-Od lat żyjemy w strachu – Elżbieta Komorowska nie czuje się bezpieczna pod własnym dachem, ponieważ ten, jak obawia się kobieta, wskutek osłabionych, spękanych szczytów budynku może w końcu runąć. Równie prawdopodobny jest inny scenariusz. - Ostatnio uciekłam z pokoju. Wyjrzałam przez okno – ulicą jechała ciężarówka z dłużycą. Tak się przechyliła w naszą stronę, że myślałam, że runie. Wleci kiedyś taki TIR do domu i wszystkich pozabija – mieszkanka Sypniewa żyje w ciągłym napięciu. Wybrzuszenie jezdni i duży spadek w kierunku jej domu dokucza również w inny sposób. W deszczowe dni pod drzwiami jej i sąsiadów, mieszkających w tym samym budynku, robi się kałuża. Dobrze, gdyby na tym się kończyło. Tymczasem... - Kiedyś w środku nocy musiałam budzić szwagra, bo zaczęło mi się lać do altanki – wspomina pani Elżbieta. - Dziwne, że boimy się spać? - pyta. Nie tylko ulewy spędzają jej sen z powiek. Silny wiatr – również. - Ostatnio, kiedy tak wiało, przez całą noc oka nie zmrużyłam – wspomina nasza rozmówczyni. Obawia się ona, że nadwyrężany latami szczyt kiedyś nie wytrzyma. - Że w końcu „walnie”, poleci na sufity i na nas – oby ten scenariusz nigdy się nie ziścił. - Trzeba tę drogę zrobić, bo inaczej psychicznie się wykończymy – uważa. Mowa o około 400-500 m odcinku od wjazdu do Sypniewa ze strony Brzeźnicy do remizy miejscowej OSP.
Opowieści Elżbiety Komorowskiej nie są przesadzone – z podobnymi problemami borykają się również inni mieszkańcy ul. Mickiewicza. - U nas w mieszkaniu też szczyt, sufity popękane – mówi Franciszka Czarnomska, mieszkająca w tym samym budynku co jej przedmówczyni. Na spotkanie przy drodze przyszła w imieniu córki, z którą mieszka, pani Danuty. Jej słowa popierają inni – Tadeusz Klimczyk i Henryk Radzymiński. - W rejonie tego odcinka drogi wszystkie domy są popękane. Jedne bardziej, inne mnie, ale wszystkie – podkreśla pierwszy z panów. Co do powodów wszyscy są zgodni – fatalnej jakości droga o koszmarnym standardzie i ruch, który w ostatnich latach szaleńczo się wzmógł. W ciągu kilkunastu minut naszej rozmowy mija nas kilkanaście ciężkich zestawów. Do tego auta osobowe, niektóre z prędkością ewidentnie wyższą niż 50 km/h. - Mamy tu odpowiednie znaki, ograniczenia prędkości, ale po pierwsze nie wszyscy się do nich stosują, po drugie jezdnia jest byle jaka, zbyt wąska, dziurawa i jeszcze ten ostry zakręt... - radna Jolanta Łatka, która również uczestniczy w naszym spotkaniu zwraca uwagę na niefrasobliwość niektórych kierowców. O jakości jezdni wypowiada się Ryszard Król. - Na odcinku od skrzyżowania w kierunku remizy pod asfaltem jest bruk. Dalej przez wieś i od wspomnianego skrzyżowania w kierunku Jastrowia szła kiedyś „betonówka” i to z pewnością była lepsza podbudowa niż ta – uważa radny. - Kiedyś jeździł tu tylko koń z wozem, a teraz... Auta po dwadzieścia parę ton z załadunkiem – zwraca uwagę. W ostatnim czasie ruch znacząco się nasilił. Prócz ciężarówek dotychczas kursujących głównie do dwóch sypniewskich tartaków drogę obciążają również te dojeżdżające do powstałej niedawno fermy drobiu. To jedna rzecz. Druga – przez Sypniewo biegnie prawdziwie turystyczny szlak – w weekendy przejeżdżają tędy dziesiątki busów z przyczepami załadowanymi kajakami, zmierzające do pobliskich Nadarzyc. Prawdziwą próbę „powiatówka” przeżywa jednak w sierpniu, kiedy to do Bornego Sulinowa na kolejne zloty pojazdów militarnych zjeżdżają się pasjonaci z całego kraju. Domy, regularnie poddawane drganiom, mają prawo ich nie wytrzymywać. Z tym wiążą się konkretne koszty – pani Elżbieta jest zmuszona wyremontować szczyt swojego domu. Jak mówi, kosztować będzie ją to ok. 10.000 zł. Mało tego – jeśli remont drogi miałby się odwlec, będą to pieniądze wyrzucone w błoto, bo kłopoty z pewnością będą powracać.
Odcinek drogi, o którym mowa, wskutek decyzji podjętej przez radnych podczas czerwcowej sesji doczeka się remontu. Jak prognozuje burmistrz Piotr Wojtiuk, prace rozpoczną się w sierpniu i będą efektem finansowej kooperacji gminy, w budżecie której zabezpieczono na ten cel 80 tys. zł z powiatem, który wyłożyć ma 90 tys. zł.
- Chcemy unaocznić, że ten remont, na który czekamy latami, jest naprawdę konieczny – odpowiadają nasi rozmówcy. Chcą, by ich głos dotarł szczególnie do przewodniczącego rady Piotra Kurzyny, który podczas sesji, z uwagi na zbyt małe jego zdaniem finansowe zaangażowanie ze strony powiatu, zaproponował, by odłożyć podjęcie decyzji o remoncie tej drogi do kolejnego posiedzenia (radni nie zaakceptowali tego pomysłu). - Niech Pan zobaczy te pękania – pani Elżbieta i jego zaprosiła do oględzin. Chwilę później przewodniczący, tak jak podczas sesji, powiedział, że nie ma wątpliwości co do tego, że droga powinna być zrobiona, chciałby jednak po pierwsze, aby udział powiatu był większy, po drugie – by spróbowano pozyskać zewnętrzne środki na realizację tego zadania. Tak czy inaczej – teraz już jest po ptakach. Decyzja została podjęta. Piotr Wojtiuk określa ją mianem słusznej. - Możemy oczywiście oglądać się na powiat, ale wtedy prędko nie doczekamy się remontu, możemy też podjąć współpracę i zrobić coś razem – powiedział mieszkańcom burmistrz. - Wybraliśmy drugą opcję, bo taka była potrzeba – podsumował. Jolanta Łatka zaznaczyła natomiast, że wykonanie tego odcinka drogi pozostanie bez wpływu na planowaną w najbliższych latach budowę kanalizacji, ponieważ szerokie pobocza pozwalają na zlokalizowanie sieci poza jezdnią, ta nie będzie więc naruszana. Potwierdził to burmistrz. Do wszystkich tych zapewnień mieszkańcy Sypniewa podeszli z pewną dozą nieufności. Dlaczego? - O remoncie tej drogi słyszymy od lat, najczęściej przed wyborami, a po wyborach jest figa z makiem. Nie jedna komisja już się tu zebrała, a potem nic z tego nie było – to ich odpowiedź.
Uspokoił ich Adam Dzbuk. - Wszystko jest w toku – powiedział radny z Samborska. Wkrótce będzie można spać spokojnie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze