Jak na westernie
Zaczęło się od marzeń jeszcze z dzieciństwa. - Nigdy nie chciałeś strzelać z łuku jak Indianie w westernach? - mówi Krzysztof Plewa. Faktycznie coś w tym jest. Ilu z nas, mając po kilka lat, nie wyszukiwało gdzieś w krzakach odpowiednio giętkiego kija, a następnie sznurka na cięciwę, by stworzyć możliwie jak najlepszy łuk. Różnie bywało ze skutecznością tego typu sprzętów, ale może to i lepiej, bo dzięki temu nie powstawały nadmierne straty w ludności cywilnej. Takie łuki kilkanaście lat temu budował i Krzysztof. Do swych marzeń związanych z tą formą strzelectwa powrócił przed trzema laty. - Pierwszy łuk bloczkowy [druga kategoria to łuki klasyczne – przyp. red.] kupiłem za jakieś 150-200 złotych. To nie było nic specjalnego, po prostu chciałem spróbować tego sportu – mówi. Łucznictwo szybko go wciągnęło. Zaczął o nim czytać, śledzić zawody oraz kupować coraz lepszy i droższy sprzęt.
Nie ma żartów
- Ten łuk jest trzeci. Zdecydowanie nie nadaje się na początek – mówi Krzysztof. - Dlaczego? - pytam. Konstrukcja wydaje się być solidna i lekka, użyte są w niej materiały takie jak m.in. carbon, a kwestia ceny, która sięga kilku tysięcy złotych, to dla wielu rzecz względna, jeśli chcą mieć to co najlepsze. - Nie o to tu chodzi. Rzecz w tym, ile potrzeba siły, by go naciągnąć. Jeśli nie miałeś z tym do czynienia, możesz nie dać rady – mówi prezes łuczników i prezentuje. Myli się ten, kto sądzi, że naciągnięcie łuku to prosta sprawa. W rękach zawodowca wystarczy krótki, konkretny ruch i gotowe. Laik co najwyżej przymruży oczy, dziwiąc się, że idzie aż tak ciężko, a cięciwa i bloczki nawet nie drgną. - Siła wystrzału z tego łuku jest tak duża, że strzała leci z prędkością ponad 400 km/h, dlatego nie ma żartów przy posługiwaniu się nim. Lepiej zaczynać od czegoś słabszego, bezpieczniejszego. Ja tak właśnie robiłem – mówi K. Plewa. Łuk to jednak nie wszystko. Ważny jest też osprzęt. W topowych sprzętach przyrządy celownicze są wyposażone w światłowody albo lunetę. Przedramię łucznika osłonięte jest ochraniaczem. - To na wypadek, gdyby odstrzeliła cięciwa. Jest tak mocna, że na tym cienkim splocie składającym się z dwudziestukilku [od 21 do 26 – przyp. red.] nici można by holować samochód. Łatwo więc sobie wyobrazić, co mogłaby zrobić ze skórą – stwierdza mój rozmówca. Nie da się też strzelać bez strzał. – Ważne, by były odpowiedniej długości. To częsty błąd popełniany przez początkujących łuczników. Jeśli strzała jest zbyt krótka, źle ułoży się w jarzmie - wtedy, w najlepszym wypadku, wypadnie z łuku. Gorzej jeśli puścimy wraz z nią cięciwę i strzała poleci gdzie chce, np. w naszą stopę – dodaje Krzysztof. Strzały należy też przeglądać pod kątem uszkodzeń, nawet drobne kwalifikują je do naprawy. - To hobby potrafi naprawdę wypełnić każdą wolną chwilę. Ja strzelam bez względu na pogodę, a jak nie strzelam to kleję strzały albo przeglądam internet w poszukiwaniu nowinek związanych z łucznictwem – żartuje Krzysztof.
Łucznicza drużyna
Na początku Krzysztof strzelał sam, ustawiając cele na wale ziemnym luchowskiego boiska. - Koledzy przyglądali się, pytali, aż wreszcie zaczęli kupować sprzęt. Tak, zwłaszcza w ciągu ostatniego roku, zebrała się grupka sześciu osób, które już mają swoje łuki i kolejne dwie, które póki co trenują – dodaje K. Plewa. Ponieważ stworzył się całkiem niemały zespół łuczników, sołtys Luchowa Ireneusz Pufal zaproponował, aby zaczęli działać formalnie. - Od kilku tygodni funkcjonujemy przy Gminnym Centrum Kultury w Łobżenicy. Zadania, które sobie postawiliśmy to nie tylko rozwijanie naszych umiejętności, ale też szerzenie tego hobby. Myślimy nawet o udziale w zawodach, organizowaniu własnych oraz stworzeniu szkółki strzeleckiej dla różnych grup wiekowych – mówi Krzysztof Plewa. Plany zakładają też przystosowanie boiska w Luchowie do tego, by mogło ono pełnić rolę łuczniczej strzelnicy. - Chcielibyśmy wzmocnić nasyp, wykonać też na nim podest pod cele, tak by było jeszcze bezpieczniej niż teraz – dodaje K. Plewa. Łuczników można było oglądać podczas pierwszego dnia łobżenickiej majówki. Tam prezentowali swoją drużynę i swoje hobby. Niebawem również nadarzy się okazja do tego, by poobserwować ich w akcji. Na pikniku country, który odbędzie się w Kruszkach, wystąpią właśnie jako Indianie.
Jak widać marzenia z dzieciństwa można spełniać bez względu na wiek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze