Zaczęło się jednak od tego, co mówili inni. - Babcia mi wmówiła, że będę kimś niezwykłym. A ja, głupi, w to uwierzyłem – 26 stycznia w Złotowskim Centrum Aktywności Społecznej Artur Barciś przedstawiał się publiczności. Zaczął od dzieciństwa i obrazu drobnego, delikatnego chłopca, który dużo czytał. - Płynnie czytałem już w zerówce. Pani w przedszkolu, jak chciała wyjść na papierosa, to sadzała mnie przed dziećmi, a ja czytałem i czułem się kimś ważnym – otwarte buzie koleżanek i kolegów pochodzący z Kokawy aktor zapamiętał na zawsze. Spodobało mu się. - Jak człowiek jest najmniejszy w szkole, to chce być większy. A żeby być większym, trzeba było wejść na scenę. Zostałem solistą w chórze – opowiadał gość Kawiarenki Literackiej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Złotowie. Robił to z niespotykaną swadą. - Bili mi brawo – tu nastąpiła pauza - wtedy pokochałem ten dźwięk...
Słuchając Artura Barcisia można było odnieść wrażenie, że dzieciństwo było dla niego trudnym czasem. - Scena była dla mnie miejscem najbezpieczniejszym. Jak chodziłem po korytarzu, to dostałem w łeb albo chłopcy sadzali mnie na szafę i uciekali. Siedziałem i płakałem, aż mnie woźny lub nauczyciel zdjął... - i choć publiczność zaśmiewała się z jego opowieści, on sam jakby śmiał się mniej.
Na szczęście miał talent. - Babcia twierdziła, że talent mam po niej, bo była solistką w chórze kościelnym. Ale tata w młodości prowadził teatr. Tam poznał mamę – tak czy inaczej chłopiec z małej miejscowości pod Częstochową zapragnął zostać aktorem. Mimo że ojciec widział w nim cukiernika.
- W liceum zdobyłem tytuł recytatora roku. Za „Niejasny wiersz” Tadeusza Różewicza. Nagrodę odebrałem z rąk Wisławy Szymborskiej – być najlepszym w Polsce, to utwierdziło A. Barcisia w postanowieniu.
Wybrał szkołę aktorską w Łodzi. - Dowiedziałem się, że będą tam przyjmować nienormalnych. Nie ważne, jak będzie kto wyglądał, ważne, żeby miał to coś. Spojrzałem w lustro: no to się nadaję – aktor często żartuje ze swoich warunków. Ówczesne 162 centymetry wzrostu i 48 kg wagi nie wróżyły mu najlepiej. - Dziecko, przecież ty jesteś niedorozwinięty! – usłyszał od lekarki badającej kandydatów na studia. W końcu aktor musiał być zdrowy i silny. Szermierka, judo, balet – to tylko część przedmiotów obowiązkowych. - Przyjęli mnie na drugim miejscu na liście – orzekł triumfalnie bohater wtorkowego spotkania. Gdyby go nie przyjęli, pewnie zostałby reżyserem.
Szerszej publiczności Artur Barciś znany jest głównie z ról komediowych. Norek z „Miodowych lat”, czyli serialu kręconego z udziałem publiczności czy Czerepech z „Rancza” to jego telewizyjne alter ego. Pomysł na tę drugą postać zaczerpnął z życia. - Jest u mnie w gminie taki urzędnik.
Z tupecikiem. Za każdą pieczątkę trzeba było zapłacić. To ja ci, szujo, pokażę. Na ekranie cię pokaże – żartował podczas rozmowy z dyrektor MBP Sylwią Mróz. Zaznaczył jednak, że on ról komediowych śmiesznie nie gra. - Ja gram postać. To kontekst jest zabawny – odpowiedział na pytanie prowadzącej. - Woody Allen powiedział: komedia to jest tragedia, która wydarzyła się komuś innemu – spuentował aktor, który najbardziej dumny jest z roli w „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego. - Do tej pory mam pytania np. z Japonii o to, kogo tam grałem. Nie wiem – stwierdził 59-latek.
Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć ze spotkania:
[[gal=12696]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Akurat też miałem na myśli tę scenę. Oprócz tego świetnie zagrał syna gospodarzy w "Znachorze". Znachor (Jerzy Bińczycki) wyleczył go z bezwładności kończyn dolnych.
Nigdy nie zapomnę tego aktora w filmie "Tulipan" (to o Kalibabce, taki serial leciał przed laty). Barciś grał rolę szewca, do którego przyszedł klient, właśnie Kalibabka. który wcześniej uwiódł córkę szewca i teraz ten chcąc się zemścić za krzywdy córki , podczas przymiarki buta wbił w stopę uwodziciela wielki gwóźdź. Ta była scena tak sugestywna i technicznie dopracowana, że jeszcze dzisiaj na samo wspomnienie cierpnie mi noga.
Akurat też miałem na myśli tę scenę. Oprócz tego świetnie zagrał syna gospodarzy w "Znachorze". Znachor (Jerzy Bińczycki) wyleczył go z bezwładności kończyn dolnych.
Nigdy nie zapomnę tego aktora w filmie "Tulipan" (to o Kalibabce, taki serial leciał przed laty). Barciś grał rolę szewca, do którego przyszedł klient, właśnie Kalibabka. który wcześniej uwiódł córkę szewca i teraz ten chcąc się zemścić za krzywdy córki , podczas przymiarki buta wbił w stopę uwodziciela wielki gwóźdź. Ta była scena tak sugestywna i technicznie dopracowana, że jeszcze dzisiaj na samo wspomnienie cierpnie mi noga.