Odbyły się dopiero trzy posiedzenia nowej Rady Miejskiej, a już są pierwsze poważne tarcia. Przewodniczącego Włodzimierza Choroszewskiego posądza się nawet o zamach na demokrację. Słusznie?
Ciężko się prowadzi posiedzenia tej rady? Większość głosowań, głównie personalnych, odbywa się stosunkiem głosów dziewięć do sześciu.
Spodziewałem się, że takie mogą być początki. Tak się z reguły dzieje, kiedy rada się dociera. W tej chwili podział jest wyraźny, już podczas pierwszego głosowania, kiedy wybierano przewodniczącego rady, czyli mnie, było to widoczne. Ale rozumiem takie zachowanie niektórych radnych i nie mam z tego tytułu do nikogo żadnych pretensji.
Nie uchodzi Pan za człowieka konfliktowego, więc skąd takie nastawienie ludzi?
Cały czas będę dążył do stonowania tych emocji. Według mnie wypływają one z faktu, że nie wszyscy potrafią się pogodzić z wynikami wyborów. 30 listopada mieszkańcy naszej gminy dali wyraźny sygnał, kogo chcą mieć na stanowisku burmistrza. Te emocje i frustracje części radnych wynikają właśnie z tego, że nie do końca się z tym zgadzają.
Na ostatniej sesji radni opozycji mieli zastrzeżenia, że nie dopuścił Pan do głosowania projektu ich uchwały o dietach radnych.
Słyszałem nawet takie opinie, że był to zamach na demokrację. Na tym właśnie polega demokracja, że wybiera się wariant, za którym głosuje większość. Jest to też nauczka dla mnie, że jakiekolwiek dokumenty dotyczące posiedzeń muszą wpływać przez biuro rady, tak by można je było na spokojnie przeanalizować. Radny Tomasz Duszara wręczył je tuż przed sesją, a mimo to poddałem pod głosowanie, czy włączyć ją do porządku obrad. Radni większością głosów uznali, że nie. Poza tym diety radnych muszą być zaopiniowane przez wszystkie komisje, a te tego dnia dopiero wybieraliśmy. Dla mnie sprawa była ewidentna: chodziło o wrzucenie tematu, który doprowadziłby do sporu lub awantury bardzo populistycznego i nośnego zagadnienia. Czy to było w tym dniu najważniejsze? Na tamtej sesji podejmowaliśmy szereg ważnych decyzji personalnych, a, jak pokazały głosowania, nie było to takie proste. Będziemy temat diet omawiali na najbliższych komisjach.
Już wiadomo, jaką stawkę Pan zaproponuje?
Analizuję dokumenty, jak wygląda ten temat w innych gminach i jak u nas na przestrzeni ostatnich lat. Poza tym diety radnych Rady Miejskiej Okonka zostały w 2011 roku obniżone ze względy na trudną sytuację finansową gminy i od tamtej pory nie wróciły do stanu poprzedniego. Czy wysokość diet zostanie obniżona, czy podniesiona, o tym zadecydują radni na kolejnym posiedzeniu.
Żałuje Pan, że zgodził się zostać przewodniczącym rady?
Nie, nie żałuję. Jestem przekonany, że w sprawach dotyczących ogółu mieszkańców gminy nie będzie większych sporów. Jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że w niektórych tematach będzie to trudne. Nie wymagam, żeby wszystkie uchwały przechodziły jednogłośnie, bo to nie jest demokracja, tylko raczej jej skrzywienie, albowiem nie jest możliwe, aby piętnaście osób myślało jednakowo.
Będę pracował jednak nad tym, żeby uchwały przechodziły większością głosów, niekoniecznie pokrywających się z liczebnością klubów.
Na spokojnie podchodzę do początków pracy Rady Miejskiej Okonka, chociaż nie ukrywam, że na ostatniej sesji były też i trudne momenty, z którymi musiałem się zmierzyć ze stoickim spokojem.
Rozmawiał Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze