Reklama

Życie siłacza Mateusza Skrentnego zawisło na włosku

21/10/2016 19:00
W ekspresowym tempie osiągał kolejne sukcesy. Do Ameryki wyjechał, żeby przygotować się do zawodów firmowanych przez Arnolda Schwarzeneggera. Spełnienie marzeń mogło przerodzić się w życiowy dramat – kilka tygodni temu Mateusz Skrentny przeszedł operację na otwartym sercu

Niewielu wiedziało, że celem wyprawy za ocean 29–letniego mieszkańca Lipki są przygotowania do zawodów i start w jednym z najbardziej prestiżowych na świecie wydarzeń sportowych. Nie tylko dla kulturystów, ale przedstawicieli wielu dyscyplin, którzy co roku mogą sprawdzić się podczas Arnold Classic Sports Festival.

Impreza organizowana jest w wielu krajach, chyba na wszystkich kontynentach, ale w Ameryce jest jej kolebka. Tam odbyły się pierwsze takie zawody

– rekonwalescent mówi o tym, dlaczego wybrał się za wielką wodę. Kwintesencją kilkumiesięcznego obozu treningowego miał być start w zawodach zaplanowanych na pierwszy weekend marca przyszłego roku.

Reklama

Otrzymałem zaproszenie od trenera polskiego pochodzenia, Paula Wilka. W Polsce miesiąc wcześniej rozpocząłem już wprawdzie treningi w Toruniu, ale gdy otrzymałem telefon, wiedziałem, że takiej okazji nie można zaprzepaścić

– wspomina.

Uścisk Arnolda

Przez wiele lat Mateusz był strongmanem. Przed niespełna rokiem pochłonął go świat kulturystyki.

Moimi trenerami byli Emanuel Sobieszczyk że Złotowa, zwycięzca tegorocznych zawodów w Sopocie oraz Radosław Słodkiewicz z Poznania, mistrz Europy w kulturystyce

– mówi o tych, z którymi w ostatnich miesiącach pracował nad formą w swoim debiutanckim sezonie. Efekty były bardzo szybkie.

Reklama

W tym czasie wziąłem udział w pięciu zawodach w kraju i za granicą, m.in. w mistrzostwach Polski, gdzie znalazłem się w najlepszej dziesiątce najcięższych kulturystów w kraju. Tydzień później zostałem wicemistrzem Berlina, gdzie pokonałam jedenastu zawodników. W kolejnym tygodniu zająłem szóste miejsce w mistrzostwach Niemiec

– opisuje niedawne dokonania. Schwarzenegger to jeden z jego największych idoli. W domu Mateusza, na półce z książkami, stoi obszerna autobiografia kulturysty, aktora i byłego gubernatora Kalifornii. Napisana w języku niemieckim. Mateusz, który przez kilka lat mieszkał w Berlinie, musiał ją przeczytać w ojczystym języku potężnego Austriaka.

Reklama

Arnold przyjeżdża na swoje zawody i osobiście gratuluje zwycięzcom

– Mateusz miał nadzieję zobaczyć gwiazdę Hollywood podczas marcowej imprezy. Samo spotkanie z nim było jego wielkim marzeniem.


W dalszej części artykułu przeczytasz:

Ryzyko albo śmierć – Podróż do Ameryki zaczęła się dwunastego sierpnia wylotem do Kanady, gdzie lipczanin ma krewnych. Już w pierwszych dniach pobytu źle się czuł...

Jak burza – Operacja na otwartym sercu odbyła się drugiego września. Z kanadyjskiego do warszawskiego szpitala Mateusz trafił po blisko miesiącu...

Reklama

Serce dla innych – Lekarze nie pozostawili kulturyście najmniejszych złudzeń. Na najbliższe miesiące zakwestionowali nawet najmniejszy wysiłek...

Wygrany – Gdy Mateusz zaczynał budowanie ciała miał czternaście lat. Impulsem była wizyta na zawodach strongmanów w Gdyni. To tam pierwszy raz na żywo zobaczył...

Zaloguj się, subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Ryzyko albo śmierć

Podróż do Ameryki zaczęła się dwunastego sierpnia wylotem do Kanady, gdzie lipczanin ma krewnych. Już w pierwszych dniach pobytu źle się czuł.

Inny klimat, duszny, wilgotny. Wcześniej czternaście godzin lotu, zmiana strefy czasowej, zmęczenie, inne żywienie

Reklama

– wylicza czynniki, które w jego odczuciu mogły przyczynić się do wydarzeń z kolejnych dni.

Największym problemem okazała się infekcja bakteryjna po grypie. Popełniłem błąd, że na początku to zlekceważyłem. Mimo dolegliwości normalnie trenowałem, a czułem się coraz gorzej

– relacjonuje. Pojawiły się kłopoty z oddychaniem. Pewnej nocy problemy z wydolnością były tak duże, że Mateusz nie mógł spać.

Nawet leżąc potwornie się dusiłem. Nie mogłem dłużej wytrzymać, trafiłem do szpitala.

Kulturystykę Mateusz uprawia zaledwie od roku. Wcześniej był strongmanem (fot. Archiwum Mateusza Skrentnego)

Reklama

Badania szybko pokazały, że niezbędna jest natychmiastowa operacja.

Doszło do infekcji mięśnia sercowego

– mówi 29–latek, który poza ryzykowną operacją nie miał innego wyboru.

Lekarz powiedział mi, że śmiertelność w takich przypadkach wynosi od dwudziestu do pięćdziesięciu procent. Usłyszałem, że w moim przypadku ryzyko jest bardzo duże

– wspomina diagnozę i medyczne konsultacje.

Wysiadła zastawka serca, wstawiono mi mechaniczną

– precyzuje przyczynę.

Lekarze przestrzegali, że mogę się już nie obudzić, ale nie miałem wyjścia. Przyznali, że jeżeli nie dojdzie do operacji, nie przeżyję

Reklama

– relacjonuje.

Jak burza

Operacja na otwartym sercu odbyła się drugiego września. Z kanadyjskiego do warszawskiego szpitala Mateusz trafił po blisko miesiącu. Powrotu do Lipki spodziewa się jednak dopiero w listopadzie, może nawet na początku grudnia. W pierwszych dniach po operacji wręcz na nowo uczył się chodzić. Obecnie wraca do formy. Przyjmuje antybiotyki, czeka go jeszcze rehabilitacja w Toruniu.

Bakteria, grypa, zapalenie mięśnia sercowego… A co z tak intensywnym trybem życia i wieloletnim poddawaniem organizmu ekstremalnemu wysiłkowi? Jakie miały znaczenie dla przyczyn zdarzenia, które mogło skończyć się tragedią? Trudno to Mateuszowi na gorąco oceniać, choć ma świadomość, że narzucił sobie szalone, niemal zabójcze tempo. Refleksja o konieczności przystopowania już funkcjonuje w jego umyśle.

Reklama

Mało kto robi to tak intensywnie. Emanuel Sobieszczyk powiedział mi niedawno, że tyle zawodów, ile ja zaliczyłem w dwa miesiące, on nie zanotował przez całą karierę. – „Szedłeś jak burza” – tak mówili mi koledzy. Może jednak za mocno szedłem

– snuje przemyślenia.

Serce dla innych

Lekarze nie pozostawili kulturyście najmniejszych złudzeń. Na najbliższe miesiące zakwestionowali nawet najmniejszy wysiłek. Na finiszu rehabilitacji Mateusz przejdzie kompleksowe badania, które pokażą, w jakim stanie jest jego serce. Ma nadzieję, że na tyle wróci do normy, że przynajmniej w jakimś zakresie będzie mógł kontynuować pasję.

Reklama

To jest całe moje życie

– przyznaje.

Na razie badania krwi i wyniki EKG są w porządku

– podkreśla.

Mimo wszystko nie ma żadnych innych planów na przyszłość jak... sporty siłowe. Pozostanie przy nich, nawet jeśli jego pasja będzie ograniczona do udzielania wskazówek innym.

Jest wielu, którzy ćwiczą. Zajmę się ich trenowaniem, układaniem cykli przygotowań i planów żywieniowych

– mówi o alternatywie. Sam nie zostanie, bo, jak podkreśla przy każdej okazji, zawsze może liczyć na wsparcie rodziców, przyjaciół i znajomych. Tym bardziej w tej sytuacji. Nie kryje, że mamie i tacie niechcący napędził stracha. Na szczęście wszystko dobrze się zakończyło.

Reklama

Nawet w tak trudnej chwili Mateusz nie zapomina o innych będących w potrzebie. W najbliższym czasie wesprze akcję charytatywną, jakiej podjęli się młodzi mieszkańcy Złotowa. Niedawno zwrócili się do niego z prośbą o przekazanie na licytację cennego przedmiotu. Jego medal z mistrzostw Polski będzie licytowany podczas balu andrzejkowego, który odbędzie się w sali ROMB S.A. (dawniej Metalplast Karo) w sobotę 26 listopada. Dochód z tej akcji będzie przeznaczony na leczenie chorego, niepełnosprawnego ucznia jednej ze złotowskich szkół podstawowych.

Zachęcam do licytowania mojego medalu

– apeluje.

– Tego dnia wszystko się zmieniło – Mateusz wspomina moment spotkania z Mariuszem Pudzianowskim i chwilę wytyczenia sobie życiowych planów (fot. Archiwum Mateusza Skrentnego)

Wygrany

Gdy Mateusz zaczynał budowanie ciała miał czternaście lat. Impulsem była wizyta na zawodach strongmanów w Gdyni. To tam pierwszy raz na żywo zobaczył Mariusza Pudzianowskiego.

Tego dnia wszystko się zmieniło. Od tej chwili miałem klapki na oczach, tylko to chciałem robić

– wspomina. Tamten moment udało się upamiętnić na zdjęciu, które do tej pory Mateusz pokazywał jedynie bliskim i znajomym. Kilkanaście dni temu umieścił je na swoim facebookowym profilu, na którym zobaczył je również… Pudzianowski.

Byłem już w szpitalu w Warszawie i akurat Mariusz zadzwonił. To zdjęcie tak go poruszyło, że mimo tego, że jest mocno zabiegany, zatrzymał się na chwilę na profilu, dowiedział się, co mi się przydarzyło i zadzwonił

– Mateusz nie kryje radości z miłej niespodzianki. Z najsłynniejszym polskim strongmanem poznali się osobiście pięć lat po tym, jak wykonano wspomniane zdjęcie, gdy brał już udział w zawodach.

Wyjeżdżając do Ameryki Mateusz wiele postawił na szali.

Aby sfinansować podróż, pobyt tam i przygotowania do Arnold Classic Sports Festival, sprzedałem w Polsce swój wymarzony samochód, na który pracowałem latami. Teraz jeżdżę pociągiem, nie mam formy i zaczynam praktycznie od zera. Jednak nie żałuję, bo kto nie ryzykuje, nigdy nie wygrywa

– deklaruje. Zdaje się, że pozostając przy życiu odniósł największe dotychczasowe zwycięstwo.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    mateo - niezalogowany 2016-10-23 08:26:19

    sterydy rządzą

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    elf - niezalogowany 2016-10-23 07:40:43

    Tak się kończy ....koksowanie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Marta - niezalogowany 2016-10-22 13:44:36

    Kochanie wyjdziesz z tego i dalej bedziemy szczesliwi. Wracaj do nas

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości