Reklama

Z barszczem nie ma żartów

19/08/2017 11:00
Gmina walczy z tą niebezpieczną rośliną. Jej skupiska są w Lipce, Debrznie Wsi i w Łąkiem. Latem barszcz Sosnowskiego jest najgroźniejszy

Nie trzeba go nawet dotykać, by się poparzyć. W upalne dni toksyczne olejki unoszą się nad jej liśćmi w promieniu do dziesięciu metrów. Na skórze pojawiają się bąble, można mieć nudności, bóle głowy, wymioty, a nawet urazy oczu.

Objawy poparzenia pojawiają się od 30 min. do 2 godzin po kontakcie. Działanie toksyczne rośliny potęgują słońce, wysoka temperatura i wilgotność powietrza (także silne spocenie się)

– przestrzega Helena Dziubińska, inżynier ochrony środowiska z Debrzna. 31 lipca w restauracji „Tęcza” poprowadziła ona szkolenie dla mieszkańców gminy Lipka. Mówiła o zagrożeniach związanych z barszczem Sosnowskiego i sposobach zwalczania tej rośliny. Gmina Lipka prowadzi  z nim wojnę od kilku miesięcy. Największe skupiska tej rośliny są w Łąkiem (Huta) – ok. 100 m kw., w Debrznie Wsi, wzdłuż linii brzegowej Jezioro Staw Miejski – ok. 50 m kw., na terenie byłego lotniska wojskowego od strony Starego Gronowa – ok. 25 m kw. oraz w Lipce przy ul. Rudziska, od strony torów w kierunku Tczewa – ok. 10 m kwadratowych. Barszcz Sosnowskiego rośnie także w okolicach Potulic, Kiełpina i Osowa.

Reklama

Widać, że lubi żyzne gleby, w pobliżu cieków wodnych

– zauważył sołtys Małego Buczka, a zarazem radny Rady Gminy Lipka Paweł Tuschik.

Helena Dziubińska powoli staje się specjalistką od barszczu. W Debrznie mają z nim znacznie większy problem w niż w Lipce

Na terenie gminy Lipka do walki z tą rośliną stosuje się dwie metody – duże się kosi, a małe niszczy chemicznie chikarą. To nieselektywny herbicyd o działaniu systemicznym, który roślina pobiera przez korzenie i liście.

Nie jest tani, ale wszystko co dobre musi kosztować

Reklama

– prowadząca spotkanie podkreślała, że chikara pozostaje w glebie do stu dwudziestu dni, więc długo powstrzymuje rozwój roślin. Jej rad słuchało troje sołtysów. Niska frekwencja spowodowana mogła być terminem zorganizowana szkolenia, ale też tym, że większość sołtysów poznała ten problem podczas zebrania zorganizowanego jesienią. Projekt usuwania barszczu Sosnowskiego z terenu gminy Lipka dofinansowuje Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Poznaniu. Z podobnego programu korzysta sąsiednie Debrzno. Tam problem jest dużo większy, ale bez współdziałania gmin nie da się go kompleksowo rozwiązać.

Barszcz Sosnowskiego wydaje do 40 tys. nasion z jednej rośliny. To gatunek inwazyjny, który szybko się rozprzestrzenia i wypiera rodzime gatunki. Z 1 ha porośniętego barszczem Sosnowskiego rozsiewa się kolejne 200 ha

Reklama

– mówiła H. Dziubińska. To spore zagrożenie, zwłaszcza w przypadku, gdy barszcz zadomowi się na terenach prywatnych.

Są działki, często zostawione samopas przez ludzi mieszkających za granicami Polski, na których ta roślina rośnie. Nikt z tym nic nie robi. Taka jest mentalność ludzi

– stwierdził Marian Grochowski, sołtys Nowego Buczka. Jeśli więc walka z barszczem Sosnowskiego ma się powieść, włączyć w nią muszą się także osoby prywatne. Szkoda, że nie zechciały one skorzystać z zaproszenia na szkolenie.

Reklama

Niszczenie barszczu Sosnowskiego obliczone jest na lata. Na przykład jej koszenie musi się odbywać cztery razy w roku przez dwanaście lat, by móc mówić o sukcesie. Choć i tak niepełnym, bo sama walka mechaniczna nie niszczy barszczu w 100%. Najlepsze efekty daje połączenie usuwania mechanicznego z chemicznym.

Nową szansą na walkę z barszczem Sosnowskiego jest wypas owiec. Próby przeprowadzone w Żmudzkim Parku Narodowym na Litwie pokazały, że zwierzęta, podgryzając młode rośliny, nie pozwalają im zakwitnąć, przez co regulują ilość roślin. Nie zaobserwowano przy tym, by barszcz im szkodził

Reklama

– podawała inżynier Dziubińska.

Program zwalczania kaukaskiego barszczu na terenie gminy Lipka realizowany jest od czerwca 2016 roku, potrwa do listopada tego roku. Samorząd wyda na niego ponad 10 tys. złotych. Swoją cegiełkę dokłada także Nadleśnictwo Lipa, które jest partnerem tego działania. Jak zapowiadają urzędnicy, walka z tą niebezpieczną rośliną będzie kontynuowana – gmina napisze kolejny wniosek do WFOSiGW w Poznaniu, tym razem na większą kwotę.

Co ciekawe, barszcz Sosnowskiego sprowadzono do Polski (w latach 50–tych i 60–tych XX wieku) z Kaukazu jako roślinę ozdobną i paszę dla krów. Niestety bydło niespecjalnie się nim zajadało, ponadto roślina ta powodowała zmianę smaku mleka i mięsa krów. Zdarzały się także przypadki poparzeń zwierząt. U owiec problemów takich nie ma.

Reklama

***

Co zrobić w przypadku kontaktu z barszczem Sosnowskiego:

Dokładnie przemyj zaatakowane miejsca wodą z mydłem, jak najszybciej skontaktuj się z lekarzem oraz unikaj słońca przez dwie doby (promienie słoneczne zwiększają stan zapalny i ryzyko powstania bardziej widocznych blizn).

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    piter - niezalogowany 2017-08-19 14:59:40

    Ten barszcz rosnie kolo mostu kolejowego w blekwidzie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    bezradni - niezalogowany 2017-08-19 12:21:09

    Na Litwie było dużo tego Barszczu sosnowskiego i teren ogrodzili i wpuścili owce .barszcz znikł bo owce nawet korzonki zjadały. Musicie z Gór sprowadzic Owce bo tu wytępione.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Basia - niezalogowany 2017-08-19 11:05:47

    A wystarczy wypuścić barany. Do gołej ziemi wystrzygą

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości