Reklama

Atak sinic na Zaleskim

29/07/2020 17:00

Kolejny rok z rzędu woda w Jeziorze Zaleskim nie nadaje się do kąpieli. Jaka jest przyczyna? Jak zmienić tę sytuację?

Przed kilkoma dniami Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna wydała komunikat o zakazie kąpieli przy obu plażach Jeziora Zaleskiego – zarówno od ulicy Wioślarskiej, jak i Jeziornej. Czy Sanepid czyni starania o to, ażeby poprawić stan jakości wody? - Nasza instytucja nie jest od tego, żeby zabiegać o takie rzeczy. Jesteśmy od przeprowadzania badań i informowania, jak wygląda sytuacja. Nawet nie jesteśmy zobligowani do tego, żeby dochodzić przyczyn. Jeśli organizator kąpielisk otwiera je, chce, żeby ludzie z nich korzystali, powinien zabiegać o to, żeby woda była jak najlepszej jakości. Organizator kąpieliska powinien dbać o tę jakość, powinien się tym interesować – wyjaśnia Monika Skowrońska ze złotowskiego Sanepidu. Miasto powinno też dochodzić przyczyny problemu.

- W zeszłym roku o tyle można było mówić, że przyczyną jest pogoda, że było mało opadów, było gorąco i duszno. To były dobre warunki to zakwitu sinic. Ale w tym roku? Tylko w ostatnich tygodniach jest bardzo dużo opadów. Jeśli nie pada, to wieje, jest więc spory ruch wody – podkreśla. - Kiedy przed sezonem sprawdzana jest jakość wody w jeziorze, jest w porządku, dlatego kąpielisko zawsze jest dopuszczone do użytku. Później jednak zaczynają pojawiać się sinice i robi się kłopot. Nie można tego lekceważyć, bo korzystanie z kąpieli w takich warunkach może wiązać się z dolegliwościami żołądkowymi, skórnymi. Sytuacja jest szczególnie nasilona w ostatnich dwóch latach – zauważa Monika Skowrońska. Jej zdaniem miasto zdecydowanie powinno zainteresować się tym problemem. Mamy bowiem dwie miejskie plaże i ani jednego kąpieliska, gdzie woda nie sprawiałaby w sezonie problemów. - Nasze pracownice oznajmiły nam już, że przynajmniej na plaży od strony Wioślarskiej co najmniej przez najbliższe dni kąpielisko nadal będzie zamknięte – usłyszeliśmy od niej w piątek.

Reklama

Zbadać dno

Skontaktowaliśmy się ze Złotowskim Centrum Aktywności Społecznej, które odpowiada za przygotowanie kąpielisk. - Cały czas mamy tę sprawę na uwadze – zapewnia dyrektor Tadeusz Drobczyński. - Wiosną tego roku mieliśmy spotkanie z przedstawicielami firmy, która trudni się polepszaniem jakości wody na zamkniętych akwenach, jak jeziora i stawy. Firma określiła, że w pierwszym rzędzie należy wykonać badania struktury złoża, które znajduje się na dnie jeziora. Ma to pomóc określić, co się tam znajduje. Dopiero wtedy będzie można podjąć działania. Najpierw musi być diagnoza, dopiero do niej dobrana metoda działania – obrazuje.

Przyznaje, że ewentualne prace byłyby bardzo kosztowne. - Potrzeba na to przysłowiowego worka pieniędzy. Z budżetu ZCAS nie jesteśmy w stanie tego zrealizować. Jeśli już, musiałyby być do tego zaangażowane pieniądze bezpośrednio z budżetu miasta – jego zdaniem nie można wykluczyć, że na całość nie wystarczyłby milion złotych. Tadeusz Drobczyński podkreśla bowiem, że ewentualne prace musiałyby dotyczyć nie tylko kąpielisk, ale możliwie jak największego obszaru jeziora. - Są przecież prądy wodne, do tego woda przemieszcza się z wiatrem – Drobczyński zauważa, że związane z tym działania musiałyby być prowadzone systematycznie na przestrzeni przynajmniej dwóch-trzech lat.

Reklama

Ścieki na pewno nie

Pojawiają się komentarze, że jednym z problemów może być ograniczenie ruchu motorowodnego na jeziorze – zakazy podjęto w 2018 roku, od tego czasu problemy z wodą zaczęły się na dobre. - Coraz bardziej jestem skłonny do tej teorii. Jedno jest bowiem pewne, zastój wody nie jest dla niej sprzyjający. Moim zdaniem należy rozważyć zwolnienie z obostrzeń w tym zakresie. Należałoby wyznaczyć strefy umożliwiające pływanie w bezpiecznej odległości od plaży. Poza tym kąpielisko jest czynne od rana do godziny 18:00. Ruch motorowodny, który był wcześniej, natleniał wodę. Jeśli go nie ma, woda zaczyna się kisić. Warunki do zakwitu sinic stają się idealne – podkreśla T. Drobczyński.

Czy jest możliwość, że z osiedlowej zabudowy bądź z pobliskich działek do jeziora trafiają ścieki? - Jeśli chodzi o działki, głowy za nikogo nie można oczywiście dać, ale nie sądzę. Ludzie mają na działkach szamba – mówi prezes Rodzinnych Ogrodów Działkowych „Piast” Henryk Dąbrowski. W ocenie prezes Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Złotowie Edyty Iwańskiej, absolutnie nie można też mówić o problemie nielegalnego odprowadzania ścieków z osiedlowej zabudowy przy Jeziornej. - Mamy doskonale rozeznaną sytuację w mieście. Wiemy, ile posesji nie jest podłączonych do kanalizacji. To dziewiętnaście gospodarstw domowych, które posiadają jednak szamba lub przydomowe oczyszczalnie – wyjaśnia.

Reklama

Nawozy

Inna, bardzo poważnie brana pod uwagę przyczyna to spływające z pól nawozy. Zwłaszcza od strony ulicy Jeziornej. - Przez działki prowadzi rów, który odprowadza wodę z pól od strony Nowin. Jego część znajduje się pod ziemią, na końcówce, także przechodząc przez nasze ogrody działkowe, idzie naziemnie i wpada do jeziora – opisuje Henryk Dąbrowski. - Ja na swojej działce również daję nawozy, ale wsiąkają w ziemię. Po pierwsze, są tego małe ilości, a po drugie są to nawozy organiczne. Resztę nawozów używa się z kompostownika – odpowiada na nasze pytanie o nawozy spływające z obszaru ogrodów działkowych.

Sanepid także jest skłonny przystać na tę teorię. Wręcz przekonana do niej, jako do źródła problemu, jest również Edyta Iwańska. - Na podobny temat pisałam pracę dyplomową. Główny problem wynika z tego, że z pól spływają nawozy. Zakwity sinicowe powstają wtedy, kiedy jest za dużo fosforu i azotu. Rośliny dostają nawóz NPK, w którym jest za dużo substancji odżywczych. Woda z tym sobie nie radzi i zakwita – wyjaśnia. W ubiegłym roku nie było jednak tak intensywnych opadów, więc z czym nawozy miałyby spłynąć do jeziora? - No właśnie. Gdyby deszcz systematycznie tylko siąpił, zostałoby to wchłonięte w glebę, tymczasem wszystko utrzymuje się na powierzchni. Wystarczy jeden bardzo intensywny deszcz i powierzchniowo to wszystko spływa – wyjaśnia.

Reklama

Edyta Iwańska nie ma wątpliwości, że intensywniejszy ruch motorowodny to podstawa w utrzymaniu lepszej jakości wody. - Gdy w Szczecinku ratowano jezioro, punktem wyjścia też była trzecia klasa. Udało się przejść na drugą. Raz, że zastosowano pływające po jeziorze aeratory, do tego środki chemiczne, a dwa, że przede wszystkim miasto poszło w stronę wodnej turystyki. M.in. dlatego zrobiono wyciąg do nart wodnych, pływają łodzie czy tramwaj wodny.

 

Piotr Steffen

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2020-07-29 18:17:57

    Moze a nawet napewno dobrym rozwiązaniem byla by melioracja oczyszczenie, powiekszenie dopływów wody, od strony Gorznej jak i od strony zacisza, którędy woda biegnie do miejskiego, pomoglo by to na lepszy przeplyw wody. Moze warto tym sie zaintetesowac, moze udalo by sie uzyskac na to pieniazki z uni...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • gość 2020-07-30 10:07:44

    Większej bzdury nie słyszałem. Polecam kanał:. Wolne Rzeki na Y tube. Żadne melioracje. Wystarczyłby 2 urządzenia napowietrzające i oczyszczające wodę zlokalizowane w pobliżu kąpielisk.

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-07-29 20:20:38

    W dodatku poprzednia wladza - w ZCAS ograniczała ruch motorowodny, bo komuś przeszkadzały motorówki etc. Nic tylko usiąść i rozłożyć ręce, brak słów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama