Ponad 52 tys. zł wynosi subwencja na dziecko niepełnosprawne, na dziecko zdrowe - 5,5 tys. złotych. - To jest skandal, żeby przy tej biedzie w oświacie dotacja na jedno dziecko wynosiła ponad 50 tys. złotych - oburza się burmistrz Złotowa. - Mówienie, że my sobie wymyśliliśmy interes jest nie w porządku - ripostuje Tadeusz Łukasik
Przedszkole specjalnej troski
Od 3 września w Złotowie działa specjalny punkt przedszkolny. Uczęszcza do niego siódemka dzieci z terenu powiatu. Żadne nie chodzi, część niedowidzi, niektóre nie mówią.
Tak jak sześcioletni Mikołaj. Wcześniak. Z wodogłowiem, padaczką, unieruchomiony na wózku. Prawie nie zna świata poza swoim mieszkaniem i rodziną. – Przez pół roku synek chodził do przedszkola na Mickiewicza, to podobno jest przedszkole zintegrowane, ale integracja tam była żadna. Mikołaj siedział w wózku i słuchał, co inne dzieci robią – mówi Anna Szczeszek. Kobieta w Złotowie mieszka od roku. Wybrała go ze względu na większą dostępność do rehabilitacji niż w rodzinnym Szamocinie. [[reklama]]
Jednak na terenie powiatu dla dzieci z głębokim upośledzeniem lub niepełnosprawnościami sprzężonymi nie ma wielu ofert. Tadeusz Łukasik, terapeuta: - Propozycja dla rodziców jest taka, by raz w tygodniu pojechali do poradni wad mowy i słuchu w Pile i mieli dwie godziny zajęć z pedagogiem i logopedą. To jest pomoc?
Zdaniem osób pracujących z dziećmi niepełnosprawnymi, są one zostawione samym sobie. - W istniejącym systemie edukacji jest duża luka, która w bezduszny i bezwzględny sposób pomija dzieci najmłodsze, którym ta pomoc jest najbardziej potrzebna – twierdzi T. Łukasik.
Na system pomocy narzekają też rodzice dzieci niepełnosprawnych. Anna Szczeszek nie pracuje, bo musi zajmować się synem. Pomoc państwa nazywa jałmużną i podaje przykład. - Specjalistyczny wózek dla Mikołaja kosztuje 13 tys. zł, bo taki musi mieć ze względu na chory kręgosłup i biodra. A państwo dało mi dotację 3 tys. złotych. O resztę muszę żebrać u sponsorów – pani Anna załamuje ręce. Możliwość oddania syna na kilka godzin do przedszkola będzie chwilą wytchnienia, okazją do załatwienia codziennych spraw. Anna Szczeszek: - Niech ktoś spróbuje zrobić zakupy z takim dzieckiem w wózku, pójść do lekarza, ugotować obiad. Jestem niemiłosiernie zmęczona. [[nowa_strona]] Od miejskiej kasy wara!
Mikołaj do szkoły nigdy nie pójdzie, dlatego pani Anna chce wykorzystać możliwość posłania go do przedszkola specjalnego. W myśl ustawy dzieci posiadające orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego są subwencjonowane. Przy niepełnosprawności ruchowej subwencja na ucznia mnożona jest przez 1,5, w przypadku upośledzenia głębokiego lub niepełnosprawności sprzężonej przez 9,5. Dotację na pobyt tych dzieci w przedszkolu powinien przekazać samorząd. W tym przypadku Urząd Miejski w Złotowie. - Dzieci w tym przedszkolu będą z Lipki, Zakrzewa i innych miejscowości powiatu i my dotacji na te dzieci wprost nie dostajemy, a gmina nie musi mi jej przekazać. Wobec tego my tego w budżecie nie zaplanujemy – zapowiada burmistrz Stanisław Wełniak.
Włodarz mówi tak, choć prawo stanowi inaczej. - Istnienie tego rodzaju placówki edukacyjnej powoduje, że subwencja, którą otrzymuje miasto, jest proporcjonalnie zwiększona w zależności od rodzaju niepełnosprawności. Te dzieci są subwencjonowane w 100%, tak jak dzieci niepełnosprawne w szkole – przekonuje organizator specjalnego punktu przedszkolnego w Złotowie. Przedszkole działa od 3 września, mimo że dotacji na działalność nie ma.
Wózkowy protest
Do końca roku rodzice siódemki dzieci zgłoszonych do przedszkola płacić będą po 300 zł miesięcznie. – To dużo, ale kadra w przedszkolu musi być uzupełniona – uważa Anna Szczeszek. Czesne miałoby zniknąć w styczniu, gdy miasto przekaże dotację na punkt przedszkolny. O ile to zrobi. - Ja na pewno nie wprowadzę tych wydatków do budżetu – podtrzymuje burmistrz Wełniak.
Rodzice takiego obrotu sprawy sobie nie wyobrażają. - Takie dziecko musi żyć też w innej społeczności niż matka i dziecko. Był taki okres, że nie mogłam nigdzie wyjść, bo Mikołaj wyczuwał, że mnie nie ma i od nikogo nie jadł, nie pił – argumentuje pani Anna. Kobieta zna smak zawodu. Przedszkole specjalne miało funkcjonować w Złotowie od stycznia, ale jego organizatorzy nie spełnili wymogów formalnych wymaganych przez miasto. Tadeusz Łukasik: - W tej chwili nie ma subwencji. Nie otrzymaliśmy jej w wyniku różnicy zmian w interpretacji między wnioskodawczynią a urzędem. [[reklama]]
Mama Mikołaja: - Chcieliśmy wtedy iść z tymi dziećmi pod urząd i zapytać burmistrza, dlaczego to przedszkole nie powstało.
Stanisław Wełniak zdania jednak nie zmienia: - Takich numerów nie wolno robić. To jest sposób na życie niektórych, a państwo jest takie głupie, że za to płaci. To jest celowe działanie urzędników w ministerstwie.
Organizatorzy punktu przedszkolnego mają nadzieję, że z urzędnikami się dogadają. – Zła atmosfera wokół takiej placówki nikomu nie będzie służyć – zauważa T. Łukasik.
Łukasz Opłatek
Foto: www.sxc.hu
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze