Od lat związany ze złotowską sceną muzyczną - kiedyś sam na niej grał, dziś stara się sprowadzać do Złotowa gwiazdy europejskiego formatu. Z Damianem Ekmanem, managerem m.in. Apostate, Final Sacrifice i Eris Is My Homegirl rozmawia Patrycja Koplin
Jesteś szefem One Way Tourbooking. Co to za firma?
To nie do końca firma. Pracuję na zlecenia różnych agencji, zarówno polskich jak i zagranicznych oraz zespołów, którymi się opiekuję. Można to nazwać formą jakiegoś tworu ideowego, wokół którego wszystko się kręci i wokół którego staram się zbierać ludzi, którzy często mi pomagają. Pasjonuję się muzyką. Cała rzecz zrodziła się wyłącznie z pasji, którą od czasu do czasu udaje mi się zarazić kogoś, kto w dalszej perspektywie staje się częścią tej przygody. Zbyt wiele osób się na to składa, by wymienić je wszystkie.
Skąd wziął się pomysł, by zająć się taką dziedziną życia, bo mając na uwadze specyfikę pracy, chyba tak możemy to nazwać?
Mój związek z kulturą zaczął się już w wieku lat piętnastu, szesnastu, a może nawet wcześniej. Zawsze lubiłem udzielać się na polach kulturalnych, nie tylko w szkole, ale i poza nią. Z bratem i przyjaciółmi z liceum założyliśmy nawet zespół, który nazywał się „Sidhe”. Graliśmy na złotowskiej scenie, zorganizowałem nam też wypad do Czech, ale potem gdzieś to się rozpadło. Wtedy zaczęła się zabawa w organizowanie koncertów. Na studiach zaangażowałem się w „Fun or Die Fest” w Toruniu – cykliczną imprezę, która organizowana jest już od siedmiu lat, którą wciąż rozwijam z przyjaciółmi. Wyniosłem stamtąd wiele doświadczeń, które pozwoliły mi utwierdzić się w przekonaniu, że wybieram właściwą drogę. Potem wyprowadziłem się do Pragi, gdzie z moim serdecznym przyjacielem zacząłem przygodę z bookowaniem tras.
Praca to dla Ciebie czy zabawa, przyjemność?
Ludzie, jak od każdego człowieka, który ma coś dla nich zrobić, czegoś ode mnie wymagają. Wypełniam różnego rodzaju umowy, jeżdżę na koncerty. Czasami śmieję się, że mam przywilej picia w pracy, co raczej nie zdarza się w wielu zawodach. Niektórym wydaje się, że organizowanie koncertów, tras koncertowych to wieczna zabawa, ale żeby ustalić pewne rzeczy, żeby wszystko było idealnie rozegrane logistycznie, żeby nikt nie mógł się czepiać, że czegoś nie dopełniłem, naprawdę trzeba nad tym troszeczkę przysiąść. Traktuję to jako normalną, regularną pracę.
Czym konkretnie się zajmujesz?
Przede wszystkim organizacją wszystkich rzeczy wokół koncertu, tzn. rezerwuję klub, sprawdzam, czy jest tam nagłośnienie, czy sam muszę je załatwić, ogarniam też rzeczy promocyjne, jeśli dany klub się nimi nie zajmuje. Ogólnie można to nazwać logistyką wokół koncertów lub tras koncertowych, które zazwyczaj odbywają się w Europie. W mniejszym stopniu zajmuję się pojedynczymi koncertami w Polsce. Ostatnio robiłem koncert „Heaven Shall Burn” w Poznaniu, teraz będzie „This is Hell” w Toruniu.
Czy europejski trasy koncertowe da się planować siedząc w domu?
Tak. W dobie Internetu jest to po prostu kwestia maili. Dużo daje mi to, że często jeżdżę z kapelami i co jakiś czas odwiedzam te same miasta, znam już tych ludzi, więc to już zupełnie inne kontakty. Piszę maila do kolegi, a nie gościa, którego totalnie nie znam. Oczywiście zdarzają się osoby nowe, ale po paru latach takiego życia zawiązałem już parę znajomości, które procentują.
Odnajdujesz się w tzw. „wielkim świecie”?
Myślę, że tak. Mieszkałem w Pradze, w Berlinie, zjeździłem Europę od Rosji po Portugalię, więc nie mam większych problemów. Poza tym Europa to jeszcze nie wielki świat.
Jak pokonujesz bariery językowe?
Po angielsku mówię dosyć płynnie, oprócz tego mówię też po czesku, trochę po francusku.
Wracając do One Way Tourbooking. Ile kapel masz teraz pod swoją opieką?
Obecnie 10. Sześć zagranicznych: Apostate, Shoot the Girl First, Road To Manila, Cold Night For Alligators, Momma Knows Best, Constellations oraz cztery polskie: Eris Is My Homegirl, Final Sacrifice, Dead on Time oraz Nagły Atak Spawacza.
Czy jest jakiś klucz, w oparciu o który dobierasz te zespoły? Zgadzasz się reprezentować interesy każdej kapeli, która się do Ciebie zgłosi czy wybierasz tylko te, które dobrze rokują?
Teraz decyduję już chyba według tego, jak mi się to widzi. Wcześniej wyglądało to tak, że to ja zabiegałem o to, by móc dla kogoś pracować i po prostu wyrobić sobie jakąś tam markę. Obecnie współpracę podejmuję z tymi zespołami, które zwyczajnie mi się podobają, które mają motywację do pracy i perspektywy. Oprócz tego czasami robię wyjątki i zajmuję się trasą, która wpadnie znikąd, bo chodzi o jakiegoś tam mojego znajomego czy przyjaciela.
Wszystkie kapele, którymi się opiekujesz, wpisują się w nurt muzyki alternatywnej. A czy gdyby jakaś gwiazdka pop zwróciła się do Ciebie z prośbą o zorganizowanie trasy koncertowej to byś się podjął?
Zależy kto by to był.
Załóżmy, że gwiazda disco polo.
Nie, no… W sumie na disco polo niezłą kasę się robi. Znam gościa, który zajmuje się wyłącznie takimi produkcjami, robi 20/30 koncertów w roku i z tego żyje. Powiedzmy, że oferta jest dość kusząca finansowo, ale jeśli chodzi o radość, przyjemność organizowania takiego koncertu czy trasy to jest ona raczej zerowa. Mówiąc poważnie – ciężko jest mi definiować gwiazdę pop.
Jak wiele imprez organizujesz w ciągu roku?
Statystka z zeszłego roku to jakieś 200-250 koncertów. Trudno powiedzieć, że wszystkie je zorganizowałem, bo czasami zdarza się tak, że część trasy jest organizowana przez inną osobę, a część przeze mnie. Niektóre koncerty objeżdżałem jako tour manager, a niektóre nawet jako kierowca. Wszystko żeby nabrać cennych doświadczeń.
Przez sentyment do Złotowa nieco przychylniej patrzysz na miejscowe kluby czy fakt, że się tu wychowałeś w ogóle nie ma znaczenia?
Z Generatorem i z Magazynem jestem jakoś tam związany. W Magazynie swego czasu zorganizowałem koncert kolegów z Avariat Nato. Czasem chciałbym ściągnąć kogoś, kto bardziej pasuje do tego lokalu, ale głównie robię cięższą muzykę. Co do Generatora, uważam, że jest to klub, który ma perspektywy i możliwości organizowania dobrych imprez. Szkoda, że Złotów trochę podupadł koncertowo – nie chciałbym powiedzieć kulturalnie. Kiedyś więcej kapel hardcorowych z górnej półki odwiedzało to miasto, m.in. Sworn Enemy, 100 Demons, Integrity, Born From Pain.
Zgadzasz się z opinią, że Złotów jest kolebką mocnego brzmienia?
Mówi się „Złotów polską stolicą hardcoru” – zgadzam się z tym w 100%. Bywałem w różnych miastach i Złotów jest, a w zasadzie był swoistym fenomenem. Obecnie jest różnie. Kiedy byłem młodszy, chodziło się na koncerty z innych powodów – dla dobrej zabawy, żeby spotkać znajomych, muzyka była dodatkiem do tego wszystkiego. Często nie miało się nawet pieniędzy na piwo, ale na koncert, za te 5 czy 10 zł, się wchodziło. Teraz różnie to wygląda.
Wróżysz karierę któremuś ze złotowskich zespołów?
Jeżeli miałbym komukolwiek wróżyć karierę bądź też pogratulować popularności czy wytrwałości to byłby zespół „1125”, który jest dla mnie wizytówką Złotowa. Tylko ich widzę w „panteonie” gwiazd złotowskich. Są jeszcze dwa zespoły z regionu złotowskiego warte uwagi – „Endless Desire” i „Blues Flowers”. To kapele, które mają perspektywy oraz dobrych muzyków, a w przypadku Blues Flowers osiągi także za granicami. Generalnie ciężko jest mi kogokolwiek oceniać, bo pewnie są też zespoły, o których nie wiem, i które grają w garażu. Mówię o tych, o których mam pojęcie i które znam.
W końcu marca miał się w Generatorze odbyć koncert „Apostate”. Dlaczego występ został odwołany?
Rozchorował się wokalista, musieliśmy odwołać wszystkie trzy koncerty – 1 mieli zagrać w Szwecji, 2 w Polsce.
Jest szansa na to, że w ich terminarzu znajdzie się jeszcze miejsce na Złotów?
Jest duża szansa, wszystko zależy od tego, jak ułoży się cała trasa. Chciałbym, żeby kapela, która jest jednym z moich największych faworytów, pokazała się tutaj.
Przez 5 lat sam grałeś w kapeli. Nie żałujesz, że swoją pasję poświeciłeś na rzecz pracy na karierę innych osób?
Jest to fajne doświadczenie i mogę się tym pochwalić. Może kiedyś moje dzieci będą się cieszyły, że tata nie tylko chodził do szkoły, ale i grał na instrumencie. Może kiedyś znowu zacznę grać… Znam scenę z każdej strony i uważam, że z każdej perspektywy wygląda ona dosyć ciekawie. Zarówno z pozycji stojącego na scenie, słuchającego muzyki, jak i osoby będącej na backstage`u.
Interesami jakiej gwiazdy chciałbyś się zająć?
Chciałbym być managerem „Sex Pistols”, ale niestety McLaren urodził się 60 lat wcześniej. A tak poważnie, to nie mam chyba upatrzonych żadnych gwiazd czy gwiazdeczek… Czy chciałbym się zająć kimś większym? Nie wiem. To co robię daje mi satysfakcję. Nie chciałbym od razu wskakiwać na głęboką wodę i zajmować się zespołem, na który przychodzi kilka tysięcy osób, bo nawet nie wiem, czy, mając tylko kilkuletnie doświadczenie, dałbym sobie z tym radę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze