Niewiarygodne? Ależ możliwie i prawdziwe. Złotowianin przez lata szukał sposobów na pozyskiwanie taniej energii i jej magazynowanie we własnym zakresie. I do tego dochodzi. Oczywiście w ekologiczny sposób. – Jestem przekonany, że w przyszłości będzie się liczyło tylko ogrzewanie w podczerwieni – Edward Frydryczek mówi w rozmowie z Piotrem Steffenem

Słyszeliśmy, że doszedł Pan do tego, iż niemal uniezależnił się od dostawców energii, samemu ją sobie zapewniając.
To jest rachunek, faktura prawie za rok, za ogrzewanie i prąd za cały dom – tu jest napisane, ile mam zapłacić. I to dopiero w 2025 roku. Jedno wyliczenie na ponad 81 zł, drugie na 79 zł, czyli w sumie niecałe 161 zł. Prawie za cały rok! Idę do marketu i na jeden raz wydaję więcej niż 161 zł.
Jak to jest, że ma Pan rachunek od razu za cały rok?
Bo już dawniej złożyłem takie zapotrzebowanie, że nie chcę comiesięcznych faktur, gdyż zdawałem sobie sprawę, że będę mało płacił, więc po co miałbym się denerwować przysyłaniem rachunków co miesiąc. Tym bardziej, że byłyby na bardzo niskie kwoty.
To przewidywany rachunek, a nie za już zużytą energię?
Tak, to rachunek za okres od początku lipca 2024 roku do końca kwietnia 2025, bo chodzi o przewidywaną należność za taki okres. To swoisty ryczałt na podstawie tego, jak wcześniej zużywałem energię. Dostawca prognozuje, ile zapłacę, na bazie zużytej wcześniej energii.
Proszę zauważyć, że tutaj jest napisane: ilość pozostałej do wykorzystania energii. Czyli mam nadmiar energii – w sumie ponad 16 tys. kWh [kilowatogodzin – red.]. To ilość godzin, które mam „na magazynie” nadmiaru energii. To tylko nazywa się „na magazynie”, w rzeczywistości to poszło już ode mnie w sieć – zakład energetyczny uzyskał z tej mojej energii około 24 tys. zł licząc po obecnych stawkach. Tyle mi zostało już po rozliczeniu mojej faktury.
Skoro wyprodukował Pan więcej energii niż potrzebuje i oddał nadmiar w sieć, to za co właściwie Pan płaci te 161 zł?
To przede wszystkim opłaty licznikowe, przesyłowe. Dużo mam tutaj tych instalacji, w sumie na 26 kWp [kilowatopików – jednostka określająca moc instalacji fotowoltaicznej, która określa, jaką maksymalnie wydajność mogą osiągnąć panele pv, pracując w tzw. warunkach pomiarowych – red.]. Z tego 19 kWp idzie na Net metering, bo tu trzeba zastosować dwa systemy.
Znowu zabija Pan nas trudnymi pojęciami, których przynajmniej część z pewnością nie rozumie.
Ale to muszę powiedzieć. Net metering to jest dawna ustawa, która pozwalała na gromadzenie energii letniej na zimę. Natomiast teraz obowiązuje ustawa Net-billing. Tzn. że nie można już na takich warunkach jak wcześniej gromadzić i w lecie oddawać energii, żeby mieć zapas na zimę. W konsekwencji tego zaczyna następować wielki kryzys, ludzie zaczynają płacić ogromne pieniądze, np. przy pompach ciepła. Nie dalej jak wczoraj był u mnie człowiek ze Złotowa, który założył sobie ekologiczną pompę ciepła, a przysłali mu rachunek na 16 tys. zł za rok – pomimo tego, że ma fotowoltaikę. Tzn. że państwo doprowadziło do tego, co zrobiło ze szwajcarskimi frankami – naciągnęło ludzi na fotowoltaiki oraz pompy ciepał i zaczyna ciągnąć z tego zyski. Kosztem ludzi. Przez to, jak skonstruowane są teraz przepisy w ramach Net-billingu, taki gość, jak ten ze Złotowa, który u mnie był, choć naprodukował tyle energii, traci na tym. Bo nie mogąc tego gromadzić na warunkach jak wcześniej, za odprowadzenie tego, co naprodukował, energetyka zapłaciła mu 20 gr za kWh, a gdy teraz ma pobierać to w zimie, musi im za to, co sam wyprodukował dzięki swojej instalacji, zapłacić 1,40 zł za kWh. Jemu odliczyli 2 tys. zł, a sami zarobili na jego instalacji 14 tys. zł. I na dodatek zarobili jeszcze na przesyle tego, co on wyprodukował. Szczerze mówiąc, nie wiem, jaki to jest układ, czy kapitalizm, czy socjalizm, czy feudalizm. Wygląda to tak, że zbierają się panowie w Sejmie i ustalają sobie: dobra, zabieramy 30%, 50%, może więcej. Taka jest teraz patologiczna sytuacja. Jak więc państwo realizuje tu politykę zielonej energii!?
Pana zdaniem jak realizuje?
To jest zwykłe cwaniactwo. Dlatego postanowiłem robić doświadczenia w kierunku tego, żeby zupełnie, w miarę możliwości, zmniejszyć zużycie energii z zakładu energetycznego i bazować na tej przez siebie wyprodukowanej.
Ale Pan zaczął działać w tym kierunku de facto już lata temu.
Dobrą dekadę temu. Zaczynałem od wiatraka. On za bardzo nie wyszedł, bo nie dał tyle energii, ile się spodziewałem. Wiadomo, że wiatr nie wieje równo cały rok z prędkością 16 m/s. Dzisiaj np. to w ogóle stoi. Tzn. wiatrak miał ogrzewać dom, były grzałki elektryczne, wmontowane w układ grzejny. I są te grzałki, ale to nie zdało jednak egzaminu. Za duże były straty na instalacji, na rurach – to musiałaby być subtelna instalacja, nowoczesna, na jednym poziomie – wtedy może miałoby to sens. Podobnie jak przy pompach ciepła.
W międzyczasie pojawiła się u mnie fotowoltaika – miałem szczęście, że trafiłem na kolegę, który jeździł po Niemczech i przywoził mi płyty, nawet zużyte – łącznie mam z nich właśnie wspomniane 26 kilowatopików – to jest dużo. Stąd mam obecnie taki nadmiar energii, uzbierało mi się naprawdę sporo, bo 6 tys. kWg za dużo. Dlatego pomyślałem, że zamiast oddawać to w sieć, tym bardziej, że obowiązuje wspomniana, niekorzystna dla ludzi ustawa Net-Billing, na której się traci, będę robił wszystko, żeby mieć własną „elektrownię”. Postanowiłem, że będę dalej robił doświadczenia, żeby w przyszłości można było w ogóle nie brać energii z sieci.
Pan nie jest ofiarą wspomnianej zmiany ustawy?
Nie, ponieważ byłem jedną z pierwszych około kilkuset osób w Polsce, które przed ponad dziesięciu laty podpisały umowę na bazie ustawy Net metering. I to umowę wieloletnią, aż na piętnaście lat. Dlatego dzisiaj nie mają na mnie sposobu, żeby wymusić podpisanie umowy na bazie niekorzystnej obecnie ustawy Net-Billing. Moja umowa, zgodnie z którą zimą odbieram swoją energię na znacznie korzystniejszych dla mnie warunkach niż inni obecnie, będzie obowiązywać jeszcze około pięć lat. To jest czas, jaki do końca muszę wykorzystać na to, żeby wypracować sposób, aby w jak najmniejszym zakresie korzystać z energii pobieranej z zewnętrznej sieci.
Dążę do tego, ponieważ po działaniach państwa i rządu widzę, że mnie się skończy ten system według starej ustawy za parę lat i będę tak samo wychodził, jak Zabłocki na mydle, jak inni, jak ten złotowianin, który był u mnie. Według obecnych stawek będą ode mnie kupowali energię za 20 gr, a ja, gdy będę jej potrzebował od nich, będę musiał płacić siedem razy więcej! Za swoją tak naprawdę energię! Dlatego taki jest w ostatnim czasie szum w internecie. Najpierw namówili ludzi na pompy ciepła, twierdzili, że z fotowoltaiką wychodzi się na zero, a teraz się okazuje, że guzik prawda, bo za wszystkie instalacje fotowoltaiczne przy tej ustawie Net-Billingowej ludzie płacą krocie za używanie pomp ciepła. Nie mówiąc już o tym, że linie mogą szybko powysiadać, bo cała energia dla domu, zwiększona 5-6-krotnie ze względu na pompę ciepła, nie może być przesyłana przez instalacje, które były projektowane kilkanaście lat temu. Przyjdą czasy, że tej energii nie będzie można przesyłać. Państwo tak wykorzystuje tych ludzi makabrycznie przy tym nowym systemie, że to całkowicie przyhamowało rozwój fotowoltaiki. Dlatego fotowoltaika przy obecnych zapisach prawa jest do kosza. Czyli do kosza trafia też cała dążność do zielonej energii, sterowana przez państwo.

Pan przez lata konsekwentnie szedł swoją ścieżką i w Pana domu już jakiś czas temu pojawiło się ogrzewanie w podczerwieni.
Jak nie udało się wiatrakiem ogrzewać przy pomocy centralnego ogrzewania, czyli konwekcyjnie, to przerzuciłem się na energię podczerwieni, czyli pozyskiwaną ze słońca. Zdecydowałem się na promieniowanie cieplne, bo przecież czym jest ogrzewana ziemia? Przekonałem się, że przyroda zawsze wskazuje nam, co jest najlepsze dla ziemi i dla nas. Przecież przyroda nie grzeje nam konwekcyjnie – jak choćby poprzez pompy ciepła – tylko na zasadzie właśnie podczerwieni, promieni słonecznych, którymi, mówiąc wprost, wali w ziemię. Przenosi tę energię za pomocą fotonów. I gdyby nie słońce, nas by w ogóle nie było. Uwierzyłem, że przyroda zawsze ma rację i to się potwierdziło.
Po ilu latach?
Parokrotnie zmieniałem technologię, bo metodą prób i błędów też stosowałem złe sposoby, samemu „produkując” płyty działające na zasadzie podczerwieni. Grzejniki, które miałem tutaj początkowo na bazie obrazów, które miały z przodu dyktę, nie zdawały egzaminu, bo drewnopodobny materiał nie przewodził odpowiednio ciepła.
Mówiąc krótko, eksperymentował Pan?
Cały czas eksperymentuję i dopiero, gdy zastosowałem właściwie materiały dla płyt na podczerwień, czyli metal i ewentualnie krzemionkę, zdało to egzamin.
Jak długo dochodził Pan do metalu i krzemionki?
Trzy - cztery lata. Od około trzech lat używam wyłącznie właściwych materiałów do przewodzenia podczerwieni i natężenia promieniowania.
Jakie są tego efekty?
W piwnicy, gdzie był opał, jest teraz warsztat mechaniczny. Nie chcę już wracać do tego, co było i nie mam wcale na myśli pracy, jaką trzeba wykonać przy paleniu w piecu. Jestem na 100% przekonany, że w przyszłości będzie się liczyło wyłącznie ogrzewanie w podczerwieni. Jestem pewien, bo praktykuję to codziennie. Gdy rano wstaję, po 5-10 minutach czuję, że muszę nawet chodzić w podkoszulku, bo wtedy najszybciej czuję te promienie-ciepło, które do mnie docierają.
Ile tych płyt metalowych bądź krzemionkowych ma Pan w tej chwili wewnątrz domu?
Dużo. W całym doświadczeniu brało przez lata udział ponad trzydzieści różnych płyt, które nawet robiłem na bazie tynku dekoracyjnego. Aż doszedłem do wspomnianych metalu i krzemionki. Wiem już, że musi przy tym być odpowiednie natężenie promieniowania. Nie może to być zbyt mocny strumień.
Ale słońce, na którym bazuje u Pana pozyskiwanie energii, też jest na przestrzeni roku nierównomierne.
Ale ono spełnia całkowity bilans cieplny ziemi, daje tyle energii, ile potrzebuje planeta. Inna sprawa, że grzejniki podczerwieni, które teraz funkcjonują w szerokiej sprzedaży, są niewłaściwie zaprojektowane.
Pana są lepsze?
Oczywiście.
Mówi Pan o płytach, które później ogrzewają już dom. Ale skąd dociera do nich obecnie energia w przypadku Pana domu?
To idzie z mojego „magazynu” z sieci, bo teraz nie ma słońca. Obecnie 19 kWp z mojej produkcji energii idzie w sieć, z tego mi zabierają 30%, a resztę mogę wykorzystać dla siebie. Natomiast tutaj dochodzimy do kluczowej obecnie kwestii, która po pierwsze jest powodem naszego dzisiejszego spotkania, po drugie jest kolejnym w latach mojej pracy krokiem naprzód w stronę uniezależnienia się od dostawców energii. Mam na myśli stosowanie tzw. off grid’u, który – nie mam co do tego wątpliwości – w połączeniu z fotowoltaiką jest obecnie jedyną alternatywą dla sytuacji energetycznej, zwłaszcza tak trudnej jak postawiono dzisiaj ludzi w Polsce. Off grid pozwala, że przy obecnych warunkach jedynie przez 3-4 miesiące w zimie będę musiał dokupywać energię z sieci, a docelowo, mam nadzieję, że prawie całość produkowanej u mnie energii będzie wyłącznie dla mnie.
Prosimy o wyjaśnienie…
Niewielka część energii, jaką wykorzystuję dla naszego domu, wciąż trafia tutaj z tradycyjnej sieci energetycznej. Energia, którą wyprodukuję przez większą część roku, trafia w sieć, później odkupuję ją w ramach rozliczenia od energetyki. Dzięki temu, że mam długoletnią umowę, odbywa się to na warunkach dla mnie korzystniejszych niż u innych. Większość ludzi tak obecnie nie ma, jak mówiłem, moja umowa będzie obowiązywać jeszcze kilka lat. Ponieważ później przyszłoby mi zapewne funkcjonować na tych nieuczciwych warunkach, w jakich znalazło się dzisiaj kilkaset tysięcy gospodarstw domowych w Polsce, w których zainwestowano w fotowoltaikę i pompy ciepła, dążę do tego, żeby mieć własną, domową, wewnętrzną sieć energetyczną – tym jest właśnie off grid. To energia spoza ogólnej sieci energetycznej. Taka moja, wewnętrzna instalacja zaczyna właśnie u mnie na dobre działać, doprowadza energię do naszego domu. Tym samym wchodzimy w następną erę przemian energetycznych dla domu, w tym ogrzewania domu. Mówiąc wprost, obecna sytuacja zmusza nas do szukania odejścia od złych przepisów, żebyśmy nie stanowili tylko magazynów dla zakładów energetycznych. Tylko żebyśmy za pieniądze, które włożymy w budowę instalacji, sami mogli się ogrzewać. Ludzie powoli do tego dochodzą, a szczerze mówiąc, pomogli nam w tym Chińczycy, którzy zaczęli dostarczać na rynek dobre, niedrogie urządzenia, jak choćby inwertery czy magazyny energii.
Można tak mieć, to zgodne z prawem? Żaden dostawca energii czy po prostu państwo nie mają prawa niczego sobie rościć z tego powodu?
Oczywiście, że tak można. To jest instalacja zupełnie odseparowana od sieci i prawo absolutnie nie zabrania posiadania takiej wewnętrznej sieci. Z moich licznych paneli fotowoltaicznych pozyskuję tyle energii, że część z niej trafia do tradycyjnej sieci, ale większość do mojej, wewnętrznej – powiedziałbym z paneli nadmiarowych.
Gorzej, jak ktoś ukręci na to za chwilę bicz, założy kaganiec. Bo jak zacznie być więcej takich jak Pan, zaraz się okaże, że niepotrzebna jest nam energetyka.
Oczywiście do tego potrzeba trochę lat, ale takich jak ja będzie coraz więcej. Kiedyś paliłem tony węgla, teraz nie palę nic. Mógłbym jeszcze nawet sprzedać trochę nadmiaru energii i zarobić kilka tysięcy złotych. Tylko nie mam jak, bo nie ma ustawy, która by na to pozwalała. Chociaż zaczynają się pojawiać jakieś przebłyski działań legalizacyjnych w takim kierunku.
Ile pozyskuje Pan energii z zewnętrznej sieci?
Niewiele. Mam tak to skonstruowane, że mogę dowolnie zmieniać to, skąd i do czego w danym momencie pobieram energię – z własnej sieci, czyli off grid’u, czy zewnętrznej z sieci. Off grid stosuję obecnie np. do kuchni, wywaliłem gaz, działa maszynka elektryczna, a także do energii elektrycznej potrzebnej w domu – np. w gniazdkach.
Jest możliwe, aby mieć w całości własną energię z off grid’u?
Oczywiście, ale do tego trzeba mieć bardzo duży magazyn energii. Są nad tym prace, również w Polsce, ale na razie jest to zbyt droga technologia. Moja off grid’owa instalacja pozyskuje i przechowuje mi 6 tys. kWg, co pozwala na funkcjonowanie domu przez jakieś 8 miesięcy, może nieco dłużej – okres bez pobierania energii z zewnątrz. Ale przychodzi zima i kiedy słońca nie ma, trzeba mieć sieć, żeby dogrzać dom. Chociaż jesienią i zimą też się przecież pojawia słońce i można nałapać tej energii do magazynów energii, jak ja to obrazowo mówię, w „wiaderka”. Proszę, tutaj jest koło mnie akumulator EcoFlow, który jednocześnie ładuje się energią i ją oddaje, na 230 Volt. Takie urządzenia, w połączeniu np. z płytami fotowoltaicznymi, montowanymi na balkonach, zaczynają być już wykorzystywane nawet w mieszkaniach w blokach.
Skąd pewność, że energii z Pana off grid’owej sieci wystarczy minimum na 8 miesięcy?
Mam to już przetestowane. To pierwsza tego typu instalacja w okolicy, pewnie nawet w znacznie dalszej okolicy. Niektórzy mają już wprawdzie rzeczy w domach porobione w off grid’zie, ale mają to na bazie akumulatorów kwasowych albo żelowych, a to co ja mam u siebie, w porównaniu do wspomnianych urządzeń, to niebo a ziemia. Osoby te też pewnie płacą niższe niż przeciętne osoby rachunki, ale tak niskiego, jak ten mój na 161 zł za rok, i to przy jednoczesnym ogrzewaniu domu, chyba nikt w okolicy nie płaci.
Najgorsze są wspomniane zimowe okresy. Ta moja mała instalacja załatwia sprawę na 8 miesięcy, a 4 zimowe muszę się wspomagać, bo jest za mało słońca. Obecne doświadczenie prowadzi do tego, ile z tych 4 miesięcy na tej instalacji mogę jeszcze przeciągnąć, żeby jak najdłużej funkcjonować na swojej energii. Może do 10 miesięcy. Tym bardziej, że jak jest mroźna zima, to najczęściej jest ostre słońce, a wtedy instalacja daje 20% więcej energii. Jak mam ją gdzie przetrzymać, jak mam odpowiedni magazyn energii, to wszędzie mam prąd. Ciekaw jestem, ile z tych czterech miesięcy będę jeszcze w stanie przeciągnąć.
Jest Pan w stanie zejść do zera jeśli chodzi o pobór z zewnętrznej sieci?
Nie, bo raz, że problematyczna może być kwestia przetrzymywania energii, a dwa, że muszę opłacać istnienie licznika (śmiech). Ale powiedzmy szczerze, że te 160 zł rocznie to naprawdę umowna kwota w porównaniu do pełnej wartości wykorzystywanej przeze mnie tutaj energii. Przecież normalnie, w skali roku, czteroosobowa rodzina płaci obecnie za energię – i to bez ogrzewania domu – około 4-5 tys. zł. A jak zaczyna się elektrycznie ogrzewać takie mieszkanie czy dom, do czego w pewnym sensie zmusza nas obecnie państwo, to zużycie energii na takie miejsca zamieszkania statystycznie wzrasta pięciokrotnie!
Czyli płaci Pan 160 zł za coś, za co inni płacą kilka bądź nawet 20-25 tys. zł rocznie!?
Dlatego cały czas będę namawiał ludzi do takiego wykorzystywania energii.
Jest jeden problem – Pan się na tym zna, skończył pa studia doktoranckie, Pan od lat eksperymentuje, przez ostatnie lata zrobił Pan sobie z domu właściwie małe laboratorium. Pan nie jest przeciętnym Kowalskim.
To się wszystko zgadza, ale to nie są jakieś szczególnie skomplikowane rzeczy. Choć instalacja, którą tutaj mam, faktycznie jest taką pół-techniczną. Ale jeśli tacy jak wy, gazety, media, będą nagłaśniać takie rzeczy, to nabierze rozgłosu. Ja występuję wprawdzie na kilku różnych kanałach internetowych, ale to nie ma aż takiego przebicia jak wy, jak media. Trzeba to nagłaśniać.
Tylko czy nie pojawi się problem, że jak za moment będzie trzech, później dziesięciu, a dalej 50 i 100 takich Frydryczków, którzy zaczną o tym mówić, to pokazywać, za chwilę siądzie na to system, znowu ktoś skonstruuje takie przepisy, żeby nałożyć ten wspomniany już kaganiec. No przecież kto pozwoli, żeby ludzie produkowali sobie prąd za darmo? Czeka Pan, aż ktoś do Pana wpadnie i powie: nie, nie, Frydryczek, nie będziesz miał za darmo energii! Znajdziemy sposób na takich, jak ty!
Zdaję sobie sprawę, że to jest sprawa finansów całego państwa. Jak zużywaliśmy dużo węgla, duże pieniądze szły na opał, to się teraz ukróciło – ja wydawałem kiedyś tysiące złotych na opał. I teraz kto będzie utrzymywał te kopalnie? Jedni idą w gaz, inni w pellet, inni w pompy ciepła. Pompy ciepła zdominowały rynek, kiedyś kosztowały 30 tys. zł, cała instalacja 80 tys. zł, a państwo, biorąc z tego 22%, miało kupę forsy, mogło fundować różne programy, niby dopłacało, chociaż mnie nigdy się nie udało pozyskać takiego dofinansowania. Pomimo tego, że miałem bezpośredni kontakt z asystentami ówczesnej pani minister, bo chciałem wyjaśnić pewne rzeczy. Mówili, że jak ma się instalację, wystarczy podpisanie umowy z zakładem energetycznym i dostanie się dofinansowanie. Większość nie dostała. Teraz wszędzie piszą, że gdy będzie się zakładać magazyny energii czy fotowoltaikę, też dostanie się dofinansowanie, a w rzeczywistości już po dwóch tygodniach nie było pieniędzy na jednym z tych programów czystego powietrza. To jest jedno wielkie oszustwo, ludzi zrobiono w konia. Do tego jeszcze bardziej z tym, że płacą im 20 gr, a przy odkupieniu ludzie muszą zapłacić 1,40 zł. To tacy ludzie jak ten złotowianin, który był u mnie kilka dni temu, są załamani.
Mówiąc krótko, wiem, że na wszystko próbują zakładać kaganiec, ale nie możemy skuleni czekać, aż ktoś to zrobi. Tym bardziej, że tutaj nie za bardzo widzę na to sposoby. Przecież energia, którą mam, to energia z nieba. No jak mogą nakładać coś na energię, która idzie z przyrody? Do tego nie uczestnicząc w tym ani trochę? To byłoby zwykłe zdzierstwo. Nie wiem, co wymyśli zakład energetyczny, tym bardziej, że w nim 52% udziału ma Skarb Państwa, ale aż takiego scenariusza nie biorę pod uwagę i dlatego chcę być energetycznie niezależny. To jest piękne uczucie.

Serce instalacji, które ma Pan w piwnicy, wcale nie zajmuje wiele miejsca.
Ludzie próbują czasami na różne sposoby, wstawiają 10-15 akumulatorów, inwerterów hybrydowych, w sumie wychodzi na to, że trzeba specjalne pomieszczenie na te wszystkie instalacje elektryczne, ściany zawalone są magazynami energii. Jak ktoś to wtedy ogląda, to głowa boli. A u mnie prościutko, jedna bateria leży, jeden inwerter, na schemacie widać, ile wchodzi, ile zabieram. No i w tym wszystkim namawiam jednak do podczerwieni jako sposobu ogrzewania. Choćby dlatego, że to energia jednofazowa, technicznie mniej skomplikowana.
Podkreśla Pan walory stosowania ogrzewania poprzez podczerwień – to absolutnie nie jest szkodliwe?
Wszystkie fizjoterapeutyczne urządzenia mają ogrzewanie podczerwienią. Podczerwień to naboje, to fotony, które uderzają w ludzi, rozszerzają naczynia krwionośne, jest przy tym lepszy przepływ krwi – tak to mniej więcej działa – i szybciej usuwane są stany zapalne, bóle mięśniowe. Tylko trzeba mieć odpowiednie parametry, zakresy. Ta np. płyta [pan Edward wskazuje na stojącą przy nas] może mieć temperaturę nawet do 90 stopni Celsjusza. Jak będę przy niej siedział cały dzień, to za bardzo się nagrzeję. Dlatego zmniejszyłem natężenie promieniowania – te naboje są jakby mniejsze – i płyta nie przekracza 55 stopni. Takie płyty grzewcze rozmieszczamy tam, gdzie najczęściej przebywamy i to cała filozofia. Czym innym jest ogrzewanie w konwekcji, a czym innym tymi nabojami. W każdym razie jest pewność, że to nie jest szkodliwe. Przecież promieniowanie to zwyczajne światło – fale elektromagnetyczne niosące energię w postaci tych fotonów. Jak przyroda tak sobie zażyczyła ogrzewać ziemię i parę miliardów lat to działa, to co będą z nią na ten temat dyskutował (śmiech)? Trzeba tylko umieć to wykorzystać. Dlatego ściany powinny być zapełnione takimi „płytami-cegiełkami”, najlepiej jak największą ich ilością, a każda o małym natężeniu promieniowania. Żeby to cały czas uderzało.
Dużo przez lata zainwestował Pan w sprzęt?
Nie liczę, ale wiem jedno – na pewno już dawno to mi się zwróciło. Sądzę, że wielokrotnie. Dzisiaj, żeby zainwestować w taką instalację, wystarczy prawdopodobnie kilkanaście tysięcy złotych, powiedzmy że 15 tys. zł. Mówię o jednorazowym wydatku na kilka lat, może nawet na dekadę. Gdy przeliczyć to na te 4-5 tys. zł wartości rocznych rachunków za prąd przeciętnej rodziny, wychodzi, że zwróci się to po trzech latach. A jak doliczyć koszty ogrzewania, to zwróci się po około roku. Przy czym należy posiłkować się wiedzą tych, którzy już to przerobili, żeby nie popełniać błędów. Byłoby idealnie, gdyby np. w takim Złotowie znalazł się ktoś jeszcze, kto robiłby takie płyty promieniujące ciepło. Ludzie będą wykładać pieniądze na takie rzeczy, będą posiłkować się wiedzą fachowców, którzy w tym siedzą. Sądzę, że w końcu do tego dojdzie. Pamiętajmy też, że ceny takich rzeczy spadają. Kiedyś magazyn energii kosztował 10 tys. zł, jeszcze kilka lat temu to były kosztowne instalacje. Dzisiaj, taki jak ten, który mam, można kupić w chińskim odpowiedniku znacznie taniej – ja zapłaciłem za magazyn energii 5 tys. zł. I te rzeczy jeszcze tanieją. I wszystko już w sobie mają, nie trzeba głowić się nad podłączeniami.
Jak sprawić, żeby to, co Pan tutaj ma, wprowadzić w masowy obieg, żeby ludzie mieli tak tani prąd? W Pana szacunkach ile potrzeba na to czasu?
Od lat, działając we własnym domu, zakładam strategię myślenia, dalszego wykorzystywania na podstawie poprzednich doświadczeń. Każda następna instalacja stawia mi kolejne pytania, dzięki temu coraz bliżej idę w punkt i teraz wiem już na 100%, że to będzie to. Potrzeba na to oczywiście czasu. Są ludzie, którzy zajmują się takimi rzeczami jak ja. Można przyjść, zapytać. Ja zawsze chętnie pokażę, jak to działa. Każdy może się u mnie przekonać, że to jest w sumie prosta sprawa. W internecie też można zasięgać pewnych informacji.
Ile potrzeba czasu na upowszechnienie? Nie wiem. Może dekadę. Bańka w końcu pęka, ludzie muszą zaprotestować na to, co się dzieje. Nie może być tak, że państwo udaje, że pomaga w sprawach energetycznych, a ludzie są zwyczajnie oszukiwani. Wiele zależy od was, od mediów, musicie nagłaśniać takie rzeczy. Dlatego dobrze, że o tym piszecie.
Jak to, co Pan tutaj robi, ma się do spraw ekologii?
Nie ma na dzisiaj zdrowszego myślenia. Energię produkuję wyłącznie dla siebie, nie potrzebuję do tego zakładu energetycznego. Gdyby każdy miał taką domową produkcję i magazynowanie energii, niemal cały problem energetyczny przestałby istnieć, nie potrzebowalibyśmy węgla, kopalni, gazu, również elektrowni atomowych. Po co wydawać pieniądze na energię atomową, lepiej ludziom pozakładać takie instalacje i to by znacznie mniej kosztowało. Lepiej dać te pieniądze ludziom na takie projekty i sądzę, że ostatecznie ludzie do tego dojdą.
Ta masowość w ciągu dekady – to realna ocena czy Pana marzenie? Problem jest też przecież w tym, że na górze wiedzą, iż nie można dać ludziom instrumentu, na bazie którego ci będą uniezależnieni.
Jeśli chodzi o techniczne kwestie, to jest tak jak z fotowoltaiką. Przecież ja byłem w Złotowie pierwszym, który miał taką ilość paneli i patrzeli na mnie jak na wariata. Teraz ludzie w to wchodzą. Później był problem z magazynami energii, techniczny, z zastosowaniem, regulowaniem, zastosowaniem! Ja sam zacząłem o tym myśleć dopiero gdy przełamały się ceny magazynów energii. I teraz się kupuje taką skrzynkę, tam wszystko jest już ułożone – w zasadzie kilka urządzeń w jednym. To zacznie się rozkręcać.
Marzenie? Nie. Marzeniem to było, gdy trzeba było absolutnie wszystko samemu składać, to była trudność. Teraz idzie się do sklepu, kupuje się magazyn energii, hybrydę. Jest też coraz więcej ludzi, którzy są zorientowani w temacie, którzy przyjdą, pokażą, to się stanie na 100%.
To zmierzałoby jednak do tego, że wiele podmiotów związanych z produkcją energii, jej sprzedażą, byłoby zbędnych, upadłoby.
Tak.
Myśli Pan, że pozwolą na to?
Nie mają wyjścia. Zawsze wygra racjonalność. W Polsce jest około 1,5 mln instalacji fotowoltaicznych, naprawdę niewiele brakuje do tego, żeby odłączać je od sieci i włączać do innego inwertera poprzez magazyn energii – do własnych elektrowni.
Ile, Pana zdaniem, w Polsce jest off grid’owych instalacji takich jak ta Pana?
To są na razie nieliczne instalacje. Mogę tylko szacować, że w skali kraju prawdopodobnie może ich być maksymalnie kilkaset, może nawet około setki.
Po latach działań w tych tematach jest Pan już u celu? Albo prawie u celu?
Na pewno udało mi się pokazać, że można się uniezależnić, a przynajmniej prawie uniezależnić od zewnętrznych dostaw energii. Gdyby dopracować to, co mam, może byłbym w stanie być całkowicie niezależny energetycznie.
Trzy elementy, o których dzisiaj mówiliśmy: płyty fotowoltaiczne, promienniki ciepła i magazyny energii – to najlepszy sposób na to uniezależnienie?
Zdecydowanie. Przy czym promienniki muszą być właściwie zaprojektowane. W taki właśnie sposób trzeba bronić się przed obecnym zdzierstwem, jakie trwa względem ludzi. Tylko off grid w takiej konfiguracji, w połączeniu z promieniowaniem cieplnym, jest w stanie załatwić sprawę. Nie ma innej opcji.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Słuchajcie i bierzcie przykład.
Podczerwień ogrzewaniem przyszłości? Ktoś próbuje na nowo wynaleźć koło. Na podczerwień to się kiedyś kurczaki grzało. I baju baju 161zł- chyba na tydzień.
Zgadzam się z pełną treścią artykułu. Ja też się rozliczam na starych zasadach i uważam że jest to opłacalne. A komentarze tutaj potwierdzają tylko formułę, że psy szczekają a karawana jedzie dalej.
Chłopie jak byś miał na swojej posiesji fotowoltaike 30kw plus wiatrak to gdzie oddasz tą energię do Enea za 15 gr kw wyprodukowany 3/4 energi magazynujesz resztę zużywasz na bieżąco w okresie letnim a w zimowym resztę z magazynu to co Ci zabraknie kupujesz od energetyki...rachunek prosty tylko trzeba znać matematykę i trochę oleju w głowie mieć jak i głowę na karku a nie bulić i płakać....
tego typu inwestycje nigdy nie dadzą zwrotu a szkoda....
A gdzie opłaty za usługi dystrybucji energii elektrycznej zatwierdzonej przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki decyzją nr DRE.WRE.4211.60.10.2023.MKa4 z dnia 15 grudnia 2023 r. i obowiązującej od 1 stycznia 2024 r., zmienionej przez Prezesa Urzędu Regulacji energetyki decyzją nr DRE.WRE.4211.9.2.2024.MKa4/ASa1 z dnia 30 stycznia 2024 r ????
Eldorado się skończy. W Australii na fotowoltaikę nałożyli podatek. U nas skoro masz niskie rachunki to do urzędu zaczyna mniej wpadać vatu, akcyzy czyli zaczynasz mieć dodatkowy przychód. Państwo nie lubi się dzielić. Co zrobią? Kwestia czasu i doj.. bią podatek.
Niech Pan Edward powie ile wywalił kasy na to wszystko. Z tego co się orientuję to grubo ponad 100tyś. Wiatrak minimum dwa razy już naprawiał... Jeśli można żyć z offgridu to niech się odłączy z sieci. Sam posiadam instalację off-grid z magazynem i uzysk w te ostatnie pochmmórne dni taki że tylko telefony można naładować. Ja przynajmniej wiem że moja inwestycja i tak się nie zwróci i nie będę nikomu makaronu na uszy nawijał iż jest to opłacalne. Osobiście swoją instalację traktuję jako hobby. Pozdrawiam.
Elektro, dobrze to ująłeś ale jak młodzi gniewni na Kaczyńskiego zobaczą ile z tego powodu stracili to może pan Frydryszek ich pouczy jak to robić by za prąd i ciepło rachunek wyniósł 170zl na rok. To może być dla nich ratunkiem, kiedy znowu zapełnia MOPS czy PUP. Było tęskno, więc będzie jak znalazł, a co ,, będzie nam tu w Złotowie Kaczor mówił ", teraz to już nikt nic nie powie a oburzeni zamkną się tak jak wszyscy, którym nie podobało się że nie ,, IM z PO" a ludziom żyło się lepiej.
Kogeneracja. Jeśli ktoś ogrzewa gazem to kogenerator wyprodukuje potrzebną energię elektryczną, a cieplo odpadowe jest w 100% wykorzystane. Aby system był bardziej elastyczny, warto dodać bank 5...10kWh. I olać eneę ciepłym moczem. Pracuję w tym syfie i wiem co mówię.
Brak informacji ile wydał kasy przez lata doświadzczeń. By być uczciwym nalezało by podać koszty wszystkiego co zakupił i zamontował nawet zwykłe śróbki sa kosztem. policzyć amortyzację bo panele czy inny sprzet sie zużywa. I dopiero wtedy policzyć kiedy ta inwestycja się wróci. To, że płaci 160 za prąd jeszcze nic nie mówi. To takie samo porównanie jak jeżdzenie samochodem służbowym i nie płacenie za ni, ani za paliwo ani za cześci.
Słuchajcie i bierzcie przykład.
Podczerwień ogrzewaniem przyszłości? Ktoś próbuje na nowo wynaleźć koło. Na podczerwień to się kiedyś kurczaki grzało. I baju baju 161zł- chyba na tydzień.
Zgadzam się z pełną treścią artykułu. Ja też się rozliczam na starych zasadach i uważam że jest to opłacalne. A komentarze tutaj potwierdzają tylko formułę, że psy szczekają a karawana jedzie dalej.