W telewizji władze gminy pokazano jako bezdusznych urzędników. Okazało się jednak, że sprawa nieszczęśników z baraku nie jest tak jednoznaczna
Nieco senną atmosferę ostatniej sesji Rady Miejskiej przerwała interpelacjaradnego Tomasza Duszary dotycząca ""ostatnich wydarzeń, jakie miały miejsce w Okonku"". Radny wyjaśnił, że chodzi o rodzinę, która mieszka w baraku, a której sytuację nagłośniły ogólnopolskie media [chodzi o sprawę inwalidy po amputacji obu nóg i jego konkubiny, o czym ""Aktualności Lokalne"" pisały jako pierwsze już w 2013 roku – przyp. red.]. Tomasz Duszara pytał burmistrz Małgorzatę Sameć, jakie działania zamierza podjąć w tej sprawie. – Sytuacja, gdzie starzy, schorowani ludzie mieszkają w takich warunkach mnie osobiście się nie podoba, i pewnie nie tylko mnie, bo wiem, że wiele osób po emisji audycji w telewizji było tym faktem zbulwersowanych - mówił radny. Twierdził, że ludzie ci od półtora roku mieszkają w uwłaczających warunkach, a ze strony urzędników brak jakiegokolwiek zainteresowania ich sytuacją. Jego zdaniem nie jest też rzeczą normalną, że za takie ""mieszkanie"" gmina każe sobie płacić czynsz. - W ostatnich dniach sprawa ta została głośno skomentowana przez ogólnopolskie media i w sposób miażdżący skrytykowano nasze władze, jednocześnie w sposób negatywny pokazując opinii publicznej gminę Okonek. Z wielką złością i bezsilnością oglądałem ten reportaż. W Okonku wykazujemy się wieloma inicjatywami kierowanymi do seniorów, że przypomnę budowę wiaty przy klubie seniora, chór Sonata, siłownie na powietrzu. I wszystkie te sukcesy są wykorzystywane w kampaniach wyborczych, chwaląc się, jak to jest dobrze naszym seniorom, zapominając o losie pojedynczych rodzin. W związku z tym proszę panią burmistrz o priorytetowe załatwienie tej sprawy oraz podjęcie wszelkich kroków, aby do takich sytuacji w przyszłości nie dochodziło – mówił wzburzony T. Duszara.
Nie pytam gdzie się podziały pieniądze
Przewodniczący klubu radnych Wspólna Gmina na odpowiedź burmistrz Małgorzaty Sameć nie musiał długo czekać. - Polsat wpadł do nas jak po ogień akurat w momencie, kiedy żegnaliśmy się z poważnym inwestorem – przypomniała kontekst jej wypowiedzi w programie ""Interwencja"" Telewizji Polsat. Przypomniała Burmistrz też, że sprawa pani Runge ciągnie się od wielu lat. Jeszcze za czasów urzędowania burmistrza Duszary kobieta zwracała się do gminy o pomoc finansową i mieszkaniową. Jej pisma i odpowiedzi urzędników wypełniają w tej chwili grubą teczkę. – Dodam tylko, że pani Runge była w posiadaniu najpierw jednego lokalu prywatnego, który sprzedała, potem drugiego, który również sprzedała. Nie pytam, co zrobiła z pieniędzmi, nie interesuje mnie to. Potem wprowadziła się do pana Fredy, który mieszkał wówczas ze swoją mamą. Wiem, że jego siostry opiekowały się zarówno nim, jak i matką. Po śmierci matki sytuacja się zmieniła, nie wiem, z jakiego powodu i również mnie to nie interesuje. Są to sprawy rodzinne i nie będę się w nie wtrącać. To z winy pani Runge i pana Fredy ich dom uległ ruinie do tego stopnia, że nadzór budowlany zabronił im dalszego zamieszkiwania – mówiła burmistrz.
To był prywatny dom
Aby nie doszło do nieszczęścia, czyli zawalenia się budynku, w którym zamieszkiwali, ówczesny burmistrz i pracownicy Miejsko–Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej umieścili ich czasowo w baraku, który do dzisiaj zamieszkują. Kiedyś było to pomieszczenie socjalne pracowników rejonu dróg. Małgorzata Sameć przypomniała, że jeszcze we wrześniu 2013 roku gmina pisemnie poinformowała lokatorów, że ze względu na brak środków nie jest w stanie wyremontować baraku. Poza tym umowa najmu została zwarta na czas określony, w tym czasie pan Freda zobowiązał się do wyremontowania swojego domu lub znalezienia innego lokalu. – Mówimy ciągle o własności prywatnej tych państwa. Proszę mi powiedzieć, czyj prywatny dom jest remontowany z budżetu gminy, bo mój nigdy nie był. Ja wiem, że warunki, w których ci państwo przebywają, są złe, nikt nie powinien tam mieszkać. Ale jest też prawdą, że to gmina płaci za prąd, który ci państwo zużywają. Za wodę również nie płacą, wszystko jest na koszt gminy. Staramy się im pomóc nie tylko dlatego, że przyjechała telewizja. Nie mamy mieszkania, które byśmy mogli im udostępnić, bowiem ma to być lokal z podjazdem na wózek inwalidzki – tłumaczyła.
Nie leje się
Radnego Tomasza Duszarę informacje te nie zadowoliły, pytał, co w tej sprawie zrobił Miejsko–Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. - Chciałem wrzucić kamyczek do ogródka pana zastępcy burmistrza, który przez kilka lat był kierownikiem tej jednostki. Z wypowiedzi Pana wynika, że sytuacja tej rodziny nie jest taka zła, bo jak powiedział Pan dziennikarzom „woda się do mieszkania nie leje”. Rodzinie tej pomagają ludzie dobrej woli, ale nie ci, którym płaci się za to z naszych podatków – słowa te radny skierował do Jakuba Zabrockiego. Jakub Zabrocki odpowiedział, że proponował panu Fredzie umieszczenie w specjalistycznym zakładzie leczniczym, ale ten nie wyraził na to zgody, bo nie chciał się rozstać z konkubiną. Kolejną propozycję, czyli umieszczenie w Domu Pomocy Społecznej, również odrzucił. – W telewizji powiedziałem, że z dachu baraku woda się nie leje, bo się nie leje; po prostu woda skrapla się wewnątrz na ścianach. Również uważam, że nie są to warunki do zamieszkiwania przez starszych ludzi, ale co mieliśmy zrobić w sytuacji, kiedy nagle dowiedzieliśmy się, że musimy ich tam umieścić? Z tego co się dowiedziałem, to rodzina pana Fredy przeprowadza postępowanie spadkowe i chce pieniądze ze sprzedaży domu i nieruchomości przeznaczyć na zakup kawalerki dla brata – twierdził Jakub Zabrocki.
Przewodniczący rady Włodzimierz Choroszewski uznał, że dalsza dyskusja na ten temat nie ma sensu. Zapewnił jednocześnie, w imieniu radnych, że odpowiednie kroki, aby ulżyć tym nieszczęśnikom z baraku, zostaną podjęte.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze