Reklama

Aż do śmierci

14/08/2012 00:00
Jubileusze 50-lecia pożycia małżeńskiego zdarzają się dość często. 60-lecia też bywają, ale świętowanie 70. rocznicy małżeństwa to absolutna rzadkość. Niewiele brakowało, a taką rocznicą mogliby się cieszyć Genowefa i Jan Macińscy z Trudnej

Do pełnego jubileuszu zabrakło zaledwie kilku tygodni, niespełna trzech miesięcy. Pani Genowefa zmarła drugiego lipca, rocznica wypadłaby 27 września. Przed śmiercią pani Genowefy małżonkowie wspólnie odebrali specjalne Apostolskie Błogosławieństwo od Ojca Świętego Benedykta XVI.

Przysięgali

Pani Genowefa urodziła się w 1921 roku. Małżonkowi leci właśnie 94 rok życia. Poznali się jako nastolatkowie, młody Janek miał 17, a jego wybranka 15 lat. Wspólnej znajomości nie musieli daleko szukać, pochodzili z tej samej wioski w Kieleckiem. Gdy pan Jan osiągnął pełnoletność zgłosił się na ochotnika do wojska. Przydział dostał dopiero na kolejny rok i wtedy też na dłużej rozstał się z przyszłą małżonką. – Wiedziałem, że będzie na mnie czekała, złożyliśmy sobie przysięgę – wspomina, a w jego oczach pojawiają się łzy wzruszenia. – Tata jest twardy, ale jak tylko mówi o mamie zaczyna płakać – dopowiada córka. W 1939 roku ochotnika szybko wciągnęła w wir wydarzeń wojna. Pan Jan przez kilka miesięcy walczył na froncie, ranny trafił do szpitala, do niewoli. W szpitalu w Tarnowie spędził kilka tygodni, po czym został zwolniony do domu. W kolejnych latach pan Jan był członkiem Armii Krajowej oraz Narodowych Sił Zbrojnych. – To była prawdziwa partyzantka – wspomina silnym, zdecydowanym głosem. Wojenne życie nie szczędziło problemów, które także pani Genowefa odczuła na własnej skórze. – Kiedyś Szwaby wpadły do domu. Ja pracowałem na polu, ale w domu zostawiłem mundur, pas i polówkę. Już na miejscu okładali żonę, a potem 10-miesięczną córkę zostawili, a żonę zabrali do aresztu. Tam też jeszcze oberwała – relacjonuje wdowiec, dodając, że z pomocą polskich wojskowych małżonkę udało się wyciągnąć na wolność.



Jadą po ciebie, Janek


Młodzi nie czekali ze ślubem do końca wojny. Związek małżeński zawarli 27 września 1942 roku, wieńcząc nim kilkuletni okres narzeczeństwa. Krótko po zakończeniu wojny małżeństwo z trzyletnim stażem zadecydowało o wyjeździe na zachodnie ziemie. Mieli tutaj znajomych, którzy zachęcali do przyjazdu. Od początku państwo Macińscy zamieszkali w budynku, w którym rodzina mieszka do dzisiaj. Choć wiele domów w Trudnej było zostawionych przez niemiecką ludność pustych, oni początkowo dzielili cztery ściany z Niemcami. Gdy zostali już sami, rozpoczęli pracę na 15-hektarowym gospodarstwie. Pan Jan jeszcze przez wiele lat odczuwał skutki swojej przynależności do NSZ. Tym razem we znaki dawali się Rosjanie i lokalne struktury Urzędu Bezpieczeństwa. Apogeum nadeszło na początku listopada 1946 roku. Pracował w polu, gdy jedna z sąsiadek przybiegła ostrzec... – Jadą po ciebie, Janek – usłyszał od wystraszonej kobiety. Pan Jan nie miał wielkiego wyboru, dom był w zasadzie pod ciągłą obserwacją, wiedział, że nie może do niego wrócić. Ukrywał się całą zimę. Najpierw przez tydzień w niedalekich Rozworach, później u znajomych w okolicach Krajenki, a następnie w pobliżu Czarnkowa, niespełna kilka kilometrów od miejscowej siedziby UB. Macińscy mogli liczyć na wsparcie sąsiadów i znajomych, którzy, nie chcąc narażać pani Genowefy na niebezpieczeństwo, często sami dostarczali małżonkowi jedzenie.
[[nowa_strona]]
Energiczny staruszek

Gdy w 1947 roku  wprowadzono amnestię, pan Jan podjął ryzyko i sam zgłosił się do Urzędu Bezpiczeństwa. – Wiedziałem, że to będzie wóz albo przewóz – wspomina. Wizyty w złotowskim urzędzie nie należały do przyjemnych, ale opłaciły się. Można było wrócić do domu, choć przez kolejne lata pan Jan wielokrotnie, w zasadzie co kwartał, musiał zgłaszać się na kolejne wizyty. Spokój przyszedł dopiero po dekadzie, gdy nastały rządy Władysława Gomółki.

Kolejne lata wspólnego życia to praca na gospodarstwie (powiększonego za czasów Solidarności do 20 hektarów) i wychowanie trójki dzieci, dwóch córek i syna. Ten zmarł niestety w wieku niespełna 20 lat. Pan Jan uśmiecha się, gdy słyszy o dzisiejszych protestach dotyczących wydłużenia wieku emerytalnego. – Ja miałem 73, a żona 71, gdy przeszliśmy na emeryturę. Nie chciałem wcześniej prosić się komuchów – argumentuje.

Trzeba podkreślić, że pan Jan to człowiek pełen wigoru. – Panie, mam 94 lata, a do dzisiaj sam samochodem jeżdżę. Pracy nigdy się nie bałem, nie oszczędzałem się, na zdrowie też raczej nie narzekam, a miałem cztery zawały serca. Nawet papierosy paliłem przez siedemnaście lat, ale jak powiedziałem sobie, że koniec, to koniec i jak 34 lata miałem z dnia na dzień rzuciłem... Joasia, zrób kawę, podaj ciasto – zdecydowanym głosem zachęca córkę do poczęstunku. Każde zdanie wymawia zdecydowanie, mówi szybko, zdaje się, że nie waży specjalnie słów, widać i słychać szczerość w jego postawie. Postawie człowieka wiekowego, ale dumnego. Nawet ze swojej podstarzałej, ale wciąż będącej na chodzie łady 1500.



Zbuntowany

W Trudnej państwo Macińscy wspólnie przeżyli blisko 67 lat. Czekali na wrześniowy jubileusz, w lipcu oczekiwanie niestety zostało przerwane. – Żona była uparta, dużo bardziej niż ja, ale dobra była kobieta – w oczach pana Jana ponownie pojawiają się łzy. Widać w nim bunt, brak zgody na to, co się stało. Mogłoby się wydawać, że im człowiek starszy tym bardziej pogodzony z przemijalnością. Nie w przypadku pana Jana. Zagadywany o duchową stronę życia, o pośmiertność, macha bezradnie ręką. Ale przyznaje, że próbuje wierzyć, że nie stroni od modlitwy, przede wszystkim tej w intencji zmarłej towarzyszki życia. – Codziennie odmawiam za nią „Wieczny odpoczynek...” – wzruszony z trudem wypowiada to zdanie. Zapytany o receptę na szczęśliwe małżeństwo nie odwołuje się do wielkiej filozofii. – Ani się nie bilim, czasami jedynie pokłócilim, nawet krótko przed śmiercią – mówi z niezwykłą szczerością. – My się z żoną kochali po prostu.

Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości