Pewnego dnia poproszono panią Henrykę, by została członkinią pewnego stowarzyszenia. Pani Henryka odrzekła:
- Jestem już w jednym związku, który absorbuje wszystkie moje siły. Mój mąż Józef jest jego prezesem, a ja piastuję większość urzędów. Proszę mi wierzyć, mam ręce pełne roboty.
- A czym zajmuje się ten związek?
- Jego zakres działania jest olbrzymi. Zajmuje się pielęgnowaniem życia rodzinnego, zagadnieniami wychowawczymi, problemami wyżywienia, troską o zdrowie, wykształceniem, wypoczynkiem, rozrywką i wielu podobnymi.
- Ale nigdy o podobnym związku nie słyszałam.
- To zupełnie niemożliwe – odparła pani Henryka – przecież to moja rodzina!
Panią Henrykę – z domu Żuber – i pana Józefa Czarnomskiego połączyło silne uczucie, aż trudno uwierzyć zatem, że na początku byli oni dla siebie niewidoczni. Wychowywali się w jednej miejscowości, w Sypniewie, mimo teoretycznej bliskości było im jednak do siebie bardzo daleko. Z uwagi na wiek. Różnica piętnastu lat wzajemnej fascynacji kazała rodzić się powoli. Od przeznaczenia podszytego uczuciem nie udało się jednak uciec – pani Henryka, wtedy Henia, dosłownie stanęła na drodze młodemu kawalerowi, kiedy ten jechał na pole koło jej domu. Tak jak niezmienna była trasa, którą poruszał się gospodarz, tak trwałe okazało się być uczucie młodych. Może genialnym spoiwem okazała się właśnie wspomniana różnica wieku? Nie wiadomo, wiadomo jednak, że dała mu ona przywilej, który życie oferuje niewielu – mógł sobie żonę „wychować”. Nie uwierzymy jednak, że urok nie odegrał tu żadnej roli – kawaler musiał pannę oczarować, skoro ta zgodziła się za niego pójść za mąż. Nie tak od razu jednak – zaiskrzyło na weselu u kolegi pana Józefa, gdzie ten bawił się w charakterze gościa, pani Henryka natomiast wspólnie z chórem, w którym śpiewała, pracowała na idealną oprawę muzyczną. Był rok 1964. W 1965 młodzi stali już na ślubnym kobiercu. Owocem ich miłości były dwie córki – jedna z nich odeszła przedwcześnie. Małżonkowie wspólnie z siostrą pani Henryki, Krystyną, wychowali też dwójkę dzieci swojej zmarłej siostry Janiny. Dziś państwo Czarnomscy, sprawdziwszy się w jednej życiowej roli – rodziców, realizują się w drugiej – dziadków. Małżonkowie doczekali się wnuka i dwóch wnuczek.
Upływający czas, troski dnia codziennego nie nadwyrężyły ich uczucia. Wręcz przeciwne – przyprawione szczęściem spowodowały, że ich miłość stała się jak złoto. Szlachetna jak ten metal i tak samo trwała.
Henryka i Józef Czarnomscy ślubowali 24 października 1965 roku w Urzędzie Stanu Cywilnego w Sypniewie. Dokładnie 50 lat później ponownie stali się bohaterami dnia – jubileusz złotych godów małżonkowie świętowali otoczeni rodziną. Tak liczną, że tym razem gości zaproszono do sali sesyjnej, a nie, jak się to dzieje w przypadku innych jubileuszy, do zdecydowanie ciaśniejszej sali ślubów jastrowskiego USC. Tam burmistrz Piotr Wojtiuk wraz z przewodniczącym rady miejskiej Piotrem Kurzyną wręczyli państwu Czarnomskim nadane przez Prezydenta Medale za Długoletnie Pożycie Małżeńskie. Wcześniej ze strony kierownik USC Jolanty Żendel padło wiele ciepłych słów, były też serdeczne życzenia – również od bliskich. Do tego szampan i morze kwiatów. Szczęście.
Gratulujemy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze