Codziennie trzeba ćwiczyć praktycznie. Trzeba ją pieczołowicie rozwijać.
Przysposabiałem się teoretycznie. Rozdział po rozdziale, kartka po kartce przyswoiłem sobie wiedzę.
Siadam na mapie, biorę wahadło i ono mi pokazuje. Czy jest tu woda? Gdzie jest brzeg? Im więcej szczegółów, tym dokładniej. Sprawdzam teoretycznie, a potem w samochód i do Złotowa.
Pierwszy raz jestem szoferem. Edward Wolanin zamówił sobie transport pod dom, w Tarnówce. Pokaże mi, gdzie w Złotowie znajduje się źródło geotermalne o wielkich zasobach. Podobno Uniejów się przy nim chowa.
Przyjedzie pan po mnie, a potem odwiezie
– mówi. Gdy protestuję, zapowiada:
To jest temat, a nie że ktoś gdzieś gacie sprzedaje! To jakby pan na sto koni wsiadł.
Wsiadam.

Teleradiestezja to wyszukiwanie gorących źródeł za pomocą wahadełka. To wypełnione gorącą wodą trafiać ma w punkt bez pudła
Będę przy panu pytać na głos, żebym nie był niewiarygodny
– na starcie pan Edward sięga do torby. Wyjmuje różdżkę wykonaną ze starego wieszaka i miedziane wahadełka na brązowym sznurku. Takim samym ja w domu podwiązuję rośliny.
To jest dopiero sprzęt precyzyjny, co?
– domorosłego radiestetę bawi moje zdziwienie. Tu chodzi o moc, a nie o gadżety, zdaje się mówić.
Myśl jest materialna, nie wiem, czy pan wie. Jak ja się zapytam, to źródło odbiera i myśl wraca do mnie z odpowiedzią. Takie są zasady radiestezji
– mężczyzna powołuje się na „ABC różdżki” Leszka Mateli. To książka, z której czerpał wiedzę o radiestezji, czyli wykrywaniu promieniowania żył wodnych, minerałów i innych obiektów.
Termin radiestezji wprowadził w latach 30. XX wieku francuski radiesteta ksiądz Alexis Bouly (1865–1958). Radiestezja jest również znana jako rabdomancja albo różdżkarstwo. Często zalicza się ją do praktyk okultystycznych.
Edward Wolanin kilka książek i kilkanaście lat temu też mógł tak myśleć, ale dziś twierdzi, że „nie ma mocarza na tę naukę”.
Piramida w Gizie i ta Inków w Ameryce Południowej promieniują. Piramidy chronią świat. Ludzie nie wiedzą o tej transmisji, bo cofnęliśmy się w rozwoju. Przez te boje, rozboje, palenie Biblioteki Aleksandryjskiej…
– twierdzi emerytowany leśnik. Jego oświecił przykład.
Pracowałem w leśnictwie za Człuchowem i chciałem wykopać stawek, ale nadleśnictwo nie dawało mi pieniędzy. Zawołałem radiestetę – wskazał miejsce i gdzie nie szarpnęliśmy łychą koparki, tam była woda. Byłem w szoku, jaką on ma moc!
Reklama
– wspomina czas, gdy zaczął chuchać na tlącą się w nim iskierkę.
Trzeba mieć rozwój duchowy też. Trzeba umieć się wyciszyć. Ale nie wolno mi z kolei popisywać się
– to wszystko Edward Wolanin zdradza w drodze do Złotowa. Szybki kurs na nadczłowieka.
Mam kontakt z obiektem, którego szukam i z nim rozmawiam. Wymieniam myśli. 20 minut, nie dłużej, bo siadają baterie w głowie. Później po takich badaniach czuję się, jakby ktoś mnie zdzielił młotkiem w głowę. Wyczerpany jestem, za dużo energii oddaję
– 69–latek zapewnia, że wysyła myśli pod ziemię dla ludzkości. Mógłby szukać bogactwa, ale nie chce.
Nastawiałem się na wodę w każdej postaci: uzdrowiskową, pitną, przemysłową, geotermalną
– radiesteta sięga po były wieszak. Będzie go odpytywać.
Pokaż mi źródło geotermalne. Jak skręci w lewo, to skręcamy w lewo, jak w prawo to w prawo. Patrz pan. Cały czas nam pokazuje, gdzie mamy jechać. Stop, stop. Cofnij pan
– pręty w plastikowej otulinie (też z wieszaka) kierować nas mają wprost do źródła. Tak jak przez wieki robić to miały różdżki radiestetów.
Ta nauka ma pięć tysięcy lat
– zaznacza pan Edward. Gdyby miał czas pewnie opisałby wizerunek cesarza Yu Wielkiego (ok. 2200 p.n.e.), który na niektórych ilustracjach przedstawiany był z czymś w rodzaju różdżki w rękach. W Chinach używano jej przy poszukiwaniach wody podziemnej i złóż mineralnych, a cesarz Yu zasłynął jako ten, który powstrzymał wielki potop pustoszący jego kraj.
Może nawet mieszkaniec Tarnówki opowiedziałby o starożytnym Egipcie, w którym radiestezją parali się kapłani. Archeolodzy odnaleźli w Egipcie starożytny sprzęt radiestezyjny. Najbardziej znane jest wahadło z piaskowca znalezione w sarkofagu w Dolinie Królów.

Najpierw teoria, później praktyka – tak pracuje pan Edward. – Jest pan happy, co? – mówi
W Złotowie wahadło wskazało na teren Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Kilkadziesiąt metrów od ujęcia wody pitnej. To na niej E. Wolanin „ustawia” różdżki. Ustala głębokość studni i temperaturę wody.
Kłamstwo się kłóci, a prawda zawsze będzie się powtarzać
– mówi, gdy rzucona na głos myśl (już wiem, że jest materialna) wraca.
Teraz zrobimy najważniejsze, tylko nie możemy filozofować. Pokaż mi źródło geotermalne, no i idziemy
– różdżki krzyżują się po kilkunastu metrach. To granica źródła. W środku mieszkaniec Tarnówki pyta dalej.
Jak głęboko jest do lustra wody w metrach od moich stóp? Liczymy: 10, 20, 30… 120. Jaka temperatura tej wody w stopniach Celsjusza? 10. 20… 130 stopni. To już nadaje się na agregat. Sam czubek, to zaczopowanie!
Reklama
– wykrzykuje pan Edward. Jego oczy nieco gasną, gdy zauważa, że nie rozumiem.
To darmowa energia. Darmowa potężna energia! Mówiłem o tym już poprzedniemu burmistrzowi, ale nie potraktował mnie poważnie. Teraz rozumie pan, na czym polega historia Złotowa? 11 lat mi gul skacze, z kim ja rozmawiam! Przecież to jest gorzej od betonu.
Swoje odkrycie Edward Wolanin zachwala jako remedium na bolączki Złotowa: zakopcenie zimą, ceny ogrzewania, brak turystów.
Agregatem można wodę przekształcić w prąd, można ją puścić na ogrzewanie, a potem na uzdrowiska, baseny itd. Woda wtedy wraca do ziemi, bo co ziemia dała, to trzeba oddać. Takie są wymogi
Reklama
– fan radiestezji cieszy się, że wreszcie ktoś zainteresował się jego działalnością.
Teraz pałeczka ma być po stronie miasta.
Pęknięcie międzyskalne jest na 120 metrach, więc nie trzeba brać georadaru. Wystarczy zrobić odwiert, wpuścić sondę, pobrać czerpaczkiem wodę i już będziemy mądrzejsi
– według jego szacunków może to miasto kosztować około 25 tys. złotych.
Na naukę nigdy nie może zabraknąć pieniędzy, a jak gmina ich nie ma, to może sobie znaleźć partnera strategicznego, kogoś bogatego i później dzielić się z nim przy obfitym stole
Reklama
– mówi, chowając różdżkę.
Skończył się sezon wiatraków, weszła nareszcie moda na geotermię
– emeryt z Tarnówki jest na nią gotowy. Zatrudnił menadżera, który ma dopilnować, by nikt „nie skopał mu tyłka”.
Mnie jako radiestecie należą się prawa autorskie – 10%. Rozkręcamy to. Jest to wszystko w głowach poukładane
– zapewnia.
Na koniec pokazu proszę pana Edwarda o różdżki. Jeszcze nigdy nie udało mi się znaleźć niczego cennego pod ziemią, a tu w końcu mam gorące źródło pod stopami. Ani chybił je znajdę. Zanim radiesteta przekaże mi różdżki (z oporami) przestrzega:
Nie można być podnieconym materialnie... Chwilę się zastanawiam, po czym mówię: „pokaż mi źródło geotermalne”. Nic. W moich rękach to nadal stary wieszak.
Niech pan się cofnie. Teraz pan mówi i idzie
– radzi 69–latek.
O, coś się dzieje. Brawo, brawo, bravissimo. Troszeczkę zaznaczyło
– twierdzi, gdy pręty się poruszają, ale mi wydaje się, że to przez to, że wdepnąłem w dziurę. A może jednak mam jakąś ukrytą moc?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szanuję. Teraz tylko musimy odnaleźć złoty pociąg pod Dzierzążenkiem.
Pomijajac wiare i niewiare, bardzo ladnie napisany tekst. Wyjatkowo.
Poczytaj komentarze pod tekstem o zielonym ryneczku.
Skoro jest ciepła woda pod ziemią w Toruniu to tu też może być.Rydzyk dostaje od parafian i od Min.Szyszki,który uczy w szkole u Rydzyka więc buduje baseny z ciepłą wodą. Tu w Złotowie nikt pana Edmunda nie wspomoże bo na wybiegi dla psów potrzebne pieniądze,na boiska pod blokami,na piaskownice i place zabaw bo zima idzie no i na kościoły. Po co nam ciepła woda w kranach,po co inwestować w odwiert.itd..
Przydał by sie ośrodek jak w Bukowinie Tatrzańskiej? Baseny z wodą 34-36 stopni, a nie zmarzlisko na basenie?
Jakie love story, kto z kim?
Widać, ze temat czekał jakiś czas na właściwy moment. Teraz trzeba dać okazję ludziom do nowych plotek. Geotermy zastąpią ratuszowa Love story. A po jakimś czasie sprawę się wyciszy i zalatwione.
Coś w tym jest. Kiedyś będąc na wakacjach u dziadków, jakieś 20 lat temu, szukali wody, dokonywali odwiertów i nic. Przyszedł jakiś hydraulik, wyciął gałązkę brzozy w kształcie litery Y, chodził lewo i prawo, tył i przód i wskazał miejsce gdzie gałązka zginąć się zaczęła pionowo do ziemi. Powiedział że tu jest woda, tu zróbcie odwiert. Woda rzeczywiście była i jest do dziś.
Następny hochsztapler niczym p.Sromotnik z Torunia chcący zarobić na geotermach? Niech zwróci sie do Szyszki a ten załatwi jemu dotacje z UE.
Czytać się da, ale zrozumieć nie bardzo. Trochę mi to wygląda na odwracanie uwagi od tego, co się dzieje u wlodarzy...
Myślałem, że sezon ogórkowy już się skończył.
Jezus Maria kto pisze te artykuły, ludzie, tego się czytać nie da
oby się spełniło to może da się oddychać, przestaną kopcić i grzać wodę śmieciami kopcąc nawet w upalne dni.
Szanuję. Teraz tylko musimy odnaleźć złoty pociąg pod Dzierzążenkiem.
Pomijajac wiare i niewiare, bardzo ladnie napisany tekst. Wyjatkowo.
Poczytaj komentarze pod tekstem o zielonym ryneczku.