662 tys. złotych strat zakłada budżet szpitala na rok 2012. Niepokój władz powiatu budzi także niebezpieczeństwo utraty wartego 1,5 mln zł kontraktu na ratownictwo medyczne. - W takiej sytuacji możliwości są dwie: albo powiat wyrównuje tę stratę, albo rozpoczyna się proces komercjalizacji. Ja osobiście jestem temu przeciwny - wybiega w przyszłość wicestarosta Tomasz Fidler
Budżet do poprawki
Budżet Szpitala Powiatowego im. Alfreda Sokołowskiego w Złotowie na rok 2012 wynosi ponad 39 mln złotych po stronie przychodów, ale zakłada także dokładnie 662 tys. zł deficytu. Przy czym kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia wzrósł o 4,5% w stosunku do roku poprzedniego. - NFZ płaci więcej, a mimo wszystko wykazujemy stratę i to bez jakichkolwiek podwyżek płac dla personelu – wicestarosta Tomasz Fidler zastanawia się nad źródłem owego braku. - Dyrektor nie odpowiedział na to, skąd ta strata. Stwierdził, że wynika to ze wzrostu kosztów paliwa. Paliwo jest jednak kosztem ułamkowym w budżecie szpitala. To jest 155 tys. złotych na rok bieżący, co stanowi 0,3% budżetu – wylicza członek społecznej rady szpitala.
Dyrektor Jerzy Teusz nie chciał komentować sytuacji finansowej jednostki, gdyż przedłożony przez niego społecznej radzie szpitala budżet odesłany został do poprawki. – Mam czas do końca kwietnia, by go przedłożyć radzie – stwierdził lakonicznie. - Rada jednogłośnie zobowiązała dyrektora do przedstawienia nowego planu lub obecnego planu z programem naprawczym – o decyzji podjętej 29 marca mówi wicestarosta Fidler.
Bez planu „B”
Problemem szpitala są wciąż niezapłacone tzw. nadróbki za rok 2011. Nadróbkami nazywa się usługi medyczne wykonane ponad kontrakt zawarty z Narodowym Funduszem Zdrowia. W ubiegłym roku złotowski szpital wykonał ich na kwotę ok. 1,5 mln zł, z czego większość dotyczyła oddziału chirurgicznego i bloku operacyjnego. – 70% tych kosztów to są koszty stałe, bo oddział musi być w gotowości - twierdzi Jerzy Teusz. Społeczna rada szpitala ma jednak zastrzeżenia do dyrektora o to, że liczy na to, iż Fundusz zapłaci za usługi, których nie zamawiał (wyjątkiem są tu czynności podejmowane w bezpośrednim zagrożeniu życia). – To jest jak wróżenie w fusów – ocenia T. Fidler. - Zleceniodawca zamówił tyle punktów medycznych i tyle szpital musi wykonać. Jeśli nie wykona, to będzie musiał zwrócić pieniądze, ale jeśli nadróbki nie będą zapłacone, to można doprowadzić do bankructwa, a to nie są żarty, bo to jest szpital, a nie zakład fryzjerski – zauważa.
Dyrektor jednak z całą stanowczością twierdzi, że tak samo jak on postępują inne zakłady opieki zdrowotnej. Mimo to to brak planu „B” w sytuacji, gdy NFZ nie zapłaci za usługi wykonane ponad wymiar kontraktu, wpłynął na podjęcie decyzji o niezaopiniowaniu przez społeczną radę tegorocznego budżetu placówki. Zastępcy starosty nie podoba się także pomysł pokrywania niedoborów finansowych z kosztów amortyzacji szpitala. – Już zeszłoroczną amortyzację obciążyliśmy kwotą 660 tys. złotych straty. W tym roku ma być kolejne 660 tys. zł z amortyzacji, a przy dzisiejszym rozwoju techniki medycznej, jeśli pozwolimy sobie na pobranie pieniędzy z tego źródła, to osłabiamy zdolność funkcjonowania zakładu na rynku – uważa wicestarosta Fidler.
Za drogie ratownictwo?
Z kontraktu podpisanego przez szpital z Narodowym Funduszem Zdrowia można być zadowolonym mimo niepodpisania umowy na poradnie pulmonologii i kardiologiczną. Niepokój władz powiatu, który jest organem prowadzącym dla szpitala budzi jednak kontrakt na usługi ratownictwa medycznego. - Prywatne firmy jeżdżą za ok. 2 tys. za dobę, a szpital za ok. 4 tys. zł za dobę. Wojewoda stwierdził, że tak być nie może – mówi Tomasz Fidler, wskazując, że w takiej sytuacji zawierany na 3 lata kontrakt na te usługi może być zagrożony. - Albo zejdziemy znacznie z ceną i utrzymamy ten kontrakt, albo go stracimy. A jak stracimy ok. 1,5 mln złotych i dodamy do tego te 660 tys. zł, to są ponad 2 mln złotych. W takiej sytuacji możliwości są dwie: albo powiat wyrównuje tę stratę, albo rozpoczyna się proces komercjalizacji. Ja osobiście jestem temu przeciwny – zapewnia członek zarządu powiatu.
Jerzy Teusz stanowczo sprzeciwia się „czarnowidztwu” wicestarosty, twierdząc, że póki co szpital zawsze kontrakt na ratownictwo medyczne wygrywał i tak będzie nadal, więc zagrożenia nie ma. Ale zapewniania dyrektora nie są dla T. Fidlera zbyt przekonujące, bo temat komercjalizacji złotowskiej lecznicy nie cichnie. – W moim przekonaniu nie ma na dzień dzisiejszy żadnych przesłanek do komercjalizacji naszego szpitala i zrobię wszystko co w mojej mocy, aby do tych przesłanek nie dopuścić. Już dziś pojawia się wielu zainteresowanych zakupem udziałów w skomercjalizowanych zakładach opieki zdrowotnej, wiadomo jednak iż koncentrują się głównie na jednostkach w trudnej sytuacji finansowej – im większe trudności tym mniej trzeba zapłacić za udziały – zauważa wicestarosta, który wskazuje także na wkład finansowy jaki w funkcjonowaniu szpitala mają poszczególne gminy powiatu: - Jest to problem natury „moralnej”, jak zadośćuczynić gminom, które udzieliły szpitalowi pomocy finansowej na zakup sprzętu medycznego. W moim przekonaniu byłoby to po prostu niemoralne. Tak czy inaczej to sytuacja finansowa, a nie pobożne życzenia będzie miała największy wpływ na losy szpitala. - W najgorszym wypadku 30 kwietnia 2014 roku może zapaść decyzja o komercjalizacji, bo do końca kwietnia rada powiatu musi podjąć decyzję, czy pokryć dług szpitala, czy rozpocząć komercjalizację – puentuje Tomasz Fidler.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze