Reklama

Zabrali to, co kocham

24/12/2012 00:00
Po 30 latach I. Leibman zwolnili ze Sparty. Trenerka uważa, że klubowi chodziło o jej pieniądze. Zarząd straszy sądem

Dziękujemy
- Mało tego, że straciłam to co kocham, ale i pieniądze. To, co mi się należało po 15 latach pracy – skarży się Irena Leibman. Od 6 grudnia trenerka jest bezrobotna. Zarząd Sparty zerwał z nią umowę zlecenie. Powodem miało być „zaprzestanie prowadzenia zajęć treningowych przez panią Irenę Leibman od dnia 22 października, co z kolei przekłada się na brak wykonania zleconych czynności zgodnie z zawartą umową. Zarząd klubu nie został poinformowany, co uniemożliwiło zorganizowanie zastępstwa, wobec czego grupa zaprzestała treningów, co z kolei jest sprzeczne z polityką klubu.”
Co ciekawe, dwie z trzech grup trenujących pod okiem I. Leibman pod jej nieobecność miały zajęcia. Zastępstwo za nią wzięli Jerzy Piątek i Mirosław Głyżewski. – Prowadziliśmy za nią zajęcia aż wydobrzeje – potwierdza ten drugi. Przerwę miała grupa trenująca w „Dwójce”. - Poinformowałam dyrektor Mirr, że nie będzie zajęć, dzieci też poinformowałam. Z mojej strony zrobiłam wszystko co możliwe – zapewnia trenerka.
Twierdzi, że klub również uprzedziła. Osobiście pracownice biura Sparty. - Na zwolnienie poszłam 17 października. Poinformowałam biuro 15, że idę na zabieg do szpitala. Panią Bogusię, księgową, zapytałam, czy będę miała za to płatne. Powiedziała, że nie i że nie muszę mieć zwolnienia, bo jestem na umowę zlecenie – opowiada była pracownica Sparty.
- Pani Irena była, ale mówiła, że nie będzie jej kilka dni, a nie było jej dłużej – mówi Karolina Czarnowska
Mimo to zarząd klubu stwierdził, że o nieobecności trenerki nie wiedział. Na nic zdało się zwołane 12 listopada przez I. Leibman zebranie Sparty. – Obiecali, że moje słowa sprawdzą i zadzwonią, ale nie mieli odwagi. Zadzwoniła pani Karolina, że zarząd podtrzymuje decyzję – opowiada złotowianka. – To zebranie było po to, żeby zachowali twarz – dodaje w złości.
Tomasz Komorowski słów trenerki nie chce komentować. Pytania o to ile godzin zajęć straciły dzieci, czy były skargi na pracę I. Leibman i czy zarząd chciał podzielić pieniądze trenerów prezes uznał za tendencyjne i odmówił odpowiedzi.
Podział kasy
Irena Leibman twierdzi, że to właśnie pieniądze przyznane przez PZPS były zarzewiem konfliktu i faktyczną przyczyną jej zwolnienia. Zgodnie z umową trenerzy siatkówki ze Sparty Złotów przez cztery miesiące mieli dostawać po 3200 zł brutto. Plus wynagrodzenie na umowę zlecenie z klubu – 600 złotych. Klub wytypował Irenę Leibman i Mirosława Głyżewskiego. Umowy Polski Związek Piłki Siatkowej podpisał bezpośrednio z nimi. – Na rękę dostawaliśmy po 2600 złotych – uściśla Irena Leibman. Sparta dostała 40 tys. zł w sprzęcie. Ale to miało być mało.
– We wrześniu docierały do nas niepokojące sygnały, że klub chce te pieniądze wykorzystać niezgodnie z przeznaczeniem – twierdzi dyrektor Biura Projektów PZPS, Marek Bykowski.
Irena Leibman: - Ja nie byłam na zebraniu, ale Mirek mówił, że z tych moich pieniędzy chcieli zapłacić salę, dać jednemu trenerowi, „drugiemu"" i nie wiadomo co jeszcze. Byłam zbulwersowana faktem, że o moich pieniądzach rozmawia się pod moją nieobecność i w takiej sytuacji. Ja się na to nie chciałam zgodzić.

Protestował też PZPS
- Rozmawiałem z prezesem Komorowskim i powiedziałem, że nie mają takiego prawa – dopowiada M. Bykowski.
Po rozwiązaniu umowy z Ireną Leibman przyznane jej pieniądze miały przepaść. Sparta interweniowała w Warszawie i PZPS zmienił zdanie. – Klub poinformował nas pisemnie, że następuje zmiana wskazania trenera, a my nie mamy podstaw do niezgodzenia się – uważa M. Bykowski. Z tym, że zapis w umowie mówi, że pensję ze związku dostać może trener, który uczestniczył w szkoleniu. Kurs odbył się 9-10 września w Murowanej Goślinie.
- Nie do końca – zbiera myśli dyrektor Bykowski. – Podstawowym warunkiem było kontynuowanie pracy trenerskiej w klubie. Irena Leibman dostała pieniądze z projektu za dwa miesiące, choć pracowała do 17 października. Dyrektor Bykowski uznał, że zapłacenie za dwa pełne miesiące I. Leibman, a za następne dwa jej następczyni będzie najlepszym rozwiązaniem. PZPS sam nie do końca wie, jak te pieniądze rozliczyć.
Żegnaj
Na miejsce I. Leibman klub szybko znalazł zastępstwo. Pytanie o jej następczynię T. Komorowski również uznał za tendencyjne. – Po co było to zebranie, jak wcześniej już podpisali umowę z inną dziewczyną? – I. Leibman oskarża zarząd o hipokryzję. Przyznaje jednak, że podczas zebrania 12 listopada od niechcenia rzuciła propozycję, że mogłaby się podzielić pieniędzmi z projektu z klubem.
Mirosław Głyżewski natomiast pracy nie stracił. Mało tego – pieniądze z PZPS-u i Ministerstwa Sportu i Turystyki dostaje. Czy miał propozycję, by dzielić się nimi ze Spartą? – Nie było takiej rozmowy – twierdzi.
Irena Leibman nie może się pogodzić z takim potraktowaniem jej przez zarząd Sparty. - Byłam związana z tym klubem 30 lat: 15 jako zawodniczka i 15 jako trenerka. I po 30 latach pracy co potrafią zrobić ze mną. Dobrało się kilku młodych chłopaków i robią co chcą. Najlepiej im zwolnienia wychodzą – żali się złotowianka.
Decyzji klubu nie rozumieją także inni. - Byłem bardzo zaskoczony, że zwolnili Irenę. Umowa powinna być zrealizowana do końca roku, a później można było rozmawiać. Zabrakło dobrej woli z obu stron – uważa Mirosław Głyżewski.
Irena Leibman nie ma nic poza żalem.
A prezes Komorowski puentuje: - Nie muszę się bronić, bo nie czuję się winny, zresztą decyzja została podjęta jednogłośnie przez Zarząd. Oczywiście jeżeli w artykule będą nieprawdziwe wątki szkalujące w jakikolwiek sposób klub, pracowników lub Zarząd, to po konsultacjach podejmiemy decyzję co do dalszych kroków.
Łukasz Opłatek


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości