Reklama

Życie po piłce - czym zajmie się Jakub Wawrzyniak, gdy odwiesi buty na kołku?

09/06/2018 18:00
Nie będzie dłużej zawodnikiem Lechii Gdańsk. Jego piłkarska kariera powoli dobiega końca. – Mam firmę, którą chcę rozwijać – z wielokrotnym reprezentantem Polski rozmawia Piotr Steffen

Kibice coraz bardziej żyją zbliżającymi się mistrzostwami świata. Pomimo dłuższej przerwy w grze w kadrze po cichu liczyłeś jeszcze na powołanie do reprezentacji?

Nie.

Dawno porzuciłeś taką myśl czy jeszcze kilka miesięcy temu byłeś skłonny uwierzyć, że jeśli będzie forma powołanie będzie realne?

Temat zakończył się po mistrzostwach Europy w 2016 roku. Od tego czasu absolutnie nie było takiego tematu, moja przygoda z reprezentacją została zakończona.

Końcówka tego sezonu była bardzo nerwowa dla Twojego aktualnego klubu.

To był słaby sezon. Od początku nie prezentowaliśmy się tak, jak chcieliśmy. Wynikiem tego było to, że do końca musieliśmy grać o utrzymanie. Dlatego krytyka, jaka pojawia się względem piłkarzy Lechii Gdańsk, ale też w ogóle klubu, jest w pewnym sensie zrozumiała. Mój kontrakt z klubem kończy się 30 czerwca. Nie będę dłużej piłkarzem Lechii Gdańsk.

Reklama

Co się stanie od pierwszego lipca?

W ostatnim czasie byliśmy skupieni przede wszystkim na zakończeniu rozgrywek. Zmiana klubu to jest świeży temat, w zasadzie sprzed kilku dni. Nowe kadry zespołów właściwie dopiero zaczynają się kształtować, być może coś w kwestii ewentualnych przejść na dobre ruszy się w połowie czerwca.

Możesz zdradzić, gdzie prawdopodobnie będziesz grać w przyszłym sezonie?

Transfery lubią ciszę. Im jest ciszej, tym lepiej prowadzi się takie rozmowy.

Zakładasz sobie, ile lat chcesz jeszcze grać w piłkę?

Ja mogę sobie zakładać, natomiast prawa rynku są takie, że kluby chcą przede wszystkim młodych zawodników. Zbyt dojrzały wiek jest przeszkodą, a ja za chwilę skończę 35 lat. Dlatego biorę pod uwagę ewentualność, że nie znajdę klubu. Takie są piłkarskie realia. Coś jednak jest na rzeczy, dlatego na razie spokojnie podchodzę do tematu.

Reklama

Te rozmowy prowadzisz indywidualnie czy ktoś toczy je w Twoim imieniu?

Wszystko dzieje się na zasadzie menadżerów. Siedzę już trochę w piłce, znam kilka osób, które kręcą się na rynku transferowym właśnie wśród menadżerów i oni doskonale wiedzą, że są na rynku wolni piłkarze.

Debiut w ekstraklasie zaliczyłeś w 2004 roku w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. Później był Widzew Łódź, Legia Warszawa, Panathinaikos Ateny, Amkar Perm no i obecna Lechia – możesz krótko powiedzieć o okresie spędzonym w każdym z tych klubów?

Trudno o taką ocenę w kilku zdaniach, zwłaszcza, że w każdym z klubów trochę jednak grałem. Priorytetem zawsze było dla mnie, żeby zmieniając klub starać się o dalszy rozwój. Kluby traktowałem jako przystanek do tego, żeby stawać się lepszym piłkarzem. Do momentu wyjazdu do Rosji tak właśnie do tego podchodziłem. Zdecydowanie najwięcej dała mi oczywiście Legia Warszawa, ale o każdym klubie mógłbym sporo opowiadać. Bardzo mile wspominam również transfer do Widzewa, z którym wywalczyliśmy awans do ekstraklasy.

Reklama

Dlaczego mówisz, że każdy krok do czasu wyjazdu do Rosji był motywowany piłkarskim rozwojem? Decyzja o wyjeździe za wschodnią granicę bardziej wiązała się z finansowymi kwestiami?


Pozostało jeszcze 86% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

[[pay]]

A dlaczego poruszasz kwestie finansowe? Nie. Chodzi o to, że przechodząc do Legii trafiłem do najlepszego polskiego klubu, przynajmniej jeśli oceniać na podstawie ostatniego dziesięciolecia. W przypadku Rosji to był wyjazd do ligowego średniaka. Sytuacja była wtedy taka, że kończył mi się kontrakt w Legii i wiedziałem, że umowa nie zostanie przedłużona na takich zasadach, jak bym sobie życzył. Zależało mi wtedy na tym, żeby przede wszystkim grać, stąd taka była moja reakcja na ówczesną sytuację w Legii. Dlatego też kiedy pojawiła się opcja transferowa do Rosji, chciałem z niej skorzystać.

Reklama

Jak wyglądały kulisy powrotu do Polski?

W Rosji złapałem kontuzję. Miałem zapis w kontrakcie, że mogę leczyć się w Polsce. Wróciłem, w Warszawie przeszedłem zabieg u doktora Jacka Jaroszewskiego, obecnego lekarza reprezentacji Polski. Rehabilitowałem się na Legii, pracując z jednym z fizjoterapeutów. Po jednych z zajęć poszedłem z kolegą do restauracji, gdzie przebywał akurat jeden z menadżerów. Rzucił temat, czy nie chciałbym wrócić do Polski, konkretnie do Lechii Gdańsk. To było przypadkowe spotkanie.

Okres spędzony w Legii był najbardziej prestiżowym czasem Twojej kariery?

W pewnym sensie na pewno tak. To najbardziej rozpoznawalny klub w Polsce. Transfer do takiego klubu sam w sobie jest wielkim wyróżnieniem. Tam niemal zawsze jest na meczach komplet wymagającej publiczności.

Reklama

Grając w Legii piłkarz rzeczywiście musi być nastawiony na inny poziom psychicznej odporności?

Trudno to ocenić. Inaczej jest, gdy sam grasz dla Legii, natomiast gdy trafiłem do Lechii, w gdańskiej szatni przekonałem się, jak bardzo piłkarze przygotowują się na mecze z Legią. Wszyscy zawsze chcą z nią wygrać, maksymalnie się koncentrują. Dlatego z jednej strony gra dla Legii to wielkie wyróżnienie, ale z drugiej co tydzień faktycznie duże obciążenie.

Kibice Legii czy Lecha Poznań oceniani są jako jedni z najbardziej wymagających względem piłkarzy swoich klubów. Kiedykolwiek na własnej skórze odczułeś, przekonałeś się, jak bardzo gorąca bywa relacja między zawodnikami a kibicami?

Oczywiście. Może dziwnie to zabrzmi, ale takie są polskie realia jeśli chodzi o kibiców. Prawda jest taka, że jak jest dobrze, klepią cię po plecach, a jak jest źle… Tak samo jak po zwycięstwach noszą cię na rękach, tak mogą zrobić bardzo różne, dziwne rzeczy po porażkach. Za granicą odmiennie to funkcjonuje, przynajmniej w tych klubach, w których grałem.

Reklama

Kiedykolwiek była opcja Twojej gry w innym zagranicznym klubie? Kilka lat temu nazwisko Jakuba Wawrzyniaka łączono z kilkoma klubami, pojawił się nawet news o tym, że zainteresowanie Tobą wyraził Juventus Turyn.

Transfer do innego zagranicznego klubu był realny. Inna sprawa, że część informacji, jakie wtedy się pojawiały, to były kompletne bzdury, wymysły, które nie miały żadnego potwierdzenia w realiach, tak było chociażby w przypadku wspomnianego Juventusu. Natomiast pewne rozmowy miały miejsce. Prawda jest taka, że dopóki piłkarz jest młody, gra w dobrym klubie, który w danym kraju regularnie walczy o mistrzostwo, a do tego jest reprezentantem kraju, jest zainteresowanie jego osobą. O wielu klubach w takich przypadkach jednak w ogóle się nie mówi, informacje o takim zainteresowaniu nie wychodzą na światło dzienne. I bardzo dobrze, że tak jest.

O tych klubach nie mówi się nawet wtedy, gdy kariera jest już na finiszu?

Nie w tym rzecz. Kiedy przez siedem lat grasz w takim klubie jak Legia i jesteś w formie, a gra wychodzi na dobrym poziomie, zainteresowanie ze strony innych klubów jest naturalne. Jest oczywistą sprawą, że zagraniczne kluby interesują się zawodnikami najlepszej polskiej drużyny. Natomiast inna sprawa, że od zainteresowania do transferu droga jest bardzo daleka. W moim przypadku tych propozycji nie było może bardzo dużo, ale dochodziły do mnie sygnały, że jakieś kluby się mną interesowały.

Reklama

Czego po kilkunastu latach kariery szczególnie żałujesz?

Nie mam czegoś takiego, że analizuję, co by się stało, gdybym inaczej się zachował czy podjął inną decyzję.

Największego poczucia zaszczytu, dumy dostarcza Ci…

Fakt rozegrania czterdziestu dziewięciu meczów w reprezentacji Polski. Chodzi o to, że zakładasz koszulkę z orłem na piersi z poczuciem, że znajdujesz się w gronie najlepszych wśród czterdziestomilionowego narodu.

Czym różni się Jakub Wawrzyniak z końcówki lat 90-tych, gdy wypływał na głębokie wody, od obecnego piłkarza z kilkunastoletnim doświadczeniem?

Jedynie kolorem włosów i większą ilością zmarszczek. Mentalnie człowiek też się na pewno zmienił, inaczej patrzy na wiele rzeczy. Poznałem, jak to wszystko funkcjonuje, jestem trochę mądrzejszy o swoje doświadczenia.

Reklama

„Zdobyłem więcej w piłce niż kiedykolwiek przypuszczałem” czy „mam cały czas niedosyt, powinienem był osiągnąć więcej” – które z tych przemyśleń jest Ci bliższe?

Zdecydowanie to drugie. Ten niedosyt dotyczy przede wszystkim przekonania, że zdobyłem na mało trofeów i rozegrałem za mało meczów w reprezentacji Polski. Do reprezentacji byłem powoływany w okresie dziesięciu lat. Rozegrałem czterdzieści dziewięć meczów na możliwych osiemdziesiąt-dziewięćdziesiąt. Jeśli chodzi o trofea, mam dwa tytuły mistrza Polski i cztery Puchary Polski. Pod tym względem też mogło być zdecydowanie lepiej.

Sześć trofeów na najwyższym ligowym szczeblu i pół setki występów w kadrze wielu brałoby w ciemno, gdyby na początku kariery zaproponować im taki scenariusz.

Oczywiście. Sam, gdybym na początku przygody z piłką miał taką możliwość, brałbym takie zakończenie w ciemno, ale gdy już tam jesteś, gdy grasz i walczysz, chcesz więcej. Wicemistrzostwo, szczególnie grając w Legii, gdzie celem jest tytuł, zawsze traktowałem jako porażkę.

Reklama

Finisz kariery, kiedykolwiek i gdziekolwiek nie nastąpi, na pewno się zbliża. Co będzie dalej?

Jakkolwiek, ile razy o tym myślę i nawet podświadomie przygotowuję się na zakończenie kariery, wiem, że nigdy nie będę na to gotowy. Od małego chłopca chciałem grać w piłkę i przez całe zawodowe życie uprawiam ten sport. Od ponad dwudziestu lat wstaję rano z perspektywą, że jest przede mną trening i prawdę mówiąc nie wiem, jak to będzie, kiedy mi tego zabraknie. Gdy to już się stanie, na pewno trzeba będzie trochę pocierpieć. Mam jednak plany na przyszłość.

Są związane z piłką?

Nie do końca. Nie chciałbym jednak o tym na razie głośno mówić, niech te pomysły zostaną póki co w sferze moich planów.

Reklama

Trener, działacz piłkarski, właściciel szkółki?

To nie są nierealne tematy, ale raczej mało prawdopodobne. Mam świadomość, że piłkarz i trener to dwa różne zawody. Nie wiem, czy złapałbym takiego bakcyla do trenowania jak złapałem do grania. Trudno mi też powiedzieć, czy mam do tego potencjał, chyba raczej w tym momencie nie wyobrażam sobie siebie w takiej roli. W tej chwili to, co wiem na pewno, to że mam firmę, którą chcę dalej rozwijać.

Możesz powiedzieć o niej dwa zdania więcej?

Nie chciałbym. To nie są tematy związane z piłką, a jednak kojarzony jestem przede wszystkim z piłką nożną i niech tak zostanie.
Ta działalność dopiero się rozkręca czy dzieje się już jakiś czas?
Toczy się od pewnego czasu w Warszawie, prowadzimy ją wspólnie z kolegą.

W kontekście słowa przyszłość jakkolwiek mieści się Złotów?

Pod kątem zawodowym raczej nie. W działalności, o której myślę, w Złotowie trudno byłoby się rozwijać. Natomiast w kwestii ponownego zamieszkania tutaj w przyszłości… Tyle razy w życiu się przeprowadzałem, że przynajmniej jeszcze raz też się na pewno przeprowadzę. Obecnie mieszkamy w Gdańsku, kupiłem tutaj mieszkanie, natomiast wiem, że w przyszłości chciałbym mieć dom. Mam działkę pod Złotowem, która cały czas czeka na kolejne inwestycyjne ruchy. Pewnie pozostaje tylko pytanie: kiedy? Ze Złotowa wyjechałem w wieku piętnastu lat, ale przez wszystkie lata regularnie tam przyjeżdżam, mieszkają tutaj rodzice i brat.

Zaczęliśmy od kadry, na niej też skończmy. Wciąż masz kontakt z kolegami, którzy pojadą na mistrzostwa świata?

Tak. To nie jest przecież tak, że wspólnie trenujemy, spożywamy posiłki, rozjeżdżamy się do domów i koniec. Tego wspólnego czasu spędzaliśmy, zresztą nie tylko podczas zgrupowań, dużo więcej. Nawet jeśli ktoś wypada z reprezentacji, niektóre relacje zostają.

Z kim z reprezentacji najbardziej trzymałeś sztamę i do teraz ma to miejsce?

Szczególnie w tych ostatnich latach mieliśmy taką grupę, która m.in. przy stole zawsze siedziała razem. W niej byłem m.in. ja i Kamil Glik. Graliśmy obok siebie na boisku, ja z lewej strony, on po lewej stronie środka defensywy i być może dlatego te nasze relacje przeniosły się poza boisko.

Jak rokujesz kadrze w turnieju, który rozpocznie się za niespełna kilkanaście dni?

Trudno powiedzieć, tym bardziej, że zespoły, z którymi będziemy grać w grupie są dla nas egzotyczne. Moim zdaniem to jest bardzo trudna grupa, wydaje mi się, że rywale są jeszcze bardziej wymagający niż miało to miejsce podczas mistrzostw Europy we Francji. Dlatego nie chciałbym bawić się w rokowania. Co będzie, to będzie. Najważniejsze to wygrać pierwszy mecz.

Kto jest Twoim faworytem do mistrzostwa?

Bez względu na wszystko dla mnie zawsze są nim Niemcy.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Doctor Strange - niezalogowany 2018-06-12 10:30:20

    Był za cienki taka jest prawda a to może tylko dodatek.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Prawda - niezalogowany 2018-06-11 21:33:30

    Zrobił dużo jako mieszkaniec Zlotowa, gratuluję i oby każdy zlotowianin tyle osiągnął.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Nowy - niezalogowany 2018-06-11 20:12:47

    A ja gratuluję kariery i dziękuję za wspaniałe emocje

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości