Nie czeka w kolejce po autograf, nie forsuje tłumu fanów i nie przepycha się przez ochronę. To gwiazdy pytają, czy mogą podpisać się na jego sławnych krawatach
Zibi - tak o Zbyszku Grudzińskim z Łobżenicy mówią w bluesowym środowisku. I pewnie byłby miłośnikiem muzyki bluesowej jak wielu innych, gdyby nie fakt, że od dziesięciu lat skrupulatnie gromadzi autografy muzyków polskiej i zagranicznej sceny bluesowej na… krawatach. Krawaty, bez których nie rusza się na żaden koncert i festiwal, stały już jego znakiem rozpoznawczym. Tam gdzie dzieje się coś ważnego, nowego, istotnego w muzyce bluesowej jest Zbyszek Grudziński i jego krawaty. [[reklama]] Krawatów cztery
Leci dziesiąty rok odkąd wielki miłośnik bluesa z Łobżenicy zjeżdża Polskę w poszukiwaniu nowych kapel, muzyków, dobrze znanych artystów i ukochanej muzyki, a wraz z nim jeżdżą krawaty pełne podpisów. Gdy wraca z koncertu zawiesza je na ścianie w pokoju, obok gabloty ze zdjęciami z koncertów, obok plakatów zapraszających na ważne wydarzenia muzyczne. Dlaczego krawaty? – Na koncertach można spotkać wiele indywidualności. Ja wymyśliłem sobie krawaty i tak jeżdżę z nimi na koncerty – zdradza Zbyszek Grudziński. Najbardziej zagęszczony podpisani jest pierwszy krawat. Można znaleźć na nim autografy między innymi Sławka Wiecholskiego, Tadeusza Nalepy, muzyków Dżemu i wielu innych polskich i zagranicznych gwiazd bluesa. – Nie mam autografu Irka Dudka – żałuje miłośnik bluesa – ale jeszcze do niego dotrę – zapewnia. Dzisiaj Zibi zapełnia już czwarty krawat. Na ostatnim podpisała się między innymi Martyna Jakubowicz i nie był to autograf, do którego trzeba było przekonywać wokalistkę, gitarzystkę i kompozytorkę. Po tylu latach krawaty stały się znakiem firmowym Zbyszka Grudzińskiego. – Niektórzy wykonawcy sami podchodzą i pytają, czy mogą złożyć podpis. Nie muszę stać w kolejce, przepychać się przez ochronę. To jest bardzo miłe – dodaje. – Kiedyś na jakimś koncercie podeszli do mnie młodzi ludzie i bez zbędnych ozdobników powiedzieli: zaj… pomysł. Mam satysfakcję, że nikt przede mną tego nie wymyślił. [[reklama]] Blues jest we mnie
Krawaty zajmują honorowe miejsce na ścianie w mieszkaniu łobżeniczanina. Pod nimi kilka szuflad komody po brzegi wypełnionych płytami ulubionych artystów, nowych kapel i dopiero odkrywanych nurtów we współczesnym bluesie oraz książek i czasopism. – Lubię być przygotowany do koncertu – wyjaśnia Zbyszek Grudziński, gdy spoglądam na bogaty zbiór informacji. – Nie jeżdżę w ciemno. Staram się wiedzieć, co sobą reprezentuje dany artysta. [[nowa_strona]] Dlaczego blues?
- Bluesa zawsze lubiłem, nawet trudno jest mi powiedzieć, kiedy zakochałem się w tej muzyce. Wiadomo, nie zawsze było tyle czasu i pieniędzy, żeby słuchać go na żywo, była rodzina, praca, ale przez całe życie ta muzyka była i jest we mnie. Na szczęście żona i dzieci rozumiały tą moją miłość. Na początku żona jeździła ze mną na koncerty, ale potem zrezygnowała, nie czuła tego tak bardzo jak ja. [[reklama]] Ulubieni artyści?
– To się zmienia. Na pewno z polskich muzyków to Tadziu Nalepa. Wszystko zależy od nastroju, samopoczucia. Z zagranicznych John Lee Hooker. Te lata sześćdziesiąte najbardziej zapadły mi w sercu.
A współczesny blues?
- Też jest dobry. Dlatego Zbyszek Grudziński wciąż szuka nowych doznań w ukochanej muzyce. Takie wydarzenia muzyczne jak Rawa Blues, Olsztyńskie Noce Bluesowe czy Blues Express to święto, na które z niecierpliwością czeka. – Moje wakacyjne podróże zawsze wyznaczały i do dzisiaj wyznaczają bluesowe koncerty i tak już chyba zostanie – zdradza Zbyszek Grudziński. [[reklama]]
A krawaty?
- Obiecałem Sławkowi Wiecholskiemu, który jest szefem stowarzyszenia bluesowego, że gdy nie będę już jeździł na koncerty to te krawaty mu dam, żeby zawisły w dobrym miejscu. Ale to jeszcze nie teraz.
A. Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze