Reklama

27 lat prezesowania Jana Blicharza

25/01/2018 11:00
Jan Blicharz przeprowadził spółdzielnię przez trudny okres transformacji gospodarczej i w dobrym stanie zostawił następcy. Zarządzał od 1990 r., teraz przeszedł na emeryturę

Prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko–Własnościowej w Jastrowiu był dokładnie 27 lat i 9 miesięcy. 16 budynkami z blisko 500 mieszkaniami zarządzał do końca 2017 r. Od stycznia jego miejsce zajął Stanisław Gluszkiewicz. Jak Jan Blicharz będzie wspominać blisko 28 lat zarządzania spółdzielnią?

Zaczynał od betoniarza

Jastrowska spółdzielnia powstała w 1978 r., ale przed rokiem `90 pan Jan nie był z nią związany. W latach 70–tych po szkole zawodowej zaczął pracę w Jastrobecie jako betoniarz. Potem był jeszcze spawaczem, a następnie trafił do wojska. Po odbyciu służby powrócił do Jastrowia, podjął naukę w technikum wieczorowym w Wałczu, a potem został wysłany przez zakład na studia. W Jastrobecie był jeszcze zastępcą głównego mechanika oraz przewodniczącym rady pracowniczej.

Reklama

To też dużo dało, bo uczestniczyłem w naradach, zebraniach, poznałem trochę, jak wygląda zarządzanie

– opowiada o korzyściach z drugiej z funkcji. Wspomnieć warto, że w tamtych czasach Jastrobet wybudował większość bloków dla spółdzielni. Później pan Jan zmienił pracodawcę i został dyrektorem technicznym w ZPMBK. Praca w branży budowlanej przydała się później w zarządzaniu spółdzielnią. Jak przyznaje, nie planował wcześniej być jej prezesem, ale namówił go do tego ustępujący Jerzy Kotlarek, z którym zresztą przez długie lata będzie potem jeszcze w spółdzielni współpracować. Tak oto w marcu 1990 r. Jan Blicharz stanął na czele spółdzielni, dla której zaczynał się trudny okres związany ze zmianami ustrojowymi i transformacją gospodarki.

Reklama

Trudne lata 90.

W 1990 r. podjęto pierwszą próbę demontażu spółdzielni w kraju

– Jan Blicharz wyjaśnia, że zlikwidowano wówczas centralne związki, pozostawiając spółdzielnie samymi sobie.


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 92% tekstu[[pay]]

Razem ich głos był bardziej słyszalny, a teraz każda musiała walczyć o siebie. W Jastrowiu sytuacja była taka, że osiedle przy Wojska Polskiego było jeszcze w budowie. Większość bloków już stała, ale dwa były ledwie rozpoczęte, a spółdzielni wstrzymano kredyty. To było pierwsze wielkie wyzwanie. Nowemu prezesowi doradzono zwrócić się do banku PKO w Pile, choć ostrzegano, że do pani dyrektor wchodzi się tylko raz i drugiej szansy na załatwienie sprawy się nie dostaje. Żeby przygotować się do rozmowy pan Jan musiał najpierw pomyśleć i zaplanować, jak dokończyć bloki i za ile. Przedsiębiorstwo Budownictwa Rolniczego w Złotowie wtedy już upadało, Jastrobet miał problem ze zbytem i udało się z nimi załatwić materiały, a koszty wyceniono na 1,4 mln za metr kwadratowy.

Reklama

Zadzwoniłem do pani dyrektor banku, pokrótce przedstawiłem sprawę i poprosiłem o spotkanie, lecz usłyszałem, że nie ma takiej potrzeby, mamy złożyć dokumenty

– prezes wspomina decydującą rozmowę. Kredyt udało się uzyskać także na budowę drugiego bloku.

Innym problemem, który dotykał już bezpośrednio członków spółdzielni była spłata mieszkań. Prezes starał się w takiej sytuacji wychodzić naprzeciw mieszkańcom i zaoferował im udzielenie pożyczki nieoprocentowanej, aby przyspieszyć proces wykupu mieszkań. Dzięki temu mogli dokonać jednorazowej spłaty, za co przyznawano ulgę, a potem byli zobowiązani już tylko wobec spółdzielni.

Reklama

Choć prezesowi udawało się pokonywać kolejne wyzwania i prowadził spółdzielnię przez burzliwe czasy, to jednak moment krytyczny przyszedł pod koniec lat 90., kiedy to rząd przystąpił do tzw. uwalniania cen ciepła. Do tamtej pory ceny energii cieplnej były regulowane przez państwo, które w dużym stopniu dopłacało do tego, aby mieszkańcy płacili mniej. Zamierzano powoli z tego rezygnować i dążyć do tego, aby ceny regulował rynek, co wiązało się z podwyżkami. Wywołało to oczywiście protesty ze strony mieszkańców oraz spółdzielni w całym kraju. Do spięć doszło także pomiędzy władzami spółdzielni a bojącymi się podwyżek jej członkami. Żeby sprawę wyjaśnić i rozwiązać, organizowano zebrania w sali gimnastycznej, na które przychodziło nawet 200 osób. Wielu domagało się odwołania władz spółdzielni, ale prezesa wsparł m.in. burmistrz Sikora i pan Jan przetrwał także tę zawieruchę. Co więcej na spotkaniach podjęto wspólnie decyzję o budowie kotłowni gazowej. Koniec końców wszystko zakończyło się pomyślnie. Podwyżki musiały być bowiem jeszcze zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki i prezesowi udało się wynegocjować bardzo korzystne stawki. W negocjacjach zresztą jeszcze nie raz potem wykazywał się sprytem i stanowczością, dzięki czemu potrafił doprowadzać do korzystnych dla spółdzielców rozstrzygnięć.

Reklama

Podczas sesji Jan Blicharz odebrał grawerton z podziękowaniami od samorządowców

Mierzyć ciepło i wodę

Tym co przez cały czas przyświecało prezesowi było zmniejszenie zużycia ciepła i wody, a co za tym idzie oszczędności dla spółdzielni i mieszkańców. Dlatego dużą wagę przykładał do termomodernizacji budynków – docieplania ścian i dachów, wymiany drzwi i okien. Starał się też trzymać zasady, aby takie zabiegi podejmować we wszystkich blokach. Bał się bowiem sytuacji, gdy z funduszu remontowego, na który składali się wszyscy mieszkańcy, wyremontowano by jeden blok, który potem odłączyłby się od spółdzielni i nie dokładał się już do innych budynków. Na termomodernizację dofinansowanie przyznała spółdzielni zresztą minister Barbara Blida.

Reklama

Zabiegiem zmierzającym do zmniejszenia zużycia wody i ciepła było także opomiarowanie, czyli założenie liczników. Na początku bowiem woda była rozliczana w ten sposób, że przyjmowano odgórnie ilość, jaką wykorzysta jeden mieszkaniec (pan Jan wspomina, że było to 7 m³ na miesiąc) i bez względu na faktyczne zużycie tyle trzeba było płacić. Prezes dość wcześnie zaczął się interesować wodomierzami i termostatami i obmyślał, aby zastosować je w Jastrowiu. Wspomina, że w Polsce wtedy jedynie w Bielsko–Białej produkowano wodomierze na licencji francuskiej. Była to jeszcze nowinka i nie raz słyszał od mieszkańców, że sobie wymyślił jakieś cacka instalować, że może lepiej poczekać i zobaczyć, jak to się u innych sprawdzi. Podobnie było z pomiarem ciepła. Niektórzy dziwili się nawet, jak to jest możliwe, żeby to mierzyć. Jednak gdy Jan Blicharz się na coś zawziął, to potrafił dopiąć swego.

Mieszkańcy nie chcieli, ale potem zobaczyli, że się uparłem i nie odpuszczę, więc pozwolili działać

Reklama

– wspomina. W efekcie zużycie wody spadło prawie o połowę. „W ubikacji mam rury i było jak pod wodospadem. Teraz myślę: czy ci z góry poumierali, czy ich nie ma?” zwierzał się wtedy prezesowi jeden z mieszkańców.

Na początku w weekend chodziły cztery piece na ciepłą wodę, a jak już wszystko opomiarowaliśmy, to chodził jeden, a w piątek i sobotę drugi stał przygotowany i nie zawsze go podpalaliśmy

– o efektach mówi Jan Blicharz. Te zagadnienia interesowały go do końca jego pracy. Jeszcze niedawno w swoim biurze sporządził sobie małą stację diagnostyczną, na której testował wodomierze szukając tego, który będzie najdokładniejszy. Wprowadzenie liczników elektronicznych będzie jednak należeć już do jego następcy.

Reklama

Mocna ekipa

Jan Blicharz podkreśla jednak, że te wszystkie sukcesy nie byłyby możliwe, gdyby nie miał wsparcia we współpracownikach. W biurze z początkowych 5 pracowników na koniec towarzyszyły mu Danuta Zimborowska i Bogusława Wołyńska, która niedawno wraz z nim przeszła na emeryturę. Prezes był za mniejszą liczbą pracowników, aby ograniczać koszty administracji.

Każdy dostał więcej pracy, ale dla mnie to może było lepiej, bo między mną a lokatorem nikogo nie było

– wspomina. Z poprzedniej ekipy przywołuje Danutę Boguszczak, która zajmowała się m.in. egzekucją należności.

Reklama

Tak potrafiła przykręcić śrubkę, że nawet komornicy tak nie potrafią, ale wszyscy mieli do niej szacunek

– tak prezes opisuje panią Boguszczak. Z kolei pani Bogusia objęła stanowisko głównej księgowej w miejsce Haliny Pietrow, która finansami spółdzielni zajmowała się od samego jej początku. Oprócz tego byli doświadczeni konserwatorzy oraz zawsze służący radą Jerzy Kotlarek. Do biura mieszkańcy przychodzili nie tylko ze sprawami spółdzielni, ale także po porady w różnych innych sprawach.

Gdyby nie było tej ekipy, to nie dokonalibyśmy tego wszystkiego

Reklama

– prezes nie był nigdy sam.

Czas na emeryturę

Jan Blicharz jest dumny z tego, co się udało dokonać i zwraca uwagę na to, jakie zmiany zaszły przez blisko 28 lat. Bywało tak, że woda była tylko po obiedzie w określonych godzinach albo co drugi dzień. Teraz już praktycznie nie zdarza się, żeby ktoś dzwonił, że nie ma wody. Podobnie prezes nie przypomina sobie, kiedy ostatni raz otrzymał sygnał o przecieku dachu, a pamięta rozmowy z kolegą po fachu ze Złotowa, Antonim Mikickim:

Antek, mam 20 przecieków

– dzwonił z żalem.

Nie martw się. Ja mam 70

– odpowiadał kolega, który jednak zarządzał większą spółdzielnią. Przez ten czas zmienili się też ludzie.

Mi się wydaje, że kiedyś byli bardziej roszczeniowi. Ostatnimi czasy to niektórych nawet pytałem: Co ty? Chory jesteś? Przychodzisz, płacisz, a na prezesa nawet nie pokrzyczysz? Chyba się ta ekipa zestarzała

– konstatuje Jan Blicharz.

Emerytury się nie obawia.

Po tylu latach pracy cieszę się, że nie będę musiał nikomu nic kazać i żeby ode mnie nikt nic nie chciał – nawiązuje m.in. do tego, że praca prezesa wymagała gotowości niemalże 24h na dobę. Teraz na pewno więcej czasu poświęci rodzinie oraz swojej wielkiej pasji

– wędkarstwu.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jula - niezalogowany 2018-01-25 20:58:14

    POLSKA - społeczeństwo to produkt niskiej jakości. Mówiąc o Policji minister wiedział co mówi już kolejny z rzędu. Gazety podają, że teraz straż miejska zaczyna sprawdzać popiół i karać obywateli za to czym palą. Wydobywają węgiel aby ratować górnictwo teraz Polska zapłaci solidne kary za niedotrzymanie norm zawartych. Kary zrzucą na społeczeństwo. I tak w koło człowieku

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości