Reklama

Zamordyzm, czyli skomplikowana sytuacja pielęgniarek

29/04/2015 00:00
Pielęgniarki chcą podwyżek, Jerzy Teusz staje okoniem, tymczasem sam ma dostać kolejną nagrodę. - Należy mu się za zamordyzm. Trzyma nas w szachu - mówi Grażyna Lisowska ze Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych

Od lutego próbujecie Panie rozmawiać z dyrektorem Jerzym Teuszem o podwyżkach dla personelu. Jest na to szansa?
Grażyna Lisowska: - Spotkanie było 13 marca, a 16 kwietnia na naszą propozycję odpisał Jerzy Teusz. My zaproponowałyśmy 300 zł podwyżki jako punkt wyjścia do rozmów, ale dyrektor w ogóle nie podjął tematu. Wyliczył, że to będzie kosztować około 2 mln zł rocznie, co wpędzi szpital w długi. I koniec tematu. Zasugerował nam za to, że walczymy tylko o pielęgniarki i położne, a przecież wszyscy pracownicy sumiennie podnoszą jakość pracy, tak samo jak my. Na początku się śmiałyśmy z tego stwierdzenia. Tak jakby kiedykolwiek było tak, że premię czy podwyżkę wywalczyłyśmy tylko dla siebie. Zawsze dostawali je wszyscy pracownicy.

Swój żal dotyczący braku podwyżek i niskich pensji skierowałyście Panie także do starosty, bo to powiat prowadzi szpital.
Odpowiedź od Ryszarda Goławskiego otrzymałyśmy 8 kwietnia. Napisał, że o pensjach w szpitalu decyduje dyrektor. On twierdzi, że w starostwie też nie ma podwyżek i on ich nie planuje, więc czego my właściwie chcemy? Trzynastej pensji, tak jak w starostwie mają. Albo stałej premii czy dodatku. Nie chodzi nam nawet o aneksy do umów, bo rozumiemy, że dyrektor może się obawiać, że sytuacja szpitala się pogorszy i będzie mu trudno się z tego wycofać. Poprosiłyśmy o dodatek, ale nie mamy na to odpowiedzi. Usłyszałyśmy za to kiedyś, że nie dostaniemy podwyżek, bo pielęgniarki chodzą na zwolnienia. Rzucił nam pismo z kosztami L4 - „nie macie o czym marzyć”.

Nie lepiej mieć ewentualne obietnice na piśmie? W 2004 roku pracownicy szpitala zrezygnowali z trzynastek, podobno czasowo, już nie mają ich od ponad dekady.

Szpital był wówczas tak bardzo pod kreską, tak przedstawił nam to dyrektor, że jedynie rezygnując z trzynastej pensji mogliśmy go uratować. Ocalić swój zakład pracy. Byliśmy wówczas w sporze zbiorowym z dyrektorem, ale go zakończyliśmy. Zrezygnowaliśmy z „trzynastki”, licząc, że później dyrektor okaże się człowiekiem. Kwestia trzynastej pensji była później podnoszona wielokrotnie, ale dyrektor mówił: zrezygnowaliście, to macie. A później sytuacja szpitala już się nie poprawiła, bo wciąż brane były nowe kredyty na inwestycje. Słyszałyśmy: musimy inwestować, bo nie będziecie panie miały pracy. Wycofywałyśmy się wtedy ze wszystkiego, bo to jest nasz zakład pracy. Ratujmy go. I cieszmy się, że możemy pracować... Dyrektor doskonale zdaje sobie sprawę, że jest to jedyny szpital w rejonie i tylko pojedyncze osoby pójdą do pracy np. w Pile. Dyrektor zawsze dawał nam bardziej kij niż marchewkę.

Potrzeba inwestowania już do Pań nie przemawia?

Już nie. Jak mi w budżecie domowym brakuje pieniędzy, to maluję farbą za 40 zł, nie za 80 zł. Trudno. Czasami może trzeba się wstrzymać, bo co z tego, że dyrektor odejdzie na emeryturę i zostawi piękne mury? A jaką zostawi atmosferę w zakładzie pracy? Wiemy, że przyznany już został kredyt w wysokości 800 tys. zł na ogrzewanie geotermalne w ośrodku uzależnień w Piecewie. I znowu trzeba kredyt spłacać...

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że personel szpitala otrzymuje świąteczne premie w grudniu. Jakieś pieniądze więc Panie dostają.

Tak, ale żeby te 200 zł brutto dostać chodziłyśmy cztery albo pięć razy do dyrektora. Jego inicjatywy w tym nie było nigdy. Kiedyś zmuszony był dzielić pieniądze zwrócone za nadróbki – gdybyśmy nie poszły do niego, to pewnie niczego byśmy nie dostały. Dyrektor często zasłania się funduszem socjalnym. „No przecież wam dałem”. Tak, ale ten fundusz to nie są tylko pieniądze na święta, to są pożyczki, to są zapomogi, z których korzysta wiele pielęgniarek. Poza tym fundusz socjalny dostaje on w maju, a wypłaca nam w grudniu. Oszczędza sobie na szpitalnym koncie.

[[reklama]]

Może byłyście Panie dotąd zbyt uległe?
Rozmowa z dyrektorem zawsze odbywa się z pozycji siły. Jego siły. Jeśli choćby jedno zdanie było nie po jego myśli, to zaczynał krzyczeć, czynił osobiste wycieczki: „A pani co sobie myśli? Ja mogę pani pensję tutaj wysunąć”. Jaką? Ja zarabiam tyle samo co inne pielęgniarki. Albo: „postawię panią i pielęgniarkę kontraktową do konkursu i nawet wiem, kto wygra”. Tak się do nas odzywa. My nie możemy tak samo chamsko się zachowywać.

Możecie Panie powiedzieć „dość”. Macie ku temu siłę, bo w związkach zawodowych, działających w szpitalu, są 103 pielęgniarki (na 146 zatrudnionych, bez 44 kontraktowych).
Jest nas dużo, ale to wcale nie znaczy, że łatwo jest zorganizować strajk. Dziewczyny boją się podnieść głowy. Wiele z nas ma ponad 30 lat pracy i każda z nas chce do emerytury, choćby na tych 2 tys. zł, dojechać. Strajk to ostateczność. Przed nim musi być spór zbiorowy, który pewnie doprowadziłby do strajku, bo dyrektor to jest monolit. Nie ma z nim rozmowy. Zwłaszcza, że mówi o emeryturze. O tym, że on jest już „na wylocie” i nie jest władny podejmować wiążących decyzji. To dziwne, bo jak mi zostaną dwa miesiące do emerytury, to mam przychodzić do pracy jako ozdoba?

Reprezentujecie Panie większą część pielęgniarek i położnych. Myślicie, że koleżanki zdecydują się stawić czoła dyrektorowi?
Na razie dziewczyny zrzucają wszystko na nas. Jesteśmy co prawda zarządem, ale mamy je reprezentować w rozmowach z dyrektorem, a nie je we wszystkim wyręczać. Niestety pielęgniarki są bierne, a my bez ich poparcia niewiele zdziałamy. Skserujemy odpowiedzi od starosty i dyrektora i przekażemy je na oddziały. Zobaczymy, jaka będzie reakcja personelu. Jeśli dziewczyny będą nas popychać do działania, to będziemy szły dalej.

Zwłaszcza, że zapowiadany jest ogólnopolski strajk pielęgniarek.
Nie mamy wytycznych dotyczących strajku ogólnopolskiego ostrzegawczego w maju i generalnego w czerwcu, chociaż moim zdaniem 1500 zł, o które wołają dziewczyny, to już przesada.

Jednak pielęgniarki powinny zarabiać więcej. Panie często porównywały się do lekarzy, mówiąc, że ich pensje w ostatnich latach wzrosły znacząco.

Zarzut porównywania się do lekarzy stawiał nam zawsze dyrektor. Tyle że on jest starej daty i chyba nie zdaje sobie sprawy, że pielęgniarki się wykształciły: porobiły studia i specjalizacje, są mercedesami wśród pielęgniarek. Szpital na tym korzysta, bo ma wyższy kontrakt, ale pensje pielęgniarek się z tego tytułu nie zmieniają. To tak samo jak z ISO. Zapewniano nas, że jak tylko zdobędziemy certyfikat, to kontrakt się zwiększy, a my zaraz dostaniemy z tego te 20% do płac. Nic z tego.

Tymczasem dyrektor co roku otrzymuje nagrodę za pracę. Co Panie na to?
Nagroda należy mu się za zamordyzm, po prostu. Trzyma nas w szachu.

Rozmawiał Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości