Ciało 64-latka znalazł jego kolega. Pan Edward opowiada nam o feralnej niedzieli i dementuje plotki: nie pobili go, nie zabili
Pan Edward bez problemu opowiada o tym, jak znalazł martwego kolegę. Dzień zaczął wcześnie. - O 6:57 przedzwonił do mnie kolega. Zapytał, gdzie jestem, na co odpowiedziałem mu, że idę na małą promenadę. Wziąłem piwko z domu i schodzę na dół koło cukierni. On idzie od Grosika, z drugiej strony – pan Edward wspomina, jak trafił nad jezioro Baba. O tamtym dniu rozmawiamy na podwórku jego domu. Drewniane szopy, stos desek, toy toy, kilku kolegów w rogu to tło naszej rozmowy. I pan Wojtek, wyraźnie zaprawiony, wtrąca co chwilę swoje trzy grosze. - Stanąłem koło miejsca, gdzie on był utopiony. Nie widziałem niczego. Wypiłem piwo, nie było nic – kontynuuje opowieść pan Edward. Z jedną ręką w kieszeni białej kurtki, drugą żywo gestykuluje. - Chwilę potem poszliśmy do Żabki, wypiliśmy dwa piwa koło księdza na ławce. Wracamy, a tu torba stoi koło żywopłotu. Patrzę, taka folia, worek płynie wodą. Zadziwił mnie kształt głowy i taki garb. Poszliśmy dalej wzdłuż brzegu, wypiliśmy po łyku – mężczyzna jeszcze nie wie, z czym miał do czynienia: - Wtedy zauważyłem but!
Kara za fałszywy alarm?
Około ósmej pan Edward zadzwonił na policję. Bał się, czy nie ukarzą go, jeśli wezwie ich bez powodu. - Jeszcze raz tłumaczę: czy jak jest fałszywy alarm, to będziemy płacić jakąś karę? - złotowianin wspomina wydarzenia z niedzieli 22 lutego. Nie, to jest wasz obowiązek, że zgłosiliście – usłyszał w słuchawce. Pan Edek nie znajduje kija, którym mógłby odwrócić ciemny kształt pływający w jeziorze Baba. Sięgają po niego dopiero wezwani na miejsce strażacy. - Strażacy na tych saniach zjechali, owinęli liną i mówią: mamy go. Dwóch strażaków miało ciężko go wyciągnąć – opowiada. Od służb miał się dowiedzieć, że denatem jest ""Ziutek"". Znany w Złotowie bywalec Placu Paderewskiego, niegdyś mieszkaniec noclegowni, do niedawna sypiał w przeznaczonym do rozbiórki budynku przy Wojska Polskiego. - Spał koło jelenia, tam gdzie lumpeks był u góry. Tam gdzie ostatnio się paliło. To zabili deskami. On na koniec powiedział, że pierd..., pójdzie się powiesić, utopić – twierdzi nasz rozmówca. Czy tak było rzeczywiście?
My go nie pobilim
Pan Edward znał zmarłego 64-latka od czterdziestu lat. Wojtek, który co i rusz wtrąca się do rozmowy, krócej. 21 lutego rano razem zaczynali dzień. - W sobotę pilim jeszcze. 6-6:30 rano koło Grosika. On przyszedł taki zmarznięty. Nie miał czapki, tylko kaptur na głowie – ten zarys głowy Edek zauważy dobę później w wodzie. Akt zgonu mężczyzny jako datę śmierci wskazał sobotę 21 lutego. Pan Edward jednak nie może uwierzyć, że ""Ziutek"" leżał w wodzie tak długo. - Lekarz stwierdził, że on tam od wczoraj leżał. To nie jest możliwe dla mnie. Ja nie jestem ślepotą. Ja mam instynkt widoczności dobry – nasz rozmówca kładzie nacisk na każde słowo. Jeszcze wolniej mówi o plotkach, które krążą po mieście. - Są podejrzenia, że taki pobity był. Że my go zabilim, pobilim, utopilim. Przecież ja bym mu serce oddał... Osoby znające tragicznie zmarłego proszą nas, byśmy do artykułu dodali notkę na jego temat. Brzmieć ma ona tak: Wszyscy go znali w Złotowie. Każdy wiedział, kto to jest Ziutek. Pił, ale nie żebrał. Starał się zapracować na to. Pamiętał o wnukach, o każdych ich urodzinach. Był dobrym człowiekiem, powszechnie lubianym. Jak popełnił jakieś drobne przestępstwo i zamknęli go na dwa tygodnie, to czekał tylko, żeby wyjść i pójść na grzyby. I zarobić.
Łukasz Opłatek
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze