Gitarę i bluesowe rytmy pokochał gdy miał niespełna 10 lat. Andrzej Sypuła, który w latach 70-tych i 80-tych wraz z zespołem bawił na "fajfach" krajeńską młodzież chce ponownie ożywić zapomniane tradycje
- W rodzinnym domu w Krajence, od kiedy tylko sięgam pamięcią zawsze były instrumenty, zawsze gdzieś płynęła muzyka – rozpoczyna swoją opowieść Andrzej Sypuła. Jego dziadek grał na klarnecie, tata władał umiejętnością gry na skrzypcach i mandolinie. - Zwłaszcza dźwięk tego drugiego instrumentu mocno zapadł mi w pamięci – mówi Andrzej. W pamięci zachowały się też obrazy starszej siostry, która siadała na kanapie i grała na gitarze. - To ona w sporym stopniu mnie zainspirowała. Podpatrywałem jak gra i ja też tak chciałem. Później, razem śpiewaliśmy w zespole "ATRAZ", którego nazwa wywodziła się, od pierwszych liter imion członków zespołu, czyli Ali, Tadka, Romka, Andrzeja i Zbyszka – wspomina A. Sypuła. Trudno tu więc mówić o przypadku, to raczej talent przekazywany w genach z pokolenia na pokolenie. Pierwszą własną gitarę dostał, gdy skończył 10 lat.
[[reklama]]
To tylko fragment artykułu Sz.. Chwaliszewskiego z AL 07/2014, s.21
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze