Reklama

Życie, nie odchodź. Trudna historia.

13/10/2015 06:05
Pan Florian nogi czuje dwa razy w miesiącu. Zaraz potem spada. Czasem widzi też ten pociąg. - Dwie sekundy mi zabrakły, żeby się uratować...

-Ludzie, co wy głupie jesteście?! Ledwo zipię, każą dmuchać, krew biorą. Ta policja, ze dwadzieścia sztuk ich tam było w szpitalu... - Florian Białecki pamięta czas po wypadku. Trzeźwy jest w 100%. Umysł tylko trochę tępią mu leki przeciwbólowe.

- Jaki czyn samobójczy? Podłamany tym wszystkim byłem, licho się czułem, ludzi tłok był, zemdlałem, potknąłem się, ups...

Rozmawiamy w wynajętym mieszkaniu. Stara meblościanka, ława na wysoki połysk, rozkładana kanapa z obiciem w brązowe kwiaty. - Tu nic nie jest moje – skarży się 39–latek zwany „Muzykiem”. W jednym rogu stoją pożyczone organy, w drugim zrefundowane nogi.

Reklama

Człowieka coś gna

Florian Ireneusz Białecki pochodzi z Zalesia. Tam też pracował w stolarni. - Kierownikiem byłem – zaznacza. Stamtąd ruszył w ślad za rodakami, a dokładniej za euro. - Pojechałem do Holandii, do słoneczników – precyzuje. - Wiadomo, w tej Polsce co to zarobisz – 1500 zł i weź wyżyj, nie? Tam było spokojnie trzy razy więcej – zastrzyk finansowy miał być na remont rodzinnego domu. - Przyjechałem, to był szok termiczny. Co to ludzie mogą zrobić z podłości, z nienawiści i z zazdrości. Rodzina i wszyscy dookoła. Z domu został piach i tynki – wtedy mężczyzna pierwszy raz pisze list o pomoc. „Nasz nowy dom” to program telewizyjny, w którym w sześć dni stacja odmienia komuś życie. Polsat do pana Floriana nie przyjechał, ale jego życie zmieniło się w sekundę. Za sprawą pociągu.

14 października 2013 roku Florian Białecki chciał odwiedzić syna. 9-latek mieszka z mamą w Pile. 
- Tłok był, ścisk, wszyscy chcieli być pierwsi przy drzwiach. No i stało się – mieszkaniec Złotowa widzi nadjeżdżający pociąg relacji Chojnice - Piła. - W ostatnim momencie ręce schowałem za głowę. Nóg już nie zdążyłem, tylko jedną trochę, a i tak te spodnie wciągnęło. Wybroniłem się jak mogłem. Dwie sekundy mi zabrakło albo sekundy, żeby te nogi wciągnąć – pan Florian poprawia się w fotelu. Ręce ma silne, bez trudu unosi pozbawione podudzi ciało. Przyciszonym głosem opowiada: - Dobrze, że było tam dużo ludzi. Taki pan mi ścisnął krawatem jedną nogę, drugą paskiem. Na torach leżałem. Takie mam wizje tego pana. Chciałem go kiedyś odnaleźć, ale chyba nie odnajdę... – były piłkarz „Piasta” Zalesie wie, że już nie zagra. Ani w ataku, ani w pomocy; na bramce, na którą przeszedł z wiekiem, też nie stanie. - Cała historia, wszystko to, co kochałem, tego nie ma. Patrzę, nogi się trzęsą i koniec. Co tu myśleć? Dopiero po operacji czułem ból – w szpitalnym łóżku nawet nie wyobrażał sobie, że fizyczne cierpienie to ledwie przedsmak tego, co go czeka.

Reklama

Później krążył po oddziale w poszukiwaniu tabletek i noży. Szansę, by dodać śmierć serca do zgonu nóg odebrała mu pielęgniarka. - Wtedy to już miałem takie skłonności – mówi o samobójstwie. - Nawet pan nie wie, co to jest! Zwiążę panu dwie nogi, niech pan usiądzie... Da pan radę na kolanach się ślizgać. A na dwór wyjść? Po schodach? Ja jednego kolana nie mam – mężczyzna zadziera kikuty w górę, jakby komuś wygrażał.

Klamoty za 20 tys. zł

Ruch zaczyna się w biodrze, przechodzi przez sztuczne kolano uszczelnione gumkami z dziecięcej zabawki i kończy na sztucznej stopie. W dresie po pięty i białych adidasach Florian Białecki idzie przez miasto. Prze naprzód rękami wspartymi na kulach. - Ubieram te klamoty jak muszę iść do lekarza – mężczyzna z wyrzutem pokazuje ubrane w dżinsy protezy. - Ludzie mówią „Patrz jak ma dobrze, spaceruje sobie ”. A kto mnie zawiezie? - niepełnosprawny głośno wyrzuca swój ból. - Tylko jedną kobitę szanuję, moją lekarkę – panią Sadowską, tylko ona mnie wspiera. „Trzymaj się chłopie, trzymaj. Radzisz sobie, podziw. Po tak krótkim czasie bez dwóch nóg wychodzisz na miasto” - drugą kobietą, o której powie potem, jest Gienia – matka jego nienarodzonego dziecka.

Reklama

Po drodze z Zamkowej do centrum pan Florian przystaje wiele razy. - Dobrze, że ławki są po drodze. O Jezu, kuźwa mać - chociaż tyle tej dobroci. Tylko jedną mi zabrali koło urzędu miasta...
Gdy F. Białecki zakłada protezy wygląda jakby niesprawny był przez chwilę. Jakby kontuzja była do zaleczenia. Mało brakowało jednak, by nie mógł tworzyć takiego wrażenia. Pół roku po stracie nóg, na komisji orzekającej o stopniu niepełnosprawności, dowiedział się, że powinien mieć protezy. Kody dali mu niczym dla kapitana Hooka – na lej z kikutem. - „Co oni cię tak potraktowali jak dziadka, takie g... ci wcisnęli najtańsze? Przecież ty musisz mieć z kolanem” mówił mi pan, który brał ze mnie miarę. Dał mi kody na lepsze protezy. Idę do lekarza, a ten się na mnie drze. „Kto ci to zrefunduje?! Czy on oszalał? Pieniądze masz?” A skąd. Ale uprosiłem te kody, może coś się wymyśli, jak mają być te lepsze protezy. Tam dali mi faktury na 20 tys. złotych. Matko Boska, tyle to kosztuje? NFZ zrefundował mi połowę, a drugą dało mi Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Złotowie – pan Florian odsuwa wózek, żeby lepiej widzieć swoje nowe nogi. - Pół roku i po nich. 20 tys. zł... Samochód by kupił. Zobacz se pan, jak te protezy wyglądają. Kolano rozwalone, lej pięć razy klejony...

W sierpniu mężczyzna złożył wniosek o nowe. Za 34 tys. złotych. Pieniądze chciałby z programu Aktywny Samorząd. - Okazało się, że musiałbym zrezygnować ze wszystkiego, co mam, iść do PUP się zarejestrować, że jako niepełnosprawny poszukuję pracy i wtedy jestem aktywny. Wtedy może by mi zrefundowali te protezy. A z czego będę żył?! Z jakiej aktywności?! I kto mi da pracę, jak zdrowy człowiek tutaj, kuźwa, pracy nie ma?!

Reklama

Szukaj sobie mężczyzny

Zasiłek stały – 389 zł, pielęgnacyjny – 153 zł. Do tego ponad 200 zł miesięcznie dotacji z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Złotowie. Takimi pieniędzmi dysponuje Florian Białecki. Na rentę nie zasłużył. - Weź tu żyj, panie. Chociaż żeby to starczało „od do” na ten chleb, to już bym miał lżej. Byłem w opiece, prosiłem ich o to. Nic nie mogą, takie mają regulaminy. Ja nie jestem wybredny, chleb z pasztetem będę jadł, ale żebym go miał – inwalida wynajmuje lokal w Złotowie, płaci ok. 1000 zł miesięcznie. Na szczęście jest Gienia.

Reklama

Muzyk to pseudonim Floriana Białeckiego. Tak też wołali na niego koledzy z Piasta Zalesie

Gienia ma dwóch synów: 17- i 4-letniego. I chorobowe, bo jest w ciąży z córką pana Floriana. Razem dają radę. - To jest koleżanka mojej siostry. Przyjeżdżała, gdy tam mieszkałem. „Jezu kochany, co ty masz za życie?!” - mówiła. Przyjeżdżała, przyjeżdżała, ja nie chciałem. Mówiłem: szukaj sobie mężczyzny – 39-latek opowiada, jak mimo braku nóg doszedł do szczęścia. - „Mi niepotrzebny jest dziad, że będzie chlał i będzie mnie bił. Damy sobie radę. Trochę grosza masz, byle był spokój w domu”. Tyle mogłem jej obiecać – wspomina. I choć on przestał już Gieni odradzać siebie, to ochoczo robią to inni. - Wydzwaniają do niej z rodziny, znajomi: „Zostaw tego kalekę. Po co ci to?” Kobita się nie poddaje. „Co on ci da, kaleka, jeb...?” Panie, co ja tutaj przechodzę... Już ostatnio chciałem się poddać. Już mnie brało znowu. Mało nie brakowało już by mnie nie było. Mało co. Kolega mnie uratował...

Reklama

Córka pana Floriana urodzić ma się w październiku. W dwa lata po jego stracie.

Żebrak z Facebooka

Czego pan potrzebuje? – pytam, przeglądając pisma słane do fundacji rozsianych po Polsce. Do żadnej pan Florian nie pasował. Był za stary, za młody, nie tak chory jak trzeba. - Wszystkiego. Każdej pomocy. Nie odmówię niczego. Co tylko ludzie by dali, to wezmę. Nie wstydzę się żadnej pomocy – wyrzuca jednym tchem, ale przez zaciśnięte zęby. - Żebram panie. Piszę na Facebooku o pomoc. I wiesz pan, co piszą? „Do roboty się ch... weź! Co, źle ci?” - słowa mężczyzny z każdym krzykiem wdzierają się w uszy coraz mocniej. Tak samo jak te o urwanym kontakcie z synem. Też przez Facebooka. - Kaleka, to już won. Tłumaczyłem mu, że kiedyś mu wszystko opowiem. Ale teraz jak kobietę poznałem, to już zazdrość jest „Bo wychowujesz inne dzieci”. Chciałbym tam pojechać, ale nie mam za co, czym, jak... - pan Florian przesiada się na wózek, by z barku wyjąć dokumenty poświadczające niesprawność. Sam słowa inwalida czy kaleka nie używa ani razu. Wciąż nie przywykł do ułomności. - Jak wstaję z łóżka, to lecę. Taki odruch jest. Dwa razy w  miesiącu czuję nogi. Siedzimy, rozmawiamy, przychodzi nagle taki trik, że chcę wstać i pójść. I wtedy leżę. Na to nie ma wpływu. Ups...

Reklama

Z perspektywy podłogi świat wygląda inaczej. W bezsilności rodzi się refleksja. - Ludzie, ja nie wiedziałem, że te kaleki i inwalidy, które pokazywali w telewizji, że to się dzieje naprawdę. Dopiero teraz tego doświadczyłem. Gdzie ja z jakiejś opieki korzystałem? Po co mi to było? Byłem kierownikiem, miałem pieniądze, nawet nie powiem, pomagałem niektórym. Czy w opale, czy finansowo. Przychodzili do mnie, bo wiedzieli, że mam. A teraz? Szkoda gadać – mieszkaniec Złotowa chciałby machnąć ręką na wszystko. Ale nie może zrozumieć, dlaczego opieka mówi, że może go wywieźć do domu pomocy i będzie na niego płacić. Co najmniej trzy tysiące miesięcznie, a pomóc na miejscu nie może. - No to nie mogą dać chociaż połowę z tego tutaj?! - nie rozumie przytaczanych mu paragrafów.

W maju dostał z gminy Złotów informację, że jest na liście oczekujących na mieszkanie komunalne.

Reklama

- Panie, poleciałem tam jakby mi nogi odrosły. Ale gdzie tam, nie należy się – krzyczy pan Florian, choć w piśmie czytamy, że pozostaje on na liście oczekujących. - Muszę tylko zmienić wniosek, bo nie jestem sam, ale z Gienią i dziećmi – zauważa F. I. Białecki. Póki co musi czekać.
Według ZUSu niezdolny do pracy jest do końca maja 2018 roku.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości