Reklama

Wójtem się bywa, czyli dwukadencyjność w samorządzie

03/02/2017 19:00
PiS zapowiada ograniczenie ilości kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów. Jeśli zapis ten działałby wstecz, to z urzędem żegnaliby się m.in. P. Kurdzieko i H. Dobrosielski

Przemysław Kurdzieko gminą Lipka zarządza od sześciu lat. W ostatnich wyborach nie miał kontrkandydata. Poparło go 95 % głosujących. Mimo to za dwa lata mógłby stracić posadę wójta. Stałoby się tak, jeśli PiS wprowadziłoby dwukadencyjność samorządowców licząc czas, który już spędzili na stanowiskach.

Mam wątpliwości, czy ograniczenie ilości kadencji może być tak rozwiązane, bo w naszej kulturze prawo nie działa wstecz

– mówi sam zainteresowany, absolwent prawa zresztą. Tak samo uważa radny Sejmiku Województwa Wielkopolskiego Henryk Szopiński.

Reklama

To by było wbrew prawu

– twierdzi działacz Platformy Obywatelskiej.

W podobnej sytuacji jak wójt Lipki jest Henryk Dobrosielski, choć włodarz Zakrzewa miał konkurenta w ostatnich wyborach. Pokonał go niewielką ilością głosów.

Są wersje, że dwukadencyjność może obowiązywać wstecz, ale to ta obecna ma być wówczas uznana za pierwszą

– twierdzi. Po chwili dodaje, że jeśli taka decyzja zapadnie, będzie musiał ją wykonać. Dobrych stron ograniczenia kadencji jednak nie widzi.

To jest nieprzemyślane. Z doświadczenia wiem, że pierwsze cztery lata to czas wdrażania się i robienia drobnych spraw. Człowiek się przyzwyczaja, uczy, wyciąga wnioski. Druga kadencja jest rozruchem w połowie, dlatego ta zmiana byłaby ze szkodą dla mieszkańców małych społeczności

Reklama

– wójt Zakrzewa ma na myśli zbyt krótki czas na realizację planów i przedwyborczych obietnic.

Powinny być trzy lub cztery kadencje. A może wydłużyć je do pięciu lat? Skoro wzorujemy się na Zachodzie, to możemy coś takiego wprowadzić

– uważa. Henryk Szopiński myśli podobnie. Albo trzy kadencje po cztery lata, albo dwie po pięć lat.

Nie ma szkół uczących wójta zarządzania gminą. On może się rozwinąć w drugiej, trzeciej kadencji. Może wówczas zrealizować swoje plany.

Kadencje dla wszystkich

Radny Szopiński uważa, że ograniczenie ilości kadencji jako takie jest dobrym pomysłem, powinno jednak dotyczyć nie tylko samorządowców, ale również posłów i senatorów. Spowodowałoby to wymianę ludzi nierzadko od lat przyspawanych do stoków.

Reklama

Dlaczego ktoś, kto ma doświadczenie sejmowe nie miałby być radnym powiatowym? I odwrotnie? Niech przekaże swoją wiedzę

– proponuje.

To, co dzieje się w tej chwili tak zamraża naszą scenę polityczną i samorządową, że ciężko nowym, młodym przebić się wyżej.

Wójt Kurdzieko sądzi, że taka propozycja byłaby dobrze odebrana przez Polaków. O zmianach w parlamencie PiS nie wspomina.

Rozbijanie układów

Działacze partii rządzącej mówią za to wprost o niszczeniu kraju przez samorządową „sitwę”.

Rządzący gminą czy miastem po kilku kadencjach jest otoczony pochlebcami, którzy dla własnego interesu pochwalają każdą, nawet najgłupszą jego decyzję w obawie przed utratą jego względów. Rodzi to sytuacje, że rządzący podejmuje szkodliwe decyzje dla swojego samorządu, gdyż nie ma właściwego oglądu sytuacji – przykładów można szukać na terenie powiatu

Reklama

– mówi przewodniczący PiS w powiecie Wiesław Fidurski.

Obecnie w wielu gminach startuje tylko jeden kandydat, co świadczy, że taka sytuacja jest wręcz patologią wyborów. W wielu innych gminach rządzą ci sami ludzie nieprzerwanie przez kilkadziesiąt lat (chyba z 10% samorządów), a w gminie bieda aż piszczy. To nienormalne sytuacje. Wprowadzenie kadencyjności doprowadzi więc do małej rewolucji, co będzie dobre dla mieszkańców, ale niekoniecznie dla obecnie rządzących

– mieszkaniec Złotowa także wspomina o wydłużeniu kadencji do pięciu lat.

Reklama

Słysząc słowo „układ” Przemysław Kurdzieko zaznacza, że nie jest przeciwny dwukadencyjności, ale mówi:

Powstaje tylko pytanie, na jakich zasadach i czy nie robi się tego na siłę przed wyborami?

A Henryk Dobrosielski dodaje:

Pobudki polityczne nie powinny się odbijać na takich niskich szczeblach.

Wielu komentatorów twierdzi, że ograniczenie kadencji ma być krokiem do przejęcia przez PiS samorządów. Działacze tej partii mówią jednak o uleczeniu w nich sytuacji.

W obecnych warunkach wójt czy burmistrz jest zainteresowany jak najdłuższym trwaniem na stanowisku, a mieszkańcy chcą rozwoju gminy czy miasta. Uważam, że te cele są sprzeczne. Rządzący często nastawiają się na najbardziej efektowne inwestycje, co w naszych warunkach sprowadza się do asfaltowania bez wykonywania np. całej infrastruktury podziemnej. Nie inwestuje się w tereny przemysłowe, remontuje się jedynie fasady budynków komunalnych itp.

Reklama

– uważa W. Fidurski, który zwraca także uwagę na trudność w przebiciu się do świadomości mieszkańców przez nowych kandydatów:

Rządzący ma cztery lata na kampanię wyborczą, jest obecny w mediach, a konkurent pojawia się na kilka miesięcy przed wyborami. Media często w sposób ewidentny sprzyjają aktualnie rządzącym ze względu na ogłoszenia i inne zamówienia.


To dopiero połowa artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Zabraknie chętnych? - Pytanie tylko, czy perspektywa ośmiu lat w samorządzie będzie dość kusząca, by o stanowiska wójtów i burmistrzów ubiegali się wartościowi kandydaci...

Reklama

Adam Pulit, burmistrz Złotowa: Jestem przeciwny takiemu rozwiązaniu. Zgadzam się z hasłami takimi jak transparentność wyborów...

Jacek Mościcki, wójt gminy Tarnówka: Rozwiązanie byłoby dobre, gdyby było wprowadzone od kolejnej kadencji, w myśl zasady, że...

Piotr Wojtiuk, burmistrz Jastrowia: Uważam to za rozsądne pod warunkiem, że będzie dotyczyć przyszłych kadencji. Oczywiście w tym pomyśle znajduję też minusy takie jak...

Piotr Łosoś, burmistrz Łobżenicy: Jeżeli uwarunkowania prawne dotyczące kadencyjności zostaną wprowadzone, to będzie należało się do nich dostosować...

Reklama

Piotr Lach, wójt gminy Złotów: Ja akurat zostałem wójtem po Kazimierzu Treli, który tę funkcję pełnił przez wiele lat i nie widziałem, aby długi staż wpływał negatywnie na jakość jego pracy...

Stefan Kitela, burmistrz gminy Krajenka: Jeżeli tzw. suweren uzna, że tak jest dobrze, to dostosujemy się do tego. Zapewniam jednak...

Małgorzata Sameć, burmistrz Okonka: Myślę, że trzeba byłoby dogłębnie się nad tym zastanowić, a nie wyciągać pochopne wnioski...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Zabraknie chętnych?

Pytanie tylko, czy perspektywa ośmiu lat w samorządzie będzie dość kusząca, by o stanowiska wójtów i burmistrzów ubiegali się wartościowi kandydaci. Nasi rozmówcy mają co do tego wątpliwości.

Reklama

Mądrzy ludzie zastanowią się, czy rzucić biznes, czy inną dobrą pracę. Czy warto startować nie mając pewności, że będzie się mieć do czego wrócić?

– pyta H. Szopiński. Wójt Lipki Przemysław Kurdzieko idzie o krok dalej i przewiduje:

Może być tak, że część samorządowców w drugiej kadencji, nie mając perspektywy dalszego wyboru, popadnie w letarg. Nie będzie mieć impulsu do działania. Mogą też, zamiast pracą na rzecz samorządu, zajmować się szukaniem stanowisk, by miękko wylądować po kadencji.

Tu rodzi się pytanie, czy ograniczenie ilości kadencji powinno być kategoryczne. A może warto by było dać szansę najlepszym samorządowcom? Niech to mieszkańcy zdecydują.

Reklama

Patrząc na innych samorządowców jak Stefan Kitela czy Przemek Kurdzieko nie widzę powodów, by pozbawiać ich możliwości wykonywania tej pracy

– uważa H. Dobrosielski. Henryk Szopiński, proponuje następujące rozwiązanie:

Dla tych, którzy chcieliby startować na kolejną kadencję ustawiłbym poprzeczkę wysoko. By musieli na przykład zdobyć 90%, 80%, a może 75% głosów. Są świetni włodarze i szkoda byłoby zamykać im drogę do samorządu. To próg, który ciężko byłoby pokonać jakiejś „sitwie”. Przecież o to chodzi w tych zmianach, żeby przewietrzyć samorządy...

Co jeśli PiS zdecyduje, by wójt mógł kierować gminą dwie kadencje i to zaliczając mu tę, którą już pełnił? Kilku lokalnych włodarzy musiałoby wówczas szukać innego zajęcia.

Nie płakałbym z tego powodu, bo przychodząc do samorządu nie miałem założenia, że będę przyspawany do stołka na dwadzieścia lat. Dawałem sobie dwie, góra trzy kadencje na wprowadzenie swoich pomysłów w życie. To jest służba dla społeczeństwa, a nie dożywotnia ciepła posadka. Robię swoje, a co będzie, to będzie

– mówi Przemysław Kurdzieko.

A co o sprawie sądzą inni lokalni włodarze?

Adam Pulit Złotowem zarządza od ponad dwóch lat, ale pomysł ograniczenia kadencji ocenia negatywnie

Adam Pulit, burmistrz Złotowa:

Jestem przeciwny takiemu rozwiązaniu. Zgadzam się z hasłami takimi jak transparentność wyborów, przezroczyste urny, monitoring – jeśli to ma podnieść zaufanie obywateli do dokonanego wyboru, poprawić frekwencję – to jak najbardziej. Jesteśmy jednak młodą demokracją, mamy za sobą zaledwie 25 lat wolności. Cały czas brakuje nam edukacji obywatelskiej w społeczeństwie, kształtowania postaw obywatelskich, większego zaangażowania i aktywności. Ludzie powinni chętniej angażować się w wybory i uważam, że powinni mieć z kogo wybierać. Dlatego sądzę, że nie należy w taki sposób ograniczać szans lokalnych liderów, mądrych przywódców. Niech wszyscy, którzy czują się na siłach mają prawo wystawienia pod ocenę swojej kandydatury, ale chciałbym też, aby ostateczny wybór był większościowym wyborem całej społeczności lokalnej, nie tylko np. 40%. Jestem za funkcjonowaniem konkurencyjności, także i w tym zakresie.

Jacek Mościcki, wójt gminy Tarnówka:

Rozwiązanie byłoby dobre, gdyby było wprowadzone od kolejnej kadencji, w myśl zasady, że prawo nie działa wstecz. Kto rzeczywiście chce się wykazać, wystarczą do tego dwie kadencje. Osiem lat to nie jest mało czasu. Można dużo zrobić i sporo po sobie pozostawić.

Piotr Wojtiuk, burmistrz Jastrowia:

Uważam to za rozsądne pod warunkiem, że będzie dotyczyć przyszłych kadencji. Oczywiście w tym pomyśle znajduję też minusy takie jak: spadek motywacji do pracy w ostatniej, drugiej kadencji włodarza gminy, upartyjnienie wyborów samorządowych na poziomie niewielkich samorządów oraz brak perspektyw dla młodych i dobrze wykształconych ludzi, którzy nie będą chcieli wiązać się z pracą w samorządzie na tak stosunkowo krótki czas. Uważam też, że ten pomysł ograniczenia kadencyjności powinien dotyczyć także Sejmu i Senatu. Jestem przekonany, że mieszkańcy bez pomocy polityków i ich ingerencji w sprawy lokalnych samorządów mają pełną możliwość wyboru swoich włodarzy i z tego korzystają. A doświadczenie i wieloletni staż samorządowy nie zawsze jest atutem w czasie wyborów, o czym można się przekonać dokonując analizy wyborów samorządowych w 2010 i 2014 roku w naszym powiecie. Jeżeli te zmiany wejdą w życie i dotyczyć będą mojej osoby, to są również inne szczeble samorządu, w których mogę uczestniczyć. Poza tym burmistrzem się bywa tylko na jakiś czas, a nie dożywotnio. Jeżeli będzie taka potrzeba, mam również inne możliwości zawodowe wynikające ze zdobytego wykształcenia oraz doświadczenia.

Piotr Łosoś, burmistrz Łobżenicy:

Jeżeli uwarunkowania prawne dotyczące kadencyjności zostaną wprowadzone, to będzie należało się do nich dostosować. Żyjemy przecież w państwie prawa. Nie uważam jednak, że obecne rozwiązanie jest złe. To obywatele decydują i muszą mieć w tym swobodę, kto ma być ich burmistrzem, wójtem czy prezydentem. Obawiam się, że wprowadzenie kadencyjności wpłynie na zmniejszenie zainteresowania pełnieniem funkcji burmistrza. Ta stanie się bardziej zawodem niż misją, a potencjalni kandydaci będą się zastanawiać, czy warto. Każdy stara się uporządkować swoje życie zawodowe i wprowadzenie kadencyjności staje się przeszkodą. Obecnie odpowiedzialny burmistrz poświęca wiele godzin na pełnienie swoich obowiązków, chcąc nie zawieść zaufania wyborców. Jak będzie po ewentualnych zmianach? Czas pokaże.

Piotr Lach, wójt gminy Złotów

Ja akurat zostałem wójtem po Kazimierzu Treli, który tę funkcję pełnił przez wiele lat i nie widziałem, aby długi staż wpływał negatywnie na jakość jego pracy. Do końca był w pełni zaangażowany i ludzie to doceniali. Nie mam wątpliwości co do tego, do czego te pomysły zmierzają. Nie chodzi tu o wójta gminy Złotów, ale o duże miasta gdzie rządzą w większości prezydenci niezależni bądź związani z poprzednią opcją polityczną. Wyciąganie pojedynczych negatywnych przypadków funkcjonowania samorządu, aby uzasadnić projekt jest absurdalne. Tym bardziej, że Prezydent Duda w prasie samorządowej pisze m.in. tak:  „W gminach, powiatach i województwach codziennie powstają nowe inicjatywy, codziennie dzieje się wiele dobra, które przemienia naszą polską rzeczywistość.” Na pewno jest kilka niechlubnych przypadków wśród wójtów i burmistrzów, ale gdyby tak poszukać w sejmie, to dopiero by było. Jest to też dla mnie brak zaufania wobec  społeczeństwa, które dysponuje przecież mechanizmami, aby dowolnie wybierać swoich przedstawicieli, a nawet ich odwoływać. Dla mnie oczywisty jest kontekst polityczny proponowanych zmian ale niezręcznie jest wypowiadać się we własnej sprawie. Będę jednak dalej w pełni angażować się w moje obowiązki, bo tak zwykłem robić i zamierzam dawać z siebie jak najwięcej na tym stanowisku dopóki nie odwołają mnie wyborcy albo politycy.

Stefan Kitela, burmistrz gminy Krajenka:

Jeżeli tzw. suweren uzna, że tak jest dobrze, to dostosujemy się do tego. Zapewniam jednak wszystkich mieszkańców gminy, że do ostatniego dnia kadencji będę pracował na ich rzecz, ku chwale i rozwojowi gminy Krajenka.

Małgorzata Sameć, burmistrz Okonka

Myślę, że trzeba byłoby dogłębnie się nad tym zastanowić, a nie wyciągać pochopne wnioski. Jeżeli ma być wprowadzona dwukadencyjność, to powinna ona dotyczyć wszystkich szczebli, a nie tylko tych najniższych w samorządach. Dwukadencyjność może również ograniczyć, wbrew pozorom, napływ młodych ludzi. Dlatego, że każdy z nich ma dziś nieograniczone perspektywy. Natomiast decydując się na pracę w samorządzie będzie wiedział, że to są tylko dwie kadencje – 8 lub 10 lat. Dla młodego człowieka około trzydziestki to najlepszy czas na rozwój. Nie wiem, czy będą osoby chętne, by zostawić swój potencjał w gminie (w całym kraju).

Uważam, że powinna się odbyć na ten temat debata społeczna, a nie tylko ustalenie czegoś w jedną noc.

Łukasz Opłatek, przy współpracy Klaudii Siekańskiej, Piotra Steffena, Szymona Chwaliszewskiego
i Tomasza Guhsa[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Nina - niezalogowany 2017-05-13 19:48:15

    W naszej kulturze prawo już zadziałalo wstecz, wiele lat temu, kiedy podniesiono ceny kredytów. Ale w naszej kulturze jakiekolwiek nie jest prawo, zawsze uderza w tych, którzy ciężko pracują. Tych trzymających siłą swoje stołki, jakoś żadne prawo nie dotyka.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    olaola - niezalogowany 2017-02-10 16:36:53

    Felek...swietny komentarz. Ale 80% ludzi w Polsce i tak tego nie rozumie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Misiewicz - niezalogowany 2017-02-06 20:17:31

    Dramat "długiego"- uważa, że kasę budżetową przeznaczoną na rozwój gm. Zakrzewo należy pchać w miejscowości gmin przyległych.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama