Reklama

[WIDEO] Wystawa prac „świeżo upieczonej” emerytki Alicji Modrak

19/01/2024 10:06

W środę 18 stycznia 2024 r. na pilskim dworcu w sali Cesarskiej Kawiarni Dworcowej pojawiła się niezwykła wystawa złotowskiej artystki

Próbkę dzieł tworzonych iglą i nitką zaprezentowała artystka rękodzielnik Alicja Modrak. Prace powstawaly przez ponad 10 lat.

Złotowianka Alicja Modrak, matka trójki dziecki, żona emerytowanego przedsiębiorcy i dość świeżo upieczona babcia trójki wnucząt, z zawodu jest ankieterem przechodzącym w stan spoczynku, z zamiłowania artystką tworzącą obrazy techniką haftu krzyżykowego. 

Pierwsza autorska wystawa Alicji Modrak pod szyldem Stowarzyszenia Artystów „Pasja” i Spółdzielnii Mieszkaniowej "Piast" pt. „Kram rozmaitości”odbyła się 1 września 2017 w Klubie Mieszko, w Galerii z Pasją w Złotowie. 
Kolejna wystawa odbyła się w Pile i dotyczyła historycznych opakowań od czekolad.
 Właścicielka kolekcji grafik produktowych z lat siedemdziesiątych i późniejszych udostępniła swój zbiór opakowań po czekoladach do publicznego wglądu w przestrzeni zabytkowej sali przy Kawiarni Dworcowej w Pile.

Reklama

Alicja Modrak prócz zamiłowania do kolekcjonowania wyjątkowych grafik od 2004 roku uprawia też a może przede wszystkim twórczość rękodzielniczą, zwłaszcza haft krzyżykowy i wyroby szydełkowe. Od dzieciństwa pasjonowała się wszelkiego rodzaju rękodziełem. Od 2011 roku należy do Klubu Artystów „Pasja”. Uczestniczyła w licznych wystawach okolicznościowych, plenerach artystycznych oraz kiermaszach świątecznych i warsztatach „Norwid z Pasją”. Prywatnie jest miłośniczką kotów i kryminałów. Znajomi, rodzina i przyjaciele znają Alicję nie tylko od strony twórczej i zawodowej. Pani Alicja wyróżnia się wyjątkowym talentem kulinarnym, zwłaszcza zaś cukierniczym. Jej wyśmienite torty i słodkie wypieki całe pokolenia rodzin z okolicy bliższej i dalszej przenosiły w Krainę Czarów. Tyle o zamiłowaniach.

Jak wspomniano wcześniej z zawodu Alicja Modrak jest ankieterem. Pracuje w pilskim odziale Głównego Urzędu Statystycznego w Poznaniu. Podczas 100-lecia Gus-u na oficjalnej stronie Urzędu w zakładce historia pojawiła się notatka wspomnieniowa Pani Alicji. Cały tekst poniżej:

Reklama

"Z okazji obchodów 100-lecia Głównego Urzędu Statystycznego chciałabym podzielić się wspomnieniami z pracy, które zaważyły na moim dalszym życiu. 

Jestem ankieterką, pracę w statystyce rozpoczęłam w 2002 r. Mieszkam w małym mieście i w związku z tym, terenem mojej pracy są  obszary małomiasteczkowe i wiejskie. Gdy rozpoczęłam moją zawodową przygodę ze statystyką w kraju panowało ogromne bezrobocie, które szczególnie dotknęło tereny popegeerowskie. W jednej z takich właśnie wsi przeprowadzałam Badania Budżetów Gospodarstw Domowych. Po pierwszych wizytach uderzyła mnie straszna bieda i beznadzieja. Ludzie, którzy za czasów istnienia PGR–ów opływali w dostatki prawie z dnia na dzień zostali bez pracy, żyli z zasiłków, w wielu przypadkach kobiety siedziały bezczynnie w domu, mężczyźni po zorganizowaniu paru złotych - pod sklepem. Pili tanie wino. Bywało, że przywoziłam dzieciom cukierki i serce się krajało, gdy widziałam jak maluchy wpierw oglądały słodycze ,,jakby jedząc je oczami”, a dopiero później nieśmiało brały łakocie do buzi. W takiej właśnie wsi przeprowadzałam badanie w rodzinie pani Teresy, ta prosta, niewykształcona kobieta o wielkim, dobrym sercu, matka trzech synów i żona alkoholika zapadła mi w pamięć na całe życie.

Reklama

Nauczyła mnie pokory i szacunku do wszystkiego, co mam. To dzięki niej przewartościowałam swoje życie. Właśnie o niej chciałabym napisać to wspomnienie. Najmłodszy syn, Piotr, urodził się niepełnosprawny, w czasie ciąży jego mama przeżyła wybuch butli gazowej.  Dziecko przeżyło, ale było opóźnione w rozwoju i nie rosło. W wieku 16 lat miał wzrost 8-letniego chłopca. Rodzina żyła tylko z zasiłku rodzinnego i dorywczej pracy sezonowej matki np. podczas zbierania kamieni na polach. Dopiero gdy zajechałam tam po roku Piotr otrzymał rentę socjalną i mimo iż nie była to duża kwota rodzina najwyraźniej odczuła ulgę. Minimalnie poprawiły się ich warunki życia. Wracając do mojej bohaterki, każdego tygodnia w poniedziałek autobusem wiozła do miasta swojego chorego syna, skąd busem jechał do innej miejscowości, do ośrodka dla niepełnosprawnych. W każdy piątek matka znów autobusem jechała po syna by na weekend zabrać go do domu.

Gdy nadszedł czas odbioru książeczki budżetowej pani Teresa zaproponowała, że skoro i tak przyjeżdża do mojego miasta po syna to przywiezie mi książeczkę i nie będę musiała po nią jechać. Kilka minut przed przyjazdem autobusu czekałam na przystanku i koło samochodu paliłam papierosa, po chwili autobus nadjechał podeszła moja respondentka i nieśmiało poprosiła mnie żebym poczęstowała ją papierosem. Ja chcąc odwdzięczyć się za przywiezienie mi książeczki zaproponowałam, że w pobliskim sklepie kupię jej paczkę papierosów (była palaczką, choć nie zawsze mogła sobie pozwolić na kupno nawet najtańszych papierosów). Odmówiła,  ale poprosiła o kupno drożdżówki dla syna, który zawsze liczył, że po powrocie z ośrodka mama będzie miała dla niego coś słodkiego. Nie mogła nic kupić, miała tylko pieniądze na bilet powrotny do domu. Ta sytuacja otworzyła mi oczy na moje dobre, szczęśliwe życie. Ta prosta mądra dobra kobieta pokazała mi, że powinnam doceniać to co mam: rodzinę, pracę,  dom. Jeszcze kilka razy spotkałam panią Teresę, gdy poprosiła zawiozłam jej synowi ubrania po moich dzieciach, gdy koleżanka miała damskie ubrania pasujące na tą drobniutką kobietę, również zawiozłam. Radość tej biednej kobiety z podarku, który był przeznaczony tylko i wyłącznie dla niej, zapamiętam do końca życia.

Reklama

W mojej przeszło szesnastoletniej pracy widziałam też zmiany. Dzieci tych ogarniętych beznadzieją ludzi dorastały i wyjeżdżały za granicę szukać lepszego bytu. Nigdy nie zapomnę młodej mamy, która z wypiekami na twarzy opowiadała mi o cudownie uratowanym synku, któremu podczas porodu uszkodzono śledzionę i ku zaskoczeniu lekarzy noworodek przeżył operację. Ta sama kobieta będąc w następnej ciąży z bliźniaczkami musiała walczyć  z bezduszną urzędniczką z ZUS –u  która mimo dowodów kwestionowała jej prawo do zasiłku chorobowego w czasie ciąży. Mimo upływu kilku lat nadal w święta otrzymuję od niej SMS –y z życzeniami. 

W oddalonej o kilkanaście kilometrów wiosce mieszka moja przeszło osiemdziesięcioletnia respondentka, która w każdą Wigilię dzwoni do mnie z życzeniami. Za kilka dni znów jadę w teren do kobiety, która wita mnie w drzwiach z gromadą kotów i wielkim czarnym labradorem. Pies za każdym razem pakuje swój wielki łeb na moje kolana domagając się głaskania, a pani mówi do niego: „No widzisz, Ralf, przecież mówiłam ci, że pani Ala przyjedzie”. Takie przykłady jak te, które opisałam nadają sens mojej pracy  i sprawiają, że wyruszam w teren z takim samym zapałem jak na początku mojej zawodowej drogi. 

Reklama

Oczywiście praca w terenie to  nie tylko tak kochani i życzliwi ludzie. Jako anegdotę przytoczę przykład rodziny sprzed kilku lat. W domu zastałam matkę z nastoletnią córką. Wytłumaczyłam na czym polega współpraca, umówiłam się na następną wizytę. W połowie drogi powrotnej do domu  dzwoni do mnie mąż kobiety z awanturą. Mówił, że żona nie będzie pisać żadnych książeczek, a on może na mnie donieść na policję. Nie słuchając moich wyjaśnień zakończył rozmowę słowami: ,, a pani zamiast po ludziach jeździć niech się lepiej weźmie za jakąś pracę”. 

Mimo iż czasami ze zmęczenia padam z nóg, to moi respondenci wynagradzają mi wszystkie niedogodności. Kontakt z  ludźmi,  do których cały czas podchodzę bardzo emocjonalnie jest dla mnie w tej pracy najważniejszy".

Reklama

Pani Alicji Modrak gratulujemy wystawy, przejścia na emeryturę i kwitnących pasji. Przybyłym gościom gratulujemy gustu w doborze współpracownicy, koleżanki i przyjaciółki. Wszystkiego jak z obrazka, dla wszystkich.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości