Czas dotarcia do remizy? - Trzy minuty. Adrenalina? - Nie do opowiedzenia... Andrzeja Białczyka, strażaka-ochotnika ze Świętej, dźwięk syreny zawsze stawia na równe nogi
Pana Andrzeja nikt do straży nie ciągnął – rodzinne tradycje strażackie korzeniami nigdy nie sięgały głębiej niż w przeciętnym polskim domu. Łańcuszek przynależności zapoczątkował on sam, a dziś do Ochotniczej Straży Pożarnej w Świętej należy też trójka jego dzieci: 22-letnia Monika, 18-letni Mariusz, którego druhowie do swojego grona przyjęli w styczniu tego roku oraz 16-letni Piotr, póki co zasilający szeregi Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej.
[[reklama]]
Serce w OSP Przynależność to jedno, zdaniem naszego rozmówcy to jednak aktywność jest miarą strażackiej pasji i zaangażowania. W nim płyną one chyba we krwi, wszak po raz kolejny pan Andrzej znalazł się na szczycie zestawienia liczby wyjazdów. W tym roku było ich trzydzieści siedem, w 2013 – dwadzieścia osiem. Kiedy odzywa się strażacka syrena A. Białczyka niewiele rzeczy jest w stanie zatrzymać. - Rzucę wszystko – śmieje się, wspominając choćby historię z opryskiwaczem, który został na środku drogi.
To tylko fragment artykułu P. Koplin z AL 08/2014, s. 25
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze