Reklama

Wmówili mi, że będę wybitny

10/02/2016 17:15
Złotów odwiedził Artur Barciś. Aktor nietuzinkowy. - Na scenie liczą się emocje i prawda – mówił

Zaczęło się jednak od tego, co mówili inni. - Babcia mi wmówiła, że będę kimś niezwykłym. A ja, głupi, w to uwierzyłem – 26 stycznia w Złotowskim Centrum Aktywności Społecznej Artur Barciś przedstawiał się publiczności. Zaczął od dzieciństwa i obrazu drobnego, delikatnego chłopca, który dużo czytał. - Płynnie czytałem już w zerówce. Pani w przedszkolu, jak chciała wyjść na papierosa, to sadzała mnie przed dziećmi, a ja czytałem i czułem się kimś ważnym – otwarte buzie koleżanek i kolegów pochodzący z Kokawy aktor zapamiętał na zawsze. Spodobało mu się. - Jak człowiek jest najmniejszy w szkole, to chce być większy. A żeby być większym, trzeba było wejść na scenę. Zostałem solistą w chórze – opowiadał gość Kawiarenki Literackiej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Złotowie. Robił to z niespotykaną swadą. - Bili mi brawo – tu nastąpiła pauza - wtedy pokochałem ten dźwięk...

Słuchając Artura Barcisia można było odnieść wrażenie, że dzieciństwo było dla niego trudnym czasem. - Scena była dla mnie miejscem najbezpieczniejszym. Jak chodziłem po korytarzu, to dostałem w łeb albo chłopcy sadzali mnie na szafę i uciekali. Siedziałem i płakałem, aż mnie woźny lub nauczyciel zdjął... - i choć publiczność zaśmiewała się z jego opowieści, on sam jakby śmiał się mniej.

Reklama

Na szczęście miał talent. - Babcia twierdziła, że talent mam po niej, bo była solistką w chórze kościelnym. Ale tata w młodości prowadził teatr. Tam poznał mamę – tak czy inaczej chłopiec z małej miejscowości pod Częstochową zapragnął zostać aktorem. Mimo że ojciec widział w nim cukiernika.

- W liceum zdobyłem tytuł recytatora roku. Za „Niejasny wiersz” Tadeusza Różewicza. Nagrodę odebrałem z rąk Wisławy Szymborskiej – być najlepszym w Polsce, to utwierdziło A. Barcisia w postanowieniu.

Wybrał szkołę aktorską w Łodzi. - Dowiedziałem się, że będą tam przyjmować nienormalnych. Nie ważne, jak będzie kto wyglądał, ważne, żeby miał to coś. Spojrzałem w lustro: no to się nadaję – aktor często żartuje ze swoich warunków. Ówczesne 162 centymetry wzrostu i 48 kg wagi nie wróżyły mu najlepiej. - Dziecko, przecież ty jesteś niedorozwinięty! – usłyszał od lekarki badającej kandydatów na studia. W końcu aktor musiał być zdrowy i silny. Szermierka, judo, balet – to tylko część przedmiotów obowiązkowych. - Przyjęli mnie na drugim miejscu na liście – orzekł triumfalnie bohater wtorkowego spotkania. Gdyby go nie przyjęli, pewnie zostałby reżyserem.

Reklama

Szerszej publiczności Artur Barciś znany jest głównie z ról komediowych. Norek z „Miodowych lat”, czyli serialu kręconego z udziałem publiczności czy Czerepech z „Rancza” to jego telewizyjne alter ego. Pomysł na tę drugą postać zaczerpnął z życia. - Jest u mnie w gminie taki urzędnik.

Z tupecikiem. Za każdą pieczątkę trzeba było zapłacić. To ja ci, szujo, pokażę. Na ekranie cię pokaże – żartował podczas rozmowy z dyrektor MBP Sylwią Mróz. Zaznaczył jednak, że on ról komediowych śmiesznie nie gra. - Ja gram postać. To kontekst jest zabawny – odpowiedział na pytanie prowadzącej. - Woody Allen powiedział: komedia to jest tragedia, która wydarzyła się komuś innemu – spuentował aktor, który najbardziej dumny jest z roli w „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego. - Do tej pory mam pytania np. z Japonii o to, kogo tam grałem. Nie wiem – stwierdził 59-latek.

Reklama

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć ze spotkania:

[[gal=12696]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Czesław - niezalogowany 2016-02-10 22:37:20

    Akurat też miałem na myśli tę scenę. Oprócz tego świetnie zagrał syna gospodarzy w "Znachorze". Znachor (Jerzy Bińczycki) wyleczył go z bezwładności kończyn dolnych.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    a - niezalogowany 2016-02-10 19:15:10

    Nigdy nie zapomnę tego aktora w filmie "Tulipan" (to o Kalibabce, taki serial leciał przed laty). Barciś grał rolę szewca, do którego przyszedł klient, właśnie Kalibabka. który wcześniej uwiódł córkę szewca i teraz ten chcąc się zemścić za krzywdy córki , podczas przymiarki buta wbił w stopę uwodziciela wielki gwóźdź. Ta była scena tak sugestywna i technicznie dopracowana, że jeszcze dzisiaj na samo wspomnienie cierpnie mi noga.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama