Dźwięki muzyki miękko opływają salon. Sadowią się przy piesku z kiwającą główką, między płatkami kwiatów, przy akordeonie. Nikną. - Muzyka to moja kochanka - z lekkim uśmiechem mówi pan Edward
Bydgoszcz. Wzdłuż ulicy Chodkiewicza biegnie dziwacznie ubrany chłopczyk. Ma na sobie przykrótką marynarkę, wąskie spodenki i zbyt duże kamaszki. Na głowie aksamitna czapeczka przybrana złotą szarfą. Co to za czapka? A ze szkoły muzycznej! Chodzisz do tej szkoły? Jestem już na drugim kursie. A ile masz lat? Pięć! Edzio Miałszygrosz potrafi zagrać wszystkie melodie, jakie tylko usłyszy. Nie umie jeszcze czytać, ale już rozróżnia nuty. Talent objawił się u niego w wieku dwóch lat. [[reklama]] Nie do wiary
Jastrowie. Do miasta przybył funkcjonariusz Urzędu Likwidacyjnego. Gdy ujrzał stojące w salonie Miałszygroszów pianino, zdecydował, że instrument zabierze, ponieważ nie przyda się on w chłopskiej rodzinie. Na nic zdały się tłumaczenia ojca Edzia, że pianino służy jednemu z synów, który jest uzdolniony muzycznie. Jana w domu akurat nie było, nie sposób więc było udowodnić funkcjonariuszowi, że słowa głowy rodziny to nie bajanie. Nie było innego wyjścia jak zawołać mającego niewiele ponad dwa latka Edzia i kazać mu zagrać. Na początku nie chciano wierzyć, że taki szkrab jest w stanie wydobyć z pianina mające sens dźwięki, kiedy jednak malec dał popis swoich umiejętności, funkcjonariusz oniemiał z wrażenia. Pianino zostało. Mężczyzna opowiedział o cudownym chłopcu w Bydgoszczy, niebawem Miałszygroszów odwiedził więc przedstawiciel Wydziału Kultury i Sztuki. Małemu Edziowi przyznano 10 tys. zł stypendium i przyjęto do Konserwatorium w Krakowie. Kierownictwo bydgoskiej Szkoły Muzycznej orzekło, że Edzio posiada słuch absolutny. [[reklama]] Krok od Violetty Villas
Pieczynek. Zatrzymuję się przy pierwszym w miejscowości domu. Z przodu osłania go kamienny mur. Przestrzeń prywatną od publicznej oddziela metalowa brama. W jej okuciach pośród strzelistych trzcin dumnie kroczą czaple – takie same jak te, które w przydomowym stawie szukają ryb. Przed bramą cisza, za bramą ruch. Kocięta baraszkują na skalniaku, kocica cichym pomiaukiwaniem zwołuje je do siebie, dając znać, że obiad czeka. Mały york plącze się między nogami, w podwórzu szczekają kaukazy. – Mamy 19 kotów, 14 psów, jeże, gęsi, kaczki – wyjaśnia Małgorzata Miałszygrosz. – Ludzie podrzucają nam zwierzęta, bo wiedzą, że się nimi zaopiekujemy. –Niektórzy zgryźliwie mówią, że skończymy jak Violetta Villas – dopowiada jej mąż.
[[nowa_strona]] Organy ludzkim głosem mówiące
Pokój z kominkiem. Dłonie z lekkością mkną po czarno-białych klawiszach Technics`a. Saksofon, gitara, fortepian, skrzypce – instrument w drewnianej obudowie kryje w sobie wiele dźwięków, jego możliwości są nieograniczone. W głośniku ledwie wybrzmiewają ostatnie nuty jednej z kompozycji Mozarta, a pan Edward już daje mi próbkę Chopina. Potem Budka Suflera i Czesław Niemen – okazuje się, że nie tylko dźwięki muzyki poważnej pobudzają serce elektronicznego instrumentu. Szalony rock`n`roll, buzujące kolorami jamajskie reggae, jazz i muzyka westernowa – na twarzy muzyka pojawia się uśmiech, stopa wybija rytm. – Możemy też przełączyć w ten sposób – mówi pan Edward, szybko przełączając kolejne przyciski. O dziwo słychać już nie instrumenty, a ludzki głos. – Mogę skonstruować chór – wyjaśnia muzyk. - Bawię się muzyką – mówi – po prostu to lubię. Pierwsza lekcja za mną. [[reklama]] Kochanka
Godzina 2.00, dom już śpi. Tylko jadalnia nie poddaje się urokowi nocy. Po skórach dzików, solidnych ramach wiszących na ścianach obrazów i wykutych z blachy bukietach pełza muzyka. Co Ty jeszcze robisz? Gram. Dla kogo? Dla siebie. - Muzyka to moja kochanka – pan Edward oddał jej dużą część swojego życia. Teraz gra w domowym zaciszu, swój debiut miał natomiast podczas kołobrzeskiego Festiwalu Muzyki Żołnierskiej. - Spotkałem tam kolegów ze szkoły. Mieli występować, ale okazało się, że zachorował im pianista. Zastąpiłem go – wspomina. – Granie na żywo to coś pięknego, lubię występować dla publiczności. Pan Edward z „Biało-zielonymi” został aż na półtora roku. Rzucił warszawską Wyższą Szkołę Muzyczną. – Wybrałem estradę, trochę poszedłem za pieniądzem – przyznaje, nie ukrywając, że dziś żałuje, że nie wypracował dyplomu. Dusza artysty jednak w nim nie umarła, więcej – ewoluowała, stała się bardziej plastyczna i otwarta na nowe gatunki, style, aranżacje. Piesek z kiwającą główką
Na stole stoi wazon, a w nim tulipany o nieregularnych płatkach. Na komodzie róże – prezent dla żony, w rogu pokoju słoneczniki, na jeden z wazonów opada kiść winogron, przy lampie, której klosz przybrał kształt kielicha kwiatu stoi piesek. Pan Edward trąca łepek jamnika, wprawiając go w ruch. – Jest na sprężynce – wyjaśnia. Niektóre eksponaty wiernie oddają rzeczywistość, inne oparte są na prostocie wykonania i odwołują się do wyobraźni. Przy ścianie flamingi, pod sufitem bajeczny żyrandol. Małe i większe dzieła sztuki. – Najpierw coś się musi urodzić – opowiada nasz rozmówca, mając na myśli inspirację. Następnie powstaje szkic, wreszcie artysta zabiera się do pracy. – Nic nie mówiący, martwy arkusz blachy trzeba uplastycznić – wyjaśnia. Praca może pozostać płaska, jak wspomniane wcześniej flamingi, ale może być też bardziej lub mniej przestrzenna. Przykład? Osadzone w balustradzie gęsi, które zapraszają klientów do jednego ze sklepów umiejscowionych na złotowskim Placu Paderewskiego. Niesamowite wrażenie robią też naturalnych rozmiarów bukiety kwiatów. Fascynacja motywem florystycznym zaczęła się w chwili, kiedy pan Edward wykonywał trzyskrzydłowy, kilkumetrowy ołtarz do jednego z jastrowskich kościołów. By go upiększyć, osadził na nim lilie i od tego czasu zakochał się w kwiatach. Nie tylko one wychodzą jednak z rąk muzyka – masywne żyrandole, bogato zdobione lampy, świeczniki, bramy, balustrady – pan Edward tworzy też przedmioty czysto użyteczne. [[reklama]] Trudno sobie wyobrazić jak muzyk o drobnych dłoniach bierze w ręce kowalski młot i, polegając na swojej fantazji, nadaje blasze kształty i obdarza je duszą. Kiedyś obdarzał nią także płótna – malował. Dziś maluje głównie uśmiechy – na twarzach tych, którzy sekundują jego pasjom.
Patrycja Koplin Ilustrowany Kurier Polski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze