Reklama

Wychowankowie o nim nie zapomną

18/08/2016 19:00
Wiesław Szczęsny całe swoje życie zawodowe poświęcił domowi dziecka w Jastrowiu, zyskując szacunek i uznanie kilku pokoleń wychowanków i współpracowników. Zmarł mając 74 lata, dla wielu zdecydowanie zbyt wcześnie

27  lipca w szpitalu w Warszawie zmarł Wiesław Szczęsny. Prawie całe dorosłe życie związany był z jastrowskim domem dziecka, gdzie najpierw pracował jako wychowawca, a potem przez wiele lat był dyrektorem. Swoją pracą i życiową postawą wielu osobom pomógł i dawał przykład tego, jak w życiu być dobrym człowiekiem. Jego pożegnanie odbyło się w piątek w Jastrowiu, ale wiele osób nie zapomni o nim do końca życia.

Na dobre i na złe

Obecna dyrektor jastrowskich placówek opiekuńczo–wychowawczych zaczynała pracę jako wychowawca, gdy pan Wiesław był już dyrektorem. Jako szef był solidny i konkretny.

Reklama

Wszyscy zwracali się do niego „panie dyrektorze”, ale gdy nie słyszał dzieci często mówiły o nim „tata Wiesiu”

– opowiada Anna Rakoniewska. Zasłużył w pełni na taki tytuł, gdyż wychowankowie byli dla niego najważniejsi. Nie wychodził ze swojej roli po godzinach pracy i nie zapominał o tych, którzy placówkę już opuścili. Jak bardzo czuł się związany ze swoimi podopiecznymi i jak czuł się odpowiedzialny za ich los doskonale obrazuje historia, którą wspomina pani Anna.

Kiedyś na mój adres przyszedł list, po którym widać było, że był otwierany. Nie czytałam go, gdyż okazało się, że jego adresatem był Wiesław Szczęsny, więc mu go przekazałam

Reklama

– zaczyna swoją opowieść. Po czasie dowiedziała się od dyrektora, że był to list z aresztu, od wychowanka, któremu gdzieś tam w życiu się nie powiodło i odsiadywał wyrok. Dyrektor był jedyną osobą, która utrzymywała z nim kontakt, a co więcej – przygotowywał dla swojego byłego wychowanka paczki.

Dyrektor i organizator

Miał wielu przyjaciół, nawet na Ukrainie. Dzięki tym znajomościom doszło kiedyś do wakacyjnej wymiany. Dzieci z Ukrainy przyjechały do Jastrowia, a tutejsi podopieczni wraz z opiekunami pojechali za wschodnią granicę Polski. Pani Anna wspomina, że na miejscu panowały kiepskie warunki, a podejście ukraińskich wychowawców do dzieci było bardzo rygorystyczne. Pamięta, że byli oni zdegustowani tym, że polscy opiekunowie bawią się razem ze swoimi wychowankami. Była to cenna lekcja, dzięki której podopieczni bardziej docenili to, co mieli w Jastrowiu. Nasza grupa przebywała wówczas cały czas w odosobnionym ośrodku, podczas gdy dla Ukraińców w Polsce organizowano liczne wycieczki.

Reklama

Wtedy objawiła się ta dyrektorska część charakteru pana Wiesława, który kategorycznie zażądał zorganizowania jakichś wyjazdów, stwierdzając, że krowy, które zaglądały nam do okien, to my możemy oglądać i w Jastrowiu, a jak już jesteśmy na Ukrainie to chcielibyśmy zobaczyć coś innego

– przypomina pani dyrektor. Dzięki temu zwiedziliśmy Chocim i Kamieniec Podolski.

Wychowawca pokoleń

Nawet na emeryturze pan Wiesław był zawsze blisko domu dziecka i to dosłownie, gdyż zajmował mieszkanie nad „Dzwoneczkiem” – jedną z dwóch jastrowskich placówek.

Reklama

Pytał, jak sobie radzimy i zawsze miał dla nas dobre słowo

– mówi pani Anna. Pamiętali o nim także wychowankowie. Wielu naszych byłych podopiecznych pozostaje z nami w kontakcie i często, dzwoniąc, pytali o pana Wiesia, choć ten był już na emeryturze. Dzwonią i piszą także teraz, gdy dowiedzieli się o jego śmierci. Odszedł w końcu ich „tata Wiesiu”.

SMS od wychowanka, który prosił, aby odczytać te słowa na pogrzebie:

„Bycie pedagogiem, przyjacielem dzieci to nie zawód lecz powołanie. My, wychowankowie wielu pokoleń, winni jesteśmy złożyć podziękowanie i niejednokrotnie włożone serce w opiekę nad nami. Ta praca bardzo owocuje. Zakładamy własne rodziny, pracujemy, tworzymy lepsze jutro dla nas i naszych bliskich. Ale też nie zapominamy, skąd nabraliśmy tej wiedzy i doświadczenia. I tak jest zawsze pogardliwe być z bidula. Dziś, gdy patrzę na mojego radosnego synka oznacza to dla mnie być dumnym z samego siebie.”

Reklama

Dobrą pamięć o Wiesławie Szczęsnym zachowają także inni, osoby nie związane bezpośrednio z domem dziecka. Ryszard Sikora, radny powiatowy i były burmistrz Jastrowia z trudem przyjął do wiadomości informację o jego śmierci.

To był bardzo życzliwy człowiek, zawsze uśmiechnięty i gotowy do pomocy innym. Był moim wielkim przyjacielem i trudno pogodzić się z jego śmiercią. Będzie nam go brakować. Gdyby było więcej takich ludzi, to świat byłby lepszy

– opowiada o zmarłym.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    eda - niezalogowany 2017-02-19 23:36:44

    Wiem,że wiek robi swoje ale az mną dotknęła ta wiadomośc !Bardzo często o nim snułem w wspomnieniach.Pamietam bardzo dobrze jak często grywał w szachy z nami.Był świetny z matematyki.Byłem wychowankiem Domu dziecka w jastrowiu w tych latach.Nie moge w to uwierzyc !Przyznam , że czesto palil papierosy.Boże !!!Bardzo dobrze wspominam pana Wiesia !!!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Lechu - niezalogowany 2016-08-19 00:59:07

    w ZSZ mielismy z nim nauke jazdy,Łada po Pile,to byly czasy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    czas ucieka - niezalogowany 2016-08-18 21:05:46

    ..."całe swoje życie zawodowe poświęcił domowi dziecka w Jastrowiu"..Pamiętam Go jeszcze jako młodego wychowawcę, gdy rozpoczynał pracę w Domu Dziecka w połowie lat 60-tych ubiegłego już wieku.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości