Reklama

Zaczęło się od drobnego szantażu, czyli jak zmotywować przyszłego dobrego siatkarza

08/11/2015 19:15
- Usłyszałem, że jak nie będę grał w siatkówkę, to bardzo mocno będę się musiał przykładać do matematyki – Grzegorz Gnatek, zawodnik drugoligowej drużyny TSV Mansard TransGaz-Travel Sanok z rozbawieniem wspomina motywację, jaką fundował mu pierwszy trener

Drogę do zawodowej kariery siatkarskiej Grzegorzowi Gnatkowi utorował Adam Ciemiński. To on jako pierwszy dostrzegł w młodym chłopaku – wtedy absolwencie szkoły podstawowej – predyspozycje do uprawiania tej dyscypliny sportu. Przygoda Grzegorza z siatkówką miała swój początek w kościele – nauczyciel wypatrzył go w tłumie wiernych. - Byłem szczupły i wysoki – wspomina nasz rozmówca. - Pan Adam najwyraźniej zakładał, że jeszcze urosnę, więc namawiał moją mamę, by posłała mnie do niepublicznego gimnazjum, gdzie uczył i prowadził drużynę siatkarską – dodaje. Obeszło się bez specjalnych sugestii – propozycja mężczyzny była tożsama z planami młodego człowieka, który (co ciekawe) z uwagi na wcześniejsze boiskowe doświadczenia nie przepadał za piłką siatkową. - W czwartej klasie podstawówki miałem mały epizod z siatkówką. Nie lubiłem treningów, nie podobała mi się gra, więc... [[pay]] szybko z niej zrezygnowałem – wspomina Grzegorz. Naturalne zatem, że gimnazjalny powrót na boisko nie wydawał się naszemu rozmówcy wymarzoną perspektywą. Adam Ciemiński przekonał go jednak, że warto spróbować. - Usłyszałem, że jak nie będę grał w siatkówkę, to bardzo mocno będę się musiał przykładać do matematyki – śmieje się Grzegorz, dodając, że nauki ścisłe nie sprawiały mu większego kłopotu, szantaż zatem ocenić można jako średnio udany. Niemniej jednak nasz rozmówca poszedł na trening i... połknął bakcyla. - Po pierwsze byłem trochę starszy i mniej więcej wiedziałem już, czego chcę, a po drugie przekonało mnie podejście trenera, zupełnie inne od tego, którego doświadczyłem wcześniej – Grzegorz tłumaczy, skąd wzięła się zmiana w jego nastawieniu do tej dyscypliny. Przyznaje przy tym, że nie od początku myślał o siatkówce w kategoriach zawodowstwa. - Od małego lubiłem sport, masę czasu spędzałem na podwórku. Treningi najpierw traktowałem więc jako rozrywkę, która pozwalała się trochę poruszać. Poza tym była to świetna okazja do spotkań z kolegami – wspomina jastrowianin.

Z libero na środkowego

- Miałem w drużynie najlepszy tzw. dyszel, czyli dolne odbicie, poza tym nie byłem zbyt wysoki, dlatego trener na początku przygotowywał mnie na libero – wspomina Grzegorz, który ostatecznie długo nie pograł na pozycji przyjmującego zagrywki. - Kiedy przychodziłem do gimnazjum miałem 170 cm wzrostu, a kiedy kończyłem tę szkołę – już ponad 190 cm – wyjaśnia zawodnik, dziś środkowy, mierzący dokładnie 205 cm.

Reklama

Grzegorz Gnatek na boisku nigdy się nie oszczędza. To procentuje (fot. arch. G. Gnatka)

Nie tylko wzrost predysponował go do gry w piłkę siatkową. Grzegorz nie bał się też ciężkiej pracy, był zdeterminowany i, chcąc poświęcić się treningom, potrafił zrezygnować z części nastoletniego życia. Na koniec liceum zdecydował się grać w trzcianeckim zespole, który występował w Wielkopolskiej Lidze A (Jastrowie grało wówczas w lidze B), reprezentował go też podczas studiów I stopnia w pilskiej PWSZ.

Odbywające się kilka razy w tygodniu treningi każdorazowo równały się dwugodzinnemu dojazdowi. - Często wyjeżdżałem z domu o 7.00 i wracałem o 22.00, zaliczając w ciągu dnia studia w Pile i treningi w Trzciance. Kiedy moi znajomi się bawili, ja trenowałem, ale muszę dodać, że z przyjemnością. Nie żałuję tego czasu, choć kosztował mnie on wielu wyrzeczeń i ogrom ciężkiej pracy – słyszymy. Łatwiej było się z nią pogodzić dzięki rodzicom, którzy od początku wspierali Grzegorza. - Rozumieli moją pasję, więc wiele rzeczy mi ułatwiali. Tata na przykład zawsze zostawiał mi do dyspozycji samochód, żebym bez problemu mógł dojeżdżać do Trzcianki – wspomina. Rodzinny wysiłek zaprocentował. - Kiedy kończyłem wiek juniora postanowiłem spróbować połączyć studiowanie z graniem – naszemu rozmówcy udało się to bez większego problemu. W Szczecinie jednocześnie studiował zarządzanie na II stopniu studiów i grał w drugoligowej drużynie KS Morze Bałtyk Szczecin. Wybór tego miasta był nieprzypadkowy – Grzegorz pojechał tam za dziewczyną. - Dziewczyną, która do tej pory bardzo mocno mnie wspiera i wybiera się ze mną tam, gdzie mam możliwość grania. Wiem, że sama wiele dla mnie poświęca, za co jestem jej, jak i rodzicom, bardzo wdzięczny – zaznacza nasz rozmówca.

Reklama

Wracając do siatkówki:
- W Szczecinie spędziłem praktycznie trzy sezony, ale w końcu uznałem, że pora spróbować gry profesjonalnej – tłumaczy Grzegorz, dodając, że druga liga, nie ma co ukrywać, to liga raczej półzawodowa. Zresztą rodowity jastrowianin północną na południową Polskę zamienił z jeszcze jednego względu. - Sytuacja ekonomiczna szczecińskiego klubu była dość nieciekawa. Trudno było powiedzieć, jaka będzie jego przyszłość, dlatego postanowiłem spróbować w Krakowie – wszystkie decyzje naszego rozmówcy były odważne. Śmiałe plany pozwoliło snuć mu siatkarskie przygotowanie zafundowane przez Adama Ciemińskiego. - Oczywiście, że w porównaniu do kolegów z boiska jeszcze czegoś mi brakowało, ale determinacja, którą w sobie miałem i ciężka praca szybko pozwoliły mi wyrównać poziom. Podczas gry zawsze dawałem i wciąż daję z siebie wszystko – przyznaje siatkarz.

Cel – (nie)osiągnięty

Cechy, o których mowa, dostrzegł w Grzegorzu trener AZS AGH Kraków, któremu nasz rozmówca, starając się o miejsce w drużynie, przesłał nagranie ze swoich meczy. Jastrowianin wzbudził zainteresowanie szkoleniowca, finalnie więc został zaproszony na testy. Po nich szybko przyszła odpowiedź – pozytywna. Wraz z nią – znowu – wysiłek. - Za cel postawiono nam utrzymanie się w pierwszej lidze – wspomina Grzegorz, dodając, że siatkarze wywiązali się z tego zadania wzorowo. Po sezonie przyszedł jednak czas na przebudowanie drużyny – ze starego składu w AZS AGH Kraków zostało tylko dwóch graczy. Nasz rozmówca przeszedł do drugoligowej drużyny TSV Mansard TransGaz-Travel Sanok. - Ktoś kiedyś powiedział, że czasem lepiej zrobić krok do tyłu i potem dwa wprzód niż stać w miejscu. Zgadzam się z tym – Grzegorz krótko komentuje przejście do – jeszcze – drugoligowego zespołu. - Mamy aspiracje, by grać w pierwszej lidze. W poprzednim sezonie drużynie się nie udało, ale teraz jesteśmy na dobrej drodze – wyjaśnia nasz rozmówca, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że czeka go kolejny rok pełen poświęceń. Grzegorz nie krzywi się na tę myśl. - Żadnego z moich życiowych wyborów nie żałuję. Niczego wskutek nich nie straciłem, a wręcz przeciwnie – wiele zyskałem. Przyjaciół, autodyscyplinę i boiskowe doświadczenie.

Reklama

Co do założeń jeszcze – osiągniętych i nieosiągniętych jednocześnie. Pierwsza liga – była i pewnie zaraz znów będzie. To nie wszystko jednak. – Celem każdego siatkarza jest gra w Plus Lidze, a także w kadrze narodowej. Niestety jeszcze do Plus Ligi nie trafiłem, ale pewne swoje cele na pewno osiągnąłem – podsumowuje Grzegorz. [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości