Reklama

Załapać się na Arkę

10/08/2017 19:00
„Jestem bezdomny i mam nałóg” – historie mieszkańców domu opieki w Głomsku

Osoby: Jarek, Patryk, Artur, Angela, Jarosław.

Scena I:
Klatka schodowa, ściana oklejona tapetą udającą kamienne, prostokątne płytki, drewniana balustrada z lampką na fotokomórkę na zakręcie. Okrągłe szczeble maluje Jarek, lat 51.

Jarek: Jestem bezdomny i mam nałóg – alkohol. Pochodzę z Wapna. Tam straciłem mieszkanie, nie miałem się gdzie podziać. Przyszłem do Piły, do mamy. Jak to się mówi, jak miałem pracę i pieniążki, wszystko było dobrze z rodziną. Skończyła się praca, skończyły się pieniążki to „wynoś się!” Musiałem iść na klatkę. Kilkanaście lat tułałem się po klatkach. W październiku tamtego rok trafiłem do Artura do Arki.

Reklama

Artur Amenda to założyciel Arki Noego, która kilka miesięcy temu przejęła budynek byłej szkoły w Głomsku. Założył w nim dom opieki, punkt terapeutyczny dla osób pokrzywdzonych przez los. Przysłuchuje się słowom Jarka.

Artur: Miałem ojca narkomana i dilera. Przez dwadzieścia lat nas maltretował. Nie powinno mnie tu dzisiaj być, ale jestem, bo nauczyłem się słuchać…
Jarek: Dzieci mam czwórkę. Trzy dorosłe, jeden wyrostek mały, trzynaście lat ma, ale to w konkubinacie. Z żoną i dziećmi utrzymywałem kontakt jak miałem stary numer. Teraz przetraciłem numer i kartę, nie mam kontaktu z nimi w ogóle. Ale mam adres, wiem, gdzie mieszkają, napiszę list i poproszę o ponowny kontakt.

Reklama

Dookoła biega czarny pies, Hektor. Łasi się do wszystkich, czasem zaszczeka na bawiącego się obok kotka.

Pije Pan jeszcze?

Jarek: Miałem tutaj kilka wpadek…
Artur: Jest coraz lepiej. Oni uczą się tutaj wszystkiego od początku: „dziękuję”, „przepraszam”, szacunku, odpowiedzialności. Ale przypadki są różne. Miałem panią, której sytuacja się ustabilizowała, wróciła już do pracy, a potem...
Jarek: O Ani mówisz?
Artur: Super było do momentu, gdy pojawiły się pieniądze. Mówiliśmy: „Aniu, ty nie możesz mieć tych pieniążków. Zostaw je w depozycie, żeby ciebie nie kusiło picie”. W tej chwili jest umierająca – mężczyzna pokazuje zdjęcia w telefonie. – W Złotowie leży w stanie opłakanym, z uszu krew… A miała tu warunki, wszystko.

Reklama

Widać nie wszyscy się na tę arkę załapią.

Jarek pociera dłonią o dłoń. Widać świerzbią go, gdy długo nic nie robi. A większość prac tutaj to jego dzieło – skuwanie tynków do gołej cegły, szpachlowanie, malowanie. Pani z Sanepidu powiedziała im, że dawną szkołę w kilka lat będą odnawiać, a oni po czterech miesiącach w niej mieszkają.

Artur: Pracowaliśmy 7 dni w tygodniu po 12 godzin, w ogóle nie mieliśmy przerwy.   Dach, instalacja elektryczna, grzewcza, tynki, wszystko. Ze ścian kilkadziesiąt wiader wody wyciągnęliśmy, grzyby usunęliśmy.
Jarek: Chwalę sobie pobyt tutaj. Jest alternatywa taka, że zostanę tu już do grobowej deski. Będzie spółdzielnia, będę zatrudniony na etat normalnie. Mam nadzieję, że dam radę. To jest jako mój dom. Jesteśmy jako rodzina. Nie ma wyróżnień, wszyscy są równo traktowani.

Reklama

To dopiero 30% artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Scena II: kuchnia, kobieta miesza metalową łyżką w emaliowanym garnku. Rękę ma oklejoną ciastem. – Angelika: Mam 34 lata, nie miałam gdzie mieszkać, to tu przyszłam...

Scena III: świetlica, kilka kanap, fotele, zabytkowa witryna, telewizor (...) Na fotelu siada Jarosław. Z trudem, wygląda że życie dało mu w kość. Ręce ma wykręcone...

Scena IV: ten sam fotel w świetlicy, Artur, pies Hektor, kot i Patryk, lat dwadzieścia. – Patryk: W wieku trzynastu lat zacząłem brać narkotyki. Nie pamiętam, jak...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Scena II:
kuchnia, kobieta miesza metalową łyżką w emaliowanym garnku. Rękę ma oklejoną ciastem.

Reklama

Angelika: Mam 34 lata, nie miałam gdzie mieszkać, to tu przyszłam. Mieliśmy eksmisję, bo nie płaciliśmy. Mieszkanie było na tatę, ale on był alkoholikiem i się wyprowadził (przez sąd miał zabronione mieszkać z nami). To było na wsi między Śmiłowem a Grabównem. Brat tak samo jak tata: co zarabiał, to przepijał. Nie myślał w ogóle, by nam pomóc
Artur: Ona jest na rencie, jest całkowicie niezdolna do pracy. Trafiła do nas z mamą przez MOPS. Emocjonalnie są rozwalone. Teraz Angela jest naszym oczkiem w głowie.
Angela: Żeby nie Artur… Jest jak mój brat.
Artur: A ty moja siostra…
Angela: Możemy tylko jemu podziękować, że nas przyjął.
Artur: Mama Angeli spiknęła się tutaj z takim Zbysiem i zrobili się taką parą. To oni zajmują się ogródkiem, odnaleźli się.

Reklama

Artur Amenda niczym Noe tworzy Arkę, a do niej zaprasza schorowanych i porzuconych. Po Pile stowarzyszenie zakotwiczyło w Głomsku

Za oknem, za placem zabaw, na którym kiedyś hulały miejscowe dzieci, widać małą folię, obok grządki warzyw. Angela tu nie pracuje, raczej pomaga w kuchni lub sprząta. Nieraz wprowadzi dobry humor. Teraz płacze, trzęsie jej się broda.

Angela: Na początku trudno było, bo tyle rodzeństwa mam, a nikt nie chce pomóc. Każdy ma nas gdzieś...
Artur: One były odrzucone, wywalone na ulicę...
Angela: Najpierw mieszkałyśmy u siostry, ale ona ma takiego głupiego męża, że mamie ciuchy wszystkie wyrzucił za drzwi. „Wypierdalaj!”. Zostałyśmy bez dachu nad głową. Mama poszła do Wysokiej do księdza, on ma pokoje, ale on tych uchodźców tam ma. Dał numer do Artura i na następny dzień przyjechaliśmy. W październiku będzie rok – przez lata Arka Noego działała w Pile. Przeniosła się do Głomska, by móc przyjąć większą ilość osób.
– Bym wolała mieć swój dom, a nie być bezdomna. Żeby nie mama, to bym dawno ze sobą skończyła. Tylko mi tej mamy żal, bo jestem z nią bardzo związana.

Reklama

Scena III:
świetlica, kilka kanap, fotele, zabytkowa witryna, telewizor. Na ścianach plakaty z hasłami: „Otrzymałeś jakieś dobro? Przekaż je dalej”, „Zło złego nie odmieni. Odpłacaj dobrem za zło”. Na fotelu siada Jarosław. Z trudem, wygląda że życie dało mu w kość. Ręce ma wykręcone, dłoń przykurczoną tak, że nie sposób jej uścisnąć. A na przedramieniu paskudne blizny.

Artur: Tak sobie robił, że rączki stracił.
Jarosław: To jest od wstrzykiwania amfetaminy dożylnie. Mam polineuropatię [uszkodzenie nerwów obwodowych, a także splotów nerwowych i korzeni nerwowych – przyp. red]. Wszystko gniło tutaj, jedna rana była. Wszędzie się kułem.

Reklama

Długo Pan zażywał narkotyki?

Jarosław: Prawie dwadzieścia lat. Głównie heroinę. Sam ją robiłem, tak zwany polski kompot. Jako szesnastolatek poszedłem do zawodówki, spotkałem towarzystwo ćpające i zaskoczyłem.

Pan Jarek chwali się, że 90% remontów w byłej szkole to jego zasługa. Chce tu zostać na zawsze, pracować i spokojnie żyć

Na fotel obok mężczyzny wskakuje kotek. Drapie zawzięcie obicie. Artur Amenda bierze kotkę spokojnie na ręce. Mówi, że to jest ich taka niunia. Prezes słynie z umiejętności rozbrajania rozmówców. W marcu podczas spotkania z mieszkańcami Głomska o przejmowanym budynku powiedział:

Reklama

Trzeba go tylko pokochać, popieścić, przytulić, a będzie to działać

– stwierdził, czym wywołał salwę śmiechu.

Artur ma dar przekonywania, porywa za sobą ludzi

– mówił wówczas jeden z towarzyszących mu mężczyzn.

Jarosław: Zawodówkę skończyłem, pracowałem trzy lata w państwowym ośrodku maszynowym jako tokarz – frezer, ale później wszystko się rozsypało. Jasne, pewnie, że żałuję, ale teraz chcę wyjść na prostą. Tu mi się chyba uda, mam nadzieję.

Ma Pan jakieś marzenie?

Jarosław: W tej chwili raczej nie myślę o zakładaniu rodziny... Za późno, nie? Tak mi się zdaje.

Reklama

Do świetlicy wchodzi młody mężczyzna. Krótko ostrzyżony, z łagodnym wyrazem twarzy i bandażem na podudziu. Mówi do Artura, że za chwilę przyjdzie do niego behapowiec i chciałby usiąść z nim w sali terapeutycznej. Dostaje zgodę. Potem obiecuje, że zaraz do nas przyjdzie. Prezes twierdzi, że ten chłopak to taki chodzący cud.

Jak się Panu tutaj żyje? – wracamy do J.

Jarosław: Super.
Artur: On tu ma swoją służbę. Pilnuje, żeby kosze były zawsze puste, by było czysto.
Jarosław: Wie pan, jak rzuciłem narkotyki? Wierzę w Boga i to mi pomogło. Zawsze wierzyłem, ale teraz po prostu uzewnętrzniło się to na mnie.

Scena IV:
ten sam fotel w świetlicy, Artur, pies Hektor, kot i Patryk, lat dwadzieścia.

Patryk: W wieku trzynastu lat zacząłem brać narkotyki. Nie pamiętam, jak to się zaczęło. Przez te lata mi się to zamazało. Zniszczyło mi głowę, mam dziury w pamięci. W wieku 15 lat zaczęła się dilerka. Sprzedawałem głównie marihuanę i amfetaminę. Z początku wyciągałem 2–3 tys. zł na czysto. Nauczyłem się, jak nie dać się złapać. Nigdy nie trzymałem towaru w domu, nie chodziłem z dużymi ilościami po mieście. Parę razy było blisko zatrzymania, ale zawsze udało mi się połknąć albo wyrzucić towar. Później doszedł hazard, zacząłem grać na maszynach i te pieniążki uciekały. Zacząłem żyć ponad stan. W momencie haju zawsze na te maszyny uderzałem.

Rodzina, nauczyciele nie widzieli tego?

Patryk: Osoba uzależniona jest bardzo cwana…

Artur Amenda śmieje się w głos. Cały aż się trzęsie, a ma ten typ śmiechu, który zarazić potrafi każdego. Dwudziestolatek unosi kąciki ust i kontynuuje.

Patryk: Były jakieś podejrzenia rodziców, ale w wieku 16 lat zwinąłem się z domu. W kłótni. Zabrałem torby i pierwsze tygodnie byłem na gigancie – koczowałem po kolegach, klatkach, piwnicach. Gdy już nie dawałem rady, szedłem do babci i u niej przez dwa – trzy lata siedziałem. Aż mama namówiła mnie na przyjazd do ośrodka. Z początku to miała być rozmowa z Arturem i tygodniowy pobyt, ale po dwóch tygodniach pobytu stwierdziłem, że muszę zostać dłużej.
Miałem o tyle łatwiej, że rodzice i dziewczyna się ode mnie nie odsunęli. Tyle że postawili mi warunek: jeżeli znowu pójdę w ćpanie, to oni idą w odstawkę. To mnie pociągnęło do tego, żeby walczyć.

Przez salę co chwilę ktoś przechodzi. Teraz pani Ewa, prawa ręka prezesa. Do gazety nic mówić nie zamierza, nie ma czasu – jedzie do gminy załatwiać papiery budynku, w którym siedzimy. Okazało się, że zniknęły i trzeba odtworzyć książkę budowlaną.

Artur: A według ciebie ile jest narkotyków w środowisku? W Pile?
Patryk: To jest masakra. Całe grono moich znajomych, a ono jest ogromne, ze wszystkich zakątków Piły, w tym siedzi. Są to osoby w wieku czternastu lat, ale też pięćdziesięciu. Skala narkomanii jest potężna.

Artur stuka się w czoło.

Ja pierdzielę!

A ludziom się wydaje, że nie ma problemu. I że marihuana nie uzależnia.

Patryk: Bzdura. Żyłem w takim przekonaniu bardzo długo, aż się spostrzegłem, że bez palenia nie jestem w stanie wytrzymać ani jednego dnia.

Tutaj długo wytrzymasz? – pytam.

Patryk: Za pomoc Arturowi zawsze będą bardzo wdzięczny, ale planuję wyrwać się  stąd, wrócić do domu. Chcę się dogadać z rodzicami, nasze kontakty dużo lepiej wyglądają. Poza tym mam tu pracę, spłacam długi (ponad 20 tys. zł). Zrobiłem kurs na wózki widłowe, prawo jazdy i pracuję w Czernicach jako operator lasera i wózka widłowego, całkiem ciekawa praca, w dobrej atmosferze. No i chcę wrócić do szkoły. Kiedyś zacząłem mechatronikę, zaliczyłem pierwszą klasę, ale ćpanie i dilerka były na zaawansowanym poziomie i były ważniejsze niż lekcje. Teraz myślę inaczej.
Artur: I bardzo dobrze. To jest nasz czołowy cel – powrót do domu.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Arka Noego” działa od 2000 roku. Wiosną tego roku przejęło od gminy Zakrzewo budynek po byłej szkole podstawowej w Głomsku. Tworzy w nim punkt terapeutyczny i dom pomocy.  [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kornik - niezalogowany 2017-08-10 22:44:08

    Ten Brewka dostał ostatnio dużo na ryj , no bo dodadtki mieszkaniowe,energetyczne, 500+ bez /oprócz 500+ wsmocnień kadrowych/ więc trudno to wszystko ogarnąć ale pracownicy socjalni dadzą radę z biegiem czasu i wyprostują sytuację,staraja sie jak mogą ale prawo w Polsce nie jest tworzone w MOPS-ie tylko wiadomo gdzie.i tyle!!!!!!!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mirosław Toaletowy - niezalogowany 2017-08-10 21:40:07

    Przepraszam bardzo.. Po pierwsze ja tu żadnych głupot nie piszę.. Po drugie narkotyków ani żadnych zieli z pod Tesco, czy kurwa mać z pod biedronki.. NIE BIORĘ! , A po trzecie koniec tej dyskusji bo szkoda sił oraz nerwów na takiego bachora który nie ma co robić piszę i hejtuję pod pseudonimem ""Nalewka ziołowa za 7zł"" No ludzie...!! jak by to powiedział Zbigniew Stonoga ""To jest dramat kurwa."" Pozdrawiam ciebie dzieciaku, rodzice na pewno są dumni z takiego synka :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mirosław Toaletowy - niezalogowany 2017-08-10 21:28:12

    Co pierdolony dzieciaku myślisz że taki anonimowy jesteś w internecie jak nazwiesz się ""Nalewka ziołowa za 7zł"" ... No proszę cię bardzo nie bądź taki śmieszny bo do kabaretu ci daleko...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama