Reklama

Zamierzam wygrać...

09/04/2014 00:00
Stefan Kitela potwierdza start w nadchodzących wyborach samorządowych. Dlaczego chce ubiegać się o reelekcję?

Decyzja o ubieganiu się o reelekcję jest nieodwołalna?

Oczywiście. Wystartuję i zamierzam wygrać. Po 3,5 roku czuję, że dopiero zaczynam się rozkręcać. Mam szereg pomysłów, które zamierzam wcielić w życie, część z nich już jest realizowana, ale o szczegółach będę mówił bliżej daty wyborów.

A kiedy startował Pan w wyborach o fotel burmistrza Krajenki, co Panem kierowało? Dlaczego chciał zostać Pan włodarzem tej gminy? Miał Pan przecież dobrą pracę, kierując delegaturą Kuratorium w Pile.

Żeby o tym mówić, trzeba sięgnąć kilka lat wstecz. Po raz pierwszy w wyborach wystartowałem w 2002 roku, ubiegając się o mandat radnego. Wtedy zostałem też przewodniczącym rady, co dla trzydziestokilkuletniego i mało znanego w tej gminie człowieka było dużym wyróżnieniem. Jednak już w tamtym czasie uderzało mnie, jaki panował wówczas styl rządzenia. Mam tu na myśli ciągły konflikt na linii władze gminy Krajenka – władze powiatu złotowskiego. To przekładało się też na pracę Rady Miejskiej. Zostałem odwołany z funkcji przewodniczącego rady. Poniosłem wówczas konsekwencję swojej otwartości i tego, że potrafiłem w sposób jasny i klarowny mówić o bolączkach mieszkańców.
Odniosłem wrażenie, że panowała zasada „kto nie ze mną ten przeciw mnie” i z tego powodu ludzie bali się zabierać głos w ważnych sprawach. Efektem był zastój w inwestycjach, w rozwoju i modernizacji infrastruktury drogowej. Gdy inne gminy się rozwijały, Krajenka wyraźnie zaczęła od nich odstawać. Nasza gmina zadłużała się, a to co robiono, robiono na kredyt, a tablice informacyjne świadczące o pozyskiwaniu środków unijnych nie pojawiały się. Postanowiłem to zmienić, choć, tak jak Pan wspomniał, pracę miałem dobrą i mogłem na to patrzeć obojętnie, ale nie potrafiłem – jestem mieszkańcem Krajenki.

[[reklama]]

Sądzi Pan, że odwołano go z funkcji przewodniczącego rady, bo upatrywano w Panu silnego kontrkandydata w wyborach na burmistrza?

Myślę, że tak. Gdy startowałem w roku 2006 osiągnąłem wynik 34%, a w 2010 roku wygrałem uzyskując 60% poparcie.

W tym odwołaniu z funkcji przewodniczącego rady udział brał też Pan Ciechanowski, prawda?

Wiele osób brało w tym udział. Czy to prawda - tego nie wiem. Widzę, panie redaktorze, w jakim kierunku Pan zmierza. Źle by było, gdyby po objęciu stanowiska każdy, kto wygra, rozpoczynał osobistą krucjatę. Z tym przecież walczę. Choć widzę, że czasami wojownicza postawa sekretarza może być echem lat wcześniejszych.

To tylko fragment artykułu Szymona Chwaliszewskiego z AL 15/2014, s. 34



Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości