Nie ma tu miejsca na układ: kat - ofiara. Z sensei Marianem Wiśniewskim rozmawia Karol Zabel
Podczas corocznej imprezy Kagami Biraki w Japonii Doshu Moriteru Ueshiba ogłosił promocję na najwyższe stopnie mistrzowskie aikido. W tym roku wśród wyróżnionych osób znalazł się opiekun złotowskiego klubu sensei Marian Wiśniewski. Gratulacje, ale co dała Panu ta nominacja na 6 dan?
Stopni mistrzowskich jest 8, ponieważ 9 jest praktycznie dla nas niedostępny. Mój stopień nadaje tylko gremium z Japonii. Dostaje się go z poręczenia mistrza, który ma 7-8 dan. Trzeba mieć dobrego mentora, który Cię „zapromuje”. W Polsce szósty dan ma jeszcze wiceminister Jerzy Pomianowski. Na kilka tysięcy osób ćwiczących w Polsce ten stopień mamy tylko my dwaj.
Jak wyglądała ceremonia nadania?
To jest swego rodzaju święto. Mistrzowie występują do kapituły o nadanie swojemu protegowanemu danego stopnia. Specjalna komisja w Japonii, składająca się z ludzi o najwyższych stopniach aikido, to weryfikuje. Musi być spełnionych wiele przesłanek. Nie tylko sprawy techniczne odgrywają tutaj rolę. Studiujesz określoną linię, ćwiczysz z kimś, kto za ciebie może poręczyć. Trzeba się wykazać, być instruktorem, mieć swoich uczniów z wysokimi stopniami. Umiejętności techniczne kończą się praktycznie na 4 danie. Trenuję aikido już 38 lat i nie było szans, aby przyspieszyć moją drogę na 6 dan.
[[reklama]]
To co zdecydowało, że teraz otrzymał Pan nominację?
Dużą rolę odegrało aikido, które uprawiam w Złotowie, czyli mocne z werwą. Mój mistrz powiedział stanowczo, że nie mam nic zmieniać w treningach i tak też czynię.
Co daje ten stopień?
Możliwości są duże. Już sam mogę egzaminować ćwiczących do 4 dana i mogę promować 5 dan. To otwiera możliwości dla pozostałych. To naprawdę wielka sprawa. Ciekawi mnie, czy ktoś z niższym danem może wygrać z tym, który posiada wyższy stopień.
Mam na myśli czysto techniczny aspekt walki?
Raczej nie. Pewnie są pewne ograniczenia wiekowe, ale wtedy nadrabia się wszystko doświadczeniem (uśmiech).
Aikido to sztuka samokontroli, a kiedy Marian Wiśniewski ją traci?
Nie zdarzyło się. Jak byłem młodszy pewnie byłem bardziej impulsywny, teraz, z wiekiem, przychodzi spokój. Na Pana karierę w aikido ktoś musiał mieć decydujący wpływ. Mam dobrych nauczycieli, Hiroshi Isoyama i Shigemi Inagaki to jest stara szkoła aikido. To specyficzna szkoła, która preferuje aikido, które ćwiczono w latach 1945 - 1960. Mnie nie interesują jakieś niepotrzebne ruchy, ale skuteczność i olbrzymia dyscyplina. Musi być przełożenie uczeń-mistrz. Jest w tym dużo tradycji. Powiedziałbym: konserwatywna szkoła, która jest znana w całej Japonii. Mój mistrz jest jakby samurajem i żyje jak stary Japończyk. Bardzo rzadko promuje innych. U niego zrobić 6 dan to kosmos. Tym bardziej mam wiele satysfakcji z tego powodu, że mi się udało.
Zmierzył się sensei ze swoim mentorem?
Nie mam żadnych szans. Trzeba zobaczyć, jak…
To tylko fragment artykułu Karola Zabla z AL 06/2014, s. 17
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze