12 marca w Krakowie zagrał Robbie Williams. W sumie nie powinnam napisać: zagrał. Dał świetny koncert, którym poruszył wypełnioną po brzegi Tauron Arenę
Wrażenie zrobił już sam zespół - pięciu muzyków, trzy chórzystki i sześć tancerek! Do tego on – elektryzujący, błyskotliwy, pełen energii i radości ze spotkania z publicznością. Tak świętował 25-lecie swej solowej kariery.
Wystarczyło, że otworzył usta, by przekonać dosłownie całą Tauron Arenę do wspólnego machania i klaskania. - Te występy to terapia dla mnie, a rozrywka dla was – mówił podczas koncertu. Bo poza piosenkami opowiadał o sobie, o uzależnieniu od alkoholu i narkotyków, o siedemdziesięciu sześciu odwykach, na jakich był i braku nadziei, że kiedykolwiek uda mu się wrócić na prostą. - Tabletki i wóda omal mnie nie zabiły. Kiedy przestałem, dopuściłem wewnętrzne głosy, ale bez picia czułem tylko depresję. Nie wiem, kim byłem, chyba tylko człowiekiem udającym gwiazdę popu. Wyznał też, że przy życiu utrzymały go tylko żona i fani. To co mówił i śpiewał wywoływało dreszcze i śmiech – na przemian.

Oprócz dowcipów, którymi sypał jak z rękawa, nie zabrakło oczywiście wielkich przebojów, które wszyscy śpiewali na całe gardło.
To był bardzo osobisty koncert, jakby podróż przez niemalże całą jego karierę. Można średnio lubić muzykę Robbiego Williamsa, ale trzeba przyznać, że jest na pewno jednym z najbardziej utalentowanych muzyków, co udowodnił w Krakowie.
Anna Maria
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!