Henryk Golla chce pozbyć się z parkingu przed starostwem aut na sprzedaż
- Ustawić tam tablice informacyjne, że w ciągu dnia te auta nie mogą tam parkować – proponuje radny Rady Miejskiej Złotowa
Parking przy ulicy Norwida radny Golla nazywa komisem przy Tesco. Rajca denerwuje się, że samochody przeznaczone na sprzedaż zajmują miejsca klientom okolicznych urzędów. - Takie tablice mogłyby rozwiązać problem, a nasi strażnicy mogliby wrzucić do kasy miejskiej kilka groszy – uzasadniał swój pomysł radny. Dyskusja na ten temat wywiązała się podczas sesji Rady Miejskiej Złotowa zwołanej 25 marca. O krok dalej od Henryka Golli poszedł Krzysztof Koronkiewicz: - Można tam ustawić parkomaty z Wojska Polskiego lub spod Cechu. To bardzo proste rozwiązanie.
[[reklama]]
Prostych wyjść w tej sytuacji jednak nie ma. Temat aut przeznaczonych na sprzedaż na publicznych parkingach powraca jak bumerang. Recepty na ten problem dotąd nikt nie znalazł. - Jak zakazać parkowania na parkingu? - pyta retorycznie komendant Straży Miejskiej w Złotowie Ryszard Macanko. - Każde z tych aut ma innego właściciela, każde jest ubezpieczone i ma prawo tam stać – dodaje strażnik. Gdyby samochody z kartkami należały do jednej osoby, to można by ich pozostawianie na parkingu traktować jak prowadzenie działalności. - Kilka lat temu taka sytuacja miała miejsce przed rampą na ulicy Bohaterów Westerplatte. Rozmawialiśmy z właścicielem tych aut kilka razy i to poskutkowało – auta z parkingu zniknęły – wspomina Ryszard Macanko. W tej sytuacji jest inaczej, a strażnicy są bezsilni.
Znam swoje prawa
Na parkingu obok Starostwa parkuje jednocześnie około dziesięciu aut oznaczonych kartkami z napisem „sprzedam”. Wszystkie stoją w pierwszym rzędzie, tuż przy jezdni, czyli w miejscu najlepiej eksponowanym. Jednym z nich jest rover. Jego właścicielka twierdzi, że właśnie zdecydowała się sprzedać samochód, a na tym parkingu z białą kartką za szybą stanęła po raz pierwszy. – Wiem, jakie są reakcje ludzi na auta na sprzedaż. Wiem, co myślałam, jak inni je tu zostawiali – mówi młoda kobieta, ale nie zdradza, co myślała o innych sprzedających. Stwierdziła jedynie, że parkuje tu, bo pracuje w pobliżu.
Po raz pierwszy z parkingu przy Norwida jako miejsca do wyeksponowania auta korzystać ma także właściciel golfa IV. - Auto jest widoczne, bo chodzi tutaj dużo ludzi – mężczyzna chwali lokalizację „komisu”. A że komuś to przeszkadza?
- Jakbym zdjął kartkę, to auto może stać dzień i noc – twierdzi mężczyzna, który przy okazji chwali się, że znalazł już kupca na volkswagena.
Opiniami ludzi niespecjalnie przejmuje się posiadacz przeznaczonej na sprzedaż laguny. - Parkuję tutaj, bo pracuję w pobliżu. Najczęściej auto stąd znika, ale gdy nie jest mi potrzebne, to zostaje. Uważam, że korzystam z prawa, żeby tu auto zostawić – twierdzi mężczyzna. Nikt panu tego prawa nie odmawia, jest natomiast pewne „ale”. - Są w mieście komisy, które prowadzą działalność gospodarczą i płacą podatki, a te auta stoją za darmo dwa, trzy tygodnie – zauważa radny Henryk Golla, który pracuje w znajdującej się przy wspomnianym parkingu firmie ubezpieczeniowej. Najważniejsze jednak, że z „komisu przy Tesco” niezadowoleni są także zwykli kierowcy. - Lepiej żeby te auta tu nie stały, bo czasem nie ma gdzie zaparkować – skarży się matka wysiadająca z auta z dzieckiem. Kobieta parkuje wzdłuż krawężnika. - Taki duży parking i urząd blisko, to powinno być miejsce dla interesantów. Już chciałam pod marketem parkować, ale to byłoby zajmowanie miejsca komuś, kto chce zakupy zrobić – mówi spokojnie kobieta. Cóż, skoro władze są bezradne, to pozostaje jej liczyć na wyrozumiałość samych handlujących.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze