środowisku przyjaźnie?
Ja uważam, że są przyjaźnie. I to nie jest tak do końca, że każdy pracuje na swój rachunek. Czuję dużą pomoc ze strony siatkarek. Pod względem mentalnym są takie, które podadzą Ci rękę, co sprawia, że uśmiechasz się na meczu i treningu. Nie ma nic fajniejszego jak mieć przyjaciół w pracy. Robisz to co lubisz i w dobrej atmosferze pracujesz. Chcesz po prostu takimi ludźmi się otaczać.
Libero to specyficzna pozycja. Obserwując Cię można zauważyć, że gdybyś mogła serwowałabyś, atakowała, odbierała, broniła, jednym słowem wszystko...
Rzeczywiście tak było wcześniej, że chciałam wszystkie piłki zbierać, mieć możliwość atakowania. W Atomie przy obecnym trenerze nauczyłam się, że każdy ma swoje zadanie do realizacji i każdy odpowiada za pewną partię boiska. Kiedy są krytyczne momenty i mamy np. tie-break, wtedy staram się być wszędzie. Poza tym na treningu mogę sobie zaatakować, chociaż trener nie jest z tego zadowolony. Obawia się, że mogę coś sobie zrobić przy wyskoku, a ja mam po prostu ochotę czasami zwyczajnie się wyżyć (śmiech).
Wzór siatkarki, ktoś, kto pozwala Ci zrozumieć, że musisz cały czas się doskonalić...
Stacy Sikora, reprezentantka Stanów Zjednoczonych. Nie tylko za umiejętności, ale również za osobowość. Mentalnie jest dla mnie wzorem. Miała niedawno wypadek ze swoją drużyną z Brazylii, gdzie gra na co dzień. Wszyscy mówili, że nie wróci do sportu, ale ona zawzięła się i gra. Niesamowita osoba i mam nadzieję, że kiedyś ją poznam.
Na koniec zapytam o rolę, jaką odegrali w Twoim życiu rodzice. Co odziedziczyłaś po mamie i tacie?
Po mamie mówią, że mam ładny uśmiech. Mam zaciętość mamy. Kiedy trzeba coś powiedzieć, to idealnie to pasuje. W życiu wbijam troszkę szpilę, im bardziej kogoś lubię, tym bardziej kłuję (śmiech). I mam taką dobroć w sobie, że chcę wszystkich uszczęśliwiać. Bardziej patrzę na dobroć innych niż swoją. Po moim tacie mam cały charakter. Taka wola walki do końca. Zawsze powiem to, co myślę. To nie zawsze jest dobre, ale działam fair w stosunku do siebie, a to najważniejsze. Stojąc przed lustrem nie czuję, że mam sobie coś do zarzucenia, moralnie czuję się dobrze.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze