– Brałem udział w układaniu pięciu koalicji. Ta była dla mnie nie tylko jedną z najtrudniejszych, ale też najdziwniejszych – mówi starosta. O niesmacznej podjazdówce oraz o żądaniach, których nie dało się spełnić, z Ryszardem Goławskim rozmawia Piotr Steffen
Jeszcze kilka tygodni temu, gdy rozmawialiśmy przed wyborami, był Pan niemal gotów obrazić się o tytuł wywiadu „Rysiu, ty mały kombinatorku”. Tymczasem wyszło na to, że mimo zamieszania znowu to Pan jest na górze.
Owszem, ale nie jest to wynik kombinowania, tylko dobrej pracy i wyniku wyborczego. Poza tym absolutnie się nie pogniewałem, tylko jeden z samorządowców zadzwonił i powiedział: wiesz, taki tytuł… Wytłumaczyłem więc, że był po prostu chwytliwy, by ludzie przeczytali artykuł.
Poza tym prawdę napisaliśmy, ponownie Pan wszystkich ograł i poukładał po swojemu.
Po swojemu i z uwzględnieniem dobrej przyszłości powiatu.
To prawda, że Pana relacje z Danielem Sztychem były w ostatnich miesiącach tak toksyczne, że zaczęto o nich mówić, iż chyba już się znienawidziliście?
Ja nikogo nie nienawidzę. Po prostu styl działania Daniela Sztycha nie był dla mnie do zaakceptowania i to tyle.
Co się stało w powyborczym okresie, który rozpoczął się od poniedziałkowej koalicji, a skończył drugą, sobotnią? W polskiej polityce funkcjonuje pojęcie „nocna zmiana”, w naszym powiecie zacznie chyba obowiązywać „weekendowa zmiana”.
Bez przesady, nie idźmy tak daleko. Były przymiarki do pierwszej koalicji, następnie ją podpisaliśmy, ale pewne żądania koalicjantów okazały się być nie do spełnienia.
Przecież ją podpisaliście – dopiero po parafowaniu okazało się, że nie we wszystkim jest zgodność?
Już po podpisaniu koalicji pojawiły się takie żądania, o których nie było mowy w poniedziałek. Byłem absolutnie zaskoczony i wprost powiedziałem, że nie zgadzam się na nie.

- Ja dwadzieścia lat temu, gdy mniej więcej byłem w obecnym wieku Juliana, tak mocny nie byłem - starosta mówi o przewodniczącym rady powiatu (na zdj. z prawej)
Znaczy, że mocno się spieszyliście z tą koalicją, żeby zaklepać sobie większość, nie wnikając specjalnie w to, jakie oczekiwania będą mieć strony?
Z pierwszej analizy wynikało, że koalicja, która funkcjonowała w poprzedniej kadencji, czyli Porozumienia Samorządowego z Polskim Stronnictwem Ludowym, jest możliwa. Stwierdziliśmy, że nie ma co rozdrażniać sytuacji i podpisaliśmy dokument.
Dwa dni później…
Nie chciałbym mówić o szczegółach, bo pewne rzeczy są owiane tajemnicą. Samo to, że były jakieś oczekiwania co do inwestycji drogowych, nie były już na tym etapie do spełnienia i te rzeczy nie zostały wpisane w umowę koalicyjną.
Nie wierzę, że kwestie inwestycji tak bardzo poróżniły pierwotnych koalicjantów.
Doszły późniejsze żądania dotyczące spraw kadrowych, na które nie wyraziłem zgody. Nie chcę jednak mówić o szczegółach, bo nie chciałbym wprawiać pewnych osób w zakłopotanie.
Prawdziwe są nieoficjalne informacje o tym, że Daniel Sztych robił coś zakulisowo na własną rękę i próbował pozbawić Pana stanowiska starosty?
Docierały do mnie takie informacje i nie ukrywam, że trochę mnie zaniepokoiły. Właśnie w związku z tymi zakulisowymi działaniami rozpoczęła się dyskusja o poszerzeniu koalicji. Zresztą późniejszy koalicjant (Platforma.Nowoczesna Koalicja Obywatelska) ostatecznie je potwierdziła. W mojej ocenie to była taka niesmaczna podjazdówka, oczywiście wykonywana nie pod radnych Porozumienia Samorządowego. Kto się o takie działania pokusił, to już pewnie zostanie tajemnicą, wiedzą ci, którzy je podejmowali. Ja w to nie wnikam. Mogę tylko zapytać, po co to było, skoro w poniedziałek większość była uzgodniona. Te podjazdówki były dla mnie dziwne i w środę doszło do spotkania szerokiej koalicji.
Po pierwszej sesji rozmawiałem z Danielem Sztychem. Pytałem go o to, czy tworzył coś poza waszą koalicją, próbując pozbawić tym samym Pana funkcji starosty. Absolutnie zaprzeczył. Powiedział, że powodem zerwania koalicji Porozumienie Samorządowe-Polskie Stronnictwo Ludowe-Wspólnota Powiatu Złotowskiego był brak szacunku ze strony koalicjanta, czyli z Waszej strony. Twierdził, że trzymał się porozumień koalicyjnych zawartych w poniedziałek.
Jeżeli Daniel Sztych stwierdził, że nie czuł szacunku, to w mojej opinii rzetelnie nie odpowiedział na to pytanie. Ja odpowiadam, że koalicjant zaczął prowadzić dziwne rozmowy, a także wysuwać żądania w kierunku kadrowych spraw, na które nie wyraziłem zgody. I to była przyczyna. Nie my kombinowaliśmy, więc nie rozumiem pretensji. Wydaje mi się, że Daniel Sztych miał złych doradców.
Poczuł Pan zagrożenie i dlatego natychmiast wkroczył do działania?
Skoro do Pana docierały pewne informacje, to i do mnie docierały, to chyba normalne. Dostrzegłem jakieś ruchy, a skoro był jeszcze inny potencjalny koalicjant – Platforma.Nowoczesna Koalicja Obywatelska – to podjąłem pewne działania.
To prawda, że PSL chciał stworzyć koalicję z radnymi Prawa i Sprawiedliwości?
Tak daleko nie brnąłem. Jakoś słynne stało się wyrywanie radnych z poszczególnych klubów. Mogę powiedzieć jedynie, że Porozumienie Samorządowe nikogo nie wyrywało, było nas jedenastu i było ok.
Gdy zamieszanie minęło, powiedział Pan kilka słów Danielowi Sztychowi?
Osobiście nie. Podczas środowych rozmów o szerokiej koalicji zamieniliśmy kilka zdań. Wtedy padła bardzo dobra propozycja ze strony Platformy.Nowoczesnej Koalicji Obywatelskiej, ale druga strona upierała się na wspomnianych kwestiach kadrowych. Gdy nie chciałem się na nie zgodzić, Daniel Sztych stwierdził, że idzie w opozycję. To jego decyzja.
Jak brzmiała ta, jak Pan to nazwał: „bardzo dobra propozycja”? Co dawała Danielowi Sztychowi?
Pozostawiała go w roli wicestarosty. Uważam, że to była bardzo ciekawa propozycja Platformy.Nowoczesnej Koalicji Obywatelskiej, ponieważ zgodnie z nią starosta i wicestarosta mieli pozostać bez zmian.
Czyli na kluczowych stanowiskach w zasadzie podczas środowych rozmów podtrzymany był stan z poniedziałkowej koalicji, łącznie z panem na stanowisku starosty i Sztychem na stanowisku Pana zastępcy?
Tak. Platforma.Nowoczesna Koalicja Obywatelska chciała jedynie członka zarządu i jakieś funkcje przewodniczących w komisjach. Poszło o te kadrowe sprawy, konkretnie o propozycje Daniela Sztycha, na które nie mogłem przystać.
Proszę powiedzieć, o co dokładnie chodziło.
Dla mnie ten temat jest już zamknięty.
Mówimy o sytuacji sprzed kilku miesięcy dotyczącej dyrektora Kasprowicza – skargi i zwolnienia go przez Sztycha, które cofnął Pan po trzech dniach?
Nie chciałbym rozwijać tego wątku. W każdym razie nie miałem pewności, w jakim kierunku dalej to wszystko może iść. Uważam, że takie rzeczy należy przerywać. I dlatego w środę wyłączyliśmy z tych rozmów PSL.

- Niech już ludzie nie kombinują, że pan Andrzej Jasiłek, burmistrz Okonka, miał wpływ na obsadzanie pani Małgorzaty Sameć na funkcji wicestarosty - przekonuje Ryszard Goławski
Policzyliście, że macie większość i w pamiętną sobotę spotkaliście się, aby wszystko potwierdzić parafkami.
Trzeba było przerwać tę trwającą od kilku dni podjazdówkę pod radnych Platformy.Nowoczesnej Koalicji Obywatelskiej, rozmowy i tak trwały już za długo. Proszę zauważyć, że wybory mieliśmy 21 października, a dopiero w połowie listopada wszystko się rozstrzygnęło.
Kilka razy w swojej samorządowej karierze układał Pan już te samorządowe klocki – to była jedna z trudniejszych układanek?
Brałem udział w budowaniu pięciu koalicji. Ta była dla mnie nie tylko jedną z najtrudniejszych, ale też najdziwniejszych. Z poprzednich lat nie przypominam sobie takich podjazdówek.
Góra też ingerowała w całą sytuację? Mam na myśli posłów czy senatorów?
W Warszawie czy w województwie też patrzą na to, co dzieje się w powiatach. Zachęcano nas tylko do tego, by usiąść do rozmów, bo wszyscy czuli, że całą sytuację trzeba w końcu rozstrzygnąć. Ale głównie rozmawialiśmy tutaj na dole.
Żeby podsumować temat – czuł Pan, że Daniel Sztych rzeczywiście chciał pozbawić Pana funkcji starosty w całej tej układance, czy nie posunąłby się do tego?
Zakulisowych rozmów nie znam. Nie znam intencji, natomiast nie odczułem takiego zagrożenia.
Kto dał Panu sygnał: Ryszard uważaj, bo coś się dzieje?
Znamy się bardzo długo z radnym sejmiku Henrykiem Szopińskim. Z jego strony padło w pewnym momencie pytanie: „Czy analizujesz, co się dzieje?”. Dopiero wtedy baczniej zacząłem przyglądać się sytuacji. Początkowo, nawet gdy pewne informacje już krążyły, nie brałem czegoś takiego pod uwagę.
Ponoć jedną z pierwszych osób, która dała sygnał w Pana kierunku, że te podjazdówki mają miejsce, była również Małgorzata Sameć. I to m.in. w związku z tym powierzenie jej funkcji wicestarosty miało być, powiedzmy, docenieniem jej lojalności.
W tamtym czasie z panią Małgorzatą Sameć w ogóle nie rozmawiałem.
Nie mówię, że była to Państwa bezpośrednia rozmowa, ale że informacja miała wyjść od niej i przez kogoś do Pana trafić.
To by oznaczało, że do pani Małgorzaty również podchodzono.
Tego nie wiem.
Nikt tego nie wie, ale mogło tak być.
Jeżeli powierzenie jej funkcji wicestarosty nie było wdzięcznością za okazaną lojalność w tej sytuacji, czym było?
O to trzeba by zapytać Platformę.Nowoczesną Koalicję Obywatelską. To ugrupowanie w ramach rozmów koalicyjnych zaproponowało Małgorzatę Sameć na stanowisko wicestarosty, a w związku z tym, że panią Sameć znam, i to nie tylko z burmistrzowania, bo znaliśmy się już wcześniej, dla mnie ta propozycja nie była wielkim zaskoczeniem. Koalicjant zaproponował osobę, która w tematach samorządowych jest zorientowana. Pani Małgorzata będzie dla zarządu powiatu dużym wsparciem w kontekście czekających nas w najbliższym roku poważnych zadań w zakresie oświaty.
Wie Pan już, jak informację o nominacji dla Małgorzaty Sameć przyjął Andrzej Jasiłek czy wciąż nie rozmawialiście jeszcze od tego czasu? Ponoć czekał na telefon od Pana w trakcie rozmów koalicyjnych.
Jeszcze przed zawiązaniem koalicji długo rozmawialiśmy, Andrzej Jasiłek był bardzo dobrze zorientowany w sytuacji.
Niektórzy do teraz to jemu przypisują współudział w powierzeniu funkcji wicestarosty Małgorzacie Sameć.
Absolutnie to dementuję. Ludzie powinni przestać spekulować, że Andrzej Jasiłek, burmistrz Okonka, miał wpływ na powierzenie Małgorzacie Sameć tej funkcji. Nie miał żadnego wpływu w tym temacie. Wiem, że między panem Andrzejem a byłą panią burmistrz zdarzały się różnice zdań, jednak szczegółów nie znam i nigdy takie rzeczy do końca mnie nie interesowały.
Czuje się Pan teraz niezręcznie względem Andrzeja Jasiłka?
Jesteśmy dobrymi znajomymi i nie ukrywam, że powstała z tego pewna niezręczność. Domyślam się, że mógł być przeciwny temu powołaniu, ale koalicja ułożyła się tak, a nie inaczej. Właśnie dlatego zawsze staram się trzymać zasady, by niczego nie ustalać przed wyborami. W końcu nikt nie wie, co rzeczywiście będzie po nich. Do rozmów siada się dopiero znając wyniki. Pani Sameć została radną powiatową z ramienia Platformy.Nowoczesnej Koalicji Obywatelskiej, zdobyła mandat i to jest jej sukces.
Gdy dojdzie już do rozmowy między Wami, co Pan powie Andrzejowi Jasiłkowi?
Czuję, że może mieć jakiś niesmak, ale tak to już bywa w życiu, że nie wszystko smakuje. Ale myślę, że Andrzej nie zachorował na niestrawność.
Dalej będziecie kolegami?
Znając mój charakter oczywiście, że się nie gniewamy. Tym bardziej, że współpraca pomiędzy powiatem a gminą powinna układać się dobrze. W samorządzie nie ma się co gniewać, tak to się ułożyło i trzeba w tych warunkach funkcjonować.
Co z PSL-em? Gdy podpisaliście pierwszą koalicję powiedział nam Pan, że to koszula bliższa ciału. Okazuje się, że nie tak bliska jak mogłoby się wydawać. Ludowcy mogą się na Pana obrazić?
Jestem członkiem PSL-u. Już kiedyś pisaliście, że tak naprawdę w powiecie jest PSL do kwadratu, bo i starosta, i jego zastępca byli z PSL, a obecnie wicestarosta jest z Platformy.Nowoczesnej Koalicji Obywatelskiej.
Tyle że tak Pan to wszystko rozegrał, że PSL-u, poza dwiema funkcjami przewodniczących komisji stałych rady powiatu, nie ma przy władzy.
Nie ma dwóch PSL-ów, jest jeden, Porozumienie Samorządowe z niego się wywodzi i tam są jego korzenie.
Co na to inny Pana dobry znajomy Leszek Kępiński? Poważny gracz w tym samorządzie – niektórzy mówią o nim szara eminencja lokalnej polityki. Osoba, która od wielu lat ma ogromny wpływ na to, co dzieje się w powiecie. Pogniewał się czy powiedział: Rysiu, rozumiem, jest ok, nic się nie stało?
Pan to powiedział. Wczoraj rozmawiałem z Leszkiem, ale aż tak głęboko nie dyskutowaliśmy. Dobrze pan powiedział – Leszek Kępiński jest doświadczonym samorządowcem i rozsądnym człowiekiem, rozumie takie rzeczy. Wie, że czasami tak się dzieje. A PSL? Był, jest i będzie.
Póki co w opozycji.
Ale nie totalnej.
Kim jest dla Pana Julian Brewka?
Długoletnim kolegą, dobrze się znamy.
Obojętnie, która koalicja by przetrwała, podobno w każdym układzie miejsce przewodniczącego rady było zarezerwowane dla niego.
Obserwuję go i uważam, że dobrze by było, gdyby zrobił karierę, nawet nie samorządową a polityczną. Startował do wyborów z komitetu Wspólnota Powiatu Złotowskiego…
Czyli takiego trzeciego PSL-u, który sobie wymyśliliście, żeby jak najliczniej zdobyć władzę na szczeblu powiatu?
Absolutnie, nie było żadnego trzeciego PSL-u, ale w kwestii poglądów faktycznie mamy wiele wspólnego.
Ma Pan do niego pełne zaufanie?
Zaufanie mam, ale…
Chce Pan powiedzieć: ufajmy sobie, ale się sprawdzajmy?
Myślę, że każdy człowiek musi bazować na pewnym zaufaniu i takie mam do Juliana. Znam go długo i nie sądzę, aby był skłonny coś kombinować.
Pytam o to zaufanie, bo zastanawiam się, jaka była jego rola w tej zagmatwanej sytuacji z ostatnich tygodni – jaką postawę przyjął w wielu rozmowach, jakie miały miejsce pomiędzy szeregiem osób?
Julian mnie wspierał i kiedy poznaliśmy wyniki powiedział wprost, że obojętnie co by się nie działo, idzie z nami.
Sądzi Pan, że to podbieranie radnych, o którym Pan wspomniał, mogło mieć miejsce również względem jego osoby?
Jeśli nawet tak było, to się to nie udało. Julian niejednokrotnie brał udział w niełatwych rozmowach, zna sytuację i jest przygotowany do pełnienia różnych funkcji.
Jest Pana samorządowo-politycznym „synem”, którego przymierza Pan do kariery w samorządzie i kształci na swojego następcę?
To mądry człowiek, doktor, zna języki obce, wcześniej czy później jakaś partia na pewno będzie o niego zabiegać. Jeżeli w pewnych kwestiach będę mógł mu pomóc, na pewno to uczynię. Już kiedyś mieliśmy posłów ze Złotowa. Jeżeli Julian będzie chciał, wszystko przed nim. Śmiem twierdzić, że samorząd powiatowy to za wąski dla niego teren działań. Osiąga sukcesy jako prezes spółdzielni, której obszar działania sięga nawet poza województwo. Reprezentuje krajowe zrzeszenie spółdzielców w Warszawie. Zna się na tym, co robi i warto wykorzystać w samorządzie ten jego zmysł przedsiębiorczości. Prowadzenie takiej spółdzielni, jak prowadzi Julian, to nie jest łatwa sprawa. Ja dwadzieścia lat temu, gdy mniej więcej byłem w obecnym wieku Juliana, tak mocny nie byłem. Jest przygotowany do pełnienia różnych funkcji. Starostą również mógłby być, ale osobiście uważam, że nie będzie to dla niego ciekawe stanowisko. Aspiracje i możliwości ma dużo większe i sądzę, że tak to się potoczy. Będę mu pomagał w podejmowaniu trudnych decyzji, bo gdyby chciał pójść gdzieś dalej, nie będzie mu łatwo. Choćby z tego względu, że jest bardzo zaangażowany w rozwój firmy i musiałby zostawić swój duży dorobek dla funkcji w samorządzie czy w polityce, które z racji wyborów nigdy nie są pewnymi.
Mówi się, że to będzie Pana ostatnia kadencja.
Tego nie wiem, wiem natomiast, że młodszy nie będę. Ileż można walczyć? Niczego jednak nie wykluczam. W polityce nigdy nie mówi się nigdy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Trochę przedłużony
A co działo się w Gołańczy?
Goławski i Kępiński razem byli w PSL. Jeden został a drugi stworzył PSL - bis Porozumienie Samorządowe. Jedno i drugie psa wart. Jedno i drugie tylko doić potrafi. Spółdzielnie rolnicze są dobre ........... Nie którzy to mają szczęście ..... i jeszcze niby próbować kombinować z PIS-em się dogadywać. Chłop to chłop
Przepychanki,układanki szastanie stanowiskami i to w takim małym zadłużonym powiecie 5 lat marazmu zatrudniania swojaków i za co za nasze podatki,naprawdę jestem pełen negatywnego podziwu no ale zobaczymy jakie będą działania PO ,ale nie wierzę w żadną kontrolę z ich strony są po prostu głodni władzy dlatego biorą co dają.
Liczy się tylko stanowisko i kasa.... Finanse powiatu i dobro mieszkańców mają w tyle. Po nas choćby potop.
Najmniej wiarygodny polityk w powiecie. Niesłowny, niemiły i w dodatku strasznie sztuczny.
Myślą powiatowi,.że są wielkimi politykami. Ale tak naprawdę są bez znaczenia i te ich gierki o stanowiska. To przerost formy nad treścią. Zwykły, pracujący człowiek nawet nie wie np. kto jest w.zarządzie powiatu czy radzie. Psl-owcy są już tacy obrotowi i znani z tego ze z każdym gotowi pójść w koalicję czy to z sld czy po.
Wskoczyli na stołki i najważniejsze. Teraz 5 lat ściemniania jak to dobrze w powiecie.
Za duzo zadali - No tak, lepiej iść na łatwiznę i nic nie robic przeznpiec lat, tylko siedzieć i boki zbijać bo stołek zdobyty
Trochę przedłużony
A co działo się w Gołańczy?
Goławski i Kępiński razem byli w PSL. Jeden został a drugi stworzył PSL - bis Porozumienie Samorządowe. Jedno i drugie psa wart. Jedno i drugie tylko doić potrafi. Spółdzielnie rolnicze są dobre ........... Nie którzy to mają szczęście ..... i jeszcze niby próbować kombinować z PIS-em się dogadywać. Chłop to chłop