Czy i dlaczego odwrócił się od członków swojej partii? Jak tłumaczy decyzje personalne, które ostatnio podjął? Czy jest pamiętliwy? Z Mieczysławem Raptą rozmawia Ryszard Mikietyński
Słyszałem, że dostał się Pan na fotel burmistrza po plecach kolegów z Platformy Obywatelskiej, a teraz się Pan od nich odwrócił.
To nie jest głos moich kolegów, to raczej głos moich przeciwników. Moi przyjaciele odegrali dużą rolę, okazali mi wiele pomocy i osiągnęliśmy wspólny sukces. W każdej grupie znajdą się zadowoleni i tacy, co nie są zadowoleni ze sposobu, w jaki przejąłem obowiązki burmistrza. W swojej działalności i kampaniach podkreślałem, że chcę pracować na rzecz wszystkich mieszkańców. Ciszę się, że moi przyjaciele wspierają mnie i umacniają w przekonaniu, bym nie zaprzestawał tej idei.
Ale niezadowoleni są głównie ci, którzy w czasie wyborów robili czarną robotę, jeździli, wieszali plakaty, poświęcali swój czas. A teraz czują się oszukani. Twierdzą, że nie zatrudnił Pan specjalistów ze swojego otoczenia.
Nie wygrałem wyborów dlatego, że ktoś z mojego otoczenia był aktywny w wieszaniu plakatów. Wybory wygrałem dlatego, że przez dziesięć lat na to pracowałem ciężko w samorządzie. Praca w kampanii jest ważna, ale nie sama kampania decyduje o wyniku. Wszystkim, którzy pracowali przy mojej kampanii bardzo gorąco dziękuję. Jeśli ktoś uważa, że za przysłowiowe „wieszanie plakatów” należy się stanowisko, to niech się zapisze do SLD. Członkowie Platformy Obywatelskiej kandydują do stanowisk publicznych, aby przywrócić normalne obyczaje władzy w Okonku. Nie będę zatrudniał tylko dlatego, że kolega, jeden, drugi czy trzeci ma akurat takie kwalifikacje. Natomiast jeśli nabory na wolne stanowiska będą odpowiadać członkom naszej partii, to zapraszam do konkursu. Przypominam wszystkim członkom Platformy: dziesięć lat walczyliśmy o to, aby nasze dzieci miały równy dostęp do stanowisk i do wszystkich innych dóbr związanych z życiem gminy, o to, żeby nie byli odtrącani tylko dlatego, że ich rodzice czy też oni sami mają jakieś poglądy, przyjaźnią się z takim czy innym działaczem lokalnym. Wydaje mi się, że ten cel osiągnęliśmy. Zapewniam, że ktokolwiek przystąpi do konkursu, będzie równo traktowany.
Ale ostatnio ich Pan trochę zdenerwował zatrudniając Annę Ziarnek z Lipki. Czy w Okonku nikogo o tych kwalifikacjach nie było?
To jakaś bzdura. Panie redaktorze, padł Pan ofiarą manipulacji moich przeciwników, którym wyjątkowo przeszkadza każde udane posunięcie. O zamiarze zatrudnienia specjalisty od funduszy z zewnątrz mówiłem już w kampanii. Poza tym faktycznie, w Okonku takiego specjalisty nie było. Ci co byli zostali zatrudnieni w innych gminach. Przykład: pani Aleksandra Sawicka z Okonka pracuje w gminie Krajenka i zajmuje się pozyskiwaniem funduszy unijnych. I robi to dobrze. Polityka poprzednich władz doprowadziła do tego, że wielu młodych i zdolnych, nie widząc tu dla siebie szans, znaleźli je gdzie indziej. Są tam, gdzie nie pytano, skąd jesteś i do jakiej partii należysz, tylko co potrafisz.
Sam Pan kiedyś powiedział, że kilka dni po wyborach jeden z Pana kolegów miał pretensje, że „krew się nie leje i głowy w urzędzie nie lecą”. Stwierdził Pan wówczas, że w urzędzie nie będzie rewolucji tylko ewolucja. To co Pan robi to jest ta ewolucja?
To jest racjonalny dobór ludzi do nowych zadań. Racjonalne zmiany organizacyjne, których celem jest poprawa funkcjonowania jednostek gminy i usług dla ludności. Ludzie będą zmieniani jeśli nie będą potrafili się zmienić i dostosować się do tak postawionych celów.
Krytycy z Pana partii stwierdzili, że jeśli dalej Pan będzie tak postępował, to za dwa lata w wyborach na burmistrza nie poprą Pana.
Jak sam Pan wcześniej powiedział, to jest jeden były kolega i jego głos nie ma żadnego znaczenia. Wszyscy, na których liczę, wspierają mnie w tym działaniu i cały czas mam ich poparcie. Czas skończyć ze służebnością urzędu dla partii. Jakiejkolwiek partii. To nasza działalność polityczna ma służyć ludziom, a nie, jak do tej pory bywało, na odwrót. Liczę na to, że jeśli do wyborów nie zejdę z obranej ścieżki to w przyszłych wyborach otrzymam poparcie co najmniej takie samo.
[[reklama]]
Ale czy odczuł Pan, że koledzy z partii są na Pana, delikatnie mówiąc, wkurzeni?
(westchnienie). Nie, to nie koledzy są na mnie wkurzeni. Mówi Pan o jednej osobie, może dwóch. Aberracja władzy, z jaką mieliśmy do czynienia przez ostatnie dziesięć lat poczyniła pewne zmiany w świadomości całej społeczności. W naszym gronie, jak się okazuje, jest osoba, może dwie, które uległy tym obyczajom. Ważne jest, że oni sami się eliminują w związku z przyjętą postawą.
[[nowa_strona]]
Inni ludzie są znowu pozytywnie zaskoczeni, że nie obstawia się Pan ludźmi ze swojej partii, że daje Pan szansę młodym, wykształconym.
Pana Radka Sochaja powołałem na swojego zastępcę, co świadczy, że z jego pracy jestem zadowolony. Pani Ania Ziarnek pracuje od 15 października i dotąd złożyła sześć wniosków i pomogła w napisaniu kolejnych trzech. Nad następnymi cały czas pracujemy. Wydział infrastruktury jest dobrze zorganizowany, to zrobiła sama w oparciu o nową strukturę organizacyjną. Bardzo poważnie nadrabiamy zaległości. Jest już w urzędzie inspektor do spraw budowlanych, młody człowiek z Lotynia. W końcu jest pozwolenie na remont spalonego domu na ulicy Szczecińskiej. Lada dzień wchodzimy z remontem w „małej szkole” przy ulicy Leśnej. Ruszył remont na Lipowej. Przychodzą nowe dokumenty, pozwolenia na budowę. Maleje ilość przeterminowanych spraw i decyzji. To, z czym nie można było ruszyć od kwietnia, teraz w ciągu kilku tygodni ruszy.
Ale chyba była jakaś przyczyna tego, że „nie można było ruszyć”? Czy okazało się, że nikt z pracowników nie może nic zrobić?
To są za daleko idące wnioski, sprawa jest bardziej skomplikowana. Ma początki w poprzednich kadencjach, ale również w „problemach” poprzedniego burmistrza. Problemy, które jego dotyczyły, spowodowały pewien marazm u ludzi, a to poskutkowało tym, do czego doszło. Zła struktura organizacyjna, niewłaściwie dobrane zakresy obowiązków, brak kontroli nadzorczej, brak motywacji, głębokie doświadczenia demotywujące – jak choćby niepewność, co będzie po wyborach. Zapaść była tak głęboka, że nawet wykonawcy zewnętrzni odmawiali współpracy z gminą. Poskutkowało to pojawieniem się ludzi niesolidnych, niesłownych. Mamy do czynienia z realizacją zleceń nawet 180 dni po terminie, problemy z budową sali w Lotyniu, problemy z ubezpieczeniem mienia gminnego, z wyegzekwowaniem zobowiązań gwarancyjnych. Praktyki wręcz patologiczne, gdzie wykonawca był jednocześnie odbierającym roboty w imieniu urzędu. Brak uregulowań zasad postępowania w urzędzie znacznie się przyczynił i pogłębiał ten niekorzystny efekt.
Sprawa burmistrza Jasiłka miała według Pana wpływ na to, że ludzie pomyśleli, iż nie ma się po co wysilać?
Nasi ludzie nie różnią się od ludzi w innych urzędach. Tu naprawdę pracują ludzie kompetentni, wykształceni. Problem w tym, że byli po prostu źle kierowani i niewykorzystani. Na pewno byli też demotywowani. Zaczynając pracę dałem wyraźny sygnał, że każdy zaczyna z zerowym rachunkiem, a o przyszłości każdego będzie decydowało to, co wydarzy się teraz. Czas pokazuje, że nowe rozwiązania organizacyjne są przyjmowane przez pracowników z akceptacją i dostosowują się do wyznaczonych celów. Po tym okresie można również stwierdzić co kto reprezentuje i to wykorzystać. Ukończony jest audyt urzędu, na ukończeniu audyt ZGKiM. Wstępne wnioski już znam. Potwierdzają moje wcześniejsze przypuszczenia. Przez ten okres prowadziłem również rozpoznanie wśród pracowników – wyniki również dają pewne potwierdzenie. Zbiór tych informacji będzie wyjściowy do dalszych decyzji.
Co Pana przez te pół roku na fotelu burmistrza najbardziej zaskoczyło?
No właśnie ten marazm, apatia. Brakowało po prostu przywództwa. Ludzie muszą działać w określonych ramach w ściśle określonych zasadach. Tego nie było, nie było żadnych reguł działania. Mentalności tak szybko się nie zmienia, ale zaletą tego urzędu jest to, że pracują tu młodzi ludzie. Liczę na szybkie dostosowanie się do nowych realiów. Pierwsze efekty już widać.
Złośliwi twierdzą, że jest Pan bardzo „pamiętliwy”. Że jak ktoś Panu podpadnie to już koniec.
Nie wiem, czy ktoś ma powody, żeby tak sądzić, ja o sobie tak nie myślę, ale skoro tak mówią… Żeby się trochę bronić przed tym zarzutem powiem, że moje doświadczenia z panią Anną Ziarnek kilka lat temu zaczęły się od poważnej scysji. Dzisiaj za moją namową pani Ania pracuje w Okonku jako moja podwładna.
[[reklama]]
A co Pana mile zaskoczyło w urzędzie?
Właśnie nastawienie pracowników. Okazali się bardzo otwarci i skorzy do pomocy.
Trochę zmian w urzędzie nastąpiło. Szykuje się zmiana na stanowisku dyrektora Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury. Pani Marzena Kroll otrzymała wypowiedzenie z funkcji dyrektora.
Z panią Marzeną Kroll zawarliśmy porozumienie. Ponieważ we wrześniu przyszłego roku nabywa prawa emerytalne, postanowiłem dać jej odpocząć. Warunki płacy się nie zmienią, bo jest pod ochroną emerytalną. Mam duże oczekiwania w stosunku do ośrodka kultury, którego działalność do tej pory w moim przekonaniu nie była pełna. Jak nazwa wskazuje jest to Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury, natomiast jego działalność ograniczona była jedynie do Okonka. Musimy świadczyć tę działalność na terenie całej gminy i rozszerzyć ją na wioskach. Musimy oddzielić działalność biblioteczno-czytelniczą, promocyjną od kulturalnej. Nie ma sensu, żebym pani Kroll przed emeryturą dokładał nowe zadania i obarczał ją koniecznością tworzenia nowych struktur na kilka miesięcy przed odejściem. Niech nowy dyrektor buduje sobie strukturę i zespół do swoich wizji. Jej obowiązki na czas określony przejmie pan Adamczuk. Niedługo zostanie ogłoszony konkurs na to stanowisko i każdy, kto spełni określone warunki, będzie mógł wystartować. O tym, kto tę funkcję obejmie zdecydują kwalifikacje i koncepcja zarządzania tą działalnością. Mówiło się kiedyś o likwidacji Zespołu Obsługi Placówek Oświaty.
[[nowa_strona]]
Dzisiaj nie odpowiem. Żadna forma prawna lub organizacyjna jednostek obsługujących społeczeństwo nie jest wiecznie doskonała. Dokonuję szczegółowej analizy prawnych podstaw działalności i mobilności kompetencyjnej poszczególnych placówek. Na przestrzeni czasu musimy dokonywać zmian takich, aby podstawy działalności były na ten czas optymalne do zadań. W chwili obecnej jesteśmy w trakcie dostosowywania struktury Urzędu Miejskiego, zmiany podstaw prawnych funkcjonowania Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej oraz dostosowania organizacyjnego Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury do potrzeb gminy. Uważam, że to i tak dużo jak na cztery miesiące po wyborach. Nie można rozgrzebać wszystkiego na raz. Zadałem pytanie dyrektorom szkół, czy chcą mieć ZOPO w dotychczasowej formie, czy komórkę finansową w swojej szkole i w urzędzie. Stwierdzili, że są zadowoleni z ZOPO i ta forma im odpowiada. Jeśli oni tak ocenili, to po co burzyć to co się sprawdza? Zrobiliśmy symulację i nowa forma niewiele by dała. Do tematu ZOPO pewnie wrócimy za jakiś czas, teraz zostaje jak jest.
Słyszałem, że sporo zamieszania wywołała sprawa likwidacji kuchni w przedszkolu.
Nie chodziło o likwidację, tylko o przekształcenie. Dzisiaj kuchnia w przedszkolu gotuje obiady dla przedszkolaków oraz dla uczniów gimnazjum i szkoły podstawowej. To powoduje, że sztucznie jest zawyżana dotacja dla przedszkoli niepublicznych, która stanowi siedemdziesiąt pięć procent kosztów przedszkola publicznego. Zadałem pytanie Pani dyrektor przedszkola w Okonku, dlaczego w jej placówce koszty są dużo większe niż w przedszkolu w Jastrowiu. Okazało się, że to miedzy innymi koszty kuchni tak je podrażają. Kuchnia pozostanie w tym samym budynku, w tym samym składzie. Byłem na spotkaniu z pracownikami przedszkola i wszystko sobie wyjaśniliśmy. Najprawdopodobniej kuchnia będzie podporządkowana ZOPO.
A nie można kuchni sprywatyzować i byłoby po kłopocie?
Można, tylko po co zmieniać coś co dobrze funkcjonuje? Na pewno by to nam podrożyło koszty, co zwiększyłoby odpłatność za wyżywienie. Tę działalność widzę w formie dotychczasowej i nie widzę celu, aby to zmieniać.
Czy ta nowa kuchnia będzie mogła świadczyć usługi dla innych placówek, mam tu na myśli przedszkole niepubliczne?
Nie, z dwóch względów. W gminie są osoby, które zajmują się gotowaniem i też muszą z czegoś żyć, trzeba dać im szansę. Zapotrzebowanie na nowe usługi rozwija przedsiębiorczość, a w gminie mamy duże bezrobocie. Po drugie problemy prawne związane ze sprzedażą tych usług przez jednostki gminne są nie do przeskoczenia.
Tworzy się budżet na przyszły rok. Jaki będzie?
Myślę, że trudniejszy niż nam się wydawało.
[[reklama]]
Ale słyszało się, że gmina powoli wychodzi na prostą?
Wychodzi, i słusznie pan zauważył, że powoli, a dobry budżet będzie dopiero za dwa, trzy lata. Nie możemy przeczekać spokojnie kryzysu tak jak samorządy, które dobrze wykorzystały ostatnie lata na rozwój. Musimy, mimo niekorzystnych warunków, próbować nadrobić zaległości. Musimy na przykład zaplanować drobne inwestycje kanalizacyjno–wodociągowe, żeby uzbroić działki na sprzedaż. Trzeba przygotować tereny pod przyszłe inwestycje i poczekać na środki z kolejnego rozdania. Planujemy zmiany w zagospodarowaniu przestrzennym, konieczne dla właściwego rozwoju gminy. Przede wszystkim wycofujemy usługi i rolnictwo ze strefy zamieszkania w centrum Okonka, czyli porządkujemy przestrzeń zabudowy. Przeznaczamy obszary pod budownictwo wielomieszkaniowe, liczymy na rozwój inwestycji związanych z energetyką ekologiczną.
Czyli łatwo nie będzie?
Nie. I wszyscy musimy mieć tego świadomość.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze