Co prawda korespondencji obwarowanej terminem doręczenia pan Hubert nie wysyłał, nie tylko w takich sytuacjach krew może się jednak wzburzyć. Miłośników tradycyjnych form kontaktu, a nasz rozmówca niewątpliwie do takich należy, do pasji może doprowadzić nawet nieterminowe doręczenie kartki z życzeniami. - Człowiek wysyła korespondencję, przynajmniej tak mu się wydaje, a ta nie dochodzi albo dochodzi po czasie. Wszystko się w tej skrzynce, o tu – pan Hubert wskazuje na wlot na listy znajdujący się za ruchomą zapadką – zawiesza. - Można to popchnąć, ale wtedy koperty się drą – dodaje, zastanawiając się, dlaczego poczta nie chce powiesić w Blękwicie dużej skrzynki, choćby i tej samej, która kiedyś znajdowała się przy punkcie pocztowym. Dla niego to ważne, bo – jak mówi – nie chce się zastanawiać, czy list, który nadał, zostanie wyciągnięty ze skrzynki, czy nie.

Jak widać list jest zakleszczony
- Nie będę tu siedział i wypatrywał listonosza, bo nie mam na to czasu, nie będę też ze wszystkim jeździł na pocztę do Złotowa – zaznacza mężczyzna. Listonosza za niezabrane listy winić nie chce. - On ich nie widzi. Koperty zawieszają się u góry, a on tak głęboko nie zagląda. Zerka na dół, gdzie nic nie ma i jedzie dalej, a list zostaje – tłumaczy. - Może to i śmieszne, ale jakie kłopotliwe! - zauważa, zapewniając, że nie tylko jego takie nadawanie listów irytuje.
Naczelnik urzędu pocztowego w Złotowie Lucyna Kwiatkowska sprawy nie zna. Deklaruje, że gdyby pan Hubert zgłosił jej problem z zawieszającą się korespondencją, to i bez ocierania się o prasę z pewnością poszukano by rozwiązania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze