Reklama

Zamieszanie wokół adopcji

21/04/2018 08:30
Przewodnicząca łobżenickiego koła Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przedstawiła zastrzeżenia do pracy jednej z urzędniczek magistratu. Poszło o niefachowe przeprowadzenie adopcji psów z przytuliska

Czytasz tekst premium, który został udostępniony dla wszystkich Czytelników portalu.
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu .


Katarzyna Korycka–Walasiak poruszyła sprawę na sesji Rady Miejskiej w Łobżenicy.

Zajęłam się problemem bezdomnych zwierząt, bo widziałam taką potrzebę

– rozpoczęła. Przewodnicząca miejscowego TOZ wspomniała o początkach swojej działalności, trwającej od 2013 roku. Przypomniała również, że do koła na początku należał m.in. Piotr Łosoś, jeszcze przed rozpoczęciem kadencji.

Po wyborach dałam burmistrzowi czas. Wiedziałam, że zorganizowanie urzędu na nowo tego wymaga. Kiedy wiosną zaczęłam otrzymywać sygnały o kolejnych porzuconych, bezdomnych zwierzętach, z tymi sprawami kierowałam ludzi do urzędu. Wracali jednak do mnie z informacją, że albo nikt nie odbiera od nich telefonu, albo ignoruje temat. Doszło do tego, że z jednym z psów musiałam przyjść do urzędu, by ktoś zajął się sprawą. Niestety po objęciu stanowiska burmistrz zapomniał co obiecywał i zupełnie zmienił optykę widzenia problemu bezdomnych zwierząt

Reklama

– mówiła Katarzyna Korycka–Walasiak.

Wspomniała też o trudnych relacjach z lokalnym samorządem. Miały się one wiązać m.in. z przedstawieniem jej umowy nie do zaakceptowania z Gminnym Centrum Kultury, będącej zemstą za upór w działalności na rzecz zwierząt.

Nawet utrata pracy mnie nie zniechęciła. W maju 2016 roku z inicjatywy TOZ powstało przytulisko w Ferdynandowie

– mówiła. Wskazała przy tym, że uruchomienie miejsca tymczasowej opieki przyniosło realne korzyści finansowe dla gminy oraz dla zwierząt, które trafiły pod opiekę odpowiedzialnych ludzi, w tym wolontariuszy.

Reklama

To co dzieje się w wielu schroniskach jest przerażające

– o miejscach, gdzie pobiera się od gminy opłatę jednorazową za psa, wspomniała K. Korycka–Walasiak. Wyjaśniła, że starsze, schorowane psy szybciej czeka tam uśpienie niż adopcja.

Przez czas naszej działalności znaleźliśmy nowy dom dla ponad 27 psów

– uzupełniała, podając konkretne przykłady i przedstawiając kulisy adopcji.

Zgrzyt

Katarzyna Korycka–Walasiak poruszyła też temat umowy, jaką TOZ zawarło z urzędem. Wskazuje ona m.in., że w działalności na rzecz zwierząt w gminie Łobżenica realizowany ma być statut TOZ. Ten z kolei jasno określa, jak odbywać mają się adopcje. Poprzedzać ma je m.in. wywiad z przyszłym właścicielem zwierzęcia, bo nie każdy pies może trafić w każde miejsce.

Reklama

Przewodnicząca miejscowego koła TOZ przedstawiała też konkretne przykłady i wyliczania, ile oszczędności dla gminy przyniosło tylko 27 ostatnich adopcji oraz ile z własnej kieszeni, nie licząc prywatnego – wolnego czasu dorzuca do tej pracy.

Ten wstęp poprzedził relację sytuacji, do której doszło w ostatnich tygodniach.

Gdy przyjechałam do Ferdynandowa okazało się, że zamiast pięciu psów są trzy

– rozpoczęła. Opiekunowie poinformowali ją, że jeden pies trafił do Luchowa, a drugi do Wiktorówka. Stwierdzili jednak, że nie wiedzą gdzie dokładnie.

Reklama

Domyśliłam się, że ktoś zabronił im mówić, dlatego dałam im spokój i zwróciłam się do urzędniczki. Gdy poprosiłam o telefony nowych właścicieli, aby umówić się na wizytę poadopcyjną, opowiedzieć o charakterze, usposobieniu i historii tych psów, dowiedziałam się, że nie dostanę tych telefonów, bo te osoby sobie tego nie życzą

– mówiła Katarzyna Korycka–Walasiak. Dodała, że rzekoma niechęć okazała się nieprawdziwa.

Dowiedziałam się gdzie są te psy dzięki informacjom od ludzi, którzy wiedzą na czym polega moje działanie i wiedzą, że wizyty poadopcyjne są normalną procedurą, a nie moim widzimisię

Reklama

– stwierdziła. Wskazała również, że jeden z właścicieli nie wiedział nic o historii psa, w tym, że ten pochodzi z przytuliska. Nie został też poinformowany, że istnieje coś takiego jak wizyty poadopcyjne, gdzie może zyskać wiedzę na temat danego zwierzęcia.

Tak ewidentne kłamstwo, działanie wbrew umowie, procedurom i na niekorzyść zwierząt postawiło pod znakiem zapytania dalszą współpracę między mną a urzędem

– mówiła przewodnicząca koła TOZ. Podkreśliła, że nigdy nie spotkała się ze złymi opiniami na swój temat w terenie, pomimo licznych, wcześniejszych adopcji. Swoje działanie opiera natomiast na statucie TOZ.

Reklama

Nasza działalność nie polega na jak najszybszym tempie adopcji, lecz jej jak najlepszym doborze, stąd pewne procedury. Tymczasem okazuje się, że na mój temat wychodzą z urzędu dziwne rzeczy

– wskazała.

Jeszcze większa burza związana z tym tematem miała pojawić się na jednym z portali społecznościowych, gdzie w dyskusji pod postem przewodniczącej TOZ o zaistniałej sytuacji głos na jej niekorzyść miały zabierać osoby spokrewnione z urzędniczką.

Wywiązuję się z umowy. Realizuję rzeczy nawet ponad zakres umowy z urzędem. Nikogo nie nękam, nie wjeżdżam na podwórka o 6:00, nie jeżdżę do ludzi, którzy adoptowali zwierzęta co kilka dni. Nie mszczę się ani nie obrażam, będę nadal się w to angażować

Reklama

– mówiła K. Korycka–Walasiak. W podsumowaniu wnioskowała o określenie i dopilnowanie jasnych zasad współpracy, by cała praca TOZ, w tym działalność edukacyjna wśród mieszkańców gminy, nie poszły na marne.

Nie chcę być traktowana tak jak potraktowana zostałam

– wskazała.

Kompromis?

Bardzo cenimy to co Pani robi

– odpowiedział burmistrz Łosoś.

Wiele rzeczy, które Pani wymieniła w swoim wystąpieniu zrealizowaliśmy wspólnie. Nigdy nie było z naszej strony nieżyczliwości

– dodał.

Katarzyna Korycka–Walasiak ripostowała, że najbardziej oburzyły ją źle przeprowadzone adopcje, krzywdzące, niesprawiedliwe oraz nieprawdziwe opinie na jej temat wychodzące z urzędu i wpisy w internecie. Ze strony burmistrza padła propozycja spotkania i przedyskutowania problemu. Wskazał też, że zwróci się do urzędniczki, by nie powtórzyła swojego działania oraz by jej krewni zaprzestali komentowania sprawy w internecie.

Reklama

***

Spotkanie z burmistrzem odbyło się w piątek. Przyznał mi rację, potwierdził, że zachowanie urzędniczki było niewłaściwe i przekraczało jej kompetencje. Wyraził nadzieję, że to nie zaważy na dalszej współpracy. Ma się już nie powtórzyć sytuacja, że jakieś adopcje odbędą się za moimi placami. Poprosił, abym o wszelkich sprawach i ewentualnych problemach, które pojawią się w związku z moimi działaniami na rzecz zwierząt i istnieniem przytuliska, informowała zarówno urzędniczkę oraz jego

– komentuje Katarzyna Korycka–Walasiak.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    rybka - niezalogowany 2018-04-23 11:38:41

    Brawo Papuszka Zieba czytam jak cie zwal wiadomo o kogo chodzi masz racje do roboty ta babe zagonic a nie tylko gminne stolki grzac i kase za gitare brac to super ze ja zwolnili z GCK gnac darmozjadow z naszej gminy zjawila sie nie wiadomo skad i miesza robi zamet a dobrze wiemy co to za ziolko

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Papuszka - niezalogowany 2018-04-22 20:23:49

    Szkoda że Pani Korycka-Walasiak nie widzi, że na 7 psów które są we Ferdynandowie -średnio rocznie- gmina wydaje 30000 złotych. zwykły Kowalski nie może kota czy psa , który do niego się przyczepił nie może korzystać z opieki weterynaryjnej na koszt gminy.No ale woła się o więcej bo trzeba lukę finansową załatać po utracie fuchy w GCK.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ja - niezalogowany 2018-04-22 07:02:01

    Brawo p. Kasiu! Tak trzymać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama