Reklama

Zakrzewanie z rekordem Guinessa

15/03/2015 00:00
Tutejsze morsy były nad morzem. W Mielnie jednocześnie do wody weszło blisko 1800 osób. - Rekord pobity, woda była ciepła - podsumowują wyjazd z satysfakcją

Morsujących się osób w ogóle jest coraz więcej, a stały skład akurat tej grupy mieszkańców gminy Zakrzewo stanowią Zbigniew Szopieraj, Piotr Szopiński, Artur Staśkowiak, Mariusz Bielecki, Andrzej Szopiński i Kamil Ziach. Kolejny rok z rzędu niedzielne poranki zimowego sezonu wspólnie spędzają nad wodą. – Jest też kilka osób spoza gminy, które również się z nami morsują, w tym mamy też jedną foczkę: Annę Kozieł, Piotr Kozieł i Andrzej Kurcin – wylicza Kamil Ziach. Tegoroczny sezon jest dla nich tym bardziej udany, że w niedzielę przed dwoma tygodniami pojechali do Mielna, gdzie bito wspomniany rekord, zapisany oczywiście w słynnej księdze. Rekord dotyczył właśnie liczby morsów i foczek, jaka w jednym czasie weszła do morza – dokładnie 1799 osób (wcześniejszy rekord należał do Kołobrzegu). – Niewielka opłata, dobra organizacja, bal przebierańców, kolorowy korowód, tłumy ludzi. To już prawdziwe wydarzenie, trwające w zasadzie przez cały weekend. Zjeżdżają się tam ludzie z całej Polski – podkreślają zakrzewskie morsy, które na przyszłość planują doposażyć się w jednolite ubrania, czapki, a nawet baner odnoszący się do miejsca pochodzenia. – Woda była ciepła. Zresztą dla morsów zawsze jest ciepła – przyznaje Kamil Ziach.

Im zimniej, tym fajniej

W tej grupie to właśnie on morsuje się najdłużej. – Niedziela to dzień święty. Spotykamy się koło 10.00 i wchodzimy na dwie-trzy minuty, niezależnie od pogody. Niektórzy próbują po dwa razy – przyznaje. Jeżdżą w okolice Werska. Mają stałe miejsce na upatrzonym zbiorniku. – Jezioro Wielki Smólsk – określa lokalizację, zapraszając wszystkich, którzy chcieliby się przyłączyć. – Morsowanie daje wiele radości. Kto nie spróbuje, nie jest w stanie tego zrozumieć. Trzeba być wypoczętym, najedzonym, mieć odpowiednie nastawienie psychiczne, wtedy to wielka przyjemność – mówi Zbigniew Szopieraj. – A morsować może się każdy, kto nie ma przeciwwskazań kardiologicznych – zachęca Kamil Ziach. – Krótka rozgrzewka i jesteśmy w przerębli – wtóruje Z. Szopieraj. – Gdy zima nie jest ostra, jak przez ostatnie dwa lata, trzeba zrobić ścieżkę dostępu do miejsca, w którym grupa się morsuje. – Jeden z nas zakłada wysokie gumowce i robi dojście. Jeśli jest duży mróz i wchodzimy na lód, w ruch idzie siekiera – opisuje K. Ziach. Morsują się w odległości kilku metrów od brzegu, na głębokości do pasa. Czapki, rękawiczki, wystarczy kucnąć, a dalej już ponoć wyłącznie nieopisana przyjemność. – W grupie jest nie tylko bezpieczniej, ale też weselej. Dla mnie tym więcej jest frajdy, im jest zimniej. Większa różnica w temperaturze, więcej radości. Woda zawsze ma około czterech stopni.

Najtrudniej drugi raz

– Wiem, że patrzy się czasami na nas jak na dziwaków, ale morsowanie naprawdę pozwala zwiększać odporność organizmu – przekonuje K. Ziach. – To nie jest oczywiście tak, że gdy się morsujesz nie będziesz chorować. Będziesz, ale takie stany przechodzi się łagodniej. W ubiegłym roku byłem lekko podziębiony, ale wchodziłem do wody. Nic się nie stało. Co jeszcze oprócz odporności daje morsowanie? – Niesamowity kopniak endorfin. To jest stan nie do opisania. Gdy wychodzi się z wody uczucie jest fantastyczne – zachęca nasz rozmówca. Dlaczego zatem tak mało osób decyduje się na takie praktyki? – Ponieważ ludzie nie są przyzwyczajeni do niskich temperatur. Jesteśmy ciepłolubni, zapomnieliśmy już, że nasze organizmy zdolne są znosić zimne temperatury – argumentuje, przekonując, że właśnie dlatego nigdy nie będzie w stanie zachęcić do morsowania małżonki. Co innego z synami. Choć to jeszcze mali chłopcy, od przyszłego roku tata chce spróbować przekonać ich do takiej formy dbania o zdrowie. Kamil Ziach przyznaje, że nie każdy, kto spróbuje, pozostanie wierny tej pasji. – Jest teoria, która mówi, że najtrudniej wejść drugi raz, bo organizm trochę się buntuje po pierwszym doświadczeniu. Ale warto. Przede wszystkim dla zdrowia. Poza tym raz na jakiś czas można być zapisanym w najsłynniejszej księdze rekordów.

Piotr Steffen, fot. Archiwum zakrzewskiego klubu morsów

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama