Wnętrze kościoła parafialnego w Łobżenicy pięknieje. Niedawno w kaplicy bocznej pojawiły się dwa nowe witraże. W niedalekiej przyszłości ma być ich jeszcze więcej. Znaleźli się pierwsi chętni, którzy wesprą tę inicjatywę
Od jednego się zaczyna
- Gdy przed kilkoma laty montowaliśmy w prezbiterium pierwszy witraż, jego twórca, artysta-plastyk dr Witold Pochylski z Mogilna, stwierdził, że na podstawie swojego wieloletniego doświadczenia w tym fachu jest niemal pewien, że na jednym oknie się nie skończy, że pojawi się niedosyt – mówi ks. kanonik Karol Glesmer, proboszcz parafii w Łobżenicy. Niedosyt nie proboszcza, lecz wiernych, którym spodoba się efekt i którzy stwierdzą, że w swoim kościele chętnie zobaczyliby kolejne witraże. - Tak faktycznie było. Niedługo później parafianie pojawiali się w kancelarii i sugerowali, że można by pójść za ciosem. Stąd decyzja o następnych dwóch witrażach w wyremontowanej kaplicy bocznej – mówi ks. Karol. Czy jednak czynnikiem motywującym do takiego działania stała się faktycznie troska o Dom Boży i chęć jego upiększenia, czy powody były inne, bardziej przyziemne? Tradycją bowiem jest, że witraże mają swoich mecenasów, którzy fundują ich powstanie i których nazwiska uwiecznia się na tych witrażach już na zawsze. Zostają więc za swój czyn zachowani w pamięci następnych pokoleń. - To nie jest żaden chwyt marketingowy Kościoła czy podpuszczanie wiernych, by za coś płacili. To wielowiekowa tradycja. Nie myśmy ją w Łobżenicy wymyślili, ale nie widzę powodów, dla których mielibyśmy z niej rezygnować. Przyjęło się bowiem przez setki lat, że nazwiska tych, którzy fundowali powstanie i renowację witraży, są na nich zapisywane w dowód wdzięczności i traktuje się to jako wotum. Pozostaną one na tym szkle już na zawsze, nawet gdy za 100 lat trzeba będzie pomyśleć o przeoławianiu. Trudno mi też oceniać, co kim kierowało, gdy decydował, że chce wesprzeć powstanie witraża. To sprawa do rozsądzenia we własnym sumieniu każdego z fundatorów – dodaje proboszcz. Rozstrzyganie o intencjach nie ma więc znaczenia. Pewne za to jest, że wnętrze kościoła św. Trójcy bardzo zyskało na nowych, zdobionych oknach.
Będzie projekt, będzie realizacja
W nieodległej przyszłości ma szansę zyskać jeszcze więcej, bowiem witraże przyozdobią pięć kolejnych okien znajdujących się na południowej ścianie kościoła. Tym razem szklana mozaika będzie znacznie większa, bo są to główne okna, przez które do kościoła wpada światło. - Z pewnością zmieni się optyka wnętrza. Światło w środku będzie nieco stłumione, cieplejsze. Do tej pory wpadało ono przez zwykłe, przeźroczyste szyby – mówi ks. Karol Glesmer. Projektowaniem nowych witraży zajmuje się już konserwator sztuki Grzegorz Chojnacki, odpowiadający m.in. za renowację stacji drogi krzyżowej. - Potrzeba jeszcze kilku tygodni, by powstał cały projekt. Choć każde z okien będzie na swój sposób inne, to jednak jako całość muszą być ze sobą spójne – wyjaśnia konserwator. Ponieważ wnętrze kościoła p.w. św. Trójcy nawiązuje stylem do epoki barku, witraże, w przeciwieństwie do ołtarza głównego czy bocznych, będą raczej skromne w formie, by nie zakłócić zabytkowego charakteru środka. - Wstępne założenia są takie, by dolna część okna związana była z symboliką sakralną, np. dotyczącą świętych. Próżno będzie jednak szukać pełnych postaci czy scen biblijnych, jak to dzieje się w kościołach współczesnych czy gotyckich. Część pozostałą będą najpewniej stanowiły barwione szybki, podobne do tych w Górce Klasztornej – przybliża projekt ks. Karol. Koszt jednego witraża zamyka się kwotą około dziesięciu tysięcy złotych, są jednak już pierwsi chętni, którzy chcą witraże ufundować. - Do tej pory chęć wsparcia wyraziło Kurkowe Bractwo Strzeleckie w Łobżenicy oraz jedna z rodzin z naszej parafii – dodaje ks. Karol. Wiele wskazuje więc na to, że jeśli sprawy toczą się tak szybko, za rok, może dwa witraże będą już wstawione. - Na tych ośmiu oknach raczej poprzestaniemy. Nie zamierzamy wykuwać dodatkowych otworów w ścianach tylko po to, by zapełnić je witrażami – żartuje, podsumowując, ks. Karol.
[[reklama]]
Adam Kurek, sołtys wsi Rataje Wraz z żoną postanowiliśmy ufundować witraż, by coś od siebie dać dla Kościoła. Razem z nami decyzję taką podjęli państwo Halina i Sylwester Kowalscy. To wyraz naszego zaangażowania w życie tej naszej parafii. Zapisanie nazwiska stanowi z kolei miłą pamiątkę. Miłą z tego względu, że kiedyś dzieci czy wnuki będą mogły to nazwisko na tym witrażu odnaleźć i będzie to dla nich pamiątka po nas. Będzie to też dowód na to, jak wiele osób dbało o nasz kościół biorąc pod uwagę witraże, nie mówiąc już o stacjach drogi krzyżowej, gdzie na odwrocie fundatorów renowacji jest dużo więcej osób.
Eugeniusz Cerlak, były burmistrz Łobżenicy W czasach komuny kościoły zwykle nie były traktowane jak obiekty zabytkowe. Często przez to niszczały. Dlatego też naszym obowiązkiem jest zadbać o nie. To jest zadanie dla nas wszystkich, bo wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wygląd naszego kościoła, niemal tak jak za wygląd naszych domów. W nich też chcemy mieć ładne ściany, meble czy okna. Jeśli chodzi o zapisanie nazwiska, to na witrażu nie widnieję tylko ja. Jest tam też nazwisko mojego przyjaciela Janusza Króla, z którym razem ufundowaliśmy witraż. Czy ten zapis był potrzebny? Według mnie niekoniecznie.
Andrzej Gliszewski, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Łobżenicy Kościół to dobro parafii, dlatego dobrze jest, jeśli parafianom leży na sercu, by był zadbany, by ładnie wyglądał. Sądzę, że w Łobżenicy to zaangażowanie w życie Kościoła jest duże. Jeśli chodzi o powody, dla których wraz z żoną zdecydowaliśmy się ufundować witraż, to była to przede wszystkim potrzeba serca, a nie chęć pokazania się. Na tym, by na jednym ze szkiełek znalazło się nasze nazwisko nam nie zależało, jednak skoro taka jest tradycja i tak zaproponował ks. proboszcz, przystaliśmy na to.[...] Korzystając z okazji ośmielę się zaproponować, by przy okazji tworzenia nowych witraży nad ich ufundowaniem wspólnie zastanowiły się łobżenickie spółdzielnie. To mogłoby być wspaniałe podziękowanie za to, że nadal tak prężnie działamy oraz zachowanie pamięci o nas dla następnych pokoleń. Dowód, że potrafiliśmy działać razem dla dobra naszej parafialnej i łobżenickiej wspólnoty.
Sz. Chwaliszewski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze