Reklama

Wróżenie ze szpitalnych fusów

17/04/2012 10:08
662 tys. złotych strat zakłada budżet szpitala na rok 2012. Niepokój władz powiatu budzi także niebezpieczeństwo utraty wartego 1,5 mln zł kontraktu na ratownictwo medyczne. - W takiej sytuacji możliwości są dwie: albo powiat wyrównuje tę stratę, albo rozpoczyna się proces komercjalizacji. Ja osobiście jestem temu przeciwny - wybiega w przyszłość wicestarosta Tomasz Fidler

Budżet do poprawki

Budżet Szpitala Powiatowego im. Alfreda Sokołowskiego w Złotowie na rok 2012 wynosi ponad 39 mln złotych po stronie przychodów, ale zakłada także dokładnie 662 tys. zł deficytu. Przy czym kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia wzrósł o 4,5% w stosunku do roku poprzedniego. - NFZ płaci więcej, a mimo wszystko wykazujemy stratę i to bez jakichkolwiek podwyżek płac dla personelu – wicestarosta Tomasz Fidler zastanawia się nad źródłem owego braku. - Dyrektor nie odpowiedział na to, skąd ta strata. Stwierdził, że wynika to ze wzrostu kosztów paliwa. Paliwo jest jednak kosztem ułamkowym w budżecie szpitala. To jest 155 tys. złotych na rok bieżący, co stanowi 0,3% budżetu – wylicza członek społecznej rady szpitala.

Dyrektor Jerzy Teusz nie chciał komentować sytuacji finansowej jednostki, gdyż przedłożony przez niego społecznej radzie szpitala budżet odesłany został do poprawki. – Mam czas do końca kwietnia, by go przedłożyć radzie – stwierdził lakonicznie. - Rada jednogłośnie zobowiązała dyrektora do przedstawienia nowego planu lub obecnego planu z programem naprawczym – o decyzji podjętej 29 marca mówi wicestarosta Fidler.

Bez planu „B”

Problemem szpitala są wciąż niezapłacone tzw. nadróbki za rok 2011. Nadróbkami nazywa się usługi medyczne wykonane ponad kontrakt zawarty z Narodowym Funduszem Zdrowia. W ubiegłym roku złotowski szpital wykonał ich na kwotę ok. 1,5 mln zł, z czego większość dotyczyła oddziału chirurgicznego i bloku operacyjnego. – 70% tych kosztów to są koszty stałe, bo oddział musi być w gotowości - twierdzi Jerzy Teusz. Społeczna rada szpitala ma jednak zastrzeżenia do dyrektora o to, że liczy na to, iż Fundusz zapłaci za usługi, których nie zamawiał (wyjątkiem są tu czynności podejmowane w bezpośrednim zagrożeniu życia). – To jest jak wróżenie w fusów – ocenia T. Fidler. - Zleceniodawca zamówił tyle punktów medycznych i tyle szpital musi wykonać. Jeśli nie wykona, to będzie musiał zwrócić pieniądze, ale jeśli nadróbki nie będą zapłacone, to można doprowadzić do bankructwa, a to nie są żarty, bo to jest szpital, a nie zakład fryzjerski – zauważa.

Dyrektor jednak z całą stanowczością twierdzi, że tak samo jak on postępują inne zakłady opieki zdrowotnej. Mimo to to brak planu „B” w sytuacji, gdy NFZ nie zapłaci za usługi wykonane ponad wymiar kontraktu, wpłynął na podjęcie decyzji o niezaopiniowaniu przez społeczną radę tegorocznego budżetu placówki. Zastępcy starosty nie podoba się także pomysł pokrywania niedoborów finansowych z kosztów amortyzacji szpitala. – Już zeszłoroczną amortyzację obciążyliśmy kwotą 660 tys. złotych straty. W tym roku ma być kolejne 660 tys. zł z amortyzacji, a przy dzisiejszym rozwoju techniki medycznej, jeśli pozwolimy sobie na pobranie pieniędzy z tego źródła, to osłabiamy zdolność funkcjonowania zakładu na rynku – uważa wicestarosta Fidler.

Za drogie ratownictwo?

Z kontraktu podpisanego przez szpital z Narodowym Funduszem Zdrowia można być zadowolonym mimo niepodpisania umowy na poradnie pulmonologii i kardiologiczną. Niepokój władz powiatu, który jest organem prowadzącym dla szpitala budzi jednak kontrakt na usługi ratownictwa medycznego. - Prywatne firmy jeżdżą za ok. 2 tys. za dobę, a szpital za ok. 4 tys. zł za dobę. Wojewoda stwierdził, że tak być nie może – mówi Tomasz Fidler, wskazując, że w takiej sytuacji zawierany na 3 lata kontrakt na te usługi może być zagrożony. - Albo zejdziemy znacznie z ceną i utrzymamy ten kontrakt, albo go stracimy. A jak stracimy ok. 1,5 mln złotych i dodamy do tego te 660 tys. zł, to są ponad 2 mln złotych. W takiej sytuacji możliwości są dwie: albo powiat wyrównuje tę stratę, albo rozpoczyna się proces komercjalizacji. Ja osobiście jestem temu przeciwny – zapewnia członek zarządu powiatu.

Jerzy Teusz stanowczo sprzeciwia się „czarnowidztwu” wicestarosty, twierdząc, że póki co szpital zawsze kontrakt na ratownictwo medyczne wygrywał i tak będzie nadal, więc zagrożenia nie ma. Ale zapewniania dyrektora nie są dla T. Fidlera zbyt przekonujące, bo temat komercjalizacji złotowskiej lecznicy nie cichnie. – W moim przekonaniu nie ma na dzień dzisiejszy żadnych przesłanek do komercjalizacji naszego szpitala i zrobię wszystko co w mojej mocy, aby do tych przesłanek nie dopuścić. Już dziś pojawia się wielu zainteresowanych zakupem udziałów w skomercjalizowanych zakładach opieki zdrowotnej, wiadomo jednak iż koncentrują się głównie na jednostkach w trudnej sytuacji finansowej – im większe trudności tym mniej trzeba zapłacić za udziały – zauważa wicestarosta, który wskazuje także na wkład finansowy jaki w funkcjonowaniu szpitala mają poszczególne gminy powiatu: - Jest to problem natury „moralnej”, jak zadośćuczynić gminom, które udzieliły szpitalowi pomocy finansowej na zakup sprzętu medycznego. W moim przekonaniu byłoby to po prostu niemoralne. Tak czy inaczej to sytuacja finansowa, a nie pobożne życzenia będzie miała największy wpływ na losy szpitala. - W najgorszym wypadku 30 kwietnia 2014 roku może zapaść decyzja o komercjalizacji, bo do końca kwietnia rada powiatu musi podjąć decyzję, czy pokryć dług szpitala, czy rozpocząć komercjalizację – puentuje Tomasz Fidler.

Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości