Reklama

Wywiad z Grzegorzem Apryasem - trenerem Iskry Krajenka

12/09/2016 07:00
Pochodzi z Bydgoszczy. Z wykształcenia jest pedagogiem - przez 22 lata był dyrektorem Szkoły Podstawowej w Lędyczku. Od kilku lat jest już na emeryturze. Trenerem piłki nożnej jest od ponad 30 lat, ale o sportowej emeryturze jeszcze nie chce słyszeć. Absolwent gdańskiego AWF-u i Szkoły Trenerów PZPN przy AWF w Warszawie, trener klasy UEFA A z I klasą piłki nożnej od trzech lat trenuje Iskrę Krajenka. I to z sukcesami

Jak zostaje się trenerem?

Na stadion Polonii Bydgoszcz od najmłodszych lat prowadził mnie mój, świętej pamięci, ojciec. Chodziliśmy tam z bratem i podawaliśmy piłki. Sam byłem zawodnikiem przez wiele lat. Przez chwilę był też w moim życiu hokej, ale w końcu okazało się, że nie potrafiłem już uciec od futbolu.
Najpierw sam Pan kopał piłkę…

Przygodę z futbolem rozpoczynałem w Polonii Bydgoszcz. Potem był Chemik Bydgoszcz, Jurand Bemowo Piskie i Włókniarz Okonek, w którym zostałem też trenerem, najpierw juniorów, a potem drużyny seniorskiej.

Reklama

Jakie trenerskie koleje losu przywiodły Pana do Krajenki?

W 1983 roku, po studiach, zostałem powołany do służby wojskowej. Przez rok prowadziłem nieistniejącą już drużynę Jurand Bemowo Piskie. Zdobyłem z nimi tytuł mistrza rundy jesiennej. Potem grałem w Okonku, jednocześnie trenując drużynę juniorów, a od 1988 seniorów. Zdobyliśmy dwukrotnie wicemistrzostwo woj. pilskiego, co oceniono wtedy jako największy sukces w historii klubu. Potem prowadziłem kadrę OZPN Piła, z którą zdobyłem tytuł mistrza WZPN. Następnie krótko była Polonia Jastrowie w IV lidze, Stella Białośliwie, MKS Debrzno i znowu Jastrowie. Teraz już trzeci rok pracuję tu w Krajence.

Jak układa się współpraca z krajeńską drużyną?

W sprawach organizacyjnych myślę, że Krajenka jest klubem dobrze poukładanym. Zarząd z prezesem Patrykiem Wrukiem na czele działa prężnie, pozyskuje sponsorów. Płyta boiska została doprowadzona do bardzo dobrego stanu. Od czerwca 2014 roku, kiedy przyszedłem tutaj pracować, ten aspekt diametralnie się poprawił. Brakuje jedynie płyty bocznej, tak żeby i seniorzy, i młodzież mieli optymalne warunki do treningów.

Reklama

Iskra to zdyscyplinowany zespół?

Jeszcze nie spotkałem się z problemami nie do rozwiązania. Jestem człowiekiem otwartym, zawsze gotowym do rozmowy. Ostatnio zawodnicy „zarzucili” mi, że nie słyszeli nigdy, żeby ich trener przeklinał. Uważam, że nie ma co ganić za złe zagrania, lepiej skupić się na pozytywach i je doskonalić. Staram się zawsze wyjaśniać wszelkie nieporozumienia. Krzycząc na zdenerwowanego zawodnika nic dobrego się nie osiągnie, a tu chodzi o to, żeby piłkarz po przerwie wyszedł pewny swojej wartości. Ale ten zawód to nie tylko metodologia i psychologia. Trzeba też zawsze po prostu pozostać człowiekiem.

Przed Pańskim pojawieniem się w Krajence sytuacja zespołu wyglądała raczej nieciekawie.

Początki były niezbyt zachęcające. Zespół nie podjął rękawicy w czterech ostatnich meczach w sezonie 2013/14. Potem było już o niebo lepiej. Szansa na awans do okręgówki była już w zeszłym sezonie [Iskra 3:4 przegrała w barażu z Iskrą Wyszyny – przyp. red.]. Graliśmy wtedy ładną dla oka piłkę.

Reklama

Co możemy powiedzieć o aktualnym składzie Iskry?

Część ważnych zawodników niestety odeszła. W rundzie wiosennej straciliśmy Arkadiusza Starszewskiego, Tomasza Mutschkę i Pawła Madeja, który przed rundą jesienną sezonu 2016/2017 poszedł do Sparty Złotów. Ale mamy też wzmocnienia. W ataku bryluje Sebastian Polak, od wiosny 2015 pokazał się i gra teraz jako stoper Rafał Gradowski z Bartoszkowa. W swoim debiutanckim występie zagrał pierwsze skrzypce. Zresztą zawsze powtarzam – w powiatówce są piłkarze, z których można by ułożyć naprawdę mocną jedenastkę – nie są to zawodnicy mentalnie gotowi do treningów i do gry, ale to da się szybko nadrobić. Liczę też na Adama Krakowiaka, po kontuzji dojdzie Mateusz Długosz. Do drużyny bardzo dobrze wprowadzili się Michał Łój i Dariusz Sobecki. Są też juniorzy – Kacper Block, Mirek Szczepanik, Daniel Budnik i Bartek Block, także Maciej Chromiec i Kamil Sromała ze Złotowa. To ma być młody, ambitny zespół. Myślę, że o stopniu jego przygotowania będę mógł coś powiedzieć po czterech, pięciu kolejkach.

Jak ocenia Pan swoją ławkę rezerwowych?

Ten stan rzeczy zmienił się radykalnie. Gdyby wypadła mi trójka „żelaznych koni”, wejdzie kolejna trójka, która nie zmieni jakości, ale ból pojawiłby się, gdybym miał wpuścić następnych. Stawiam na młodych, perspektywicznych zawodników, a ci muszą „łapać” doświadczenie.

Reklama

Jaką notę wystawił Pan Iskrze po pierwszym sprawdzianie w okręgówce?

Od strony technicznej było słabo. Taktycznie za dużo błędów, było za to bardzo dużo walki z naszej strony. Od początku jak tu jestem nie widziałem tak walczącej Iskry. Wiele akcji to były wcześniej przetrenowane sytuacje. Problemy na boisku rozwiązują jednak sami zawodnicy. Leśnik przyjechał „na pewniaka” po trzy punkty. My wyszliśmy słabo skoncentrowani, jak ja to mówię „kopaliśmy się po czole”. Moje motto to są cztery K: Koncentracja, Komunikacja, Konsekwencja i Kreatywność. Dochodzą do tego umiejętności techniczne i taktyczne. I tak jak w meczu z Margoninem – dużo charakteru do końca. Szkoda tylko pięciu żółtych kartek.

Iskra pod Pańska komendą to drużyna swojego boiska. Z 20 meczów rozegranych w A klasie i teraz w okręgówce u siebie przegraliście tylko raz.

W październiku 2014 roku przegraliśmy [3:1 z Notecią Dziembowo – przyp. red.] ostatni mecz na własnym boisku. Ta passa może kiedyś się skończyć, ale cieszy mnie postawa moich piłkarzy, szczególnie ich waleczny charakter.

Reklama

Na inauguracyjnym meczu Iskry kibiców było jak na lekarstwo.

Są wierni kibice, którzy są z Iskrą na dobre i na złe. Awans do wyższej klasy przyciąga też nowych, ale wiele zależy od wyników. Jak my będziemy robić swoje i to z pozytywnymi skutkami, to myślę, że te trybuny małymi krokami będą się zapełniały.

Wykonuje Pan szczególny rodzaj pracy, w którym nie wszystko zależy od Pana?

Bez względu na miejsce pracy staram się zawsze być profesjonalistą. O wyniki trzeba by już popytać w tych klubach, w których dotąd pracowałem. Wspólnie doskonalimy pewne schematy, uczymy się. Bywa, że trening wychodzi idealnie, a w meczu o stawkę, przy kibicach, przy wymagającym przeciwniku rodzą się pytania: czy mamy mocny charakter, czy zasługujemy na grę w lidze okręgowej?

Reklama

Trening przed meczem z Chodzieżą przyniósł zamierzony efekt. Iskra wygrała na wyjeździe 2:0

Czym charakteryzuje się dobry zawodnik?

Inteligencja piłkarska to nie jest to, co zwykła inteligencja. Musi być to człowiek poukładany i odporny, mający wewnętrzny spokój. Nie może podczas meczu myśleć, że zwolnią go z pracy, że ma problem w domu czy z dziewczyną, że nie jest akceptowany przez grupę. Bardzo istotne są talent, intuicja, inteligencja piłkarska i możliwości ciągłego rozwoju.

Pojawił się awans, pierwsze zwycięstwo… Myśli Pan o IV lidze?

Marzeniami można zajść daleko, ale ja jestem realistą. Mecz piłkarski jest jak spektakl teatralny. Jest widownia, zwroty akcji, sploty szczęśliwych i nieszczęśliwych sytuacji. Nawet władze OZPN–u zauważyły, że Iskra to materiał na czwartoligowca. Może i tak, ale jeśli nie poprawimy gry obronnej to różnie może być. Lubię grę ofensywną, ale prawdziwa gra zaczyna się od defensywy.

Reklama

Jest Pan skromnym człowiekiem. Sparta Złotów nie kryje się ze swoimi aspiracjami…

Uważam, że Sparta Złotów powinna być dla powiatu złotowskiego jak Lech Poznań dla Wielkopolski. Taka drużyna szkoli piłkarzy, a ci zasilają potem okoliczne zespoły. To Sparta powinna wypożyczać zawodników, paradoksalnie sama ogłasza nabory do swoich szeregów. Wartościowi zawodnicy uciekli i IV liga jest teraz wszędzie dookoła [Wysoka, Łobżenica, Szydłowo – przyp. red.], tylko nie w Złotowie.

Obawia się Pan spotkania ze Spartą?

Zobaczymy. Jako trener nie boję się nikogo, ale zawsze zostawiam sobie jakiś margines. W zawód trenera wpisane są nie tylko zwycięstwa, ale i porażki.

Reklama

Atuty i słabości Pańskiego zespołu?

Największą bolączką jest gra defensywna, atutem jest z pewnością siła ognia i realizacja założeń taktycznych. Umiemy zagrać kontratakiem, a jak trzeba wyjdziemy też z atakiem pozycyjnym, mimo niedostatków technicznych.

Jakieś pozapiłkarskie pasje?

Ktoś kiedyś powiedział, ze jesteśmy niewolnikami swoich namiętności. Poza rodziną i podróżami piłka jest moją jedyną namiętnością. Jestem niewolnikiem, bez piłki nie mogę żyć. Nie wędkuję, nie chodzę na grzyby. Wolę jechać gdzieś z rodziną albo iść do kina na ciekawy film. Interesuje mnie również sport żużlowy. Mam dość stresujący zawód, dlatego często odpoczywam na łonie przyrody.

Reklama

Trenerskie marzenie do spełnienia?

Naszym celem jest teraz utrzymać się w okręgówce. Mierzymy siły na zamiary. Gdybym był młodszy mógłbym marzyć, ale z moim doświadczeniem wolę chodzić po ziemi i trzymać się rzeczywistości.

Rozmawiał Leszek Chełmowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości