Reklama

Wszystko przez Indian

22/05/2015 00:00
To oni zainspirowali Krzysztofa Plewę, prezesa luchowskich łuczników, do tego, by rozpocząć przygodę z tą formą strzelectwa. Szybko znaleźli się kolejni, dla których łuk to coś więcej niż tylko zabawka

Jak na westernie

Zaczęło się od marzeń jeszcze z dzieciństwa. - Nigdy nie chciałeś strzelać z łuku jak Indianie w westernach? - mówi Krzysztof Plewa. Faktycznie coś w tym jest. Ilu z nas, mając po kilka lat, nie wyszukiwało gdzieś w krzakach odpowiednio giętkiego kija, a następnie sznurka na cięciwę, by stworzyć możliwie jak najlepszy łuk. Różnie bywało ze skutecznością tego typu sprzętów, ale może to i lepiej, bo dzięki temu nie powstawały nadmierne straty w ludności cywilnej. Takie łuki kilkanaście lat temu budował i Krzysztof. Do swych marzeń związanych z tą formą strzelectwa powrócił przed trzema laty. - Pierwszy łuk bloczkowy [druga kategoria to łuki klasyczne – przyp. red.] kupiłem za jakieś 150-200 złotych. To nie było nic specjalnego, po prostu chciałem spróbować tego sportu – mówi. Łucznictwo szybko go wciągnęło. Zaczął o nim czytać, śledzić zawody oraz kupować coraz lepszy i droższy sprzęt.

Nie ma żartów

- Ten łuk jest trzeci. Zdecydowanie nie nadaje się na początek – mówi Krzysztof. - Dlaczego? - pytam. Konstrukcja wydaje się być solidna i lekka, użyte są w niej materiały takie jak m.in. carbon, a kwestia ceny, która sięga kilku tysięcy złotych, to dla wielu rzecz względna, jeśli chcą mieć to co najlepsze. - Nie o to tu chodzi. Rzecz w tym, ile potrzeba siły, by go naciągnąć. Jeśli nie miałeś z tym do czynienia, możesz nie dać rady – mówi prezes łuczników i prezentuje. Myli się ten, kto sądzi, że naciągnięcie łuku to prosta sprawa. W rękach zawodowca wystarczy krótki, konkretny ruch i gotowe. Laik co najwyżej przymruży oczy, dziwiąc się, że idzie aż tak ciężko, a cięciwa i bloczki nawet nie drgną. - Siła wystrzału z tego łuku jest tak duża, że strzała leci z prędkością ponad 400 km/h, dlatego nie ma żartów przy posługiwaniu się nim. Lepiej zaczynać od czegoś słabszego, bezpieczniejszego. Ja tak właśnie robiłem – mówi K. Plewa. Łuk to jednak nie wszystko. Ważny jest też osprzęt. W topowych sprzętach przyrządy celownicze są wyposażone w światłowody albo lunetę. Przedramię łucznika osłonięte jest ochraniaczem. - To na wypadek, gdyby odstrzeliła cięciwa. Jest tak mocna, że na tym cienkim splocie składającym się z dwudziestukilku [od 21 do 26 – przyp. red.] nici można by holować samochód. Łatwo więc sobie wyobrazić, co mogłaby zrobić ze skórą – stwierdza mój rozmówca. Nie da się też strzelać bez strzał. – Ważne, by były odpowiedniej długości. To częsty błąd popełniany przez początkujących łuczników. Jeśli strzała jest zbyt krótka, źle ułoży się w jarzmie - wtedy, w najlepszym wypadku, wypadnie z łuku. Gorzej jeśli puścimy wraz z nią cięciwę i strzała poleci gdzie chce, np. w naszą stopę – dodaje Krzysztof. Strzały należy też przeglądać pod kątem uszkodzeń, nawet drobne kwalifikują je do naprawy. - To hobby potrafi naprawdę wypełnić każdą wolną chwilę. Ja strzelam bez względu na pogodę, a jak nie strzelam to kleję strzały albo przeglądam internet w poszukiwaniu nowinek związanych z łucznictwem – żartuje Krzysztof.

Łucznicza drużyna

Na początku Krzysztof strzelał sam, ustawiając cele na wale ziemnym luchowskiego boiska. - Koledzy przyglądali się, pytali, aż wreszcie zaczęli kupować sprzęt. Tak, zwłaszcza w ciągu ostatniego roku, zebrała się grupka sześciu osób, które już mają swoje łuki i kolejne dwie, które póki co trenują – dodaje K. Plewa. Ponieważ stworzył się całkiem niemały zespół łuczników, sołtys Luchowa Ireneusz Pufal zaproponował, aby zaczęli działać formalnie. - Od kilku tygodni funkcjonujemy przy Gminnym Centrum Kultury w Łobżenicy. Zadania, które sobie postawiliśmy to nie tylko rozwijanie naszych umiejętności, ale też szerzenie tego hobby. Myślimy nawet o udziale w zawodach, organizowaniu własnych oraz stworzeniu szkółki strzeleckiej dla różnych grup wiekowych – mówi Krzysztof Plewa. Plany zakładają też przystosowanie boiska w Luchowie do tego, by mogło ono pełnić rolę łuczniczej strzelnicy. - Chcielibyśmy wzmocnić nasyp, wykonać też na nim podest pod cele, tak by było jeszcze bezpieczniej niż teraz – dodaje K. Plewa. Łuczników można było oglądać podczas pierwszego dnia łobżenickiej majówki. Tam prezentowali swoją drużynę i swoje hobby. Niebawem również nadarzy się okazja do tego, by poobserwować ich w akcji. Na pikniku country, który odbędzie się w Kruszkach, wystąpią właśnie jako Indianie.
Jak widać marzenia z dzieciństwa można spełniać bez względu na wiek.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości