Reklama

Wychować indywidualności

01/10/2012 00:00
Przykład tej rodziny pokazuje, że nauka nie musi odbywać się w szkolnych murach. Domowa edukacja, jeśli ma być skuteczna, wcale nie jest jednak łatwym procesem

W Polsce od ponad 20 lat istnieje pojęcie edukacji domowej. Zgodnie z naszym prawem do 18 roku życia rodzice sami mogą kształcić swoje dzieci, nie mają obowiązku posyłania go nawet do szkoły podstawowej. Oczywiście pod warunkiem spełnienia pewnych kryteriów, wśród których podstawowym jest to, że dziecko systematycznie musi przystępować do egzaminów, w których będą sprawdzane efekty jego edukacji.

Wychować na wyjątkowe indywidualności

Z takiego prawa korzystają Ghennadi i Agnieszka Veduta z Kiełpina. Ojciec czwórki dzieci przyznaje, że jego wkład w kształcenie pociech pod kątem wiedzy jest marginalny, tym zajmuje się przede wszystkim małżonka. Niekiedy jednak ją wspiera, a decyzję o wyborze takiej drogi edukacji swoich dzieci także podejmowali wspólnie. Dlaczego? – Mamy świadomość, że w Polsce taką decyzję podejmuje zaledwie ułamek procenta rodziców. Nam zależało jednak na tym, żeby nasze dzieci zostały wychowane na indywidualności, które potrafią zmieniać wokół siebie rzeczywistość na lepszą. Uznaliśmy, że jednym ze sposobów będzie właściwe kształcenie. Pierwotnie mieliśmy w planach osiedlenie się w Stanach Zjednoczonych, a tam edukacja domowa jest mocno rozwinięta, w taki sposób swoje dzieci kształci tam ponad 2 miliony rodzin. Wyniki ich nauczania najczęściej są rewelacyjne – mówi Ghennadi Veduta. Pochodzący z Mołdawii mężczyzna przyznaje, że już jako chłopak sam dostrzegał, iż masowe systemy edukacyjne, czy w rodzinnym kraju, czy w Polsce, czy również w USA, nie radzą sobie ze współczesnymi trendami, nie tylko od strony czysto edukacyjnej, ale także wychowawczej.

Prewencja zamiast leczenia

– Od początku bardzo zależało nam też na tym, żeby maksymalną ilość czasu spędzać z dziećmi. Obecnie, biorąc pod uwagę fakt, że dzieci spędzają w szkole sporo czasu, a rodzice na zawodowe i inne obowiązki poświęcają 2/3 doby, w wielu przypadkach relacja dziecko-rodzic nie jest właściwie kształtowana – mówi pani Agnieszka. – Szkoła to dzisiaj niestety również zagrożenia, od najdrobniejszych po te największe jak narkotyki. Stąd uznaliśmy, że lepiej we właściwym czasie podjąć prewencję niż później skupiać się na leczeniu – dodaje. Vedutowie już przed narodzinami pierwszej córki, obecnie dwunastoletniej Emanueli, podjęli decyzję o wyborze takiej drogi edukacji dla swoich pociech. Jedyna niewiadoma dotyczyła tego, jak to zrobić. – Bo wbrew pozorom to bardzo śliski grunt. Owszem, nie ma zakazów, nakazów w kwestii tego, czy nauczać w domu, czy w szkole, ale jednak jest pewna norma, a uchylenie się od niej jest kontrowersyjne. Ci, którzy znają przepisy, często próbują straszyć rodziców konsekwencjami, podjęcie takiej decyzji podciągają pod wątki społeczne, nawet religijne, że dziecko będzie aspołeczne, że musi przebywać w otoczeniu itd. Pytam, w jakim otoczeniu... – argumentuje głowa rodziny.

Niezaprzeczalne atuty

– Bo niestety posyłając dziecko do szkoły nie wybieramy mu otoczenia, a w wielu środowiskach, nie ma znaczenia czy miejskich, czy wiejskich, dzieci i młodzież zamiast się rozwijać degradują się, nie mają co ze sobą zrobić. W szkołach często pracują ludzie, którzy nie są wcale pedagogami, bo nauczyciel a pedagog to dwie zupełnie różne kwestie. Nawet ci dobrzy nauczyciele w systemie masowym nie są w stanie właściwie trafić do dziecka pod kątem psychologicznym. Tymczasem w edukacji domowej znacznie efektywniej można zabezpieczyć właściwą stronę emocjonalną, tym samym również zadbać o aspekty intelektualne, bo w tym systemie nauczanie ma tak naprawdę szersze spektrum. To przekazywanie nie tylko książkowej, ale i życiowej wiedzy, do tego z pasją, tym samym cel takiej edukacji jest zupełnie inny – mówi Ghennadi Veduta.
[[nowa_strona]]
– No więc szukaliśmy podpowiedzi, jak zorganizować tę naszą domową edukację. To było jakieś dziesięć lat temu, wtedy dużo już na ten temat wiedziano, wszak jest całkiem sporo autorytetów, ludzi, którzy przecierali w tym względzie szlaki, do dzisiaj promujących takie formy kształcenia – mówi pani Agnieszka, podkreślając, że chcąc w domu uczyć swoje dziecko, rodzic nie musi mieć wykształcenia pedagogicznego. – Dzisiaj rodzicom jest łatwiej, bo uczyć można nie tylko posiadając książki zgodne z programem edukacji, a samych tych wydawnictw jest przecież w Polsce kilkadziesiąt, ale również przy pomocy telewizji i kanałów edukacyjnych, internetu czy wielu innych pozycji książkowych – przekonuje, przyznając, że całoroczną pracę realizuje zgodnie z ramami programów nauczania. – Początkowo jest trudno, później staje się to już naturalne, ale te pół godziny-godzinę dziennie też należy się do zajęć przygotować – dodaje.

W cyklu naturalnym

– W praktyce nasze zajęcia polegają przede wszystkim na tym, że uczymy się zawsze i wszędzie. Nie ma zasady, że teraz jesteś uczniem, a ja nauczycielem. Jesteśmy dla siebie partnerami, gdzie ten starszy ma nauczyć młodszego. Przy biurku spędzamy minimum czasu. Na poziomie zerówki czy pierwszej klasy jest to pół godziny, maksymalnie godzina dziennie, kiedy dziecko musi np. uczyć się pisania. Druga podstawowa zasada jest taka, że uczymy się o odpowiedniej porze, czyli takiej, w której dzieci nie są zmęczone, są najedzone, a przede wszystkim, kiedy mają chęci. Bo podstawą jest to, że dziecku musi się chcieć, tylko wtedy nauka jest w pełni efektywna. Trzymamy się zatem cyklu naturalnego, a nie godzinowego. Uczymy się wszyscy razem, ale oczywiście w poszczególnych aspektach programów dla każdej klasy jest w tym wszystkim konieczność podejścia indywidualnego. To rzeczywiście nie jest łatwe zadanie – przyznaje pani Agnieszka. – Dziennie nauka nie przekracza pięciu godzin lekcyjnych. Jeśli jest tak, że danego dnia dzieci mają chęć na większą naukę matematyki, przez dwie, nawet trzy godziny rozwiązują zadania. Jeśli mają chęć na inny przedmiot, też nie ma problemu. W nauce chęć to podstawa. Wtedy łatwiej odkryć pasje, a także zdolności dzieci. Poza tym dzisiaj, szczególnie te starsze dzieci, jak Emanuela czy Viktor, wiedzą już i potrafią same się dyscyplinować – podkreśla mama-nauczycielka, która stawia oczywiście swoim pociechom oceny. A jak mówi, jest w tym względzie bardzo surowa, jeśli trzeba, jedynek nie żałuje. – Mam jednak świadomość, że każda ocena, obojętnie czy stawiana przez nauczyciela, czy rodzica, zawsze jest subiektywna. Oceny w szkole najczęściej nie uwzględniają dodatkowych aspektów, jak psychika, inteligencja emocjonalna czy kompleksy, a to ma znaczenie – przekonuje.

Szkoła też jest potrzebna

Jednak tą najważniejszą po każdym roku nauki oceną jest ta wystawiana podczas egzaminu w szkole, gdzie weryfikowana jest nie tylko wiedza dziecka, ale również to, jak przebiega jego praca z rodzicem-domowym nauczycielem. Egzamin odbywa się w szkole, składa się zarówno z części ustnej jak i pisemnej. – Chyba obiektywnie mogę przyznać, że osoby egzaminujące dzieci były zachwycone efektami naszej pracy. Absolutnie nie widziałam złośliwości, chęci udowodnienia, że błędnie postępujemy. Widziałam za to podziw i szacunek dla tego, co robimy – przyznaje pani Agnieszka. Na razie przed takimi egzaminami kilkakrotnie stawała dwójka najstarszych dzieci Vedutów, Emanuela i Viktor. Wszystkie egzaminy wypadły dobrze. Gdy miniony rok szkolny najstarsza Emanuela, ze względu na chorobę pani Agnieszki, kończyła w szkole w Michałowicach pod Warszawą, gdzie mieszkali przez ostatnich kilka miesięcy, na koniec roku przyniosła do domu świadectwo z paskiem.

Czy takie efekty nauczania w domu Vedutów to ich zdaniem dowód na to, że szkoła nie jest potrzebna do tego, żeby należycie, a może nawet lepiej wykształcić swoje pociechy? – Absolutnie nie mam zamiaru dyskredytować instytucji szkoły. Takie placówki są potrzebne, nauczyciele też są niezbędni, bo zdecydowana większość ludzi zawsze będzie wybierać masowy system nauczania. W pewnym sensie to rozumiemy, bo wiadomo, że na życie trzeba zarobić. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że ta współczesna pogoń za pieniądzem sprawia, że zapominamy, co jest ważne. A w ostateczności wszystko sprowadza się do wyboru życiowych priorytetów. My też mieliśmy okresy, w których finansowo było trudno, nawet niedawno, i dopiero od jakiegoś czasu stajemy na nogi. Ale, jak powiedziałam, wszystko jest kwestią wyboru: inwestujemy w nową łazienkę czy w edukację dzieci. Bo przekonana jestem, że bardziej efektywna jest edukacja domowa. Sęk w tym, że ludzie albo są zapracowani, albo zbyt leniwi, żeby podjąć się wyzwania kształcenia dzieci. Dorosłym najczęściej samym nie chce się rozwijać, są pasywni, uciekają do życia filmami, telewizją, do życia w fotelu. My wolimy aktywnie spędzić czas z dziećmi – odpowiada.
[[nowa_strona]]
Aspołeczność

Pytanie, jak długo będzie to możliwe. Czym innym jest przecież nauka w klasach I-III, a czym innym w klasach starszych, gdzie dochodzi wiele trudniejszych przedmiotów. – Od września tego roku z różnych względów Emanuela poszła do szkoły w Łąkie. Nie wiem jednak, czy na długo, bo nie ukrywam, że zależy nam na tym, ażeby każde z dzieci jak najdłużej kształcić w systemie edukacji domowej. Trudniejsze przedmioty, które dochodzą w starszych klasach, nie są większym problemem. Tutaj zawsze można wesprzeć się wsparciem nauczycieli od konkretnych przedmiotów – mówi pani Agnieszka. Emanuela i Viktor już kiedyś, także za względu na problemy ze zdrowiem mamy, chodzili przez krótki czas do szkoły w Łąkie. Dziewczynka przyznaje, że tamtego okresu nie wspomina zbyt dobrze, w szkole nie mogła sobie odnaleźć miejsca. – Wtedy dzieci nawet chciały pójść do szkoły, jednak z rozmów z nimi wiem, że rzeczywistość zweryfikowała nieco ich wyobrażenia. Doszły do wniosku, że z rówieśnikami często prowadzi się niestety rozmowy o niczym. Sądziły, że rówieśnicy są bardziej dojrzali, że są równie żądni wiedzy. Dla naszych dzieci to było wielkim zaskoczeniem, że tak niestety nie jest.

Również biorąc powyższe pod uwagę rodzi się pytanie o aspołeczną stronę domowej edukacji. – To zwykły stereotyp. Wiem, co mówię, bo z racji problemów ze zdrowiem, jakie mam od dzieciństwa, również byłam kształcona w systemie edukacji domowej, owszem, przez nauczycieli, nie przez rodziców. Nie mam jednak wrażenia, żebym była aspołeczna. Poza tym, nasz dom ciągle pełen jest ludzi. Dzieci nie są wyobcowane, nieustannie przebywają w gronie innych osób, także koleżanek i kolegów, którzy często do nas przychodzą.

W tej rodzinie się sprawdza

O opinię poprosiliśmy dyrektor Zespołu Szkół w Łąkiem Iwonę Peciak. – Edukacja domowa na pewno nie podoba się większości dyrektorów szkół masowych, ale akurat w tej rodzinie fenomen polega na tym, że rodzice świetnie dają sobie radę, znakomicie się uzupełniają i przynajmniej na dotychczasowych etapach dzieci były dobrze przygotowane do egzaminów. To dowód na to, że na tym podstawowym etapie edukacji rodzic może być nauczycielem. W tej rodzinie efekty edukacji domowej są piękne. Do tego stopnia, że był taki moment, że także inni rodzice zaczęli się dopytywać o taką możliwość, o to, jak wygląda to od strony prawnej. Nauka w domu Vedutów skupia się przede wszystkim na najważniejszych, praktycznych rzeczach. Rodzice ewidentnie położyli nacisk na to, co się w życiu przyda. Efekty są znakomite, sama widziałam, jak wygląda ta praca – podkreśla dyrektor, przyznając jednak, że na pewno dużo trudniej będzie w starszych klasach, kiedy dojdą specjalistyczne przedmioty. – Nie wiem też, czy tym dzieciom jednak nie potrzeba grupy. Z drugiej strony mam świadomość, że to jest duża rodzina, w której fantastycznie się dogadują, mają znakomicie poukładane relacje na wszystkich płaszczyznach – dodaje dyrektor. Iwona Peciak przypomina, że dwoje najstarszych dzieci uczęszczało już do szkoły, ale nie poradziły sobie z otoczeniem. – Ta rodzina stworzyła optymalne warunki do rozwoju, te dzieci są uczone wszelkiego dobra, starcie z rzeczywistością okazało się trudne – wspomina Iwona Peciak, przyznając jednak, że cieszy się z faktu, iż najstarsza Emanuela od września wróciła do szkoły.

Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama