Idą tam, gdzie widać dym oraz tam, gdzie wyślą ich mieszkańcy. Odkąd napisaliśmy o zakopconym Złotowie, a straż miejska zaczęła kontrolować to, czym palą mieszkańcy, obywatelskich zgłoszeń jest mnóstwo. - Ludzie dzwonią z informacją, że u sąsiada się kopci. Przysyłają też nam zdjęcia dymu wydobywającego się z komina – mówi komendant Straży Miejskiej w Złotowie Ryszard Macanko. Jednak tylko kilka kontroli wykazało, że złotowianie palą śmieciami. - Nałożyliśmy trzy mandaty na osoby, które spalały sklejkę meblową, plastikowe butelki oraz cięte zderzaki i inne elementy samochodów – komendant przyznaje, że nie napotkał na problemy z wejściem do kotłowni. - Ludzie mówią, że[[pay]] bardzo dobrze, że kontrolujemy. Pochwalają nasze działania – straż zachodziła tam, gdzie unosił się ciemny dym. Odwiedziła domy m.in. na starym mieście oraz przy ulicach: Jeziornej, Kwiatowej i Słonecznej. Takich kontroli chciało 83% złotowian, którzy wzięli udział w ankiecie przeprowadzonej na stronie zlotowskie.pl. - Nic nie da się ukryć, strażnicy dotrą do każdego przypadku. Dym zdradza – twierdzi burmistrz Złotowa. Adam Pulit jest zadowolony, że decyzja o zmianie godzin pracy straży (zmiana popołudniowa kończy się o 21:00) przynosi efekty. Również nieoczekiwane.
Kontrole wykazały, że gros złotowian nie potrafi palić w piecu albo robi to tak, by palić, ale nie spalić. W obu przypadkach efekt jest ten sam – smog nad miastem.
- Ludzie rozpalą, nawrzucają do pełna mokrego opału i zamykają dostęp powietrza. Mają przeświadczenie, że to się będzie wolno i długo palić, ale temperatury z tego nie ma żadnej – R. Macanko powołuje się na jeden z przykładów. Mężczyzna ustawił na piecu temperaturę zadaną na 40ºC, a potem bronił się jak mógł przed tym, by strażnicy zajrzeli do pieca. - Krzyknął, że przed otwarciem górnej klapy trzeba dół otworzyć, by powietrza złapało. Czyli miał świadomość, że to się w środku dusi, kopci, ale temperatury z tego nie ma – strażnik wskazuje, że taki właśnie dym widzą ci, którzy alarmują stróżów prawa. Obserwacje te potwierdzają strażacy, którzy w obecnym sezonie grzewczym 60% interwencji poświęcili pożarom kominów. - W wielu przypadkach zdarza się, że mimo wysiłków trudno nam doszukać się właściwego opału w pomieszczeniu piwnicznym lub kotłowni. Zdarza się, że jest to po prostu mokry materiał palny przywieziony przed kilkoma dniami bezpośrednio z lasu lub pozyskany „spod chmurki” - mówi Kazimierz Wiebskowski z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Złotowie. - Następna wizyta strażaków objawia, że jest to mieszanka wszystkiego i tak naprawdę niczego, ale się pali i to wywołuje na twarzach części osób niczym nieuzasadniony uśmiech – dodaje.
Problem w tym, że takie palenie w piecu nie jest wykroczeniem, więc służby nie mogą za to karać. Próbują jedynie apelować do rozsądku. - Niska temperatura na piecu wytwarza niską temperaturę wyjściową produktów spalania, które do opuszczenia przewodu kominowego mają do pokonania w większości przypadków około 7-10 m. Zbyt mała ich temperatura i zimne ścianki komina na strychach powodują osadzanie się sadzy, a w konsekwencji przytkanie przewodu dymowego. W chwili uruchomienia dmuchawy rozpoczyna się proces dostarczenia dużej ilości iskier z piecowego żaru do przewodu kominowego i pożar gotowy – przestrzega K. Wiebskowski. Warto też zauważyć, że taki sposób palenia zagraża naszemu życiu. - Proces spalania materiału palnego przy znikomej ilości tlenu powoduje wydzielanie się tlenku węgla, czyli tak zwanego cichego zabójcy. Czad zbiera swoje żniwo – przestrzegają strażacy.

Ludzie paląc muszą myśleć. Dlatego burmistrz zastanawia się nad wydaniem ulotki z radami dotyczącymi użytkowania pieców co
Co można zrobić w tej sytuacji? - zastanawia się burmistrz Adam Pulit. Musimy jeszcze bardziej wpływać na świadomość ekologiczną mieszkańców, poszukiwać rozwiązań ekonomicznych, które umożliwią zmianę systemów grzewczych, szczególnie w domach jednorodzinnych, na mniej uciążliwe. Nie chodzi nam o to, aby tylko skutecznie łapać i karać sprawców, to musi mieć większy sens. Na początek opracujemy instrukcję prawidłowego palenia w piecach, bo, jak się okazuje, nawet właściwy opał, ale rozpalany i spalany w niewłaściwy sposób - z niewielkim dopływem powietrza wytwarza dużo uciążliwego dymu.
Spalając odpady tylko pozornie oszczędzamy. - Podczas spalania śmieci wytwarza się substancja smolista, która zalewa przewód. Od razu widzę na ścianach szklistą powłokę. To niszczy komin, cegły się kruszą, a ten osad łatwo może się zapalić – mówi kominiarz Józef Stuba. Ustawiając piec na 40ºC również nie zyskujemy. Raz, że zanieczyszczamy powietrze, którym sami oddychamy, dwa, że niszczymy przewody kominowe. A ich naprawa to spory wydatek. - Ludzie nie dbają o przewody kominowe. Nie wykonują przeglądów oraz okresowych czyszczeń przewodów dymowych i spalinowych, a zwłaszcza wentylacyjnych – K. Wiebskowski podaje, że mało kto ma dokument wystawiony przez kominiarza. - Nie zapraszamy do swoich domów tych, którzy od wieków przynoszą szczęście i przez to mamy nieszczęścia materialne a niekiedy i ludzkie tragedie.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
polecam poczytać portal czysteogrzewanie.pl , jest tam wiele informacji jak efektywnie i bez dymu palić węglem i drewnem
polecam poczytać portal czysteogrzewanie.pl , jest tam wiele informacji jak efektywnie i bez dymu palić węglem i drewnem